Mentionsy Mentionsy
Rysław i UV - GRUV
Rysław i UV - GRUV

O Indym, który dowiózł

06.12.2024 ·2 godz 28 min

Rzutem na taśmę w końcówce roku dostaliśmy wreszcie produkt, o którym obaj możemy powiedzieć, że zwyczajnie dowiózł. Choć Indiana Jones boryka się z drobnymi problemami i nie jest w pełni immersive simem, to jednak nowa przygoda najbardziej znanego archeologa robi spore wrażenie.

Mam dokładnie takie samo podejście. Wczoraj żartowałem na Discordzie, że przynajmniej dwie osoby wiem, że kupią na 100% wersję na PS5, no bo po prostu kupimy tę grę my. No a kupimy ją dlatego, że przede wszystkim zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie, trzeba przyznać. Ja miałem sporo obaw do pokazu, znaczy obaw, obawa to może złe słowo, bo jednak oczekiwania... nie były zbyt duże, pokaz troszkę te oczekiwania podkręcił. W tym sensie, że jak zobaczyłem, czym ta gra właściwie jest, to od razu zyskała moje zainteresowanie. Więc pierwsze moje pytanie tak naprawdę, Rysław, do Ciebie będzie takie, czy czułeś tam immersive sima?

Czułem, ale to nie jest immersive sim. Dokładnie. Ale czuć immersive sima bardzo z powodu konstrukcji map przede wszystkim, moim zdaniem. To jest coś, co zasługuje na bardzo duże uznanie, ponieważ pozwala nam na dotarcie, na swobodną eksplorację tak naprawdę. Olbrzymie są te tereny. Olbrzymie są te tereny i... I jeszcze tu warto powiedzieć o nieprawdopodobnym, moim zdaniem, osiągnięciu technicznym, które sprawia, że w tej grze nie ma w ogóle ani jednego ekranu wczytywania. Nie ma, po prostu. Zaczynacie grę, od tej pory nie zobaczycie żadnego na przykład loading. Jeśli chcecie przejść do jakiegoś obszaru, bo jest szybka podróż, albo nawet cofnięcia się do już zbadanych, do poprzednich rozdziałów, nie ma ekranu wczytywania, po prostu jest...

Dobra, zostawiając temat strojów, no muszę, po prostu muszę ze względu na swoją miłość do gatunku poruszyć ten temat bycia immersive simem. Są bardzo mocne konotacje gatunkowe. To znaczy, możemy się skradać, możemy strzelać, możemy się bić. Co ciekawe, strzelać nie za bardzo możemy w Watykanie, bo nie ma z czego. I to już nam trochę zawęża pole działania. Mamy tylko swój rewolwer, a amunicji do niego też jest niewiele. Nie możemy korzystać z broni palnej przeciwników, bo jej po prostu nie noszą. Niemniej swoboda taka gatunkowa jest w tej grze. To znaczy, możemy wiele rzeczy zrobić na różne sposoby, w zależności od tego, jakie narzędzia wykorzystamy.

Bardzo podoba mi się rozkład pomieszczeń. kwestie przemykania pomiędzy pomieszczeniami w danej lokacji, bo są też przejścia. Możemy to zrobić górą, możemy to zrobić jakimś tunelem, możemy sobie ten tunel najpierw otworzyć, bo też są takie możliwości, więc to jest. Ale nie do końca. Dlaczego Twoim zdaniem nie udało się... Albo inaczej, może źle to określiłem, nie udało się. Dlaczego MachineGames postanowiło nie odpalać w pełni tego immersive-simowego charakteru tej gry, żeby nie odstraszyć potencjalnych ludzi, żeby nie było takiego problemu jak w Outlaws, gdzie były na przykład sekcje skradane, wymagane i ludzie się przestraszyli tych sekcji?

Dla mnie Immersive Sim to jest gra, która pozwala na zróżnicowane podejścia i pod tym względem zdecydowanie Indiana Jones dostarcza. Jeśli chcecie, to możecie bić się non-stop, chociaż to jest trudne. Podejrzewam, że jest możliwe po prostu... Wychodzenie na pięści z przeciwnikami czy też na inne przedmioty, walenie butelką, kluczem francuskim czy czymkolwiek, młotkiem w głowę co chwilę. Ja w zasadzie podejrzewam, że ci strażnicy, którzy przeżyli, może tam chyba nikogo nie zabiłem w Watykanie, ale potrubowałem na pewno niektórych, to oni później mają takie wspomnienie, że ostatnio co widzieli to był jakiś furiat w koloratce z młotkiem, że rzuca się im na głowę i dostają i spadają.

No ale... Ja początkowo w ogóle starałem się grać jak duch. Nie można grać jak duch. Niestety. To trzeba podkreślić wyraźnie. Niestety, niestety, bo kurczę, tak sobie najpierw myślałem, że niestety, bo ja lubię grać jak duch w immersive simach, ale to nie jest taka gra. To nie jest czysta skradanka, więc... To jest gra o przygodach awanturnika, który często wchodził w pojedynki na pięści, który robił różne fortele itd. I tutaj czasami gra nas może nie do końca przymusza, ale bardzo mocno sugeruje, jak trzeba by podejść. I już są sekwencje, gdzie rzeczywiście musimy walnąć kogoś.

