Adam O.S.T.R Ostrowski: Nie sprzedam dupy, nie zrobię piosenki pod algorytmy
Co OSTR tak naprawdę myśli o dzisiejszym rapie? I dlaczego nie wierzy w wizerunek niektórych raperów? Na wspomnienie jakiej sytuacji szklą mu się oczy? I jakie jest jego największe marzenie? Adam OSTR Ostrowski w wyjątkowej, szczerej rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem freestyle'uje, płacze i wyznaje, za co mu wstyd.
Dlatego zakończył karierę? Zagrał w okręgówce. Niczego nie wykluczam. Czekam na oferty. To jest podcast w stylu Krychowiaka. Witamy serdecznie w kolejnym odcinku stylu Krychowiaka, a moim gościem Adam Ostrowski O.S.T.R. Dzień dobry. Witam serdecznie. Witam ciebie. Legenda polskiego hip-hopu i ja to cytuję. Tak, bo ja rozmawiałem, zadałem pytanie mojemu znajomemu. Co chciałbyś się dowiedzieć od niego? A on mówi. Legenda. To są jego słowa. Nie no, bardzo mi miło, bardzo miło. Nie wiem co powiedzieć, bo wiesz, ja dotychczas legendy, ikony to wiesz, FIFA, Ultimate Team.
I wiesz, i dropienie paczek z dzieciakami, no to to jest, no tak, ale tak to wiesz, no nie wiem, podchodzę do tego bardzo zdrowo, rozsądkowo mi się wydaje. To jest moja praca, kocham to co robię, mam do tego wielką pokorę i wielki szacunek. I chciałbym podziękować wszystkim ludziom, że dzięki wam mogę dalej to robić i przeżywać swój amerykański, a właściwie polski sen od 19 roku życia do 45, jak teraz. Dziękuję, dziękuję, że mnie jeszcze nie zwolniliście i że mogę dalej w ten sposób zarabiać na chleb. A powiedz mi, jak ten sen się zaczął? Znaczy w ogóle, wiesz co, moi rodzice to taka klasyczna rodzina z lat 80., czyli wychowanie za pomocą dyscypliny, twardych zasad.
Jak miałem trzy lata, dostałem skrzypce do ręki i tak zostało do dwudziestych, trzecich, czwartych urodzin. Potem, jak schowałem już te skrzypce i skończyłem swoją edukację klasyczną, to już za bardzo do nich nie wracałem, chyba że w wersji elektrycznej. Wiesz co, no... Moi rodzice, to jest, nie wiem jak oni się dobrali, wiem, że się poznali w taksówce i już tak zostali ze sobą, ale moi rodzice, moja mama jest profesorem Akademii Muzycznej i też pracuje w Wyższej Szkole Teatralnej w Łodzi. Uczy aktorów ruchu scenicznego, solferzu, kształcenia słuchu, takie tam. Generalnie jest świetnym muzykiem. Dla mnie moja mama jest legendą, jeżeli chodzi o dokonania muzyczne, bo to co ona zrobiła przez całe swoje życie, swój dorobek artystyczny jaki ma i zwłaszcza jeszcze w tak niszowej dziedzinie jak muzyka klasyczna,
No naprawdę, chapeau bas. Mój ojciec z kolei pisze książki, jest filologiem germańskim, ale też medioznawcą i też zajmuje się bardzo wieloma rzeczami. Gada w kilku językach, pisze książki po niemiecku, po polsku, jest też historykiem, więc... Upewnij się, dla ciebie to jest bardzo klasyczna rodzina? Znaczy to jest klasyczna rodzina pod tym kątem, że... Oni po prostu są jakby na utrzymaniu budżetówki, czyli dostają pieniądze od państwa, są nauczycielami. Jeżeli chodzi o czasy komuny, no to był bardzo prosty podział, to co kończyłeś, jakie studia i tak dalej, praca była obowiązkowa, dostawałeś ją z przydziału. Wiadomo, stare powiedzenie, czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy.
