Mentionsy Mentionsy
Smak Karmelu
Smak Karmelu

Czym jest modlitwa? (Rozmowy o Katechizmie #1)

04.01.2025 ·45 min 31 s · 12 rozdziałów

W ramach nowej serii chcielibyśmy razem z Wami prześledzić, co o modlitwie mówi nam sam Kościół. Punktem odniesienia jest dla nas Katechizm Kościoła Katolickiego z 1992 r. W kolejnych miesiącach będziemy czytać i komentować kolejne artykuły czwartej jego części, w całości poświęconej tematyce modlitwy. A na początek - czym właściwie jest modlitwa? Czym jest „serce skruszone” i do czego jest potrzebne? Czy na modlitwie to my działamy, czy raczej Bóg działa w nas? I co odróżnia modlitwę chrześcijańską od niechrześcijańskiej? — Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:⁠Smak Karmelu na Patronite

1:24 · Definicja modlitwy 4

I mówią tak, najpierw mówiliśmy o treściach naszej wiary związanej z symbolem apostolskim, później mówiliśmy o całej liturgii sakramentalnej, a następnie mówiliśmy o sposobie życia, o cnotach, które człowiek może pełnić i o przykazaniach, według których może to życie kształtować. Natomiast autorzy zwracają tak wspaniale uwagę, że modlitwa może być więzią, czy może być sposobem, dzięki którym te trzy elementy naszego chrześcijańskiego życia można ze sobą połączyć. Modlitwa niejako tworzy więź nie tylko pomiędzy mną a Bogiem, ale również pomiędzy treściami wyznawanej przeze mnie wiary,

No i modlitwa, tak mi się wydaje, kiedy czytam ten punkt, wchodzi tutaj nie jako jakiś element czwarty, który jeszcze jest dołożony do tych pozostałych trzech, ale bardziej jako pewien specyficzny sposób przeżywania tych trzech wymiarów. Tu jest takie zdanie, że tajemnica ta, właśnie tajemnica wiary, wymaga, aby wierni w nią wierzyli, celebrowali ją i żyli nią, czyli mamy te trzy elementy wiara, celebracja liturgiczna i moralność. W żywej i osobistej więzi z Bogiem żywym i prawdziwym. Tą więzią jest modlitwa. Czyli każdy z tych wymiarów, właśnie dzięki modlitwie przeżywam w więzi z Bogiem, że już nie tylko wyznaję jakieś prawdy wiary, to znaczy otworzyłem książkę, przeczytałem Katechizm, Przyjmuję, że tak jest i przez to wierzę.

W ten sposób mogę encyklopedię otworzyć i w wiele rzeczy wierzyć, ale to nie jest ta wiara, o której mówimy, bo mogę przeczytać o jakichś patyczakach, które żyją w Puszczy Amazońskiej i to nie ustanawia żadnej więzi między mną a nimi, poza po prostu pewną informacją. A modlitwa właśnie tworzy więź pomiędzy mną i Bogiem, w którego wierzę i którego poznaję. Później mamy celebrację, która też sama z siebie mogłaby stać się takim pustym rytuałem, powtarzaniem pewnych gestów, które może są ładne, wywołują jakieś wzruszenie, ale znowu dzięki modlitwie ta liturgia staje się budowaniem więzi z Bogiem. I trzeci element, w pewnym sensie może najważniejszy, czy może najbardziej tutaj nieoczywisty i może dlatego też warto ten wątek trochę rozwinąć, moralność. Bo też bardzo często wpadamy w te kolejne realizowania moralności na zasadzie spełniania jakiejś powinności, która gdzieś wisi nade mną, jak miecz katowski i nie ma tutaj mowy o żadnej więzi, żadnej relacji, po prostu jest obowiązek, który trzeba wypełnić, Pan Bóg, który wyznacza zasady i trzeba się do tych zasad wpasować.

I żadna więź nie jest tu potrzebna, a to ujęcie chrześcijańskie wręcz przeciwnie, mówi, że ta więź jest centralna. Tak, ta rzeczywistość modlitwy zdecydowanie tutaj nie jest przedstawiona jako czwarty równoległy element, ale można powiedzieć jako coś, co spaja I powoduje, że każdy z tych poprzednich działów staje się żywy i można powiedzieć taki pulsujący życiem, że to nie jest jakaś teoria, treści wiary nie są teoretyczne, tylko budują relacje z prawdziwym Bogiem. Podobnie sakramenty i podobnie moralność, która nie wynika tylko z powinności, ale przede wszystkim z tego, że tą relację z Bogiem mamy. No i już na samym początku komentarza do Katechizmu Kościoła Katolickiego wchodzimy w takie karmelitańskie klimaty, dlatego że dla nas modlitwa zawsze się z relacją wiąże, ale również z tym, że nie tylko moją relacją z Bogiem, ale również relacją pomiędzy życiem.

