Szokująca fundacja znanej Influencerki.
Czy da się mówić o rodzicielstwie w sieci bez pokazywania twarzy dziecka? W tym odcinku „Rozmów w Dresie” z Magdaleną Bigaj rozkładamy na czynniki pierwsze sharenting i wyjaśniamy, dlaczego tzw. „oversharenting” nie istnieje jako osobna, naukowo opisana kategoria — to tylko etykieta. Odnosimy się do głośnej fundacji (dyskusje i komentarze pod jej postami, wystartowała w lipcu) i konfrontujemy tezy typu „nie ma badań, że sharenting szkodzi”. Mówimy o prawie do wizerunku, Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, praktykach szkół/przedszkoli, realnych ryzykach (kradzież zdjęć, deepfake, wtórne użycie treści, CSAM) oraz o tym, co rzeczywiście wolno / nie wolno i jak publikować odpowiedzialnie.
Dlaczego to robisz, jeżeli nie robisz tego ze względów finansowych, jeżeli nie robisz tego z perspektywy PR-owej, czyli nie potrzebujesz naprawić swojego wizerunku po jakiejś wielkiej wtopie, no to robisz to tylko i wyłącznie dla... Cześć, witam Was w kolejnym odcinku Rozmowy w Dresie. Dzisiaj będziemy rozmawiać z Magdaleną Bigaj po raz drugi i poruszymy temat popularnego w ostatnim czasie tematu sharingu. Czym w ogóle sharing jest? Czy istnieje coś takiego jak sharing i oversharing? Czy jedno jest lepsze niż drugie i jedno może być akceptowalne, a drugie nie? Czy obecność dzieci w internecie powinna być monetyzowana i czy są jakieś dobre strony pokazywania dzieci w social mediach?
Obecne i przyszłe. I ja zawsze stawiam takie trudne pytanie, co tobą kieruje, kiedy to robisz? Żeby sobie naprawdę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ja pokazuję swoje dziecko w sieci? bo najczęściej tam na końcu, jak tam się dogrzewiemy, to jest próżność. Po prostu chcemy poklasku, chcemy uwagi. Wiemy, że będzie miło, że dostaniemy lajki, serduszka, bo nic się tak nie klika jak dzieci i zwierzaki. To jest sympatyczne, to ociepla wizerunek. Ola Rodzewicz, w zasadzie jedna z czołowych ekspertek, która zajmuje się m.in. ochroną wizerunku dziecka, powiedziała takie celne zdanie, że dziecko to nie jest kaloryfer, żeby ogrzewać czyjś wizerunek.
To nie jest rola dziecka. Dlatego pewnie o różnych rzeczach będziemy dzisiaj mówić, ale pomyślałam, że warto by było, żebyśmy dzisiaj porozmawiali trochę inaczej, to znaczy... Nie z punktu widzenia takiego rozliczania rodziców, tylko chciałabym zachęcić Państwa do tego, żeby popatrzeć na to swoje dziecko, które pokazujemy w sieci, jak na osobnego człowieka. I tak uczciwie zadać sobie pytanie, za każdym razem, kiedy chcę ograbić go z prywatności, czy ja mam do tego prawo? Czy to, co robię teraz jest dla niego dobre? Bo to nie są rzeczy, z których jest trudno zrezygnować. Na Boga, naprawdę. Jak nie wrzucisz tego dziecka do sieci, możesz zająć się innymi rzeczami, możesz sobie sprawić w inny sposób tę przyjemność.
Co by na nim zostało? Co ten autor ma właściwie do powiedzenia, jeśli nie pokazuje tego swojego dziecka? Czy tam coś jeszcze jest? Poza tym, a druga myśl, którą mam, to taka, jak wygląda życie dzieci, których życie stale jest relacjonowane do internetu. Jest już coraz więcej książek na ten temat, coraz więcej filmów, które pokazują życie dzieci, które hodowane były na influencerów, czy im się to podobało, czy nie, albo których rodzice byli influencerami. Taka historia, obecnie młode i dorosłe już kobiety, która opisywała, już nie pamiętam dla jakiego pisma, przepraszam, teraz mi to uciekło. opisywała takie historie jak to, że kiedy dostała pierwszą miesiączkę, to matka podjęła współpracę z producentem podpasek i tamponów i cały świat wiedział, że ona zaczęła miesiączkować.
I nawet w dokumencie to widać. Widać, jak się zachowywała mama w momencie, w którym nagrywała dla YouTube'a, a co się działo w momencie, jak światła gasły, jaką była mamą i to, że o ile... Na początku jeszcze, bo rzeczywiście tak było, że na początku te dzieci gdzieś traktowały to jako zabawę, kiedy ten kanał dopiero rósł, o tyle jak to było już na taką skalę, że oni z tego wszystkiego żyli i się utrzymywali i to była już dla nich praca. no to im to ewidentnie nie pasowało i tam, wiesz, tam było nie pamiętam ile dzieci, kilkoro dzieci i każde miało takie same odczucia na ten temat, tak? Że oni nie chcieli się uśmiechać do kamery w momencie, w którym na przykład mieli zły dzień, tak?
No a tam nie było dyskusji na temat tego, czy chcesz nawet, tak? To po prostu była po prostu praca dla nich. Tak. Wiesz, te starsze dzieci, nastolatki mają już swoje autonomiczne postrzeganie świata i swoje refleksje na ten temat. Natomiast te młodsze dzieci, małe dzieci, one w stu procentach nam wierzą. Jeśli mama mówi, hej, zrobicie zdjęcie i dziecko mówi tak, to ono nie mówi tak, ponieważ przemyślało tę sprawę i zgadza się na publikację swojego wizerunku w sieci. Tylko ono ufa mamie. Mało tego, ono obserwuje, że dokumentowanie jego życia to znaczy uznanie, to znaczy nagroda, znaczy jestem ważny.
