Czym jest modlitwa? (Rozmowy o Katechizmie #1)
W ramach nowej serii chcielibyśmy razem z Wami prześledzić, co o modlitwie mówi nam sam Kościół. Punktem odniesienia jest dla nas Katechizm Kościoła Katolickiego z 1992 r. W kolejnych miesiącach będziemy czytać i komentować kolejne artykuły czwartej jego części, w całości poświęconej tematyce modlitwy. A na początek - czym właściwie jest modlitwa? Czym jest „serce skruszone” i do czego jest potrzebne? Czy na modlitwie to my działamy, czy raczej Bóg działa w nas? I co odróżnia modlitwę chrześcijańską od niechrześcijańskiej? — Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:Smak Karmelu na Patronite
Będziemy tak jak zwykle zapraszać gości i różne szerokie tematy z nimi podejmować. Więc przechodząc do Meritum otwieramy Katechizmy i przeskakujemy od razu do części czwartej, bo tam właśnie nauka o modlitwie się znajduje. Część, która jest na końcu, ale bynajmniej nie dlatego, że jest najmniej ważna. Ale tu już Marcin może coś więcej o tym powiedz. Tak, właśnie ten pierwszy punkt tego rozdziału czy tej części dotyczącej modlitwy wprowadza nas i tłumaczy niejako dlaczego Dlaczego autorzy zdecydowali się o modlitwie mówić na samym końcu, jako zwieńczeniu całego Katechizmu?
W ten sposób mogę encyklopedię otworzyć i w wiele rzeczy wierzyć, ale to nie jest ta wiara, o której mówimy, bo mogę przeczytać o jakichś patyczakach, które żyją w Puszczy Amazońskiej i to nie ustanawia żadnej więzi między mną a nimi, poza po prostu pewną informacją. A modlitwa właśnie tworzy więź pomiędzy mną i Bogiem, w którego wierzę i którego poznaję. Później mamy celebrację, która też sama z siebie mogłaby stać się takim pustym rytuałem, powtarzaniem pewnych gestów, które może są ładne, wywołują jakieś wzruszenie, ale znowu dzięki modlitwie ta liturgia staje się budowaniem więzi z Bogiem. I trzeci element, w pewnym sensie może najważniejszy, czy może najbardziej tutaj nieoczywisty i może dlatego też warto ten wątek trochę rozwinąć, moralność. Bo też bardzo często wpadamy w te kolejne realizowania moralności na zasadzie spełniania jakiejś powinności, która gdzieś wisi nade mną, jak miecz katowski i nie ma tutaj mowy o żadnej więzi, żadnej relacji, po prostu jest obowiązek, który trzeba wypełnić, Pan Bóg, który wyznacza zasady i trzeba się do tych zasad wpasować.
A tym, co nazywamy modlitwą. I o tym, czym jest modlitwa, ten wstęp do tego pierwszego działu, czy tego pierwszego działu tej części również mówi. O tym, że może być przeżywany jako dar Boga, jako przymierze z Nim i jako komunia. I od razu, na samym początku, autorzy decydują się użyć fragmentu, cytatu z dzieł naszej świętej Tereso Dzieciątka Jezus. Miód na karmelitańskie serce. Dokładnie. O tym fragmencie już mówiliśmy w rozmowach o modlitwie. Teresa pisze o tym tak. Modlitwa jest dla mnie wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu jak i radości.
No i w związku z tym, tak myślę, na początku jest mowa o pokorze jako o tej podstawowej dyspozycji, która modlitwę nam umożliwia, czy która jest właśnie tą postawą, która do modlitwy nas właściwie dysponuje. Pokora tutaj zdefiniowana, to też bardzo ciekawe, jako dyspozycja do darmowego przyjęcia daru modlitwy. Czyli znowu wracamy do tego, co o pokorze kiedyś już mówiliśmy, że pokora nie jest bynajmniej tutaj jak najgorszym myśleniem o sobie i uznawaniem czy udawaniem, że jestem do niczego i nic nie potrafię. Dyspozycja do darmowego przyjęcia daru. Co paradoksalnie też często wcale nie jest dla nas łatwe.
