Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Zimowe opowieści. KRÓLOWA ŚNIEGU. Cz 2

21.12.2025 ·46 min 1 s

🎄Jak to mówią - skoro powiedziało się "A", to trzeba powiedzieć i "B"😉🤣🎄 Żeby zachować pewną ciągłość historii, postanowiłam, że nie trzeba będzie długo czekać na część drugą Królowej Śniegu. I oto jest! Cała na biało!!😉🎄 Miłego słuchania!!! 🎄 Do POSŁUCHANIA!

Zimowe opowieści. Hans Christian Andersen. Królowa śniegu. Baśń w siedmiu opowiadaniach. Cz 2. Opowiadanie czwarte. Książę i księżniczka. Gerda musiała znowu odpocząć. Naprzeciw miejsca, gdzie siedziała, sfrunęła na śnieg duża wrona. Przyglądała się dziewczynce i kręciła głową. — Kraaa! Kraaa! — powiedziała. — Dżn-dbr! Dżn-dbr! Lepiej nie umiała wymawiać, ale odniosła się życzliwie do małej dziewczynki i spytała ją, dokąd to idzie taka sama w daleki świat. Słowo sama zrozumiała bardzo dobrze mała Gerda i czuła ile w tym się zawierało treści.

Opowiedziała Ewronie swoje całe życie. Wszystko co przeżyła i spytała czy nie widziała Kaja. A Wrona kiwnęła w zamyśleniu głową i powiedziała. To możliwe? To bardzo możliwe. To bardzo możliwe. Naprawdę? Pytała mała dziewczynka i całowała Wronę tak, że on mało nie zadusiła jej na śmierć. – Spokojnie, spokojnie – powiedziała Wrona. – Myślę, że to mógł być mały kaj, ale na pewno zapomniał o tobie przy księżniczce. – Czy on mieszkał u księżniczki? – spytała Gerda. – Tak, posłuchaj – powiedziała Wrona. – Ale będzie mi trudno mówić twoim językiem.

Czy rozumiesz, Wroni, język? Byłoby mi łatwiej opowiadać. — Nie, nie nauczyłam się go — powiedziała Gerda. — Ale babka zna ten język i język innych ptaków też. — Gdybym to ja się go nauczyła... — Nic nie szkodzi — rzekła wrona. — Opowiem, jak potrafię, ale nie będzie to dobrze opowiedziane. I zaczęła mówić to, co wiedziała. W państwie, w którym teraz jesteśmy, mieszka księżniczka. Jest tak niebywale mądra, że przeczytała wszystkie gazety świata. A potem zapomniała to, co przeczytała. Taka jest mądra. Teraz siedzi na tronie, ale podobno to wcale nie jest takie przyjemne.

Czuli już głód i pragnienie, ale na zamku nie dostali nawet szklanki wody. Wprawdzie niektórzy mądrzejsi zabrali ze sobą zapasy, ale nie dzielili się ze swym sąsiadem. Myśleli sobie – niech wygląda na głodomora, to wtedy księżniczka go nie weźmie. – A kaj, mały kaj? – spytała Gerda. – Kiedy on przyszedł? Czy był między nimi wszystkimi? — Ej, cierpliwość — powiedziała wrona. — Zaraz do niego dojdziemy. Było to trzeciego dnia. Na zamek przyszedł mały chłopiec bez konia i bez pojazdu. Wszedł wesoło, oczy błyszczały mu jak twoje. Miał prześliczne, długie włosy, ale był ubogo ubrany.

— To był Kaj! — cieszyła się Gerda. — Ach, nareszcie go znalazłam! I klasnęła w ręce. Na plecach miał mały tornister. Nie, to na pewno były sanki. Zniknął z sankami. To niemożliwe, powiedziała wrona. Tak dokładnie nie widziałem, ale wiem od mojej oswojonej narzeczonej, że kiedy przechodził przez zamkowe wrota i zobaczył srebrną gwardię i lokajów w złocie na schodach, zupełnie się nie zmieszał, skinął do nich głową i mówił. Jakże to musi być nudne tak stać na schodach. Lepiej wejdę do środka. Sale błyszczały od świateł. Radcy i ministrowie chodzili boso i roznosili złote półmiski.

Nastrój był uroczysty. Buciki tego chłopca skrzypiały okropnie, ale on nic sobie z tego nie robił. — To na pewno był kaj — powiedziała Gerda. — Wiem, że ma nowe buciki. Słyszałam w pokoju babci, jak skrzypiały. — Tak, skrzypiały porządnie — powiedziała wrona. Chłopiec z uradowaną miną poszedł prosto do księżniczki, która siedziała na perle tak wielkiej jak kołowrotek. Wszystkie damy dworu ze swymi służebnymi i służebne służebnych i wszyscy marszałkowie dworu ze swymi paziami i służącymi paziów, którzy mieli swoich chłopców na posyłki, wszyscy stali dokoła, a im, który stał bliżej drzwi, tym dumniej wyglądał.