Ale to twoja mama cię takim zaraziła tą muzyką? Ciężko powiedzieć, że zaraziła, bo to było po prostu wmuszenie w dziecko grania na skrzypcach. Żadne dziecko nie zgodzi się ze samoświadomością, żeby poświęcić godziny zabaw, wyjścia na dwór, na rower, pogrania w piłkę, dlatego żeby... Grać trzy godziny dziennie na skrzypcach, a umówmy się, że jeżeli masz osobę taką świadomą, która jest muzykiem zawodowym, jak moja mama, która jest pianistką, gra na fortepianie, Więc ona dokładnie wiedziała, co jest potrzebne dziecku do tego, żeby w tej dziedzinie było dobre i spełniało pokładania nadzieje, ale też realizowało swój talent. I jeżeli ja do czegokolwiek w życiu miałem talent, to właśnie był ten instrument.
To były skrzypce, ale niestety nie pałem do tego instrumentu nigdy miłością, ponieważ... Bycie, próba bycia skrzypkiem zabrała mi praktycznie całe dzieciństwo, bo... Aż tak? No, bo chodzisz do szkoły, która jest szkołą ogólnokształcącą, ale też muzyczną, więc szkoła jest jedna w Łodzi, taka porządna na Sosnowej, jeszcze były dwie, jeszcze na Jaracza była, ale jakby Jaracza to była szkołą wieczorową, ale tutaj jakbyś miał, miałeś jedną szkołę w Łodzi na Sosnowej, która łączyła wszystkie zajęcia w jedno i... Nie musiałeś się przez to martwić, że o, tutaj mam ogólnokształcącą szkołę normalną z takim zakresem materiału, którym muszę się nauczyć, a oprócz tego jeszcze muszę wieczorem pojechać do szkoły muzycznej, gdzie siedzę następne cztery godziny, żeby odbębnić harmonię, czyli naukę o akordach, żeby nikt nie mylił z harmoniką, naukę o muzyce, czy tam historię muzyki, kształcenie słuchu i instrument główny, instrument dodatkowy.
Więc to zabierało dzieciństwo, poza tym jeszcze musisz wziąć pod uwagę jedną rzecz, że do tego musiałeś jeszcze ćwiczyć na tych skrzypcach. Czyli na początku, jak byłeś młody, załóżmy, moja mama wynalazła jakąś szkołę Suzuki japońską, ja się śmieję, że Tą metodą to byś był w stanie orangutana nauczyć goryla grać na skrzypcach, no bo to wszystko polegało na powtarzalności ruchów i przyzwyczajenia organizmu do istnienia ze skrzypcami. Jest to dosyć ciężka fizyczna, w sumie, charówka, ponieważ skrzypce trochę ważą, ty musisz się trzymać cały czas brodą o bark. I to godziny pracy. No i wiesz, na początku chodziło o to, żeby nabrać postawę Czyli ćwiczenie, powtarzalność, powtarzalność, powtarzalność.
Normalnie jak na siłowni, no jak robisz tam ileś tam serii, serię, wiesz, tutaj tego, ale wiesz, technika jest ważna, prawda, na siłowni, żebyś sobie tutaj niczego nie uszkodził, żeby też w dobre mięśnie wchodziło. To tak samo, jeżeli chodzi o skrzypce, no tutaj też technika jakby odgrywa bardzo ważną rolę, żebyś się potem przy graniu nie męczył. I też, żeby to sprawiało ci jakąś łatwość, jeżeli masz łatwość techniczną, tak jak ja miałem do tego, jak wspomniałem, jeżeli miałem do czegokolwiek talent, no to były właśnie skrzypce. Więc technicznie jakby wszystko mi przychodziło bardzo łatwo, ale w momencie takim, kiedy twoja mama zauważa, że masz talent, twój tata zauważa, że masz talent, profesorowie w szkole zauważają, że masz talent, to w tym momencie się robi presja. No i mając sześć lat, idąc do szkoły podstawowej, nagle dochodzi do ciebie to, że
Ty nie masz już innej drogi, że oni wszyscy zadecydowali za ciebie. Tak, będziesz skrzypkiem, musisz być skrzypkiem, masz talent, nie zaprzepać tego. No i wiadomo, komunistyczne wychowanie, czyli wiesz, będziesz kopać rowy, zobaczysz, do niczego nie dojdziesz, to jest twoja jedyna szansa. Ja rozumiem, że za komuny to miało sens, ponieważ muzycy za komuny mogli sobie zarobić więcej, wyjechać na zachód, mieli jakby otwartą, łatwiejszą drogę do tego, żeby zarabiać w twardej walucie, co wtedy, w tamtych czasach. Naprawdę miało znaczenie zresztą. To były czasy absurdalnych wymian typu, wiesz, przywoziłeś, szmuglowałeś magnetowi z Niemiec, którego mogłeś wymienić na malucha na przykład. To była warta wycieczka. Wiesz, wracałeś, miałeś 2000 marek, tu się rozglądajesz, żeby mieszkanie kupić.
