Mentionsy Mentionsy
W pogoni za kolacją
W pogoni za kolacją

Kolacja w Bangkoku

26.06.2023 ·16 min 46 s · 4 rozdziały

Jest takie miasto, które właściwie jest jak państwo. Miasto, które nie dość, że nigdy nie zasypia, to odnoszę wrażenie, że jest zawsze głodne. Mowa o Bangkoku. Metropolii tętniącej życiem, pachnącej i kuszącej wyjątkowymi aromatami, które najlepiej smakują na mieście

0:00 · Wprowadzenie i opis Bangkoku 4

Dzień dobry, z tej strony Małgosia Minta i jak zwykle co dwa tygodnie ruszamy w Pogoni za Kolacją. Jest takie miasto, które właściwie jest jak państwo, ale formalnie jest to miasto, które nie dość, że nigdy nie zasypia, to ma wrażenie, że jest zawsze głodne. Mowa o Bangkoku. Metropolii tętniącej życiem, pachnącej, smakującej i kuszącej, żeby broń Boże nie wchodzić do hotelu. Tu po prostu żyje się cały czas na mieście i na tym mieście najlepiej się je. W jednym z ostatnich odcinków zabrałam was do restauracji Gagan, jednej z najbardziej ekstrawaganckich i ekscentrycznych restauracji, jakie udało mi się odwiedzić. A teraz chciałam was zabrać na spacer po Bangkoku w poszukiwaniu bardziej tajskich smaków i podpowiedzieć kilka restauracji, które moim zdaniem są absolutne must eat, jeśli odwiedzacie to miasto.

Ale również właśnie miejsca prostsze, specjalizujące się w takiej tajskiej, ulicznej kuchni. I jedną chyba z najbardziej znanych restauracji, która doczekała się nawet odcinka w popularnej sali Chef's Table, a która stawia właśnie na takie proste jedzenie street foodowe, i które właściwie znajduje się na ulicy, jest restauracja J-Fi. Nawet jeśli nie kojarzycie nazwiska tej pani, pewnie skojarzycie to, jak wygląda. Drobniutka pani, około 75 roku życia, zawsze w czerwonej, krwistej szmince na ustach oraz monstrualnych, narciarskich goglach na oczach. Zazwyczaj zobaczycie ją za wielkimi łokami, przy buchającym ogniu, mimo że na zewnątrz jest 45 stopni, ona ciągle w nienagannym makijażu.

Macha szpatułkami i chochlami, nakładając kolejne porcje składników na wielkie patelnie, a później wykładając je na talerze. Gotuje sama dla kilkudziesięciu osób i dla kolejnych kilkudziesięciu, czy nawet kilkuset, które czekają w kolejce, by zjeść w jej miejscu. Jay Fai jest pewnie jedną z najbardziej znanych szefowych kuchni z Tajlandii, mimo że nigdy nie planowała nią zostać. Urodziła się w rodzinie o chińskich korzeniach i jej rodzice prowadzili niewielki kraming sprzedający makaron z kurczakiem. Ona sama jednak nie chciała kontynuować rodzinnych tradycji i została krawcową. Jako krawcowa pracowała przez wiele lat, aż w wyniku pożaru, zniszczeniu uległ jej warsztat i jej mieszkanie.

Jay dramatycznie potrzebowała źródła dochodu i pieniędzy, żeby się odbudować i wymyśliła, że najprościej będzie jej się odkuć właśnie gotując. Żeby zarobić na swoje utrzymanie, zaczęła gotować. Na początku to, co gotowała jej mama. Proste kluski z kurczakiem. Z czasem jednak zaczęła poszerzać swój repertuar o inne dania. Podawać różne curry albo ostre zupy z owocami morza. I właśnie owoce morza stały się takim znakiem rozpoznawalnym jej restauracji. Mimo, że mówimy o prostej knajpeczce, schowanej gdzieś na jednej z ciasnych uliczek, J bardzo zależało, żeby zdobywać jak najlepszy produkt. I właśnie ze względu na jakość produktu, jakiego używa do swoich dań, właśnie ze względu na jakość produktu,

