Ultimo: Beata Pasik zbadana wariografem
Głośna sprawa - butik Ultimo w Warszawie. Zobaczcie historię tego wydarzenia z punktu widzenia Anny Jaźwińskiej i Beaty Pasik. Tylko u nas - po raz pierwszy Beata Pasik zbadana wariografem. https://nordvpn.com/sladyDzisiejszy odcinek powstał we współpracy z NordVPN. Skorzystaj z mojego linku, dzięki któremu przy zakupie dwu letniego planu otrzymasz cztery miesiące za darmo. Dzięki gwarancji 30 dniowego terminu zwrotu, niczym nie ryzykujesz!
W godzinach wieczornych w butiku Ultimo na warszawskim Nowym Świecie miała miejsce strzelanina. Strasznąła pani szramy na szyi. Skąd się wzięła? To jest blizna po postrzale. Po dwóch latach od morderstwa Beata K. została uniewinniona. Ja tu leżę, dlaczego antyterroryści z bronią wycelowaną prosto w głowę stoją nade mną? Nie wyobrażam sobie, żebym mogła w ogóle zabić człowieka, a też zabić człowieka po prostu z tak błahego powodu, jakim było zwolnienie z pracy. Anna mówi, że to ja strzelałam, a ja mówię, że mnie tam wcale nie było. Dla mnie to nie jest przede wszystkim sprawa. To jest moje życie.
Dbajcie o swoje bezpieczeństwo, także to w sieci i wejdźcie pod adres nordvpn.com ukośnik ślady, aby uzyskać dostęp do specjalnej oferty. Link znajdziecie w opisie filmu. Tymczasem razem z NordVPN zapraszamy Was na reportaż. 16 grudnia 1997 roku doszło do zbrodni, która do dziś dzieli Polaków. W godzinach wieczornych w butiku Ultimo na warszawskim Nowym Świecie miała miejsce strzelanina, w której zginął Daniel Jaźwiński, a jego żona Anna, kierowniczka sklepu, cudem uniknęła śmierci.
W grudniu 1997 roku późnym wieczorem doszło tam do makabrycznej zbrodni. Zastrzelono 27-letniego Daniela Jeźwińskiego, męża Anny. Ona sama została ciężko ranna. Cudem przeżyła. Dzisiaj jest jedynym świadkiem tych tragicznych wypadków. Od początku główną podejrzaną w sprawie była Beata Pasik. Była pracownica butiku, która została uznana winną dopiero w trzecim procesie sądowym. Skazana na 25 lat więzienia. Wyszła na zwolnienie warunkowe po odbyciu 18 lat kary. Beata Pasik. Nigdy jednak nie przyznała się do winy i dziś, gdy jest już na wolności, stara się walczyć o swoje dobre imię. Z kolei Anna Jaźwińska, jedyny naoczny świadek strzelaniny, nigdy nie przestała wskazywać na Beatę Pasik jako jedynego sprawcę i nadal podtrzymuje swoje zdanie.
Ślady na miejscu zdarzenia też tak pobieżnie były zbadane. Nie ma innych świadków, nie ma innych dowodów. Tak naprawdę jest słowo przeciw słowu. Anna mówi, że to ja strzelałam, a ja mówię, że mnie tam wcale nie było. Gdzie ja w ogóle nie byłam w tym sklepie nigdy. Nigdy. Pani Aniu, czy dla Pani sprawa z 16 grudnia 1997 roku jest zakończona? Dla mnie to nie jest przede wszystkim sprawa. To jest moje życie. Ona nigdy nie będzie zakończona, bo zawsze będzie ból.
Zgłębienie jej stało się dla mnie jednym z najważniejszych zadań, ale nie zamierzam dawać Wam prostych odpowiedzi. Chciałabym, żebyście wnikliwie obejrzeli ślady zbrodni i nie poddawali się pokusie prostych osądów. One tylko utrudniają dojście do tego, co najważniejsze – do prawdy. A prawda Beaty Pasiek i Anny Jaźwińskiej to dwie różne wersje, których nie da się pogodzić. Pani Beato, czy po tym wszystkim, co Panią spotkało, czy Pani wierzy jeszcze w sprawiedliwość? Nie wiem, czy wierzę w sprawiedliwość. Ale wierzę, że w końcu doczekamy się tej prawdy i spojrzenia na tę sprawę takim chłodnym, ale innym okiem.