5:25 · Modlitwa jako dar Boży 1

A tym, co nazywamy modlitwą. I o tym, czym jest modlitwa, ten wstęp do tego pierwszego działu, czy tego pierwszego działu tej części również mówi. O tym, że może być przeżywany jako dar Boga, jako przymierze z Nim i jako komunia. I od razu, na samym początku, autorzy decydują się użyć fragmentu, cytatu z dzieł naszej świętej Tereso Dzieciątka Jezus. Miód na karmelitańskie serce. Dokładnie. O tym fragmencie już mówiliśmy w rozmowach o modlitwie. Teresa pisze o tym tak. Modlitwa jest dla mnie wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu jak i radości.

8:37 · Pokora jako podstawa modlitwy 2

Że ja coś robię, że to ja wykonuję główną pracę w tej modlitwie. I w związku z tym, że na przykład modlę się prosząc o to i na przykład odmawiam różaniec, no to Pan Bóg w zamian za to daje mi pewien konkretny dar, którym jest, nie wiem, zdrowie, pomyślność i tak dalej i tak dalej. O wiele rzeczy przecież się modlimy i pewnie już nieraz Pan Bóg nas wysłuchał. A tutaj autorzy Katechizmu idą wbrew naszym tym pierwszym intuicjom. Modlitwa ma być przede wszystkim rozumiana jako dar Pana Boga. To Jego dar, Jego wyjście ku nam i ta więź pomiędzy nami a Nim i pomiędzy tymi trzema, można powiedzieć, rzeczywistościami wiary, o których wcześniejsze działy mówią, to jest Jego dar, że to wszystko może ze sobą tak dobrze funkcjonować.

Myślę, że jeśli tak uczciwie spojrzymy do środka w siebie, pozornie tylko łatwo jest nam przyjmować rzeczy za darmo, jeśli coś wygramy na loterii albo ktoś nas czymś poczęstuje, ale jeśli tak naprawdę Zderzamy się z tym, że mam coś przyjąć, na co ani nie zasłużyłem, ani nie mogę za to jakoś zrekompensować temu, kto właśnie mnie obdarowuje. Jest to bardzo trudne. Tak, to jest właśnie taka rzeczywistość bardzo upokarzająca. W tym znaczeniu prawdziwym pokory, czyli właśnie otwierająca na ten dar i stawiająca nas w prawdzie. Bo tak naprawdę wiele darów być może potrafimy przyjmować, ale w naturalny sposób chcemy za nie zapłacić albo na nie zarobić, a okazuje się, że te dary, które są nam najbardziej potrzebne, czyli relacja z Bogiem, Jego łaska, Jego miłość,

11:30 · Skrorozenie serca 1

No i musiał się schować. No i ta skleroza serca, to stwardnienie serca wydaje mi się, że jest taką konsekwencją tego. To jest taka próba udawania, żeby nie pokazać tego, że to moje serce naprawdę jest takie plastyczne, elastyczne i chłonne na jego łaskę. No bo dla mnie to jest ciekawa kwestia, na ile mówimy o czymś, co jest od nas w jakiś sposób niezależne, no nawet jeśli jest skutkiem naszych wyborów, to jednak po prostu wydarza się i nie mamy później na to wpływu i wtedy mówimy o takiej właśnie sklerozie, tak jak chorobie. Kiedyś tam wcześniej, pamiętam, że padła metafora duchowego cholesterolu, nie pamiętam o co chodziło, no ale tutaj też ten kamień, trochę jak cholesterol by się nam gromadził, czy tego chcemy, czy nie. Czy bardziej jest to taka tarcza, za którą się chronimy i którą bardzo świadomie trzymamy między sobą i Bogiem, czy między sobą i światem, między sobą i ludźmi, żeby właśnie to serce, które tam w środku jest, takie żywe i bijące, nie zostało zranione?

14:40 · Modlitwa jako proces uzdrowienia 2

A często też jest tak, że przybranie tej skorupy jest po prostu kwestią jakiegoś zranienia, które było wcześniej i które nie jest tutaj żadną winą, a ta skorupa jest po prostu konsekwencją, którą ktoś w sposób niezawiniony nosi. I nawet jeśli ta skorupa staje pomiędzy nim a Bogiem, nim a innymi ludźmi, nim a sobą samym, to nie jest to kwestia winy, tylko kwestia właśnie Znowu ten obraz skruszenia trzeba by w jakiś sposób dostosować, bo to kruszenie tego kamienia kojarzy się z jakąś przemocą, że Bóg niejako przemocą do tego serca wchodzi, żeby się do niego dobić.