4:00 · Restauracja J-Fi i jej historia 4

Gdy go przetniesz, w środku ujrzysz naprawdę pokaźną ilość białego, soczystego, słodziutkiego mięsa z kraba. Sklejonego malusieńką ilością ciągle lekko płynnego jajka. To nie jest twój typowy śniadaniowy omlet. Moim zdaniem to jest taki omlet, w którym spokojnie najedzą się i cztery osoby. Jest to też zaskakująco, jak na tajski street food, drogie danie, bo trzeba za nie zapłacić pewnie około 100 zł, albo nawet więcej. Jednak w praktyce jest to pół kilograma kraba i trochę jajka oraz oczywiście niesamowite wrażenie. A wy będziecie też mogli się pochwalić znajomym, że jedliście u słynnej J-Fi. Tak jak wspomniałam, J-Fi gotuje na kuchni sama i tak naprawdę nikt nie wie, czy ktoś kiedyś przejmie po nią tą schedę.

Warto więc się wybrać do Bangkoku i jeśli chcecie odwiedzić jedno z tych najbardziej legendarnych i znanych miejsc, Zasłużenie zresztą pokazanych właśnie we wspomnianym Chef's Table i zasłużenie pokazanym w odcinku Chef's Table, to zróbcie to czym prędzej, bo być może Jay Fenn będzie miała inny pomysł na swoje życie i zamiast gotować, zacznie robić coś innego. W tym roku najlepszą restauracją w azjatyckiej odsłonie rankingu World's 50 Best Restaurants została restauracja właśnie z Bangkoku. Ta restauracja nazywa się Le Du, a prowadzący ją szef kuchni, zwany szefem Tonem, jest prawdziwym kulinarnym celebrytą w swoim rodzimym kraju.

Jego restauracja opiera się na sezonach. I pewnie pomyślicie właściwie, jakie można mieć sezony w Tajlandii. W końcu tam jest cały czas pięknie i lato i ciepło i słońce i wszędzie można dostać ciągle piękne mango i papaje i najsłodsze, najsoczystsze owoce. Ale wbrew pozorom, nawet w tym kraju występują małe różnice w dostępności, a przede wszystkim jakości i smaku danych produktów. Właśnie na tym zasadził pomysł swojej restauracji Chef Tom. Jego kuchnia to połączenie eleganckiej francuskiej kuchni z tajskimi składnikami oraz z inspiracjami pochodzącymi z tradycyjnych tajskich receptur. Zjecie tam takie smakołyki jak wielkie rzeczne krewetki, jagostrygi odławiane u wybrzeży Tajlandii, jak najróżniejsze owoce morza, czy słodkowodne ryby.

Podawane z idealnie zrobionymi curry, albo różnymi salsami. Odpowiednio ostre, odpowiednio kłaśne, odpowiednio słodkie. Będzie to podane w bardzo eleganckiej, restauracyjnej formie, ale wciąż smakujące tak, jak wyobrażamy sobie kuchnię Tajlandii. Jedną z najciekawszych restauracji, jakie udało mi się odwiedzić w Bangkoku, była restauracja Sam Rup Sam Rup. To stosunkowo nowy adres, ale bardzo ciekawy w swojej formule. Tutaj bowiem menu zmienia się co mniej więcej dwa miesiące i każdy miesiąc to podróż do innego regionu Tajlandii. Mi udało się tam trafić na menu inspirowany smakami południa kraju, które w dużym uproszczeniu są bardzo, bardzo ostre.

12:00 · Restauracja Sam Rup Sam Rup 1

Do tego tylko nieco ryżu i może ostrego sosu sfermentowanego chili i mamy danie idealne. Omlet rozczulił mnie tym, jak wyglądał i tym, jak perfekcyjnie był wykonany, natomiast daniem, które doprowadziło mnie do łez, były kluski z sosem mala. Znowu, to danie bardzo podchwytliwe. Na pierwszy kęs wydaje się, że jest słodkie, pełne umami, bardzo ciekawe, czuć w nim nieco cytrusów, orzeszków ziemnych, ale nagle nasze podniebienie zaczyna płonąć. I znowu mamy ten paradoks. Dania, które z jednej strony trochę boli, ale jest tak pyszny, że nie sposób się od niego oderwać. Kuchnia w Samlor to kuchnia typu współczesnego bistro, ale wciąż bardzo mocno osadzona i w lokalnych produktach, i w lokalnych smaczkach.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.