Zakochać się
W premierowym odcinku podcastu o współczesnych związkach poszerzamy pole dyskusji poza język terapeutyczny, używany ostatnio nagminnie do opisu relacji miłosnych. Skupiamy się na emocjach, sięgamy po wzorce z seriali, podpieramy się autorytetami z różnych dziedzin – od antropologii kultury po psychologię. Bazujemy też na własnych doświadczeniach, przemyśleniach i przeżyciach zamężnych trzydziestopięciolatek z Warszawy. Analizujemy stan zakochania – równie namiętny, co niszczący. Czy kocha się obiekt westchnień czy samego siebie? Czy pierwsza miłość jest najsilniejsza? Czy zauroczenie musi prowadzić do związku? Czy zadurzenie pozostaje w sprzeczności ze stabilizacją? Czy można zakochać się po trzydziestce?
Czy jest w miarę dobrze sytuowany, a jeśli nie, to czy perspektywiczny? Czym się interesuje? Czy dobrze pisze? Czy wykazuje cechy opiekuńcze? Zaczynała się pewna taka wyrachowana trochę już loteria, która gdzieś blokowała tę emocję, która była wcześniej. Czyli w ogóle pytanie, które mój mąż znowu zadał, jak powiedziałyśmy mu, że wymyśliłyśmy sobie taki program, to jest, czy można się zakochać mając lat 40? No właśnie, bo wtedy, kiedy siadałyśmy do tego zeszytu, to w pewnym sensie miłość się kończyła. To znaczy, jak pisze jedna z autorek, o których będziemy rozmawiać, czy na których tezach będziemy się jakoś tam opierać, czy z nimi polemizować, szwajcarska badaczka Mona Schollet w książce Wymyślić miłość na nowo,
No właśnie, Mona Schollet w tej książce, na którą się tutaj powołujemy, opisuje taką powieść, oblubienica pana, Alberta Cohena. Mało chyba znanego u nas francuskiego pisarza, który tam jest wielkim autorytetem, ważną postacią, która wydaje mi się bardzo interesująca. To znaczy, ona opisuje parę, która właśnie W której właśnie mężczyzna zakochuje się w zamężnej kobiecie i razem uciekają i razem zamieszkują w jakiejś takiej dużej rezydencji. I w tejże rezydencji oni mają osobne w zasadzie mieszkania i starają się zachować ten stan zakochania też w takim fizycznym sensie. To znaczy mają, nie wiem, osobne łazienki. No tak, znowu pisma kobiece radzące, żeby nie golić nóg przy partnerze. Oczywiście, no i to jeszcze innych w ogóle fizjologii jakby nie posiadać za bardzo, tak?
To, co staramy się na tych randkach pierwszych pokazywać, no w pewnym momencie się zmienia. Oni jakby już żyją teoretycznie ze sobą, no ale żyją w taki sposób, żeby... Tajemnice zachować. Tak, żeby zachować tajemnice i żeby w pewnym sensie zachować ten dystans, bo tego się tak naprawdę nie da pogodzić. Odpowiedź Mony Szolet jako odpowiedź, Porządnej szwajcarki jest taka, że na przykład dobrym sposobem na to, żeby zachować pewną tajemnicę i jakby utrzymywać się w tym stanie i higienę, jest to, żeby mieszkać osobno. Co oczywiście brzmi dosyć fajnie, tylko że zazwyczaj jest niemożliwe z powodów czysto ekonomicznych. Teraz jak sobie przypominam początki z moim obecnym mężem, jakby jedynym, którego miałam do tej pory, To przez pierwszy rok rzeczywiście mogliśmy sobie zachowywać ten dystans, bo on mieszkał w innym mieście, no ale jak już przyjechał do Warszawy, no to trudno, żebym mu powiedziała, to sobie teraz wynajmij mieszkanie.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W premierowym odcinku podcastu o współczesnych związkach poszerzamy pole dyskusji poza język terapeutyczny, używany ostatnio nagminnie do opisu relacji miłosnych. Skupiamy się na emocjach, sięgamy po wzorce z seriali, podpieramy się autorytetami z różnych dziedzin – od antropologii kultury po psychologię. Bazujemy też na własnych doświadczeniach, przemyśleniach i przeżyciach zamężnych trzydziestopięciolatek z Warszawy. Analizujemy stan zakochania – równie namiętny, co niszczący. Czy kocha się obiekt westchnień czy samego siebie? Czy pierwsza miłość jest najsilniejsza? Czy zauroczenie musi prowadzić do związku? Czy zadurzenie pozostaje w sprzeczności ze stabilizacją? Czy można zakochać się po trzydziestce?