Tutaj byłaby to nie tyle kwestia skruszenia, właśnie zniszczenia tej skorupy, co bardziej uzdrowienia serca, które wcześniej zostało w jakiś sposób zranione. I to jest proces, który też może być trudny czy bolesny, ale no właśnie Bóg, który nie wchodzi tu z przemocą, ale wchodzi z uzdrowieniem i to też jest proces, który po prostu trwa, a jego celem jest to serce wolne, zdrowe i zdolne do życia i dodawania życia. Tak, no właśnie to serce, które On stworzył, takie jakie On stworzył i o tym też mówi trochę następny punkt, o takiej tajemnicy pragnienia. Ta tajemnica pragnienia to jest coś, co mnie już od wielu lat bardzo pociąga i na modlitwie bardzo jest żywe.

18:22 · Pragnienie w modlitwie 3

Kruszenie, które właśnie jest uzdrowieniem i tym przywróceniem serca do jego naturalnej funkcjonalności, która w taki czy inny sposób została gdzieś po drodze, doznała jakiegoś uszczerbku. Tak, no a z jednej strony Pan jest lekarzem naszego serca, więc jak u każdego lekarza czasem niektóre procedury mogą boleć. Natomiast na pewno ból nie jest jego celem. To znaczy, ten ból jest tylko efektem ubocznym tego, jak to nasze serce zostało przez nas zaniedbane. Najczęściej oczywiście w sposób niezawiniony, czy nawet nieświadomy. Znowu to, że katechizm zaczyna od pragnienia wydaje mi się bardzo ważne.

Być może w tych klimatach karmelitańskich jest to w jakiś sposób naturalne czy narzucające się, niemniej wydaje mi się, że często nie w ten sposób mówi się o modlitwie i zaczyna się bardziej od tego wymiaru obowiązku. Modlitwa to jest coś, co się Bogu należy. Na tyle, na ile pamiętam, w tym klasycznym ujęciu cnota pobożności właśnie w ten sposób jest definiowana jako oddawanie Bogu tego, co mu się należy. W ten sposób modlitwa jest realizacją pewnego obowiązku. Coś istotnego chyba wtedy tracimy, jeśli w tę retorykę pójdziemy, bo nie da się do miłości zmusić, nie da się uczynić z miłości obowiązku. No tak.

Natomiast w momencie, kiedy mówimy o czymś, co w całości dotyczy relacji i wręcz w tej relacji się wyczerpuje, tego nie da się osiągnąć obowiązkiem. Bo mogę powiedzieć, masz pójść na mszę i ten obowiązek mogę zrealizować. A jeśli powiem, masz kochać Boga, to nie da się tego w żaden sposób wymusić. Obowiązek jest tutaj jak próba doskoczenia do księżyca. Nie ten środek. Po prostu tą drogą się tam nie dojdzie. Myślę, że właśnie ten nurt w nauczaniu modlitwy powinien być coraz bardziej widoczny i coraz bardziej podkreślany, właśnie ten wynikający z pragnienia i z miłości, a nie z powinności. Tak samo jak w przypadku naszego życia moralnego również ten wymiar cnoty powinien być bardziej podkreślany niż wymiar powinności.

23:58 · Modlitwa jako odpowiedź 3

I tak samo jak w przypadku życia, czy tej treści dogmatycznej, o której mówi nawet Katechizm, myślę, że warto przedstawiać te treści w taki sposób bardzo praktyczny, bo wiemy doskonale, że teologia dogmatyczna jest teologią bardzo praktyczną. I w związku z tym, że człowiek odkrywa, że Bóg ma to pragnienie, no tutaj scena właśnie, która jest przytoczona przez autorów, czyli scena rozmowy Jezusa z Samarytanką, pokazuje nam, że my na to pragnienie możemy odpowiedzieć prosząc Go. To jest niesamowicie wspaniała rzeczywistość, że nasza prośba, Jest tak naprawdę odpowiedzią na jego pragnienie. Takie sformułowanie nawet pada tutaj w Katechizmie.