I tutaj w przypadku Indiany też tak może być. Czy jest szansa, że z takim gameplayem, który nie jest zero-jedynkowy w kontekście pchania Cię do przodu, zostawia Ci dużo swobody, czyli ma dużo wspólnego z immersive simami, ale też zmusza Cię czasem do pewnych rozwiązań, które mogą wydawać się kłopotliwe, bo na przykład nie da się strzelać, a jedynym sposobem... zabijanie, nazwijmy to tak, przeciwników, to jest walka na pięści i ewentualnie z wykorzystaniem bicha, która może też sprawiać komuś problemy. Czy to jest gra, która jest w stanie przepchać ludzi nielubiących tego typu produkcji do przodu? Jak myślisz? Bardzo bym chciał. Ale gra ma też dużo łatwiej. Można sobie włączyć łatwiejszą walkę, łatwiejsze zagadki.

Ale tak, to prawda. I to trochę czuć. W ogóle ten taki arkejnowy sznyt jest wyczuwalny. To znaczy, Machine Games ewidentnie podpatrywało immersive simy tworzone przez Arkane, ale nie do końca chciało taką grę zrobić, ja mam takie wrażenie. To mnie prowadzi do takiego innego pytania, bo ja już odpowiedź na to pytanie znam, ale może Cię zaskoczę. Gdybyś miał porównać Indianę do jakiejkolwiek innej gry, to do czego byś to porównał? Chronicles of Riddick. Zaskoczyłeś mnie z kolei Ty, bo jednak myślałem, że będziesz szedł bardziej w stronę... Były zmieszane z Dishonored. No, ja bym powiedział, że, bo wczoraj ktoś mi zadał takie pytanie, no i ja odpowiadałem, żeby nie łamać embargo, trochę na bazie tego, co widziałem na samym pokazie wcześniej, że czy to jest bardziej Dishonored, czy to jest bardziej Bioshock?

I wykorzystują zdobyte doświadczenia na przestrzeni lat, czyli mamy coś z Riddicka, mamy coś z Wolfensteina, mamy coś właśnie z immersive teamów takich jak Dishonored, z Bioshockiem właśnie może najmniej chyba. Ta gra w ogóle nie jest podobna do Bioshocka, ale to jest pewien styl robienia gier, to się zgodzę. Natomiast sposób zdobywania umiejętności też jest dosyć ciekawy, bo tutaj, jako że mamy do czynienia z człowiekiem nauki, to musi poczytać książki, które zdobywamy w grze na różne sposoby. Najfajniejsze w całym systemie uczenia się tych dodatkowych skillów jest to, że przynajmniej kreatywnie zagospodarowano znajdźki.

Nie wiem, czy chciałbym się aż tak bardzo rozdrabniać, to jednak AI drażniło mnie momentami, zwłaszcza jak mocno eksploatowałem mechaniki. Reakcje, czas reakcji, dziwne zachowanie na zasadzie raz ktoś widzi, co robię, innym razem nie widzi. To jest, mimo że stoi dość niedaleko, to mnie troszkę irytowało. I to... To chyba uważam za największy mankament. Drugi mankament, ale to nie jest kwestia raczej błędu ani niczego takiego, to jest to, że to nie jest jednak pełny immersive sim. To znaczy, nawet nie o to chodzi, bo cały czas czujemy, że mamy z taką grą do czynienia. Ale to, że na przykład nie ma opcji pełnego skradania się, nie ma opcji ducha...

naleciałości immersive simów i specyficzne style rozgrywki nie wszystkim przypadnie do gustu, bo ani to nie jest do końca skradanka, ani nie jest to strzelanina, tylko jest to taki zbiór pewnych aspektów, jeśli chodzi o mechaniki rozgrywki, który fajnie działa, jak stosuje się to wszystko naraz, ale niekoniecznie, gdy stosuje się to osobno. A jednak immersive simy, na przykład takie gry jak Dishonored, bronią się też jednym stylem rozgrywki, jeśli chcemy podziałać po cichu albo głośno. I to może ludzi w jakiś sposób zniechęcić, bo też ci ludzie mogą oczekiwać czegoś innego, na przykład po prostu fajnej gry, akcji w stylu Uncharted lub Tomb Raider, Lara Croft, te sprawy.

Wolałbym, żeby powstawały takie gry niż nowe Wolfensteiny. Narażę się teraz wielu ludziom. ale wolałbym jednak coś w tym stylu. Zróżnicowana rozgrywka w stylu Gier 4.5.1 i immersive simów, dająca dużo fanu, świetne wykorzystanie bohatera, więc na ten moment zgodzę się z Tobą, że jest to najlepsza gra Machine Gamesa, no ale ciężko ją porównywać jednak do Wolfensteinów. Tak to widzę. To jednak trochę inna półeczka. I chciałbym w sumie, żeby była kontynuowana, ale to się chyba raczej nie wydarzy. Znaczy nie wiem, jak będzie wyglądać przyszłość Indiana Jonesa, tylko wydaje mi się, że teraz Machine Game zwróci do tego, na czym się zna najlepiej, czyli po prostu na shooterze.

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.