Jego przebaczenie to są takie dary, na które w żaden sposób zarobić nie możemy, zapracować nie jesteśmy w stanie i w żaden sposób adekwatnie nie jesteśmy na nie po ludzku odpowiedzieć, jak tylko je po prostu przyjmując i ta perspektywa pokory od razu nas ustawia w tej rzeczywistości. To skruszone serce, o którym tutaj jest mowa, to też jest taki fascynujący obraz dla mnie, ponieważ Serce, które w naturalny sposób kojarzy się z takim organem, które jest żywe, można powiedzieć w pewien sposób plastyczne, elastyczne w dotyku. Nigdy nie dotykałem serca oczywiście, ale kiedy sobie tak o nim wyobrażam jako o mięśniu, który cały czas bije,
No i musiał się schować. No i ta skleroza serca, to stwardnienie serca wydaje mi się, że jest taką konsekwencją tego. To jest taka próba udawania, żeby nie pokazać tego, że to moje serce naprawdę jest takie plastyczne, elastyczne i chłonne na jego łaskę. No bo dla mnie to jest ciekawa kwestia, na ile mówimy o czymś, co jest od nas w jakiś sposób niezależne, no nawet jeśli jest skutkiem naszych wyborów, to jednak po prostu wydarza się i nie mamy później na to wpływu i wtedy mówimy o takiej właśnie sklerozie, tak jak chorobie. Kiedyś tam wcześniej, pamiętam, że padła metafora duchowego cholesterolu, nie pamiętam o co chodziło, no ale tutaj też ten kamień, trochę jak cholesterol by się nam gromadził, czy tego chcemy, czy nie. Czy bardziej jest to taka tarcza, za którą się chronimy i którą bardzo świadomie trzymamy między sobą i Bogiem, czy między sobą i światem, między sobą i ludźmi, żeby właśnie to serce, które tam w środku jest, takie żywe i bijące, nie zostało zranione?
To znaczy to, że to jest myśl i Augustyna, i Grzegorza z Nazianzu, ale również świętej Teresy od Jezusa i świętego Jana od krzyża, czyli to, że Modlitwa to jest spotkanie dwóch pragnień. I że właśnie w związku z tym, że modlitwa jest przede wszystkim, czy na samym początku w Katechizmie o tym jest mowa, że jest darem Bożym, to również modlitwa wynika z Jego pragnienia. I ja daję tylko odpowiedź na to Jego pragnienie. No i właśnie dlatego, żeby ta odpowiedź była pełna, żeby ta odpowiedź była żywa, Potrzebne mi jest jak najbardziej żywe serce. Nie skamieniałe, ale żywe. I w procesie tej modlitwy to kruszenie serca następuje.
Kruszenie, które właśnie jest uzdrowieniem i tym przywróceniem serca do jego naturalnej funkcjonalności, która w taki czy inny sposób została gdzieś po drodze, doznała jakiegoś uszczerbku. Tak, no a z jednej strony Pan jest lekarzem naszego serca, więc jak u każdego lekarza czasem niektóre procedury mogą boleć. Natomiast na pewno ból nie jest jego celem. To znaczy, ten ból jest tylko efektem ubocznym tego, jak to nasze serce zostało przez nas zaniedbane. Najczęściej oczywiście w sposób niezawiniony, czy nawet nieświadomy. Znowu to, że katechizm zaczyna od pragnienia wydaje mi się bardzo ważne.
Miłość niewolnika nigdy nie będzie taka jak miłość człowieka wolnego. O ile w ogóle o miłości niewolnika można mówić? Tak. Zawsze miałem kłopot z takimi formami nabożeństw jak oddawanie się w niewolę miłości. To jest dla mnie pewien taki oksymoron. To jest coś, co się gryzie ze sobą, aczkolwiek nie chcę tego w żaden sposób deprecjonować i mówić, że to jest złe. Dla mnie właśnie ta perspektywa pragnienia i tej ekstremalnej wolności, którą Pan nam daje, jest tak istotna, że w miłości nie ma mowy o zniewoleniu, O takim pełnym otwarciu horyzontów i dopiero wtedy to pragnienie faktycznie wychodzi na wierzch.
