Marek Czyż: Rymanowski jest prawicowcem
https://www.instagram.com/zurnalistapl/__Chcecie się uczyć angielskiego? Łapcie darmową lekcję tutaj:https://tutlo.pro/ZURNALISTATUTLO_____10% na wszystkie produkty, również przecenione obowiązuje na www.bielenda.com i www.skinarte.comKOD rabatowy: ZURNALISTA10
A jeszcze jeden element, który ceniłem nade wszystko. O dziesiątej byłem po robocie. Że mają świadomość tempoty propagandy, którą tam uprawiano. Rozgarnięty bardziej niż kupaliści człowiek po prostu nie podejmuje się takich działań tylko po to, żeby zbudować własną instytucję. Dziękuję, że ze mną jesteście, bo to dzięki wam mój podcast został najpopularniejszymi rozmowami w 2024 roku. Chciałbym, by ten komunikat, który usłyszycie teraz, był częścią mojego podcastu zawsze. Jedną z zasad, którymi się kieruję wybierając swoich gości do podcastu jest ta, że warto rozmawiać z każdym. Harari w jednym ze swoich wywiadów powiedział, że dzisiaj największą siłę i moc na świecie ma rozmowa. Dzisiaj rozmową możemy zacząć piękną przyjaźń i zakończyć wielki konflikt. Tylko musimy mieć chęć wysłuchania drugiego człowieka. Dlatego ja rozmawiam z każdym.
Chcę poznać historię życia mojego rozmówcy bądź rozmówczyni. Nie chcę nikogo wybielać, tak samo nie chcę nikogo upokarzać, bo tego żądają ludzie w komentarzach. Nie pomijam trudnych tematów, ale nie rozmawiam tylko o nich. Dlatego każdy, kto ze mną rozmawia, rozmawia na tych samych zasadach. Czy jest politykiem, artystą czy biznesmenem. Dlatego może dzisiaj usłyszycie w moim podcaście kogoś, kogo kochacie, a jutro kogoś, kogo nienawidzicie. I niezależnie jakie to emocje, postaram się pomóc wam poznać tego człowieka. Żurnalista uczy się angielskiego w Tutlo. Bielenda Outdoor Challenge. Kompleksowa pielęgnacja bez kompromisów. Multifunkcyjne działanie dzięki zaawansowanym składnikom aktywnym. Energia i rewitalizacja. Redukcja cieni i zmarszczek. Efekty widoczne już po pierwszym użyciu.
Nawilżenie, ukojenie, ochrona. Bo męska pielęgnacja też może być prosta i skuteczna. Gotowy na wyzwania? Szukaj na Bielenda.com Dzień dobry Państwu. Rozmowy żurnalisty są przeznaczone dla osób pełnoletnich ze względu na występującą w nich treść. Pozdrawiam, Adam Mergaldarski. Żurnalista. Rozmowy bez kompromisów. Dzisiaj u mnie pan Marek Krzyż, dzień dobry. Dzień dobry, miło mi to zaszczyt tu być. Nie, to zaszczyt pana gościć. Nie, bez przesady, ja jestem przezroczysty, natomiast ten podcast to jest naprawdę jakość. Nie, nie, no myślę, że pan zupełnie nie jest przezroczysty, bo jeżeli dzisiaj się skupimy tylko i wyłącznie na TVP, to może patrzę na to tak, że dla wielu osób wydaje się pod postacią kontrowersyjną, ale jednak cała pana kariera dziennikarska jest o dużo, dużo większej ilości danych niż może się wydawać komuś, kto dzisiaj tylko i wyłącznie będzie kojarzył pana, mówiąc z nawiasia, z czystej wody.
Mam nadzieję, że jest więcej osób, które mają czas, ochotę na taką wnikliwą analizę. Boję się, że to jest inaczej. Na pewno jest inaczej, bo trochę o tym rozmawialiśmy przed samym nagraniem, ale też wydaje mi się, że pana historia jest na pewno do opowiedzenia, bo ona jest o dużej pasji i miłości do tego zawodu, bo pan miał wiele momentów, gdzie mógł pan powiedzieć wysiadam z tego, już nie chcę się w to bawić. Wie pan, to nie zawsze wynika ze szlachetnych pobudek, to czasem wynika z braku wyboru albo z czystego lenistwa. To i tylko to w istocie umiem robić. Lepiej, gorzej, to jest kwestia oceny. Są dziennikarze, którzy poszli do PR-u, są dziennikarze, którzy gdzieś tam po prostu wybrali alternatywne zawody. Nie wiem, czy potrafiłbym to robić, więc trzymam się tego, co jak mi się wydaje, robię na poziomie, który jest akceptowalny. A zawsze pan o tym marzył?
