Adam O.S.T.R Ostrowski: Nie sprzedam dupy, nie zrobię piosenki pod algorytmy
Co OSTR tak naprawdę myśli o dzisiejszym rapie? I dlaczego nie wierzy w wizerunek niektórych raperów? Na wspomnienie jakiej sytuacji szklą mu się oczy? I jakie jest jego największe marzenie? Adam OSTR Ostrowski w wyjątkowej, szczerej rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem freestyle'uje, płacze i wyznaje, za co mu wstyd.
Jak miałem trzy lata, dostałem skrzypce do ręki i tak zostało do dwudziestych, trzecich, czwartych urodzin. Potem, jak schowałem już te skrzypce i skończyłem swoją edukację klasyczną, to już za bardzo do nich nie wracałem, chyba że w wersji elektrycznej. Wiesz co, no... Moi rodzice, to jest, nie wiem jak oni się dobrali, wiem, że się poznali w taksówce i już tak zostali ze sobą, ale moi rodzice, moja mama jest profesorem Akademii Muzycznej i też pracuje w Wyższej Szkole Teatralnej w Łodzi. Uczy aktorów ruchu scenicznego, solferzu, kształcenia słuchu, takie tam. Generalnie jest świetnym muzykiem. Dla mnie moja mama jest legendą, jeżeli chodzi o dokonania muzyczne, bo to co ona zrobiła przez całe swoje życie, swój dorobek artystyczny jaki ma i zwłaszcza jeszcze w tak niszowej dziedzinie jak muzyka klasyczna,
To były skrzypce, ale niestety nie pałem do tego instrumentu nigdy miłością, ponieważ... Bycie, próba bycia skrzypkiem zabrała mi praktycznie całe dzieciństwo, bo... Aż tak? No, bo chodzisz do szkoły, która jest szkołą ogólnokształcącą, ale też muzyczną, więc szkoła jest jedna w Łodzi, taka porządna na Sosnowej, jeszcze były dwie, jeszcze na Jaracza była, ale jakby Jaracza to była szkołą wieczorową, ale tutaj jakbyś miał, miałeś jedną szkołę w Łodzi na Sosnowej, która łączyła wszystkie zajęcia w jedno i... Nie musiałeś się przez to martwić, że o, tutaj mam ogólnokształcącą szkołę normalną z takim zakresem materiału, którym muszę się nauczyć, a oprócz tego jeszcze muszę wieczorem pojechać do szkoły muzycznej, gdzie siedzę następne cztery godziny, żeby odbębnić harmonię, czyli naukę o akordach, żeby nikt nie mylił z harmoniką, naukę o muzyce, czy tam historię muzyki, kształcenie słuchu i instrument główny, instrument dodatkowy.
Chciałbym, żeby dzisiaj były takie ceny za mieszkania 2000 marek. Ale mimo to, że oni cię, mama zmusiła, miała do ciebie później pretensje, że nie skończyłeś, że nie zakończyłeś? Ja obiecałem mojej mamie, że studia skończę. Z studia skończyłem Akademię Muzyczną i jakby wywiązałem się z tej obietnicy. Widziałem w jej oczach to, że... I jest trochę szkoda tego, że... Potencjałów. No może tak, ale wiesz co, pewnie tak, ale może też czasu, który zmarnowałem na to wszystko. Co prawda nie jestem w stanie powiedzieć, jak wielki wpływ poziom gry, który reprezentowałem, miał przełożenie, jaki wielki wpływ miał na to, co zacząłem robić, jeśli chodzi o muzykę rozrywkową.
Nie! Każdy, kto był w Filharmonii, wie, że wygląda mniej więcej to jak pogrzeb. Siedzisz cichutko. Czyli nie wiesz, czy dobrze robisz, czy źle. Dopiero się dowiesz. Ty to wiesz, ty to grając jesteś w stanie... Właśnie to jest śmieszne, że muzyka klasyczna jest w sumie jedyną, jedynym gatunkiem muzycznym i też jako matka każdego innego gatunku, Jest to jedyna muzyka, w której znaczenie ma tak bardzo interpretacja. Są kompozytorzy współcześni, którzy tworzą dzieła lepsze, gorsze, ale mamy tych klasyków takich jak Jan Sebastian Bach, jak Mozart, jak Chopin, jeżeli chodzi o pianistów, jak Wieniawski, jeżeli chodzi o polskich skrzypków.