Twarz pachołka sługi służącego zaledwie można było dojrzeć, tak dumnie stał w drzwiach. — To musiało być straszne — powiedziała mała Gerda. A jednak Kaj zdobył księżniczkę? Gdybym nie był wroną, zdobyłbym ją również, nie bacząc na to, że jestem zaręczony. On mówił równie dobrze jak ja, kiedy mówię wronim językiem. Wiem to od mojej oswojonej narzeczonej. Był swobodny i miły i wcale nie przyszedł po to, aby starać się o jej rękę. Przyszedł jedynie, aby posłuchać mądrości księżniczki. Spodobała mu się i on jej się spodobał także. — Tak, to na pewno był Kaj — powiedziała Gerda. — Był taki mądry, że potrafił rachować z pamięci.

Dużo pozdrowień od mojej narzeczonej, a oto bułeczka dla ciebie. Wziąłem ją z kuchni. Tam jest dość chleba, ty jesteś na pewno głodna. To zupełnie niemożliwe, abyś weszła do pałacu. Jesteś przecież bossa. Srebrna gwaria i lokaje w złocie nie pozwolą na to. Ale nie płacz, jakoś wejdziemy. Moja narzeczona zna pewne tylne schody prowadzące do sypialnych pokojów i wie, gdzie można znaleźć klucze. Weszli więc do ogrodu, w wielką aleję, gdzie z drzew spadały liście. Kiedy w pałacu jedne za drugimi pogasły światła, wrona zaprowadziła małą Gerdę do tylnych drzwi, które były uchylone.

Och, jakże biło serce Gerdy ze strachu i tęsknoty. Zupełnie tak, jakby chciała zrobić coś złego, a przecież pragnęła tylko wiedzieć, czy tu był mały Kaj. Tak musi tam być. Myślała z takim przejęciem o jego mądrych oczach, o jego długich włosach. Widziała wyraźnie jego uśmiech, kiedy siedział z nią w domu pod różami. Ucieszy się na pewno, gdy ją zobaczy i usłyszy, jaką długą drogę odbyła do niego. Kiedy się dowie, jak martwili się, gdy on nie wrócił. O, jakże się bała i cieszyła zarazem. Oto weszli już na schody. Na szafie paliła się mała lampa. Po środku, na podłodze, stała oswojona wrona.

Kręciła głową na wszystkie strony i patrzała na Gerdę, która dygnęła tak, jak ją uczyła babcia. – Mój narzeczony opowiadał mi tyle dobrego o pani, miła panieneczko – powiedziała oswojona wrona. – Dzieje pani życia, jak to mówią, są również bardzo wzruszające. Niech pani weźmie lampę. Wtedy ja pójdę przodem. Gdy pójdziemy prosto przed siebie, to nie spotkamy nikogo. — Wydaje mi się, że ktoś idzie tu za nami — powiedziała Gerda. Rzeczywiście, coś obok zaszaleściło. Zupełnie jakby cienie prześlizgiwały się po ścianie. Konie o rozwiszonych grzywach i smukłych nogach myśliwi panowie i damy na koniach.

To są tylko sny, powiedziała wrona. Przychodzą i zapraszają myśli księcia i księżniczki na polowanie. To dobrze, bo potem może im się pani w łóżku lepiej przyjrzeć. Ale spodziewam się, że kiedy pani dojdzie do zaszczytów i godności, okaże mi pani swoją wdzięczność. To się samo przejść się rozumie, wtrąciła druga wrona. Weszli do pierwszej sali o ścianach z różowego atłasu w kwiaty. Obok nich zaszelściły sny, ale przeleciały tak prędko, że Gerda nie zdążyła obejrzeć tego czcigodnego towarzystwa. Jedna sala była wspanialsza od drugiej. Było tam co podziwiać. Wreszcie znaleźli się w sypialni.

Sufit przypominał wielką palmę, o liściach ze szkła, z kosztownego szkła. A pośrodku pokoju na grubym sznurze ze złota wisiały dwa łoża. Każde wyglądało jak lilia. Jedno było białe, leżała na nim księżniczka. Drugie było czerwone i tam Gerda miała szukać małego Kaja. Uchyliła jeden czerwony płatek i zobaczyła brązową szyję. — Tak, to był Kaj! — krzyknęła głośno jego imię, trzymając lampę tuż nad nim. Sny znowu wtargnęły konno do pokoju. Książę obudził się, odwrócił głowę i… to nie był mały Kaj.