Nie. Jak już mówiłem w tej krótkiej sądzie, ja naprawdę chciałem być marynarzem. Ja nawet nie zgooglowałem, bo wtedy nie było jeszcze Google'a, ale byłem bardzo silnie wyposażony w wiedzę o tym, gdzie jest Wyższa Szkoła Morska, jakie egzaminy tam się zdaje, co trzeba, jak trzeba. I wiedza o tych egzaminach, które są do zdania, wybiła mi z głowy. Zostanę marynarzem, bo ja jestem pozbawiony jakichkolwiek... ścisłych cech, a fizyka, matematyka to tam są absolutnie niezbędne do życia elementy. A skąd w ogóle pomysł bycia marynarzem? Nie wiem. Ja zawsze lubię morze. Zawsze fascynowały mnie statki jako konstrukcje, które ludzie stworzyli. Zawsze mnie fascynowały odległości, które one pokonują. To nawet nie miało związku z egzotyką miejsc, które się odwiedza, ale z przestrzenią, którą się pokonuje.
z koniecznością bycia w takiej zamkniętej przestrzeni z grupą ludzi, którzy są skazani na siebie, mają bardzo endemiczną wiedzę, wykonują dość endemiczny zawód. muszą i potrafią tęsknić prawdziwie, bo to są miesiące spędzone w odosobnieniu. To była taka silnie romantyczna wizja tego zawodu, dość szybko spacyfikowana przez rzeczywistość. A planem B od razu było dziennikarstwo, czy były jeszcze inne plany? Planem B było prawo, bo studiowałem prawo na Śląskim Uniwersytecie. Zakończyłem moją karierę... pisząc pracę magisterską w Katedrze Historii Prawa u pana profesora Lityńskiego, ale potem pojawił się, nie w moim życiu, bo był od dawna, ale pojawił się pomysł mojego przyjaciela Kamila Durczoka, zróbmy radio, takie prawdziwe, profesjonalne, zawodowe radio, prywatne.
No i uznałem, że zrobię to, a nie będę adwokatem, sędzią, prokuratorem, notariuszem czy kimkolwiek innym. A w którą stronę byłoby panu najbliżej? Mówi pan o tych prawniczych zawodach? Zawsze chciałem być sędzią, ale mój świętej pamięci tata kiedyś podczas rodziny uroczystości, kiedy moja rodzina pytała, babcia Józia szczególnie, to kim będziesz Mareczku po tych studiach prawniczych, kiedy powiedziałem, chciałbym zostać sędzią, mój tata podniósł wzrok znad gazety i powiedział chyba piłkarskim. I miał trochę racji. To nie byłby zawód dla mnie w ogóle. To jest zawód dla bardzo pracowitych ludzi. Ja wiem, że w tej sądzie mówiłem o tym, że jestem pracowity, ale w trochę innym obszarze. Ja się nie boję wyzwań, ciężkiej pracy. Natomiast byłbym kiepski w studiowaniu akt, w pisaniu uzasadnień, w śledzeniu wokandy.
To nie byłby zawód dla mnie z całą pewnością. Bo to wie pan, myśmy wybierali, a było nas wielu, te studia prawnicze wyposażeni w taką wiedzę opartą na serialach Horwyt Emidy. Kontradyktoryjna amerykańska sala rozpraw, kwieciste wymowy adwokatów, utarczki słowne, spory. W polskim prawie to tak nie działa. No nie działa, to jest amerykańska wizja tego. Wszyscy prawnicy, a z nami trochę są wyjątkowo mało elokwentnymi ludźmi, nie mieli mi żadnych szans na na takiej arenie, jaką jest amerykański sąd, gdzie trzeba dwunastu gniewnych ludzi przekonać do swojego argumentu, to by się nie udało. Nikt ich zresztą w tym kierunku nie szkoli, więc to całkiem inna szkoła. Amerykańskie filmy mogą zarysować piękne marzenia o czymś, co nie istnieje. O wszystkim. I rzeczywistość może wydawać się potem niestety brutalnie szara.