Chciałbym, żeby dzisiaj były takie ceny za mieszkania 2000 marek. Ale mimo to, że oni cię, mama zmusiła, miała do ciebie później pretensje, że nie skończyłeś, że nie zakończyłeś? Ja obiecałem mojej mamie, że studia skończę. Z studia skończyłem Akademię Muzyczną i jakby wywiązałem się z tej obietnicy. Widziałem w jej oczach to, że... I jest trochę szkoda tego, że... Potencjałów. No może tak, ale wiesz co, pewnie tak, ale może też czasu, który zmarnowałem na to wszystko. Co prawda nie jestem w stanie powiedzieć, jak wielki wpływ poziom gry, który reprezentowałem, miał przełożenie, jaki wielki wpływ miał na to, co zacząłem robić, jeśli chodzi o muzykę rozrywkową.
Po prostu nie jestem w stanie tego stwierdzić, ponieważ Wiesz, no w muzyce rozrywkowej, jeżeli ktoś mówi, że trzeba podejść do sprawy ambitnie, no przepraszam cię, ale no ambitne to jest granie koncertu czekowskiego z orkiestrą symfoniczną. To jest sztuka ambitna. Muzyka rozrywkowa jest do tego, żeby potańczyć, pobawić się, żeby się odstresować i tym dokładnie dla mnie była muzyka rap. To, że miałem swoją Nilwanę, miałem swoją oazę spokoju, w którą mogłem uciec zawsze, kiedy następowały jakieś problemy, a wiadomo, że jak każdy nastolatek mierzyłem się z wieloma problemami, począwszy od zawalania szkoły, kiblowania, powtarzania klasy do Też presji, która była wywierana zewsząd, bo umówmy się, jeżeli grasz koncerty z orkiestrą symfoniczną, czy z pianistą, z akompaniatorem, to nie ma znaczenia.
Ty wychodzisz na scenę, gdzie dostajesz aplauz na początku, potem jest śmiertelna cisza. Ty dajesz z siebie wszystko, mierzysz się z utworem, które prawdopodobnie ludzie na tej sali słyszeli już w innych wykonaniach setki razy. Czyli tak naprawdę ty musisz nadać swoją interpretację rzeczom, które istnieją od 200-300 lat, zagrać to wybitnie i wnieść coś swoją wrażliwością i swoimi emocjami do... W historii tego utworu, który wykonujesz. I podczas grania? Słuchaj, jeżeli grasz z orkiestrą... Dopiero później jest jakaś reakcja. No tak, oczywiście w trakcie grania. Nie ma tak jak na koncertach hip-hopowych. Ludzie jadą z tobą teksty lub nucą sobie pod nosem czy wiesz, tańczą, podnoszą ręce.