Od tej pory robi wszystko co w jej mocy, aby oczyścić swoje imię. Ma po swojej stronie ludzi, którzy w 2018 roku doprowadzili do uniewinnienia Tomasza Komendy. W mediach publikowane są materiały, które podnoszą liczne wątpliwości co do winy Beaty i wskazują na inne tropy, którymi od początku powinno podążyć śledztwo. Podzieleni są także internauci, którzy często zapominają, że mówimy o ludzkim dramacie. Stają albo po stronie rzekomo niesłusznie skazanej, której zabrano najlepsze lata życia, albo po stronie Anny Jaźwińskiej, która straciła męża i ojca swojego dziecka, a sama ledwo uszła z życiem. Rzecznikiem Beaty Pasik jest adwokat, mecenas Sylwia Kamińska, natomiast wsparciem Anny jest jej obecny mąż, Michał.
W 1997 roku o zbrodni w butiku Ultimo pewnie słyszał pan tylko z gazet, a dzisiaj jest to duża część pana życia. Jak to się stało? Nawet nie wiem, czy w tamtym okresie ta sprawa docierała tak do mnie z gazet. Nie byłem bardzo tym zainteresowany, a nie poznałem na długo po wyroku skazującym, dlaczego teraz to jest też moje życie. No dlatego, że od kilku lat, chyba niecałych pięciu lat... Media tworzą pewne wątpliwości, zapewne dlatego, że to wydarzenie ma potencjał medialny, dlatego, że zabójczynią była kobieta, dlatego, że Ania cudem przeżyła, być może zapotrzebowane nie opinii publicznej na drugiego komendę, żeńską wersję.
Także... To były ekskluzywne bardziej ubrania, prawda? Tak, bo to były pierwsze sklepy, butiki takie prywatne i ekskluzywne. Bo były sprowadzane z Francji, z Włoch, z... Szefowie specjalnie jeździli potem. Na początku to był właśnie sklep Ultimo na Nowym Świecie 42, później właśnie Świętokrzyska 20, później Jana Pawła. I na końcu się otworzył właśnie Nowy Świat pod numerem 36. Anna przyjęła się do pracy do sklepu Ultimo na Nowy Świat 42. Także jak ja w tym czasie pracowałam te pół roku, to ona została, tak ja wiem, może po dwóch, trzech miesiącach, już teraz nie pamiętam, została przyjęta do sklepu.
Także ja nie byłam jakimś wyjątkiem, że akurat szczególnie mnie zaprosiła. Po prostu wszyscy pracownicy. Zarówno Anna, jak i Beata wcześniej wychodzą za mąż, ale tylko jedna z nich ma szczęście w miłości. Anna wychodzi za Daniela Jaźwińskiego, który pracuje w branży ochroniarskiej. Żyją skromnie, ale razem, a owocem ich miłości jest ich mała córeczka. Z kolei Beata, która po swoim mężu nosi nazwisko Kamińska, nie ma tyle szczęścia. Ostatecznie jej małżeństwo przestaje istnieć, bo mąż zdradza ją z koleżanką z butiku, z którą później bierze ślub. Zrozpaczona Beata popełnia wówczas błąd niezwiązany z interesującą nas sprawą, ale często podnoszony później jako wyraz jej rzekomo spaczonej psychiki.
Właściciel butiku podejrzewa Beatę o nieuczciwość i Anna, kierowniczka jednego ze sklepów, bierze na siebie organizację zakupu kontrolowanego, który demaskuje Beatę. Oczywiście nie znamy prawdy na temat tego, czy Beata kradła, chociaż obciążają ją zeznania jednej ze współpracownic. Dodatkowo układ właścicielski w spółce był skomplikowany, a rzeczywistość lat 90. sprzyjała różnego rodzaju gospodarczym machlojkom. Zostałam przyjęta do sklepu Ultimo, gdzie była spółka. Było dwóch właścicieli, pan Artur Dobosiewicz i pan Marek Mastalerz. Panowie się pokłócili ze sobą. To był spór o pieniądze. o ubrania, że jedne się więcej sprzedają, drugie nie.