Ale zahaczył pan już trochę o dom, zahaczył pan trochę o tatę, trochę o babcię. Jakie wartości wyniósł pan z domu? W jakim domu się w ogóle pan wychował? Ja się wychowałem w dość ciekawym domu, ponieważ wychowałem się wbrew dość utartym przekonaniom. Ja się urodziłem pod Czantorią, a nie nad kopalnią. Ja nie jestem Ślązakiem, ja jestem Góralem. Może nie z innym, ale wioska, z której pochodzę, była przypięta do zboczy Czantorii. To jest dość znany w Beskidzie szczyt, więc czasem mam wielką ochotę mówić o sobie per góral. Ktoś tam się z tego śmieje, ktoś nie, ale moja rodzina była góralska. I moja mama była taka nastajaszcza góralka, bo urodziła się pod Pilskiem. Mój ojciec i jego rodzina pochodzili z Wisły, więc to tacy prawdziwi górale. I mam duży sentyment do tego środowiska.
To był ciekawy dom, bo myśmy się wychowali w rodzinie katolickiej, ale w środowisku ewangelickim. Otoczeni bardzo silną diasporą ewangelików, bardzo przyzwoitych ludzi. I bardzo cenię znajomość z tymi protestantami właśnie, bo oni mają taką bardzo fajną filozofię życia. Oni uważają, że jeżeli w życiu im się powodzi, to znaczy, że Bóg im sprzyja, że są dobrymi ludźmi. I te wartości gdzieś tam się przelewały też w tą naszą katolicką rodzinę. Myśmy uważali, że wyznacznikiem naszego naszej jakości jako ludzi jest także to, czy jesteśmy gnębieni przez świat, czy nie. I to był taki dom, w którym się bardzo pierwotnie lubiło siebie nawzajem, bo miłość to jest takie, wie pan, wielkie słowo.
Ludzie muszą się lubić, muszą być przyjaciółmi swoimi. I to była taka rodzina właśnie. Bardzo pospolita, bardzo prosta. Żadnych finansowych, majątkowych komplikacji. Po prostu życie z dnia na dzień. Ale były takie rytuały, które panu się od razu kojarzą z dzieciństwem, że jak pan miałby pomyśleć o dzieciństwie, to myśli pan o tym i o tym, że co robiliście razem. Oczywiście. Wigilia. Absolutnie niezwykła wigilia, ponieważ na stole wigilijnym w moim rodzinnym Goleszowie nie było ani jednego wigilijnego dania. Nigdy. Poza zupą, poza barszczem, czasem grzybową, ale rzadka rzecz. Może dlatego, że ta moja rodzina nieco wcześniej lokalizowana w historii, czyli nie moi rodzice, ale dziadkowie i pradziadkowie dużo podróżowali po świecie.
Moja babcia urodziła się w Cluj-Colojvary, jak kto woli, Clausewitz kiedyś nawet, tak się to nazywało. To chyba w Rumunii dzisiaj, czy na Węgrzech. Mój pradziadek był budowniczym mostów. Nie był inżynierem, ale budował mosty razem z ekipą budowniczych mostów po całej Europie. Oni sporo podróżowali, więc te takie... Ściśle polskie tradycje były słabo osadzone w naszej rodzinie. Ale stół wigilijny i jego zastawa była najmniej istotna. Ważne było to, że wigilia była bardzo ważna dla nas. To był taki moment, na który byśmy bardzo długo czekali. On nam wyznaczał rok. Nie Sylwester, nie 1 stycznia, tylko wigilia była tym, co odhacza rok. W pana domu było tak, że ktoś pana zaraził np. jakąś wiedzą, jakimiś książkami, czymś takim, co dzisiaj pan ma w głowie i np.
przekazywał pan swojej córce? Mój ojciec. Ponieważ on nie miał szansy zostać intelektualistą. Nie dlatego, że nie miał takiego kapitału intelektualnego. To był bardzo mądry człowiek. Bardzo czytany, bardzo elokwentny. Na tamte czasy można było mówić, że w tej małej skali był moim erudytą. to on mi pomagał w nauce. On uwielbiał książki zresztą. Tych książek zostało w tym rodzinnym domu do dziś setki. Chociaż pewnie tysiące, bo tam jeszcze piwnica jest zawalona książkami. Więc to jest taki najmocniejszy akcent osobowościowy w moim życiu. Ten pamiętam najmocniej i wiem na pewno, że on mnie bardzo silnie ukształtował. On mi opowiadał o życiu. On mi mówił o tym, co w życiu warto, czego nie warto.
