ZNIKNIĘCIA & 13 DNI DO WAKACJI (2025) - recenzja Tomasza Raczka
Moja ocena: 3/10
Dzisiaj pozwolę sobie na chwilę okrucieństwa, bo chciałem omówić dwa filmy, oba horrory, jeden amerykański, drugi polski. Oba weszły mniej więcej w tym samym czasie na ekrany polskich kin. Ten pierwszy amerykański nazywa się po polsku Zniknięcia i wyreżyserował go 44-letni Zach Kreger, który jest scenarzystą i reżyserem, bywa też aktorem i jest producentem filmu Zniknięcia, więc wszechstronnie uzdolniony. Sam o sobie mówi w wywiadzie, że istotne dla Film zniknięcia.
Co do ojca pana Bartosza to nic nie wiem, więc ten element w następującej za chwilę analizie nie będzie miał żadnego znaczenia. Zacznijmy od Zniknięć, filmu, o którym pisze się i mówi dużo już od dłuższego czasu, bo zanim on powstał, to już rozegrała się bitwa o ten scenariusz. Podobno wydał się on producentom tak dobry, że postanowili za wszelką cenę go mieć. No i walczyli tam i Universal, i New Line Pictures, i Netflix. Zdaje się, że za prawa do filmu najwięcej chciał dać Netflix. Ale jednak twórcy, przede wszystkim Zach Kreger, zdecydował się na ofertę New Line Cinema z dwóch powodów.
Po pierwsze dlatego, że zależało mu bardzo, aby film trafił nie do streamingu, a do kin. Do streamingu później trafi, jak wiadomo, ale żeby najpierw mógł przejść przez kina i skonfrontować się z kinową widownią. No a po drugie uwierzył w to, że New Line Cinema ma doświadczenie jeśli idzie o dystrybucję filmów i wprowadzanie na rynek filmów z gatunku horroru, więc nie zawiedzie. I chyba miał rację. Bo rzeczywiście film został wprowadzony z pompą, odniósł duży sukces i u publiczności i u krytyków, także w Polsce. Ma bardzo wysokie średnie ocen zarówno pierwszych jak i drugich. Czym tak się zachwycili panowie w New Line Cinema, że postanowili Zachowi Kregerowi, już istniejącemu w biznesie filmowym,
I teraz miso pozwól uczciwie ocenić film pod tytułem ZNIKNIĘCIA. Uwaga! Zniknięcia, amerykański horror w reżyserii Zacha Kregera 7 na 10. No może nie daję 10 na 10 i może nie mówię, że to jest horror roku, ale absolutnie przyznaję, jest to bardzo dobrze zrealizowany horror. Dla nas ważne, że on jest tak udany, bo w tym samym czasie Na ekrany wszedł, jak mówiłem, polski film pt. 13 dni do wakacji, który również reklamuje się jako horror i Dzięki temu, że można go bezpośrednio porównać ze ZNIKNIĘCIAMI, widać, można zobaczyć dokładnie, o co chodzi z polskimi horrorami, dlaczego polskie horrory nie są dobre, a zaraz powiem, jak bardzo niedobry jest film pt.
13 DNI DO WAKACJI. Bartosz M. Kowalski, lat 40, to polski specjalista od horroru. Rozpoczynał od filmu bardzo dobrego i filmu, który przeleciał przez festiwale na całym świecie, plac zabaw i który nie był horrorem, chociaż miał w sobie bardzo dużo okrucieństwa. I takiego okrucieństwa, które zostało zapamiętane przez ludzi kochających filmy. Ale to był początek, to był... To był debiut Kowalskiego, potem zaczął robić komercyjne horrory i już przestało być tak miło. 13 DNI DO WAKACJI to film, do którego scenariusz napisał sam, tak jak było w przypadku Kregera, chociaż on we współpracy z Mirellą Zaradkiewicz i Torem Magnusonem.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Moja ocena: 3/10