Natomiast w momencie, kiedy mówimy o czymś, co w całości dotyczy relacji i wręcz w tej relacji się wyczerpuje, tego nie da się osiągnąć obowiązkiem. Bo mogę powiedzieć, masz pójść na mszę i ten obowiązek mogę zrealizować. A jeśli powiem, masz kochać Boga, to nie da się tego w żaden sposób wymusić. Obowiązek jest tutaj jak próba doskoczenia do księżyca. Nie ten środek. Po prostu tą drogą się tam nie dojdzie. Myślę, że właśnie ten nurt w nauczaniu modlitwy powinien być coraz bardziej widoczny i coraz bardziej podkreślany, właśnie ten wynikający z pragnienia i z miłości, a nie z powinności. Tak samo jak w przypadku naszego życia moralnego również ten wymiar cnoty powinien być bardziej podkreślany niż wymiar powinności.
I tak samo jak w przypadku życia, czy tej treści dogmatycznej, o której mówi nawet Katechizm, myślę, że warto przedstawiać te treści w taki sposób bardzo praktyczny, bo wiemy doskonale, że teologia dogmatyczna jest teologią bardzo praktyczną. I w związku z tym, że człowiek odkrywa, że Bóg ma to pragnienie, no tutaj scena właśnie, która jest przytoczona przez autorów, czyli scena rozmowy Jezusa z Samarytanką, pokazuje nam, że my na to pragnienie możemy odpowiedzieć prosząc Go. To jest niesamowicie wspaniała rzeczywistość, że nasza prośba, Jest tak naprawdę odpowiedzią na jego pragnienie. Takie sformułowanie nawet pada tutaj w Katechizmie.
Odkrywamy w sobie właśnie te nieskończone przestrzenie, te odchłanie głębiny zmysłów, o których pisze Jan od Krzyża, to niespokojne serce, które nie spocznie, dopóki nie zatrzyma się właśnie w Bogu. Więc to nasze pragnienie jest pragnieniem przyjęcia nieskończoności. Ze strony Boga to pragnienie jest pragnieniem dawania, bo On z naszej strony niczego nie potrzebuje, jakoby Jemu do szczęścia czegoś brakowało, ale właśnie chce swoim życiem się dzielić w sposób zupełnie bezinteresowny i tego to Jego pragnienie dotyczy. Ale żeby nie zatrzymywać się tylko i nie mówić, że ta modlitwa ma absolutnie tylko wymiar takiej rzeczywistości duchowej, Katechizm już na samym początku też, wtedy kiedy wspomina o tym, że jest modlitwa przymierzem, mówi, że modlitwa odbywa się, czy w modlitwie bierze udział
Mianowicie po prostu to całe życie wewnętrzne, które w nas jest razem z całym jego bogactwem i kolorytem, uczuć, emocji, myśli, wyobrażeń, że to wszystko na modlitwę wchodzi i to właśnie w naszym sercu się dokonuje. Tak jak Maria, która przyjmowała słowo i rozważała w swoim sercu, czyli właśnie w umyśle jednocześnie z całym tym emocjonalnym otoczeniem, które tam się pojawia. Zresztą te znaczenia pewnie się nie wykluczają, bardziej może uzupełniają i w tej metaforze serca znajdują. Choć musimy pamiętać, że jednak w kategoriach biblijnych serce nie jest miejscem przeżywania emocji, tylko właśnie jest miejscem, w którym rozum człowieka się znajduje, bo miejscem przeżywania emocji są nerki. Tak jest i nerki pewnie też się modlą.
Zdecydowanie. Ale żarty odstawiając na bok, bo temat jest przecież bardzo poważny. Ja myślę, że te dwie rzeczywistości ze sobą są bardzo powiązane, bo ta rzeczywistość prostsza, o której powiedziałeś, to też jest rzeczywistość serca, a można powiedzieć, że istnieje w nas, czy mistycy przekazują nam pewną intuicję o takim miejscu, które można byłoby nazwać, nie wiem, sercem serca. To znaczy, Centrum tego, co nas stanowi i wiemy, że święty Jan od krzyża wskazuje, zresztą Teresa też w tej metaforze swojej twierdzy pokazuje, że tym centrum naszego serca jest obecność samego Pana Boga. I w związku z tym, że modlitwa jest darem, który może być przez nas przyjęty właśnie w tym miejscu najbardziej ukrytym, w miejscu naszego serca, modlitwa zostaje przedstawiona nam jako przymierze.