I bardzo żałuję tego, że że życie w tych wczesnych 50-tych latach mu nie pozwoliło na to, żeby skończyć studia. Nie było takiej możliwości. To jest historia, historia, historia, która wpłynęła na życie mojego ojca. Losy jego ojca w czasie wojny spowodowały, że po wojnie młody Januszek nie miał żadnych szans na przyzwoitą karierę w tamtych czasach, zwłaszcza naukową. To jakie książki się panu kojarzą jednoznacznie z tatą? Z ojcem? To zależy jaki czas w moim życiu byśmy rozpatrywali, bo on mi te książki serwował, widząc ile mam lat i na którą książkę intelektualnie zasługuję, a na którą jeszcze nie. To naprawdę musiał być bystrym i światłym człowiekiem.
Bardzo bystry był z niego gość. Więc przyszedł czas na trylogię oczywiście, kiedyś, ale też na Lato Leśnych Ludzi Rodziewiczówny, kiedyś tam jeszcze wcześniej. Był czas na Dzielnego Wojaka Szwejka, ale był też czas na Poletko Pana Boga Caldwella. Był czas na grona gniewu, ale był też czas na hrabinę Kozel. Nie, przepraszam, na hrabiego Monte Cristo. Wszystko w swoim czasie i w swojej porcji. Myślę, że dobrze to wymyślił. A jak wymyśliła pana dzieciństwo, pana mama? Miłością wielką. Ona zresztą jest do dziś. Chyba tak to powinno wyglądać. Ona wybaczała wszystko. Od uwag, od karania, od...
Wskazówek był ojciec. Mama była zawsze od wybaczania, głaskania, poklepywania. Też zależy od tego, ile miałem lat, bo tam głaskanie z tą dwudziestką się skończyło, ale poklepywanie się zaczęło wtedy. Pocieszanie, wskazywanie, że wszystko będzie dobrze. To ona była takim miejscem, do którego się szło pierwotnie wypłakać, kiedy tata nakrzyczał. Nigdy nie uderzył. Nie pamiętam takiej sytuacji, żebym od niego zarobił. Chociaż wiedziałem, że bywało blisko. Ale to też wyjątkowe, patrząc na okoliczności, miejsce, w którym pan dorastał i czasy. Wie pan, jak to jest? Dziś każdy, chyba każdy, pytany przez pana tutaj powie, mój tata nigdy mnie nie uderzył. Nie. A różnie mogło być, nie? Mówili, że bił? No okej. Mówili, mówili, właśnie dlatego mówię, że to jest niespotykane.
Bardzo często jednak ludzie już przyznają się do tej agresji, przyznają się też do dużej ilości alkoholu w tamtych czasach. A to jest pan inna opowieść. To jest całkiem inna opowieść. Alkohol w historii tej rodziny miał zawsze swoje miejsce. Tam nie było alkoholików i pijaków, natomiast on był oczywistym elementem rodzinnych zjazdów. Na co się zrzymałem bardzo często, ponieważ bywało bardzo często tak, że ja musiałem liczyć na mojego tatę, że pomoże zbudować rozprawkę, że pomoże odrobić zadanie z matematyki, a widziałem, że kiedy goście się rozchodzili, to nie zawsze były do tego stosowne okoliczności, że tak to mówię. No i też nie chciałbym tworzyć takiego wrażenia, że to było rodzino abstynentów, nic takiego się tam nie działo. Nie. To nie był alkohol, który w czymkolwiek przeszkadzał, ale był.