Miał tylko do niego podobny kark. Był młody i piękny. Z łóżka, które wyglądało jak biała lilia, wyjrzała księżniczka i spytała, co się stało. Wtedy mała Gerda zapłakała i opowiedziała całą swoją historię i wszystko, co zrobiły dla niej wrony. — Biedna dziewczynka — powiedzieli książę i księżniczka, a potem pochwalili wrony, zapewnili je, że nie gniewają się wcale, ale żeby tego częściej nie robiły. Tym razem zostaną wynagrodzone. — Czy chcecie latać na wolności? — spytała księżniczka. — Czy wolicie mieć stałe miejsce jako dworskie wrony i korzystać ze wszystkich odpadków w kuchni?

Pozwolono jej zostać w pałacu i spędzić przyjemnie czas. Ale Gerda poprosiła, by jej dali tylko wózek z koniem i parę małych trzewiczków, bo chciała jechać znowu w daleki świat, odszukać Kaja. Dostała i buciki, i mówkę. Ubrano ją ślicznie, a kiedy miała odjechać, czekała na nią przed bramą kareta z czystego złota. Herb księcia i księżniczki błyszczał na drzwiczkach jak gwiazda. Stangret, Służba i Forysie, gdyż byli tam także i Forysie, mieli złote korony na głowie. Książę i księżniczka pomagali jej sami wsiąść do karety i życzyli wiele szczęścia. Leśna wrona, która właśnie pobrała się z oswojoną, odprowadziła Gerdę o trzy mile.

Siedziała obok niej, bo nie znosiła jazdy tyłem do konia. Druga wrona stała we wrotach i biła skrzydłami. Nie odprowadzała Gerdy, bo cierpiała na bóle głowy od czasu, kiedy miała stałe miejsce i przejadała się. Kareta wysadzana była w środku obwarzankami z cukru, a siedzenie napchane było owocami i piernikami. — Żegnaj, żegnaj! — wołali książę i księżniczka, a mała Gerda płakała. I wrona także. Tak przeszła pierwsza mila podróży. Potem i wrona musiała się pożegnać i to było najcięższe rozstanie. Pofrunęła nad drzewo i trzepotała czarnymi skrzydłami, dopóki kareta, błyszcząca jak jasny promień słońca, nie zniknęła jej z oczu.

Opowiadanie piąte. Mała rozbójniczka. Jechali przez ciemny las, ale kareta błyszczała jak pochodnia. Kłuło to rozbójników w oczy. Nie mogli tego znieść. — Złoto, złoto! — wołali, pchali się naprzód, chwycili konie za uzdy. Zabili małych foresiów, stangreta i służących. I wyciągnęli małą gerdę z karety. – Jest tłusta i śliczna i karmiona orzechami – powiedziała stara rozbójniczka, która miała długą, sterczącą brodę i brwi opadające na oczy. – Jest taka smaczna, jak małe, tłuste jagniątko. To dopiero będzie uczta.

I wyciągnęła nóż, który błysnął tak, że aż ciarki po ciele przeszły. — Ach! — zawołała nagle stara. Jej własna mała, dzika i nieznośna córeczka, którą niosła na plecach, ugryzła ją w ucho. — Ty przeklęty pachorze! — zawołała matka i nie zdążyła zamordować Gerdy. — Ona się będzie ze mną bawiła — powiedziała mała rozbójniczka. — Niech mi odda swoją mówkę i śliczną sukienkę i niech śpi ze mną w łóżku. I ugryzła matkę parę razy tak, że żona rozbójnika aż skoczyła do góry i zaczęła się kręcić w kółko. Wszyscy rozbójnicy śmiali się i mówili. — Patrzcie, jak tańczy ze swoim bachorem.

— Ja chcę siedzieć w karecie — powiedziała mała rozbójniczka. Chciała i musiała postawić na swoim, bo była rozpieszczona i uparta. Usiadła obok Gerdy w karecie i potem pojechały przez pnie i krzaki coraz głębiej w las. Mała rozbójniczka była tak duża jak Gerda, ale silniejsza, o szerszych ramionach i ciemniejszej cerze. Jej oczy były czarne i patrzały prawie smutno. Objęła ramieniem małą Gerdę i powiedziała – Nie powinni cię zabijać, dopóki się na ciebie nie pogniewam. Jesteś pewnie księżniczką. Nie, odrzekła mała Gerda i opowiedziała jej wszystko, co przeżyła i jak bardzo kocha małego Kaja.