I jakieś obciążenie związane z przyzwyczajeniami. To znaczy, że w szkole, w wykształceniu klasyczno-muzycznym nie dopuszczamy czegoś takiego jak kwinty i kwarty równoległe. Uważamy, że to jest, wiesz, cheesy, że tak jest, no, niefajne. A w muzyce rozrywkowej nie ma tych zasad. I też musisz się przełamać, żeby otworzyć ten mózg. W sensie... Ja zauważyłem, że ludzie, którzy są kompletnymi naturszczykami, nigdy nie mieli związku żadnego z edukacją muzyczną, mają dużo bardziej otwarty łeb na różne świeże rzeczy i dużo świeższe spojrzenie na muzykę, niż ci, którzy są przesiąknięci tą muzyką. Ale odczuwałeś jakąś, kiedy rozmawiałeś, właśnie obrałeś inny kierunek. Tego rapu odczuwałeś, że twoje spojrzenie na muzykę jest zupełnie inne niż tych, którzy nie mieli dostępu do tych informacji?
A czym jest dla ciebie rap? Życiem. To dla mnie to jest... Znaczy, wiesz co, ja powiedziałem kiedyś, jeżeli chodzi o sam gatunek muzyczny i element kultury hip-hop, rap jest niczym innym jak branie odpowiedzialności za wypowiadane słowa. Ale jeżeli chodzi o rap, o hip-hop, bo bardziej może nie rap, ale hip-hop, hip-hop jest całym moim życiem, no. Całym moim życiem. Tak naprawdę ukształtował mój światopogląd, stworzył mnie jako człowieka, stworzył moją męskość, w sensie poczucie własnej godności, dumy. Mimo tego, że ja nie należę do osób, które mają duże poczucie własnej wartości, w sumie sposób wychowania zabił we mnie jakiekolwiek zalążki tego poczucia własnej wartości.
Biorąc nawet pod uwagę to, że ostatnio przeczytałem, że komenda policji nie prowadzi już kartotek, odkąd ma wgląd w Instagrama i Facebooka. To mówi samo za siebie. Po prostu moim zdaniem żyjemy w świecie, gdzie pokazywanie siebie jest pewnego rodzaju sztuką. Eksponowanie siebie. Jest to egzotyczne. Ale jak ty teraz patrzysz właśnie na ten nowy rap? Nie no, super, zajebiście, fajnie, że się wszystko rozwija, fajnie, że się, wiesz, są rzeczy, które mi się bardziej podobają, są mniej, które mi się podobają, wiesz, no. Na pewno jest to zupełnie inny gatunek muzyczny, biorąc jeden do jednego, jeżeli puścimy kawałek współczesny do kawałka z, załóżmy, dziewięćdziesiątych, jest to zupełnie co innego, ale
To w tym momencie W tym moim planie nie ma ani jednego szczebla, który by mówił, a ciekawe czy to się sprzeda. Kompletnie o tym nie myślę. Ja to mogę też zawdzięczać Akademii Muzycznej i też wykształceniu muzycznemu, że całe życie wpajano mi do głowy, że muzykę się robi z wyższych pobudek, takich jak emocje, serce, wrażliwość, jak szacunek do samego siebie. Żeby myśleć i kierować się wyłącznie trendami, słupkami sprzedaży i algorytmem, żeby stworzyć muzykę. Uważam, że to jest po prostu marnowanie zajawki. Marnowanie talentu, marnowanie zajawki, marnowanie zabawy.
I ujmując prościej... Jest zawsze jeden przodownik w stadzie i stado, które czerpie z tego korzyści. I tak wygląda dzisiaj przemysł muzyczny. Wiesz, są tęgie głowy w Spotify'u, są tęgie głowy w Majorsach, czyli w wytwórniach wielkich typu Sony, Universal, Werner i tak dalej. I oni inwestują w dział... Analizują słuchacza. Analizują słuchacza, co słuchacz chce, analizują też na kim zarabiają najwięcej i pod to sprzedają muzykę jako produkt. No niestety żyjemy w takich czasach, że muzyka jest kolejną z produktów. Zresztą to jest też zabawne, że kiedyś jak ktoś mówił, co to jest hip-hop, no to mówiło się subkultura, sposób na życie i tak dalej.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Byłem ambasadorem tej marki, ponieważ jest to marka, która jest związana z hip-hopem od samego początku
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Byłem ambasadorem tej marki, ponieważ jest to marka, która jest związana z hip-hopem od samego początku"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.