Szokująca fundacja znanej Influencerki.
Czy da się mówić o rodzicielstwie w sieci bez pokazywania twarzy dziecka? W tym odcinku „Rozmów w Dresie” z Magdaleną Bigaj rozkładamy na czynniki pierwsze sharenting i wyjaśniamy, dlaczego tzw. „oversharenting” nie istnieje jako osobna, naukowo opisana kategoria — to tylko etykieta. Odnosimy się do głośnej fundacji (dyskusje i komentarze pod jej postami, wystartowała w lipcu) i konfrontujemy tezy typu „nie ma badań, że sharenting szkodzi”. Mówimy o prawie do wizerunku, Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, praktykach szkół/przedszkoli, realnych ryzykach (kradzież zdjęć, deepfake, wtórne użycie treści, CSAM) oraz o tym, co rzeczywiście wolno / nie wolno i jak publikować odpowiedzialnie.
Takie zdjęcia, jakie czasami rodzice wrzucają do internetu, typu o, zobaczcie jak tam jakiś tam Krzysio śmiesznie coś zrobił. I to mi wystarcza. To mnie zaspokaja. Like od dziecka mi wystarcza. Ale wiesz, powiem tak, nie wiem, bo nigdy nie publikowałam zdjęć Zoi w internecie, od samego początku jej nie było, więc nie wiem, wiesz, jakby to było, gdybym je publikowała i potem miała przestać, ale ja z perspektywy rodzica, to ja się czuję fantastycznie nie publikując, wręcz przeciwnie, ja czuję, że... to jest takie coś, co jest tylko moje i jakby będąc tak bardzo jednak w social mediach, gdzie tak dużo jednak nie jest moje, tak? I to jest jakby mój wybór oczywiście, że ja wykonuję taką pracę, a nie inną.
z moim mężem i z Zoją. I moi dziadkowie jeszcze na szczęście żyją i są w świetnej formie. Natomiast myślę, że ma się taką świadomość, że już jak jesteś w pewnym wieku, czy jak twoi bliscy są w pewnym wieku, no to też nie możesz przewidzieć z drugiej strony, ile tego czasu wam jeszcze razem zostało. I mieliśmy taki moment, wiesz, jak mieliśmy już wyjeżdżać, że mój mąż, wiesz, tak wszystkich zatrzymał i najpierw zrobił zdjęcia moim dziadkom, a Zoi pradziadkom z Zoją, no bo wiesz, nie wiadomo, kto wie, może to jest ostatnie takie zdjęcie, które ona będzie miała na pamiątkę. I potem zrobił zdjęcie mi i moim dziadkom. Też razem. I wiesz, nawet nie było takiej myśli, w sensie nawet moi dziadkowie nie pomyśleli o czymś takim, mimo że bardzo dobrze wiedzą, co robią.
Moja babcia ma Instagrama ze względu na mnie i mnie obserwuje, ale im nawet nie przyszło do głowy, żeby powiedzieć, słuchaj Ania, nie wrzucaj tego na Instagrama, bo oni wiedzą, że tego nie ma. W sensie, że na moim Instagramie jestem ja, ewentualnie mój mąż, dlatego, że on też się zajmuje dokładnie tym samym, co ja. Ale naszej rodziny, i to nie dotyczy tylko Zoi, po prostu nie ma, no bo ja uważam, że to są osoby, które mają prawo po prostu decydować, wiesz, same o sobie. Wiesz co, bo to jest kwestia takiego rozsmakowania się w prywatności. Prywatność to jest dzisiaj luksus. Ale nie jest dobrze sprzedawana. Tak, nie jest dobrze, ten luksus nie ma dobrego opakowania. Ale jak już masz do niego dostęp... To jest trochę jak z tym old money, do którego tyle osób aspiruje, ale nie ma opcji, żebyś był old money, jak nie jesteś old money.
Więc to nie jest kwestia tylko tego, że my potrzebujemy zaostrzenia pewnych przepisów ze względu na influencerów, tylko na to, że naprawdę wielu rodziców czeka na ten moment, kiedy przestanie użerać się z przedszkolem. To była moja myśl ostatnio, że ja sobie pomyślałam, bo znaleźliśmy potencjalnie... wiesz, fajne przedszkole dla Zoi, ale przedszkole ma Instagram. Na Instagramie widzę zresztą zdjęcia dzieci. To nie są jakieś wygenerowane zdjęcia, tylko widać, że to są po prostu zdjęcia z przedszkola. No i teraz albo stawiasz dziecko, no bo teraz to też nie jest łatwa sytuacja, tak? Bo możesz oczywiście pójść do przedszkola i powiedzieć... Ja sobie nie życzę, żeby moje dziecko było na jakimkolwiek zdjęciu, które będzie ktoś tam w przedszkolu robił, no ale to znowu wykluczasz w pewien sposób swoje dziecko z grupy, tak?
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy da się mówić o rodzicielstwie w sieci bez pokazywania twarzy dziecka? W tym odcinku „Rozmów w Dresie” z Magdaleną Bigaj rozkładamy na czynniki pierwsze sharenting i wyjaśniamy, dlaczego tzw. „oversharenting” nie istnieje jako osobna, naukowo opisana kategoria — to tylko etykieta. Odnosimy się do głośnej fundacji (dyskusje i komentarze pod jej postami, wystartowała w lipcu) i konfrontujemy tezy typu „nie ma badań, że sharenting szkodzi”. Mówimy o prawie do wizerunku, Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, praktykach szkół/przedszkoli, realnych ryzykach (kradzież zdjęć, deepfake, wtórne użycie treści, CSAM) oraz o tym, co rzeczywiście wolno / nie wolno i jak publikować odpowiedzialnie.