No to już była spółka. Jeden chciał się rozwijać w innym kierunku, chciał rozwijać sklepy, sieć sklepów, a drugi chciał iść w produkcję. Także sklepy Ultimo zostały podzielone. Pracowałam u pana Adobosiewicza. A Anna pracowała u Panama Stalerza, gdzie właśnie powstał ten sklep Ultimo na Nowym Świecie pod numerem 36, gdzie tam pracowała Anna i tam została kierowniczką tego sklepu. W grudniu zostałam oskarżona o przywłaszczenie spodni za 149,90. które nie wbiłam na kasę, a przywłaszczyłam sobie pieniądze.
który po prostu zradził mnie z moją koleżanką. Nie mogłam w tych warunkach pracować, patrząc na to wszystko. Doszliśmy do wniosku z panem szefem, że po prostu zrezygnuję i odejdę z tej pracy. Przychodzi feralny wieczór 16 grudnia 1997 roku. Po zamknięciu butiku przy Nowym Świecie 36, którego kierowniczką jest Anna, jak zwykle liczony jest utarg. Annie towarzyszy dzisiaj mąż Daniel, ich córeczka jest pod opieką rodziny. W okolicach godziny 20, już po zamknięciu sklepu, jaźwińscy wpuszczają kogoś do butiku, a to oznacza, że osoba ta musiała być im znana.
Po chwili okazuje się, że gościem tym jest uzbrojony napastnik. Strzela cztery razy. Jaźwińscy dostają po dwie kule, a z kasetki z utargiem znikają pieniądze. Niestety Daniel umiera na miejscu, a Anna na całe szczęście cudem przeżywa. przechodzi skomplikowaną operację, po której jednak lekarze nie dają jej wielkich szans. Dzieje się jednak cud. Anna nie tylko budzi się, ale też po przebudzeniu relacjonuje kto był strzelcem i oznajmia, że była to Beata Pasik-Kamińska, a motywem miał być udział Anny w zwolnieniu sprawczyni z pracy. Śledczy mają najważniejszy dowód i nad ranem 18 grudnia antyterroryści zatrzymują Beatę i Piotra.
Ja w życiu bym nawet po przebudzeniu w szpitalu to... to nie zdawałam sobie chyba sprawy z konsekwencji tego, co się stało. Bo myślałam, że mąż żyje, że jesteśmy rani, ale że wyjdziemy zaraz ze szpitala i będziemy funkcjonować jakoś tam dalej. No ja o tym motywie dowiedziałam się na komisariacie. Anna przyczyniła się do zwolnienia mnie z pracy, bo rzekomo ukradłam pieniądze za spodnie za 149,90. Że to ona się przyczyniła do tego. Ale ja wcześniej o tym nie wiedziałam. W jaki sposób się miała przyczynić do tego? To był zakup kontrolowany. Przyszła dziewczyna, kupiła spodnie, a ja nie wbiłam do kasy i nie dałam jej paragonu.
I to pani Anna stała za tym, tak? Ona organizowała ten zakup? Tak, ale ja dopiero się dowiedziałam o tym na komisariacie, jak mi przesłuchiwano. Także ja wcześniej o tym nie wiedziałam. Beata Pasik poddaje pod wątpliwości motyw, bo ona uważa, że ona nie wiedziała, że to pana żona m.in. brała udział w tym podstawieniu fałszywej klientki. Czy tak mogło być, czy wiedziała? Beata twierdzi wiele rzeczy. Oczywiście, że mogła się dowiedzieć czy od szefów, czy od koleżanek z pracy, które dokonywały tej prowokacji. No przecież o takim wydarzeniu się mówi, tak? Mogła to wiedzieć.