Nasza modlitwa błagalna jest w sposób paradoksalny odpowiedzią. Pan Bóg oczekuje odpowiedzi na swojego pragnienia właśnie w taki sposób, że my zaczniemy go prosić, że my zaczniemy go o ten dar, przede wszystkim o tą relację z nim błagać. Myślę, że warto dalej ten punkt przeczytać, bo tam są ciekawe rzeczy. Jest odpowiedzią na skargę Boga Żywego. Opuścili mnie źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny popękane. Modlitwa jest odpowiedzią wiary na darmową obietnicę zbawienia. Odpowiedzią miłości na pragnienie jedynego Syna. Więc z jednej strony widać, że to słowo, które rządzi tym punktem, czy całą jego strukturę ustanawia, to jest właśnie odpowiedź.

I że nasza modlitwa jest odpowiedzią i wszystkie te przytoczone wymiary, to jedno, starają się w jakiś sposób opowiedzieć czy wyjaśnić. I z drugiej strony, właśnie po drugiej stronie tej odpowiedzi jest zupełnie darmowa i bezinteresowna inicjatywa Boga, który chce się dzielić swoim własnym życiem. I znowu odpowiedź na co? Na pragnienie. To pragnienie Jezusa czy pragnienie Boga jest tutaj postawione w centrum i jest, można powiedzieć, źródłem naszej modlitwy i tak naprawdę, patrząc na tę perspektywę szerzej, źródłem całego naszego życia duchowego. To, że Bóg mnie pragnie. Tak, tylko faktycznie jest tutaj pewna asymetria, którą może też warto wydobyć, no bo nasze pragnienie, kiedy się w nie wgłębiamy, dotyczy przyjmowania.

26:37 · Centrum duszy i modlitwa 2

Odkrywamy w sobie właśnie te nieskończone przestrzenie, te odchłanie głębiny zmysłów, o których pisze Jan od Krzyża, to niespokojne serce, które nie spocznie, dopóki nie zatrzyma się właśnie w Bogu. Więc to nasze pragnienie jest pragnieniem przyjęcia nieskończoności. Ze strony Boga to pragnienie jest pragnieniem dawania, bo On z naszej strony niczego nie potrzebuje, jakoby Jemu do szczęścia czegoś brakowało, ale właśnie chce swoim życiem się dzielić w sposób zupełnie bezinteresowny i tego to Jego pragnienie dotyczy. Ale żeby nie zatrzymywać się tylko i nie mówić, że ta modlitwa ma absolutnie tylko wymiar takiej rzeczywistości duchowej, Katechizm już na samym początku też, wtedy kiedy wspomina o tym, że jest modlitwa przymierzem, mówi, że modlitwa odbywa się, czy w modlitwie bierze udział

Cały człowiek, który jest jednością i co prawda ta rzeczywistość relacji z Bogiem odbywa się w centrum naszej duszy, to jednak nasze ciało, nasze zmysły, również nasza psychika w naszej modlitwie i w tej relacji bierze udział. Natomiast wejście do tego centrum duszy, do tego miejsca, w którym ta relacja następuje, tutaj od razu kojarzy mi się początek twierdzy wewnętrznej Teresy, w której mówi, że bramą do tego wnętrza jest właśnie modlitwa. Że bramą do wejścia w siebie i do wejścia do tej komnaty, w której ja mogę faktycznie z nim przebywać, właśnie jest modlitwa, czyli budowanie tej więzi z nim.

28:21 · Metafora serca w modlitwie 7

Tak, zastanawiam się jeszcze nad tymi metaforami, które tutaj są używane, bo też w tym języku duchowym, mistycznym bardzo różne obrazy są stosowane. Tutaj Katechizm przywołuje obraz serca, który jest niezwykle biblijny i w tej tradycji biblijnej mocno osadzony. Kiedy poczytamy mistyków, jest mowa chociażby o tym centrum duszy, dnie duszy, szczycie duszy. Jest intuicja jakiegoś centrum, które jest w człowieku i do którego przez całą tą drogę duchową zmierzamy i w którym spotykamy się z Bogiem. Zastanawiam się na ile ta metafora serca, która tutaj się pojawia mówi właśnie o tym, tym najgłębszym centrum, do którego zmierzamy, a na ile jest mowa o czymś prostszym.

Zdecydowanie. Ale żarty odstawiając na bok, bo temat jest przecież bardzo poważny. Ja myślę, że te dwie rzeczywistości ze sobą są bardzo powiązane, bo ta rzeczywistość prostsza, o której powiedziałeś, to też jest rzeczywistość serca, a można powiedzieć, że istnieje w nas, czy mistycy przekazują nam pewną intuicję o takim miejscu, które można byłoby nazwać, nie wiem, sercem serca. To znaczy, Centrum tego, co nas stanowi i wiemy, że święty Jan od krzyża wskazuje, zresztą Teresa też w tej metaforze swojej twierdzy pokazuje, że tym centrum naszego serca jest obecność samego Pana Boga. I w związku z tym, że modlitwa jest darem, który może być przez nas przyjęty właśnie w tym miejscu najbardziej ukrytym, w miejscu naszego serca, modlitwa zostaje przedstawiona nam jako przymierze.