Nie! Każdy, kto był w Filharmonii, wie, że wygląda mniej więcej to jak pogrzeb. Siedzisz cichutko. Czyli nie wiesz, czy dobrze robisz, czy źle. Dopiero się dowiesz. Ty to wiesz, ty to grając jesteś w stanie... Właśnie to jest śmieszne, że muzyka klasyczna jest w sumie jedyną, jedynym gatunkiem muzycznym i też jako matka każdego innego gatunku, Jest to jedyna muzyka, w której znaczenie ma tak bardzo interpretacja. Są kompozytorzy współcześni, którzy tworzą dzieła lepsze, gorsze, ale mamy tych klasyków takich jak Jan Sebastian Bach, jak Mozart, jak Chopin, jeżeli chodzi o pianistów, jak Wieniawski, jeżeli chodzi o polskich skrzypków.
Podkreślam tutaj polskich, bo Wieniawski jest tutaj u nas bardzo mocno lokalnie, tak na świat troszeczkę mniej, ale Paganini na przykład lub oczywiście kompozytorzy rosyjscy, sowieccy, tak jak Tchaikowski. Który, no dla mnie koncert na skrzypce Czajkowskiego jest to tak samo koncert fortepianowy Czajkowskiego, no to są arcydzieła, to są niesamowite utwory, przy których człowiek, nawet jak teraz tobie o tym mówię, to mam dreszcze, to jest coś co, wiesz, u mnie cała moja edukacja Znosiła, jakby skupiała się na tym, że moim marzeniem było zagrać ten koncert z orkiestrą i ja mam wrażenie, że jak miałem 19 lat, 20, jak zagrałem go pierwszy raz z orkiestrą, ten koncert Czajkowskiego, to w tym momencie dla mnie już, dla mnie edukacja, ja już mówię, dobra, już jest, jest, już olać to, nie?
To jest, mogę umierać, nie? Ale... Stres, który towarzyszył mi w trakcie wykonania jakiegokolwiek utworu z akompaniatorem lub z orkiestrą był olbrzymi, ponieważ zdajesz sobie sprawę z tego, że grasz przez 42 minuty załóżmy taki koncert, przez 45, masz trzy części tego koncertu i musisz być tak skupiony i tak perfekcyjnie przygotowany, Jak byś balansował na linie 200 metrów nad przepaścią, robił salta, różne triki bez żadnego zabezpieczenia? Ponieważ w momencie, kiedy grasz z orkiestrą i się wywalisz, to wszystko leży i jest wielki wstyd. Ale w grupie nie jest łatwiej niż jak sam jesteś na scenie?
Wiesz co, skrzypce, jeżeli grasz, jesteś skrzypkiem, który gra w orkiestrze, czyli siedzisz przy pulpicie w pierwszych czy drugich skrzypcach, Masz określoną partię do zagrania i grasz to, co grają inni. Więc jakby twoim zadaniem jest być tłem. I to też jest bardzo specyficzne granie, bo osoba wybitnie uzdolniona, jeżeli chodzi o skrzypce, z dużą charyzmą i z dużymi emocjami przy graniu, Będzie miała problemy z odnalezieniem się w orkiestrze, będzie narzucała swoje interpretacje, a tutaj chodzi o to, żeby grać jak jeden organizm, jak maszyna. Grać tak dokładnie jak twój kolega z pulpitu, ale... Każdemu z nas w szkole tłumaczyli, że będziemy, wmawiali nam, że będziemy solistami, że będziemy wirtuozami, jak to się pięknie nazywa.
Ale musisz się podporządkować, ale to jest tak, że na przykład... Znaczy nie, musisz włożyć pracę i liczyć na bardzo duży łód szczęścia, no bo ile znasz światowej klasy skrzypków w tym momencie? Ile jest ich znanych tak, że tak można powiedzieć, w mentalności społecznej? To znaczy, podchodzisz do kogoś i mówisz, wymów mi jednego skrzypka, którego znasz. No, będzie z tym problem. Będzie z tym problem. Zresztą ja sam, przez to, że się nie do końca interesuję, też nie jestem na bieżąco, kto w tym momencie jest top over the top, nie? Okej, mamy... Klasycznych skrzypków, takich z lat powojennych, też lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych, jak Zuckerman, Perlman, jak Yehudi Menuhin, czy Menuhin, w zależności od tego, jak to wymawia, jak byli bracia Ostrachowie, którzy byli genialni.
