Gaggan Anand
Jest wieczór, zapadł zmrok, ale nie oznacza to, że zrobiło się chłodniej. Wciąż jest trzydzieści kilka stopni. W Bangkoku po prostu zawsze jest ciepło i trzeba się z tym liczyć. Taksówka podwozi mnie pod niczym niewyróżniający się budynek w jednej z zacisznych uliczek w rezydencjalnej części miasta. Gdybym spojrzała nieco wyżej, pewnie zobaczyłabym niewielki szyld w kształcie kreskówkowej chmurki z imieniem i nazwiskiem szefa kuchni, który dowodzi całym tym przedsięwzięciem. Zabieram was tutaj na spotkanie z Gagganem Anandem.
Mimo to, Gagganowi ciągle chodzi po głowie, by otworzyć restaurację swoją, na nowych zasadach, już w lepszych relacjach z nowymi inwestorami. I tak dzieje się w marcu 2021 roku. Media piszą o tym, że Gaggan odradza się jak Feniks z popiołów. I znowu najsłynniejszy indyjski szef. Indyjski, chociaż działający w Tajlandii. To taka nietypowa sytuacja. Znowu otwiera swoją restaurację, znowu chce podejmować gości w zupełnie nowym miejscu. O ile wcześniej restauracja Gaggana była podzielona na dwie strefy. Taką normalną, z białymi obrusami, kelnerami, bardzo klasyczną i poprawną oraz tą szaloną, gdzie Gaggan wskakiwał na stół i karmił gości prosto do ich ust.
Możesz też spróbować pierożka Momo, który jest też gyozą, ale w sumie też jest pierożkiem. I w zależności od tego, z jakiego kraju się wywodzisz i jaka kultura kulinarna stanowi twój kręgosłup, takim będziesz doszukiwał się w nim odniesień. Dostaniesz też kurczaka windalu na chrupiącym liściu kapusty, albo bakłażana opieczonego w swojej własnej skórce przez kilka godzin, polanego czarnym sosem z popiołu ze zwęglonej skórki. Jak mówi sam Gaggan, prawdziwy koszmar dla instagramera, ale jak dla mnie, to danie było jednym z najpyszniejszych podczas całej kolacji. Co ciekawe, mimo że jest to restauracja fine diningowa, bardzo ekskluzywna, właściwie nie uświadczysz podczas nich typowych, stereotypowych właściwie, ekskluzywnych produktów.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jest wieczór, zapadł zmrok, ale nie oznacza to, że zrobiło się chłodniej. Wciąż jest trzydzieści kilka stopni. W Bangkoku po prostu zawsze jest ciepło i trzeba się z tym liczyć. Taksówka podwozi mnie pod niczym niewyróżniający się budynek w jednej z zacisznych uliczek w rezydencjalnej części miasta. Gdybym spojrzała nieco wyżej, pewnie zobaczyłabym niewielki szyld w kształcie kreskówkowej chmurki z imieniem i nazwiskiem szefa kuchni, który dowodzi całym tym przedsięwzięciem. Zabieram was tutaj na spotkanie z Gagganem Anandem.