Przymierze w Starym Testamencie, w Nowym Testamencie również, Jest przedstawione jako taka rzeczywistość, można powiedzieć, umowy pomiędzy dwoma stronami. Jest Pan Bóg, który daje coś ze swej strony i jest człowiek, który daje coś ze swojej strony. Dlaczego możemy nazwać w takim wypadku modlitwę przymierzem? Na pewno dlatego, że mamy do czynienia z dwiema stronami. Ale co dają te strony? Czy tylko to pragnienie i tylko odpowiedź na to pragnienie? Czy może coś więcej? Myślę, że zależy od której strony na to spojrzeć, bo można by powiedzieć, wychodząc też od tego, co już tutaj dzisiaj padło, że generalnie Bóg daje wszystko i w tym sensie On jest źródłem wszystkiego.

I my z naszej strony nic Jemu dodać nie możemy i również to wszystko co razem z nami na modlitwę wchodzi, co my jako ten wkład własny na modlitwę wnosimy, ostatecznie otrzymaliśmy. Więc w tym sensie to przymierze jest jednostronne, że Bóg po prostu daje nam życie, istnienie, świat i to wszystko co na świecie i to wszystko poprzez modlitwę, czy właśnie w modlitwie do Niego wraca, jako świadomie Jemu ofiarowane. A jednocześnie można powiedzieć, że jest ten nasz wkład własny, bo na modlitwę wnosimy siebie, swoją wolę, swój umysł, nasze zaangażowanie i to jest coś, co realnie możemy Bogu dać albo możemy mu tego odmówić i w tym sensie przymierze faktycznie jest dwustronne.

Tak, ale to zresztą koresponduje bardzo z tymi przymierzami, które są przedstawione w Piśmie Świętym. Stare przymierze, nowe przymierze. Przy czym warto zauważyć, bo też trudno mówić o jednym starym przymierzu. Jest cała seria tych przymierzy, które Bóg zawiera z ludźmi i zwłaszcza te pierwsze przymierza. Przymierze z Noem jest zupełnie jednostronne, gdzie Bóg jednostronnie zobowiązuje się do tego, że nie zniszczy ziemi potopem. Ciekawa jest też scena przymierza z Abrahamem, gdzie Abraham przecina na dwie połowy tego cielca, który był znakiem przymierza. No i obrzęd zawierania przymierza w tamtej kulturze wyrażał się przez to, że dwie strony przechodziły pomiędzy połowami przeciętego zwierzęcia, zaznaczając, że jeśli któraś ze stron to przymierze złamie, no to stanie się z nią właśnie to, co z tym cielcem. I w tym opisie biblijnym pomiędzy połowami przechodzi tylko Bóg pod postacią płomienia, jeśli dobrze pamiętam.

Natomiast później, kiedy już pojawia się przymierze na Synaju, tam faktycznie jest mowa o dwustronności i obustronnym zobowiązaniu, gdzie z jednej strony Bóg zobowiązuje się do opieki nad Izraelem, z drugiej strony Izraelici zobowiązują się właśnie do zachowania prawa. Więc jeśli spojrzymy na te biblijne przymierza, też oba te elementy są tutaj uwzględnione. No i myślę, że po prostu można powiedzieć, że ostatecznie wyjaśnia się to w Chrystusie i w tym przymierzu z Nim zawartym, co jest faktycznie dwustronne, czy na czym ta dwustronność polega, a co oznacza Jednostronność tego przymierza, bo święty Paweł też przecież pisze, że on jest w nas sprawcą i chcenia i działania zgodnie z jego wolą i w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

I chociażby Paweł, który dużo pisze o swojej modlitwie, sam daje wyraz pewnej bezradności w wyrażeniu tego paradoksu, że z jednej strony faktycznie angażuje się i cały wkłada w to siebie, a z drugiej strony doświadcza tego, że on tak naprawdę nie wkłada nic. Że doświadcza czegoś, co Duch Święty w Nim działa i wchodzi w życie Boże. Jakby patrząc na tego Chrystusa, który nie tylko jest przed Nim, do którego On się zbliża, ale który jest w Nim i od wewnątrz Niego działa i właśnie to On w Nim się modli. Tak, a jeśli środków takich Jego ludzkich nie starczy, żeby wyrazić to, co ta modlitwa powinna wyrazić, no to sam Bóg wyraża, można powiedzieć, dla siebie, tak, bo Duch

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.