Tak naprawdę nie wiadomo, który był lepszy, czy syn, czy ojciec, ale I są wykonania poszczególnych utworów, jak właśnie tego koncertu Czajkowskiego, bo wiadomo, że każdy z tych skrzypków ma swoje nagranie tego koncertu, które są po prostu legendarne i które uchodzą za, o, tak się powinno ten koncert grać. Tylko ty wchodząc na scenę skrzypków, musisz coś wnieść. I tutaj dam przykład takiego pianisty Pogorewicz, który w 1986, to było chyba, na konkursie Chopinowskim odpadł w drugim etapie, wyszedł ubrany na biało, z fryzurem jak Chopin I zagrał miniatury fortepianowe Chopina, Mazurki i tam Polonezy i tam inne w taki sposób, jaki nikt nie grał wcześniej. I teraz...
Jak to zostało odebrane? Bo widzisz, zostało to odebrane jako... Ja pamiętam, że wtedy była straszna afera i ludzie odbierali to jako lekkie zlekceważenie, bo jakby... Bo widzisz, dochodzimy do takiego punktu, kiedy każdy mówi, no nikt nas nie znał osobiście Chopina, nie mógł z nim pogadać, więc bazujemy na głuchym telefonie. Czyli jakby to zagrał Chopin, jakby Chopin zagrał własny utwór i... Jaka jest tak naprawdę recepta na idealne zinterpretowanie utworu, który on napisał? Ale nie na tym polega kreatywność, że można sobie pozwolić na różne możliwości? No właśnie na tym polega kreatywność, ale niestety w muzyce klasycznej, ja się z tym wcześniej dosyć zderzyłem, że są pewne ramy, z których ogólnie ludzie uważają, że nie powinno się wychodzić.
I załóżmy, że jeżeli mówimy o Mozarcie, To nie chcę zanudać, bo to jest bardzo, bardzo, bardzo dziwny temat, nie? Ale właśnie ty wszystkie posiadasz... Ale słuchaj, Mozart robił muzykę na imprezy. Ci... Mozart nie robił żadnej ciężkiej gatunkowej muzyki, to była muzyka świecka, nie jak załóżmy barok, gdzie wszystko szło do kościoła, że trzeba było zachować estymę, powagę i tak dalej. Nie. Tutaj, Mozart. Chciałbym zauważyć, że to jest gościu, który umarł na nadmiar chorób wenerycznych, które posiadał. I to nie był, to był pierwszy rockman po prostu, wiesz, historii muzyki. To był gościu, który po prostu... To jest najśmieszniejsze. Gościu napisał tyle utworów za swojego krótkiego życia, już trzydzieści parę lat, że jak oni...
Jak teraz naukowcy zmierzyli czas, który zająłby do tego, żeby napisać te nuty i tak dalej, to jemu by nie starczyło 60 lat, żeby to wszystko napisać. Więc tam tak naprawdę pisała cała rodzina te utwory, które były na końcu oczywiście sygnowane jego nazwiskiem. I co jest zabawne, gościu naprawdę imprezował. Gościu imprezował strasznie, no przepraszam za kolokwializm, ale no nie odpuszczał żadnej kobiecie napotkanej na swojej drodze. Przez to też umarł tak, a nie inaczej. Ale tego nie powinno się grać ciężko i to jest jakby... Wiadomo, że grasz Mozarta, to musisz go grać troszeczkę na odwalsie. Czyli w sensie mieć do tego dystans. Ale jeżeli ktoś przyjdzie i zagra to na poważnie, to jest jego interpretacja.