Tak, ale to zresztą koresponduje bardzo z tymi przymierzami, które są przedstawione w Piśmie Świętym. Stare przymierze, nowe przymierze. Przy czym warto zauważyć, bo też trudno mówić o jednym starym przymierzu. Jest cała seria tych przymierzy, które Bóg zawiera z ludźmi i zwłaszcza te pierwsze przymierza. Przymierze z Noem jest zupełnie jednostronne, gdzie Bóg jednostronnie zobowiązuje się do tego, że nie zniszczy ziemi potopem. Ciekawa jest też scena przymierza z Abrahamem, gdzie Abraham przecina na dwie połowy tego cielca, który był znakiem przymierza. No i obrzęd zawierania przymierza w tamtej kulturze wyrażał się przez to, że dwie strony przechodziły pomiędzy połowami przeciętego zwierzęcia, zaznaczając, że jeśli któraś ze stron to przymierze złamie, no to stanie się z nią właśnie to, co z tym cielcem. I w tym opisie biblijnym pomiędzy połowami przechodzi tylko Bóg pod postacią płomienia, jeśli dobrze pamiętam.
Natomiast później, kiedy już pojawia się przymierze na Synaju, tam faktycznie jest mowa o dwustronności i obustronnym zobowiązaniu, gdzie z jednej strony Bóg zobowiązuje się do opieki nad Izraelem, z drugiej strony Izraelici zobowiązują się właśnie do zachowania prawa. Więc jeśli spojrzymy na te biblijne przymierza, też oba te elementy są tutaj uwzględnione. No i myślę, że po prostu można powiedzieć, że ostatecznie wyjaśnia się to w Chrystusie i w tym przymierzu z Nim zawartym, co jest faktycznie dwustronne, czy na czym ta dwustronność polega, a co oznacza Jednostronność tego przymierza, bo święty Paweł też przecież pisze, że on jest w nas sprawcą i chcenia i działania zgodnie z jego wolą i w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.
I chociażby Paweł, który dużo pisze o swojej modlitwie, sam daje wyraz pewnej bezradności w wyrażeniu tego paradoksu, że z jednej strony faktycznie angażuje się i cały wkłada w to siebie, a z drugiej strony doświadcza tego, że on tak naprawdę nie wkłada nic. Że doświadcza czegoś, co Duch Święty w Nim działa i wchodzi w życie Boże. Jakby patrząc na tego Chrystusa, który nie tylko jest przed Nim, do którego On się zbliża, ale który jest w Nim i od wewnątrz Niego działa i właśnie to On w Nim się modli. Tak, a jeśli środków takich Jego ludzkich nie starczy, żeby wyrazić to, co ta modlitwa powinna wyrazić, no to sam Bóg wyraża, można powiedzieć, dla siebie, tak, bo Duch
Modli się w nas i wyraża to, czego się nie da wyrazić słowami. To też jest wymiar tego przymierza. I myślę, że to jest też całkiem ciekawe ujęcie tego, jak modlitwa się w nas rozwija. Bo to nie jest tak, jak czasem postrzegamy, że na początku człowiek działa, a potem stopniowo coraz bardziej zaczyna działać Bóg i przejmuje inicjatywę. Bardziej to jest kwestia uświadomienia sobie, że to od początku on we mnie działał, tylko na początku wydawało mi się, że ja jestem w tym tak bardzo samodzielny, autonomiczny i że ja mogę się przed nim pokazać i coś mu ofiarować, co jego ubogaci. Moje tutaj wywody przed nim czy uwielbienia, które w jakiś sposób jego chwałę mogą powiększyć. A stopniowo orientuję się, że nawet w tych moich staraniach i modlitwach od początku
To jest Jego działanie i to jest mój powrót do Niego, ale Bóg, który jest we mnie, jak pisze Augustyny, głębiej niż ja sam. To jest to miejsce, gdzie język trochę się plącze i kończy, ale siłą rzeczy stykamy się z paradoksem. Tak, to jest też chyba odpowiedź na tę tajemnicę, o której pisze święty Jan od Krzyża, kiedy mówi, że tym najlepszym językiem, którego Bóg słucha, jest milcząca, miłosna uwaga na Niego skierowana. W pewnym momencie tego naszego wysiłku jest coraz mniej, bo widzimy, że to jest naprawdę tylko włączenie się w to, co trwa poza mną nawet. Poza mną w znaczeniu tak naprawdę w centrum mnie, ale poza mną w tym znaczeniu, że trwa niezależnie od tego, co ja robię. No ale piękne są te paradoksy i piękny jest ten język, który się plącze, bo on właśnie bardzo wiele wyraża.