Tak uczciwie trzeba powiedzieć, że był. No nie, no przecież, bo alkohol wtedy też miał zupełnie inną otoczkę. Dzisiaj się rozmawia o problemie, ale wtedy był traktowany jako coś wyjątkowego do uczczenia jakiejś chwili, uczczenia jakiejś danej sytuacji, zapamiętania. Ja jestem z pokolenia ludzi, którzy pamiętają, jakie znaczenie miała godzina trzynasta jeszcze. To są odległe historie, ale ja to jeszcze pamiętam. A jakim był pan nastolatkiem? Zakompleksionym straszliwie. A co to znaczy, że zakompleksionym? No zakompleksionym, bo ja miałem ogromne kłopoty z zaakceptowaniem tego, jak wyglądam. Tego, że akceptuje mnie środowisko, na którego zdaniu o mnie mi zależy. Wie pan, przychodzi czas, kiedy człowiek zaczyna się interesować tym, że są wokół niego kobiety. I to jest nastoletni czas niestety w życiu każdego człowieka. No i jeżeli tu jest jakiś problem, to on urasta do rangi trudnej do opisania.
Wszystko od tego zależy, wszystko się tym definiuje, wszystko się sprowadza do tej wartości. No i to był taki czas, kiedy miałem z tym jakiś tam problem. No oczywiście minęło, bo wszystko mija z czasem, natomiast to te ślady tego zostały do dziś. No bo jeżeli są kompleksy, to zazwyczaj się albo popisujemy, albo zamykamy w sobie. No ja byłem z tych drugich. Jak bardzo się zamykował pan w sobie? No, to było takie niebywanie. To się skończyło w połowie liceum mniej więcej, bo machnąłem na to ręką. Ale to trochę jednak trwało. Ale trochę trwało. Znaczy, wie pan, machnąłem ręką trochę także dlatego, że na skutek pewnych tam sportowych historii to się zaczęło zmieniać. I przestała być takim kłopotem. Natomiast do tego momentu odpowiedzią na to wszystko było zamykanie się.
Unikanie spotkań, imprez, bywania. To była najprostsza metoda i skuteczna całkiem. Czyli jak myślę o panu w kategorii dziecka, który czyta dużo książek, które podrzuca mu tata, jest ministrantem w kościele i bywa samotnikiem, to jest... Skąd mać, że był ministrantem w kościele? Dobry pan jest, okej. To dobrze myślę. Tak, tak, tak. A jak już pan się, powiedział pan, że potem pan się do tego zdystansował, to co się otworzyło w tej, nie wiem, drugiej, w połowie drugiej klasy liceum? Towarzystwo. Ale wtedy można z tym je wykorzystać nieproporcjonalnie do możliwości i do wieku. Nie te czasy. Myśmy się, jeżeli pan o tym mówi, oczywiście upili po raz pierwszy z trójką moich kolegów, dwójką, przepraszam, z Tadeuszem i z Grzesiem, nazwisk nie wymawiam, bo nie wiem, czy by sobie tego życzyli.
Kupiliśmy sobie w Pewexie, bo wtedy jeszcze były Pewexe, za 2,40 euro centów, że nie euro centów, 2,40 centów, ale w bonach, PKOBP, a nie dolarach, koniak marki Maxim. największe obrzydlistwo, jakiego kiedykolwiek tknąłem. Kupiliśmy sobie ten koniak, do tego na zagrychę ćwiartkę arbuza. Wypiliśmy ten koniak w domu mojego kolegi Grzegorza. Myśmy się do tego stopnia urządzili piciem tego czegoś i zagryzaniem, że oczywiście wszystkim tym udekorowaliśmy mieszkanie. To wyglądało, jakby komuś tam odstrzelono głowę, ten arbuz rozrzucony po całym mieszkaniu. Jedyny taki i pierwszy moment, kiedy skosztowałem alkoholu w takim stężeniu 0,7 na 3.
Nic nadzwyczajnego. Ale nie, nie, nie. Tam nie było korzystania z tego otwarcia, jak pan być może myśli, w jakiś niewymiarowy sposób. Raczej skromnie, raczej rzadko, ale bardziej otwarcie niż wcześniej. A jeżeli chodzi o muzykę, popkultura wtedy też była bardzo istotnym elementem życia młodych ludzi. Interesował się pan tym? Oczywiście. Wie pan, ja się na początku... Zafascynowałem Mike'iem Woodfieldem i ta fascynacja zostaje ze mną do dziś. Uwielbiam tego człowieka i wszystko, co robił. Ale przyszła taka chwila, mniej więcej w okolicach roku 85-87, kiedy oszalałem na punkcie Italo Disco. Po prostu uznałem i głosiłem tę prawdę wszystkim moim przyjaciołom, którzy tkwili głęboko w Pink Floydach i Rolling Stonesach, że to nie jest muzyka.
