Mentionsy
9. Tolkien a sprawa polska
Czyli co nieco nie tylko o przekładzie Władcy Pierścieni w wykonaniu Jerzego Łozińskiego, ale ogólnie o tym, co w tłumaczeniu wolno, a czego nie wolno.
------
W odcinku wykorzystano fragment kawałka Pearls Before Swine – Ring Thing, oraz akompaniament w postaci The Shadow of the Past Howarda Shore'a.
Szukaj w treści odcinka
I żeby w ogóle zacząć analizować omawiane dziś tłumaczenia, a zwłaszcza pomysły Jerzego Łozińskiego, należy najpierw ogarnąć kilka kwestii wyjaśniających motywację i metody przekładu.
Co prawda nie posiadłem mocy czytania w myślach, więc mogę tylko gdybać, co kierowało Łozińskim, gdy tworzył swoją własną wersję władcy, ignorując przy tym całkowicie polski kanon nazewnictwa ustalony przez Marię Skibiniewską już w latach 60.
Drugie tłumaczenie, na którym się dzisiaj będziemy najbardziej skupiać, popełnił Jerzy Łoziński w połowie lat 90.
Warto dodać, że Skiminiewską również poprawiano w kolejnych wydaniach, ale zmiany w jej tłumaczeniu nie musiały być aż tak poważne, by wydawcy musieli dopisywać na wstępie, że poprawki wprowadzono za zgodą tłumacza choć wbrew jego woli, jak Łozińskiego.
A że Internet był w polskiej rzeczywistości lat 90. zjawiskiem raczej egzotycznym, to ożywione dyskusje na temat nowego tłumaczenia Jerzego Łozińskiego rzuciły mi się w oczy i uszy no nieco później.
Jednak nie uprzedzajmy faktów, bo najpierw warto by się zastanowić co kierowało Jerzym Łozińskim przy nowym przekładzie.
I zestawione obok siebie tłumaczenia Skibiniewskiego oraz Łozińskiego to są jedne z najlepszych przykładów tych przeciwstawnych pojęć.
I sądząc po wypowiedziach Jerzego Łozińskiego oraz gdybając od lat nad jego tłumaczeniem, mogę zaryzykować i zgadnąć, że między innymi taki miał zamysł, gdy przysiadał do swojej wersji władcy.
Ale problem z pierwotną translacją Łozińskiego nie leży w jego chęci udomowienia Śródziemia dla czytelników.
Nie, ale główną bolączką Łozińskiej wersji jest fakt, że udomowienie w wielu wypadkach nijak nie czyni materiału źródłowego bardziej zrozumiałym.
Bo tak właśnie Łoziński przełożył nazwę elfiego miasta Rivendell.
Jak wół, panie Łoziński.
Choć przyznaję, że jest u Łozińskiego pewna konsekwencja w tym zamyśle, bo w pierwszej edycji jego tłumaczenia niemal wszystko zostało spolszczone.
Ja naprawdę doceniam tę próbę, ale jak już tyle nazw i nazwisk Łoziński przetłumaczył wprost, bo taki Merry na przykład to jest u niego rady, zgodnie ze znaczeniem zresztą, to dlaczego w wielu miejscach ślił się na wymyślanie nieistniejących słów stylizowanych na język staropolski?
Mniemam, że może próbował jakoś tu naśladować autora i popisać się słowotwórstwem, ale Łozińskiemu zdecydowanie zabrakło tu przede wszystkim jakiejkolwiek spójności znanej z oryginału.
Choć jest to mój ulubiony wymysł Łozińskiego.
Z Łozińskim zaś mam ten problem, że nie jestem w stanie określić, z czego właściwie wynikają błędy tłumaczeniowe w jego przekładzie.
Rody się Łozińskiemu mylą z krainami, rzeki mu się mylą z ruinami.
I to jest jeden z najczęściej przywoływanych przykładów niestaranności Łozińskiego.
Ja sam wiem z doświadczenia, że jak człowiek ma miliard stron tekstu do przerobienia, to w pewnym momencie mu się fakty mylą z datami i zapomina najprostszych słów, ale po pierwsze błędy pojawiają się już na pierwszej stronie, gdzie Łoziński uważa Bilbo za miejscowego starca, więc raczej się nie zdążył zmęczyć materiałem.
A nawet i to nie jest w tym pierwszym przekładzie Łozińskiego najgorsze.