On ma prawo to w ten sposób zinterpretować. I to, co mnie denerwowało w muzyce klasycznej, że nie, nie możemy, to jest profanacja. Mozarta się gra jak Mozarta, Bacha się gra jak Bacha, Chopina jak Chopina, Paganiniego jak Paganiniego, Tchaikowskiego jak Tchaikowskiego. Ale to ten okres ze szkoły, co ci pomógł później? Co ci dał w przyszłości pod względem twojego rapu? Znaczy na pewno rozumienie muzyki, bo jeżeli... Mówiąc o tym, posiadasz ogromną wiedzę na temat muzyki. To jest mniej więcej, słuchaj, no to jest coś takiego, że... Wiesz co, porównam to do sportu. Wydaje mi się, że to będzie najprostsza metafora, ale... Jeżeli jesteś piłkarzem i masz świetną technikę i masz świetną wizję gry, masz do tego wielki talent.
Ale jesteś w stanie przebiec 5 minut w meczu, bo potem masz zadyszkę, nie masz płuc i tak dalej. Po prostu zwyczajnie... Kto nie ma płuc? Nigdy, znaczy w sensie wiesz, że wypluwasz... Ja nie mam. Wypluwasz, wypluwasz płuca, nie masz kompletnie przygotowania fizycznego, no to będziesz słabym piłkarzem. Po prostu twoja technika, twoja wizja, no dobra, może będziesz dobrym trenerem, jeżeli będziesz miał do tego pasję, ale to tak samo jest, wydaje mi się, że Z muzyką, jakąkolwiek byś nie robił, że trzeba mieć to zaplecze jakieś fizyczno-mentalne do tego, żeby to tworzyć. W tym przypadku akurat ta wiedza, którą nabyłem w szkole, była dla mnie bezcenna, ze względu na to, że od razu poruszałem się W świecie nut, w świecie zasad historii muzyki, też w świecie kształcenia słuchu, czyli słyszałem to co robię, nie miałem problemu z dogrywaniem kolejnych śladów instrumentów, czy basu, czy klawiszy, czy czegoś innego, ale też niosło to ze sobą jakieś obciążenie.
I jakieś obciążenie związane z przyzwyczajeniami. To znaczy, że w szkole, w wykształceniu klasyczno-muzycznym nie dopuszczamy czegoś takiego jak kwinty i kwarty równoległe. Uważamy, że to jest, wiesz, cheesy, że tak jest, no, niefajne. A w muzyce rozrywkowej nie ma tych zasad. I też musisz się przełamać, żeby otworzyć ten mózg. W sensie... Ja zauważyłem, że ludzie, którzy są kompletnymi naturszczykami, nigdy nie mieli związku żadnego z edukacją muzyczną, mają dużo bardziej otwarty łeb na różne świeże rzeczy i dużo świeższe spojrzenie na muzykę, niż ci, którzy są przesiąknięci tą muzyką. Ale odczuwałeś jakąś, kiedy rozmawiałeś, właśnie obrałeś inny kierunek. Tego rapu odczuwałeś, że twoje spojrzenie na muzykę jest zupełnie inne niż tych, którzy nie mieli dostępu do tych informacji?
To jest dosyć śmieszna sytuacja, ponieważ jak zacząłem rapować, miałem 10 lat, to było też, to wszystko się zbiegło w czasami transformacji, więc zmienialiśmy ustrój z komuny na demokratyczny. Docierały pierwsze kasetki czy przegrywane pirackie, czy oryginalne, czy przegrywane od wujka z Kanady i tak dalej. Ja nie miałem żadnego kolegi, który by się tym interesował. Ja nie miałem, nie było na scenie żadnego rapera, którego można by było posłuchać i zobaczyć jak ktoś to robi. Nie było nic. Wszystko co to moje pokolenie i to pokolenie trochę starsze, które zaczynało rap w Polsce. My... Stworzyliście to? Znaczy nie to, że stworzyliśmy, no bo to wiadomo, nasze jedyne wzorce płynęły ze Stanów lub z Francji.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Byłem ambasadorem tej marki, ponieważ jest to marka, która jest związana z hip-hopem od samego początku
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Byłem ambasadorem tej marki, ponieważ jest to marka, która jest związana z hip-hopem od samego początku"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.