Na podstawie tego zdania można powiedzieć, że nie jest to modlitwa chrześcijańska, która właśnie przede wszystkim, nawet nie przede wszystkim, tylko właśnie ku Chrystusowi świadomie się kieruje, zwracając się do Niego jako do pośrednika i Boga po prostu. Natomiast, że jest możliwa modlitwa, która tak jak pisze św. Paweł, dotyka Boga po omacku. Osoby, które w Chrystusa po prostu nie wierzą też mogą się modlić, prawda? I nie możemy mówić, że wymiaru tej modlitwy nie ma w ich życiu, ale tutaj w tym zdaniu jest mowa o tym, że ten rys chrześcijański modlitwy opiera się właśnie na tej relacji z Chrystusem i znowu tutaj
Bardzo ważne, wydaje mi się, że jest ukryte w tym zdaniu to twierdzenie, czy może to przypomnienie o tym, że ta modlitwa chrześcijańska, relacja z Chrystusem ma taki szczególny wymiar przez to, że Chrystus jest Bogiem, który się wcielił, który jest człowiekiem. I dlatego w tą relację przyjaźni o wiele głębiej potrafię z nim wejść, ponieważ rozmawiam z nim jak przyjaciel z przyjacielem, twarzą w twarz, bo on też jest człowiekiem. Tak, i tutaj znowu można by mówić bardziej o pewnym rozwoju świadomości niż o istotnej zmianie, bo to co Chrystus mówi, że ja jestem drogą, prawdą i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie, zawsze pozostaje w mocy. Można powiedzieć, że tak działa świat, czy tak działa ta rzeczywistość boska.
Że właśnie dlatego z Bogiem możemy się realnie jednoczyć, czy do Niego zbliżać, bo Chrystus stał się człowiekiem. Więc jeśli ktoś, nawet nie potrafiąc nazwać Go po imieniu, wchodzi w tę głęboką komunię z Bogiem, to on raczej stopniowo może dochodzić do tego, że od początku to właśnie w Chrystusie się wydarzało, a nie że Chrystus w pewnym momencie dopiero w Jego życiu się pojawił. Tylko w pewnym momencie został rozpoznany, czy jakby zobaczony z twarzy. Właśnie rozpoznany tak jak uczniowie po zmartwychwstaniu, którzy z Jezusem rozmawiają, ale dopiero w pewnym momencie orientują się, że to jest On. Jeszcze może na zakończenie, może ku pokrzepieniu albo dla wzbudzenia większej nadziei, tutaj Katechizm podkreśla jeszcze pewną bardzo ważną prawdę, a mianowicie to, że modlitwa jest zawsze możliwa.
Ta komunia życia jest zawsze możliwa, ponieważ przez chrzest staliśmy się jednym z Chrystusem. I modlitwa, moje wchodzenie w relacje z Nim, w pewien sposób jest uniezależniona od zewnętrznych czynników. Nie w takim znaczeniu, że te zewnętrzne czynniki nie mają zupełnie wpływu. One mają ogromny wpływ na to, w jaki sposób się modlę, jak głęboko w tę relację wchodzę, Ale uniezależnienie to wynika z tego, że niezależnie od tego, jakie te zewnętrzne czynniki są, ta relacja z Nim jest zawsze możliwa. I to jest coś, co daje niesamowitą nadzieję i niesamowity też zapał może dać do modlitwy w tym odkryciu, że nie jest tak, że są pewne okoliczności, które mnie od tej relacji z Jezusem, od modlitwy, od bycia z Nim całkowicie przekreślają i całkowicie tę rzeczywistość odrzucają,
I mówiąc o tym na podstawie rozmowy Jezusa z Samarytanką na przykład, to znaczy to źródło w nas jest tak mocne, że niezależnie od tego, jakbyśmy świadomie czy nieświadomie to źródło w naszym sercu chcieli zakopać, zacementować, to my tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Ono zawsze tam będzie biło i wystarczy się do niego skierować, żeby w tę modlitwę wejść. Myślę, że tutaj możemy postawić kropkę, tym bardziej, że dotarliśmy do końca wstępu do tego rozdziału o modlitwie. W kolejnych naszych rozmowach będziemy przechodzić przez poszczególne kolejne rozdziały i komentować to, co w nich się znajduje. Tak jak widzicie, nie chodzi tylko o samo przytoczenie treści, ale też osadzenie jej w pewnym kontekście.