I dziewczynka wyciągnęła długi nóż ze szpary w murze i przesunęła go po szyi Rena. Biedne zwierzę kopało dolnymi nogami, a mała rozbójniczka śmiała się i wciągnęła Gerdę do łóżka. – Czy będziesz miała nóż przy sobie w czasie snu? – spytała Gerda i spojrzała z przestrachem na nóż. – Zawsze śpię z nożem – powiedziała mała rozbójniczka. – Nigdy nie wiadomo, co się może przytrafić. Ale powtórz jeszcze raz to, co mi opowiadałaś o małym Kaju i dlaczego poszłaś w daleki świat. I Gerda opowiedziała od początku, a dzikie gołębie w klatce gruchały. Inne gołębie spały. Mała rozbójniczka objęła ramieniem gardę za szyję, w drugiej ręce trzymała nóż i zasnęła.

– Co wy tam w górze mówicie? – zawołała Gerda. Pewnie pojechała do Laponii, bo tam jest zawsze śnieg i lód. Spytaj Rena, co stoi na postronku. Tam jest lód i śnieg. Tam jest dobrze i pięknie, powiedział Ren. Skacze się swobodnie po wielkich, błyszczących dolinach. Królowa Śniegu ma tam swój letni namiot. Ale i zamek stoi wysoko nad biegunem północnym, na wyspie, która się nazywa Szpicberg. Och, Kaj, kochany Kaj, westchnęła Gerda.

— Leż teraz spokojnie — powiedziała mała rozbójniczka. — Inaczej zagłuję cię nożem. Rano opowiedziała jej Gerda wszystko, co mówiły dzikie gołębie, a mała rozbójniczka słuchała uważnie. Ale potem pokręciła głową i powiedziała. — Właśnie, właśnie. Czy wiesz, gdzie leży Laponia? — spytała Rena. Któż ma lepiej wiedzieć ode mnie? Powiedziało zwierzę, a oczy mu zabłysły. Tam się urodziłem i wyrosłem. Tam skakałem po polach. Słuchaj no, powiedziała mała rozbójniczka do gerdy. Widzisz, że wszyscy nasi mężczyźni już wyszli, ale matka jest jeszcze tutaj i zostanie. Później, rano, pije zawsze z dużej butelki i ucina sobie drzemkę.

Słyszałeś pewnie to, co ona opowiadała. Zimowe opowieści. KRÓLOWA ŚNIEGU. Cz 2. Chyba nie zmarzniesz. Masz tu wielkie rękawice mojej matki. Sięgają aż do łokci. Kładź je. Twoje ręce wyglądają teraz jak ręce mojej wstrętnej matki. A Gerda płakała z radości.

Nie mogę znieść tego, że beczysz, powiedziała mała rozbójniczka. Teraz właśnie powinnaś mieć zadowoloną minę. Masz tu dwa bochenki chleba i szynkę. Nie będziesz głodna. Wszystkie zapasy przywiązano Renowi. Mała rozbójniczka otworzyła drzwi, zawołała do środka wszystkie wielkie psy, potem przecięła nożem po stronek i powiedziała do Rena. – Teraz pędź, ale uważaj na dziewczynkę! A Gerda wyciągnęła ręce w wielkich rękawicach do małej dziewczynki rozbójników i powiedziała. – Do widzenia! A potem Ren puścił się przez krzaki i kamienie, przez wielki las, przez błota i stepy tak prędko, jak tylko mógł. Wilki wyły, a kruki krakały.

– Fiu, fiu! – dźwięczało w powietrzu. Brzmiało to tak, jakby ktoś pluł czerwonym ogniem. – To moja stara zorza północna! – powiedział Ren. – Patrz, jak błyszczy! I potem biegł jeszcze prędzej, coraz dalej, dniem i nocą. Gerda zjadła chleby, szynkę także i już byli w Laponii. Opowiadanie szóste. Laponka i Finka. Zatrzymali się przed małym, bardzo nędznym domkiem. Dach pochylał się aż do ziemi, a drzwi były takie niskie, że mieszkańcy musieli pauzać na czworakach, chcąc wejść lub wyjść.

W domu nie było nikogo prócz starej laponki, która stojąc przy lampie etranowej smażyła rybę. Ren opowiedział całą historię Gerdy, ale najpierw swoją własną, bo uważał, że ta jest o wiele ważniejsza. A Gerda była tak zmarznięta, że nie mogła wcale mówić. — Ach, wy biedacy — powiedziała Laponka — macie jeszcze daleką drogę przed sobą. Musicie przebiec jeszcze przeszło sto mil równiną Finmarku, aż tam, gdzie rozsiadła się Królowa Śniegu i puszcza co wieczór bęgalskie ognie. Napiszę parę słów na wysuszonym dorszu. Nie mam papieru. A chcę napisać do Finki, tam na północy. Ona da wam lepsze wskazówki niż ja.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.