Natomiast Łoziński, po raz kolejny, nie do końca z... no nie wiem, nie rozumiem czemu to zrobił, ingeruje w treść utworu tak bardzo, że przekręca charakterystykę postaci.
Dlaczego, panie Łoziński?
Podobnie ma się sprawa przecież z napomkniętymi już wcześniej ukradkiem, krzatami, jak raczył nazwać pan Łoziński krasnoludy.
Oczywiście przemawia przeze mnie przyzwyczajenie do ustalonej polskiej nomenklatury w tym wypadku, ale ja wiem, że krasnolud się zagnieździł głębiej niż Balrog w Morii, więc jakiekolwiek inne określenie wydaje się niepotrzebną komplikacją, ale trzeba wyraźnie podkreślić, że te komplikacje czasem wychodzą poza wszelkie przyjęte normy branży tłumaczeniowej, bo Łoziński po prostu dopisuje coś od siebie, do materiału źródłowego.
Gdzie ten pierścień miał oczko z kamieniem, panie Łoziński?
To teraz zobaczmy jak ten słynny, króciutki poemat brzmi w przekładzie Łozińskiego.
No raczej nie, panie Łoziński, nie tylko w samym utworze nie ma słowa o jakim jest zwycięstwie Mordoru, ale też ta moc ostatecznie nie zwycięża, co pan szanowny świetnie wie, bo przecież doczytał całość do końca w trakcie tłumaczenia.
Ta w ogóle składnia u Łozińskiego to jest jeszcze oddzielny temat, bo ta stylizacja na staropolszczyznę czasami sypie całą konstrukcję.
Ja serio odnoszę wrażenie, że Łoziński postanowił na siłę zrobić wszystko inaczej, byleby nie być zbytnio porównywanym ze Skibiniewską.
Ja to tłumaczenie Łozińskiego nieironicznie i serio polecam przeczytać.
W ostatnich kilku latach widziałem w sieci kilka ankiet dotyczących ulubionego tłumaczenia Władcy Pierścieni i Łoziński oczywiście wszędzie zajmował ostatnie miejsce, ale po wczytaniu się w odpowiedzi okazywało się, że no cóż, masa osób z tym przykładem nigdy styczności nie miała.
Zresztą ludzie zaczynający nieco przydługą przygodę z Władcą Pierścieni od Łozińskiego narzekają na niego najmniej.
Ale nic z tym dziwnego, bo sam przyznam, że w oderwaniu od całego kontekstu utartego kanonu Śródziemia i tłumaczenia Skibiniewskiej Łoziński może się niektórym podobać.
A pan Łoziński zapędził się miejscami aż tak daleko,
Zresztą posłuchajcie sami, bo mam tu przytuczone słowa z jego listów, wydanych przez Pruszyńskiego i spółkę, tłumaczonych przez Agnieszkę Sylwanowicz, znaną polską badaczkę Śródziemia i przy okazji przeciwniczkę pomysłów Łozińskiego z wiadomych względów.
Obaj się do dziś cieszą w swoich krajach podobną sławą co Łoziński.
Co najzabawniejsze, wszystkie te tłumaczenia są starsze od przekładu Jerzego Łozińskiego o kilka dekad.
A jednak Łoziński, mając w latach 90. dostęp do uwag autora i świadomość tego, jak przyjęto zbyt daleko idące zmiany kolegów po fachu, uznał, że teraz to na pewno się uda.
Łoziński uznał, że po nim choćby potop.
Ostatnie odcinki
-
11 tłumaczeń, które zmieniły bieg historii
24.02.2026 17:22
-
10. VHS – złota epoka tłumaczeń
12.10.2025 13:05
-
9. Tolkien a sprawa polska
18.06.2025 17:08
-
[ZWIASTUN] Odcinek 9
07.05.2025 15:48
-
8. Językowa wojna płci
01.05.2025 04:25
-
7. Tłumacz w starciu z historią
02.04.2025 17:04
-
Szybki szpil #1 - Jak się człowiek spieszy, to ...
29.03.2025 18:12
-
6. Jak internet odmienił branżę tłumaczeń?
15.03.2025 05:15
-
5. Kto i po co tłumaczy porno? [ODCINEK SPECJALNY]
03.03.2025 05:15
-
4. Dobre tłumaczenie sprzeda nawet kiepski produkt
24.02.2025 05:00