Świadka dla oskarżonej nie sadza się na ławie oskarżonej. Śledczy nie znajdują dowodów na obecność Beaty Pasik w butiku przy Nowym Świecie 36 w dniu 16 grudnia 1997 roku. Jedynym śladem jest ślad zapachowy na kasetce z pieniędzmi, wskazujący na byłą pracownicę Ultimo, ale nie zostaje on dopuszczony przez sąd. Brak jest broni, śladów prochu na rękach czy ubraniu Beaty Pasik, nie ma odcisków palców czy śladów DNA. To proces oparty przede wszystkim na zeznaniach Anny Jaźwińskiej, jedynego świadka strzelaniny. Zapach był w kasetce.
które były przekazywane z utargiem, który dotykała Beata i które były umieszczane we wnętrzu kasetki. Okej, to nie mogło tak być, bo Beata została zwolniona dużo wcześniej i ten zapach by się nie utrzymał, ale że może te koperty, w których te banknoty były. To było niewyjaśnione, więc Ania poprosiła, żeby zrobić taki eksperyment procesowy. Wziąć tę kasetkę, powtórzyć te wszystkie czynności, czyli dać dotknąć banknotów, które były tydzień wcześniej i tak dalej i zobaczyć, czy faktycznie ten zapach może się utrzymać, czy nie. Sąd się na to nie zgodził, ale poprosił o przesłuchanie technika policyjnego. Mówił, ale tu w ogóle cała historia się bierze z niczego, bo ja pobierałem nie z wnętrza kasety ślap zapachowy, ale z kasetki. Na rączkę od kasetki nakładałem tą ligninę, która miała absorbować ten zapach i na rączce od kasetki owijałem to folią i ten zapach zabezpieczałem z rączki od kasetki.
To jest na 100%. Także to był jakby dowód potwierdzający słowa Ani, że Beata musiała być w tym czasie wewnątrz butiku. Z jednej strony nie dano wiary alibi oskarżonej, z drugiej strony wykluczono dowód zapachowy pobrany z kasetki. Fakt jest taki, że Beata Pasik spędziła niemal dwa lata w areszcie, oczekując na wyrok. Jej chłopak Piotr, którego marzeniem była podobno kariera w policji oraz jego matka i ojciec, były milicjant, na zarzuty o składanie fałszywych zeznań odpowiadali z wolnej stopy. Myśli Pani, że dlaczego Pani Anna wskazała właśnie Panią?
Jaki ona miałaby w tym cel? Nie wiem, może kiedyś się dowiemy, albo może i nie dowiemy się. Nie wiem, w jakim przekonaniu żyje Anna, ale moje przekonanie i moja wiara jest też taka, że to nie ja zrobiłam, nie zabiłam jej męża i nie postrzelimam jej. Tutaj jest rzeczywiście słowo przeciw słowu. Nie ma śladów, nie ma innych dowodów, nie ma broni i tak naprawdę słuchając tego wszystkiego i nawet na sali sądowej, ja dużo rzeczy nie pamiętam, po prostu wyłączałam się z tego wszystkiego, że to nie dotyczy mnie. W pierwszej sprawie, gdzie zostało do uniewinienia, Ja wtedy przebywałam w areszcie śledczym, to poszkodowana przychodziła z ochroną.
Czy da się? To była bezsilność, złość, strach? Co to było? To był krzyk. Z mojej strony to był przeraźliwy krzyk. Z sali sądowej zostałam zabrana do więzienia. Na sali sądowej była wtedy też pani Anna, prawda? Krzyczała pani też do niej, prawda? Tak, krzyczałam. Wypowiadałam te słowa, krzyczałam do niej, żeby powiedziała prawdę. Ja nie chcę ją o nic oskarżać, wiem, że ma też tragedię. No ale niestety nawet nie patrzyła w moją stronę w ogóle.