Więc zapraszamy raz w miesiącu na takie spotkanie z Katechizmem. Katechizm generalnie jest świetnie skonstruowanym dokumentem i warto sięgać do niego jako do bardzo z jednej strony zwięzłego, z drugiej bardzo treściwego i sensownie poukładanego wykładu wiary. Więc zachęcamy do lektury osobistej, a tymczasem rognamy się z Wami. Oczywiście, tak jak zawsze, polecamy Waszej pamięci subskrypcje, komentarze, udostępnianie Patronite'a. Dzięki temu wsparciu możemy właśnie działać, nagrywać, więc również w tym sensie pamiętajcie o nas i do usłyszenia w kolejnych odcinkach. Do usłyszenia. A ja jeszcze ze swojej strony chciałbym zapowiedzieć pewną inicjatywę. Zbliża się emisja naszego setnego odcinka.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Autorzy Katechizmu wprowadzają w temat modlitwy, wyjaśniając jej znaczenie jako więzi między człowiekiem a Bogiem, łączącej wiary, liturgii i życia moralnego.
Podkreślana jest definicja modlitwy jako dar Boży, przymierza i komunii, z cytatami z Teresy od Dzieciątka Jezus.
Modlitwa jest przedstawiona jako dar Boży, a nie czyn człowieka, co wpływa na jej zrozumienie i praktykowanie.
Pokora jako podstawowa dyspozycja do przyjęcia daru modlitwy, z analizą skorozenia serca.
Analiza skorozenia serca jako skamienienia, które chroni przed pełnym przyjęciem daru Bożego.
Modlitwa jest procesem uzdrowienia serca, które zostało skorocone przez grzech i lęk.
Analiza miłosnego aspektu modlitwy w kontrastie z obowiązkowym podejściem, podkreślając potrzebę pragnienia.
Modlitwa jest odpowiedzą na pragnienie Boże, z analizą asymetrii między Bożym i ludzkim pragnieniem.
Modlitwa jako brama do centrum duszy, gdzie człowiek spotyka się z Bogiem, z analizą różnych metafor.
Modlitwa jest przedstawiona jako przymierze między Bogiem a człowiekiem, z analizą jednostronności i dwustronności tego przymierza.
Rozmowa o modlitwie jako zjednoczeniu z Bogiem i Chrystusem, a także o tym, że modlitwa chrześcijańska ma szczególny wymiar dzięki relacji z Chrystusem jako Bogu wcielonym.
Podkreślenie, że modlitwa jest zawsze możliwa, nawet dla tych, którzy nie nazywają Chrystusa po imieniu, ze względu na chrzest, który stawi nas w relację z Bogiem.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W ramach nowej serii chcielibyśmy razem z Wami prześledzić, co o modlitwie mówi nam sam Kościół. Punktem odniesienia jest dla nas Katechizm Kościoła Katolickiego z 1992 r. W kolejnych miesiącach będziemy czytać i komentować kolejne artykuły czwartej jego części, w całości poświęconej tematyce modlitwy.
A na początek - czym właściwie jest modlitwa? Czym jest „serce skruszone” i do czego jest potrzebne? Czy na modlitwie to my działamy, czy raczej Bóg działa w nas? I co odróżnia modlitwę chrześcijańską od niechrześcijańskiej?
—
Zapraszamy na nasz profil na Patronite.pl:
Smak Karmelu na Patronite