Że to nie jest muzyka. Muzyką jest duet Rigeira, że muzyką i przyszłością jest duet Scotch, bo to wtedy królowało w dyskotekach. Krótko trwała ta fascynacja i wróciłem dość szybko do normalnej muzyki, ale przyznaję, że był taki moment, kiedy byłem kompletnie oszalały na punkcie Italo Disco. Goleszów to pańska mała ojczyzna, do tamtejszej podstawówki chodziły trzy pokolenia, pana rodziny, babcia, tata i pan. Sam pan mówi z dumą, tak jestem wieśniakiem i się tego nie wstydzę. Ale to ta duma, to jest taka przekora w pewnym momencie, bo zastanawiałem się, na ile to jest takie prawdziwe z panem od zawsze? że widział pan w tym wszystkim dużo plusów, a na ile to po prostu zostało wypracowane na przestrzeni lat, że zaczął pan dostrzegać, że po prostu nie jest pan zepsuty w wielu miejscach, ze względu na to, że docenia pan tradycję, to, co pan wszystko opowiedział już do tego fragmentu rozmowy, pokazuje, jakie pan ma zazwyczaj wartości, a zobaczył pan, że na przykład w mieście czasami te dzieci mogły się dużo szybciej popsuć.
Wie pan co, był taki czas, kiedy się mieszkało na tej wsi i były z tym związane kompleksy. No właśnie do tego doskonale. Ale to się zmieniło po jakimś czasie, bo zacząłem dostrzegać, że z tego wszystkiego wyniknęło coś dobrego dla mnie. Nie wiem, czy mówiłbym to do dziś, zostawszy tam, bo mogłem skończyć prawo i zostać starszym referentem do spraw liczenia nierogacizny w Urzędzie Gminnym w Goleszowie. I nie wiem, czy nie byłbym dziś wściekły, że siedzę na tej prowincji i tam się marnuję i że to... mnie nie rozwija, nie widzę świata, nie widzę miasta, tylko kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że prowincja to jest kategoria intelektualna, a nie geograficzna. Można być prowincjuszem mieszkając w Warszawie i nie być prowincjuszem mieszkając w Goleszowie.
I ta wiedza przyszła z wiekiem. Ale też otoczenie dookoła nas ma duży wpływ jednak na to też, w którym miejscu się rozwijamy, bo w pewnym momencie nawet jeżeli jesteśmy wybitni, to po prostu dookoła, jeżeli nie będziemy mieli ludzi, którzy nas ciągną jeszcze wyżej i widzimy po prostu, że jest potencjał do rozwijania się, to będziemy po prostu uśredniać się do tego, co jest dookoła nas. Bo to przed przeciętnością ciężko jest się obronić. Ma pan rację, dlatego... Ta chwila, kiedy w wieku lat 19 pojechałem do Katowic zdawać na prawo, była dobrym wyborem. Dobrym wyborem było też to, że zostałem na tych studiach i zacząłem studiować i studiowałem ładnych parę lat. Dobrym wyborem było też potem odejście od tych prawniczych mrzonek na rzecz dziennikarstwa, bo to, jak się okazało, jest mój świat. Ale ta decyzja wtedy rzeczywiście dziś pozwala mi docenić tamten czas, ale też pamiętać o tym, że miasto mnie zbudowało jednak.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
partnerem żurnalisty w nauce języka angielskiego jest Tutlao
Zadbaj o jej barierę hydrolipidową z kosmetykami Bielenda Ceralipidium.
Sponsorem dzisiejszego odcinka jest marka Twój Celto, bo prawdziwe piękno zaczyna się od środka.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„partnerem żurnalisty w nauce języka angielskiego jest Tutlao"
„Zadbaj o jej barierę hydrolipidową z kosmetykami Bielenda Ceralipidium."
„Sponsorem dzisiejszego odcinka jest marka Twój Celto, bo prawdziwe piękno zaczyna się od środka."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
https://www.instagram.com/zurnalistapl/
__
Chcecie się uczyć angielskiego? Łapcie darmową lekcję tutaj:https://tutlo.pro/ZURNALISTATUTLO
_____
10% na wszystkie produkty, również przecenione obowiązuje na www.bielenda.com i www.skinarte.com
KOD rabatowy: ZURNALISTA10