Wspomagają ją w tym jej prawnicy i niektórzy dziennikarze, którzy także wytykają szereg nieprawidłowości w działaniu policji, prokuratury i sądu. Anna Jaźwińska musi bronić swoich zeznań, choć dla niej i dla jej męża Michała sprawa jest zakończona. Przecież mamy do czynienia z prawomocnym wyrokiem sądu, który wskazał winną śmierci Daniela Jaźwińskiego i postrzelenia jego żony. Ogromnym sukcesem jest to, że pani Beata Pasik przebywa obecnie na warunkowym przedterminowym zwolnieniu już od 7 września 2021 roku. Udało się to dopiero za trzecim razem, więc ta droga też nie była prosta. Finalnie takie orzeczenie zapadło, więc w tej chwili już będąc na wolności,
Po prostu gdzieś cały czas w głowie trzymałam to, także musiałam skorzystać z psychologa. I to pomogło? Tak, oczywiście. Jak wygląda dzisiaj życie Beaty Pasik? Próbuję, cały czas dążę do tego, szukam bez przerwy, nie wiem z jakim to skutkiem, ale cały czas szukam jakiegoś sposobu na to, żeby udowodnić swoją niewinność. A to życie codzienne? Ma Pani jakąś pracę? Tak, pracuję w restauracji cateringowej, zajmuję się domem, spotykam się z rodziną, z najbliższymi. Anna Jaźwińska i jej mąż Michał mają pretensje do części mediów, szczególnie do jakości artykułów ukazujących się na najbardziej poczytnym polskim portalu internetowym, z których wyłania się dość jasny obraz Beaty Pasik jako osoby niewinnej.
W artykule pojawia się m.in. informacja, że mamy sprawcę. Pada takie zdanie. I że to zdanie pada zanim pana żona się wybudziła. Tak, redaktor powołując się na anonimowego śledczego, który zapoznał się rzekomo z aktami, chociaż zaraz chyba wyjdzie na to, że nie bardzo, zestawił dwa zeznania. Zeznania siostry Ani oraz zeznania Ani, gdzie stwierdził, że siostra Ani była przesłuchowana zanim się Ania wybudziła ze śpiączki i powołuje się na godzinę tego zeznania. Tylko, że nie zauważył, że obok godziny jest data zeznania, która wyraźnie wskazuje, że Małgosia była przesłuchiwana dzień później. Po wybudzeniu? Dokładnie tak. A co z innymi wątpliwościami, jak na przykład brak śladów butów?
Czyli przy bójce jest dużo większe prawdopodobieństwo pozostawienia takich śladów. Przy strzelaninie samej nie ma takiego prawdopodobieństwa. Wiadomo, że po analizie ran, które odniosła Ania, czy po analizie przestrzeleń kurtki, że nie były oddane z najbliższej odległości, czyli nie powstały podczas szarpaniny. To na pewno, tak? Czyli same strzały musiały być oddane z dystansu, a nie w trakcie bójki. To było bardzo ciasne pomieszczenie, gdzie było gęsto od wieszaków z ubraniami. Śledczy nawet przed analizą tej rany, tam pobrano wycinek skóry. nie zakładali tej bójki właśnie, bo tam przy jakiejś dynamicznej akcji panowałby nieporządek, musieliby coś strącić, spadłby jakiś wieszak, jakiś sweterek, przesunięcie lady, czyli tam była statyczna sytuacja, było strzelanie, nie było bójki.
Często podnoszoną kwestią są tzw. fałszywe wspomnienia, które według obrońców Beaty Pasik miała wytworzyć w swojej pamięci Anna Jaźwińska na skutek szoku i traumy. Jednak biegli nie stwierdzili, aby w tym przypadku pojawił się taki mechanizm. Brat Jaźwińskiego, który zeznawał, opowiadał, jak wyglądała Jaźwińska po dwóch dniach czy trzech od całego zderzenia, że ona w ogóle miała tak głowę spuchniętą i cały ten, że ona nawet nie było z nią rozmowy. A policja napisała prosto po pół wszystko, że to Jaźwińska zeznała dokładnie, a nawet pamiętała... Czyli pani zdaniem nie była w stanie po prostu zeznać, ani logicznie...
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Głośna sprawa - butik Ultimo w Warszawie. Zobaczcie historię tego wydarzenia z punktu widzenia Anny Jaźwińskiej i Beaty Pasik. Tylko u nas - po raz pierwszy Beata Pasik zbadana wariografem. https://nordvpn.com/sladyDzisiejszy odcinek powstał we współpracy z NordVPN. Skorzystaj z mojego linku, dzięki któremu przy zakupie dwu letniego planu otrzymasz cztery miesiące za darmo. Dzięki gwarancji 30 dniowego terminu zwrotu, niczym nie ryzykujesz!