To jest bardzo trudne dla dzieci do poradzenia sobie, dla dzieci influencerów. I naprawdę uważam, że to jest to, co influencerzy parentingowi często robią ze swoimi dziećmi. Nie chcę wszystkich wrzucać do jednego worka, ale mam na myśli takie osoby, które budują swoje zasięgi poprzez publikowanie treści pokazujących... swoje dzieci, to uważam za nowy rodzaj przemocy domowej, z którym mamy do czynienia, przemocy wobec dzieci. Oczywiście my jako społeczeństwo jeszcze nie dojrzeliśmy do tego, żeby to złapać, bo nam się ciągle wydaje, że to jest świat wirtualny. To nie ma znaczenia, jaka przemoc, prawda? Wydaje nam się, że to jest tylko coś, co się dzieje w internecie. Nie, to się najpierw zadziało w tym domu. W tym domu zadziało się pozowanie kilka razy dziennie, zrobienie trzydziestu zdjęć, z których dopiero jedno się nadaje, żeby je opublikować.
Więc to jest dzisiaj bardzo duży problem, zwłaszcza o tych małych dzieciach myślę, bo starsze mam wrażenie, że rzeczywiście wiele z nich nabiera takiej krytycznej refleksji na temat tego, co dzieje się w internecie. Teraz we wrześniu wychodzi moja książka, Twój telefon, Twoje zasady, pisana dla młodzieży, dla nastolatków. I ja tam wychodzę właśnie z tego założenia, to znaczy wierzę, że oni mają swoją refleksję na ten temat. Przeprowadziłam bardzo dużo rozmów z nimi i absolutnie nie było ani jednej osoby, która powiedziała, że to fajnie, że starzy pokazują nas w internecie. Nikt mi tak nie powiedział. Mało tego, w dyskusji pod... postami o tej nowej fundacji, która się objawiła w lipcu, no urzekająca była wypowiedź szesnastolatki, ja ją wrzuciłam potem na swój profil, pozdrawiamy Oliwię, która powiedziała tak bardzo dojrzale, że
Ja wiem, że ludzie są tylko ludźmi i mają może tej świadomości, o której ty też mówisz, no ale to jest wspieranie trochę tego przemysłu, tak? Wiesz, to znaczy ja nie mam pretensji do tego, że ludzie lubią patrzeć na dzieci. Jak to powiedziałaś, to pomyślałam sobie, że to jest też znak czasów. Wiesz, ludzie zawsze lubili małe dzieci. Te małe dzieci nas rozczulały, tylko dawniej wokół nas było ich mnóstwo. Było ich mnóstwo. Jakby dzietność, poziom dzietności, który spadł na łeb, na szyję i który mamy dzisiaj sprawia, że pewnie dla niektórych zobaczenie małego dziecka w takiej sytuacji możliwe jest tylko na Instagramie. To jest też opowieść o macierzyństwie, nie tylko o rodzicielstwie, ale o macierzyństwie szczególnie. O tym, że my jako matki po porodzie, zostające same w domu, bardzo często, właściwie luksusem jest sytuacja, że
Chcą zdjęcia prawdziwego dziecka. Profile rodziców to jest skarbnica zdjęć dzieci dla przemysłu związanego właśnie z tak zwanym SISAMem, czyli treściami prezentującymi krzywdzenie seksualne dzieci. Skala tego krzywdzenia jest ogromna. Według międzynarodowych organizacji w ubiegłym roku blisko 300 milionów dzieci doświadczyło jakiegoś krzywdzenia seksualnego w sieci. Czy to poprzez uwodzenie? Czy to poprzez coś, co ja nazywam cyfrowym obnażaniem, czyli wysyłaniem dzieciom, które już mają konta materiałów pornograficznych, czy właśnie poprzez manipulowanie nimi w celu pozyskania takich zdjęć krzywdzących lub właśnie manipulowanie samymi zdjęciami, czyli wykorzystywanie nowych technologii do...
przerobienia takiego zdjęcia, mówiąc prostym językiem, na materiał prezentujący krzywdzenie seksualne. Były takie głośne sprawy, oczywiście Georgia Meloni, premierka Włoch, która została tak w ten sposób wykorzystana, czy Taylor Swift, to było jedno z takich głośniejszych nadużyć, ale też na przykład nastolatki w Hiszpanii, którym koledzy zrobili taki żart w Polsce. Niestety, co jakiś czas media obiega informacja, że chłopcy w klasie zmontowali materiał pornograficzny na podstawie zdjęcia koleżanki. I Katarzyna Staciwa, świetna ekspertka w zakresie zwalczania właśnie tego typu przestępczości, zwróciła mi uwagę na... To było dla mnie porażające, jak ona to powiedziała, że...
To jest też kwestia intensywnego rozwoju w ogóle przemysłu technologicznego i sztucznej inteligencji, która karmi się materiałami z internetu. My jesteśmy dzisiaj w dosyć trudnej sytuacji, w której to nie jest jeszcze wystarczająco uregulowane prawnie. To jest... aktualnie złota dekada dla sztucznej inteligencji, ponieważ prawo jeszcze nie zabroniło wielu rzeczy. W jednym z krajów skandynawskich ma wejść prawo, w ramach którego w Danii bodajże będziesz mógł ochronić, znaczy twoja twarz będzie chroniona prawem autorskim i nie będzie mogła być skanowana przez sztuczną inteligencję. U nas to się nie dzieje, pewnie się nie zadzieje i każde takie zdjęcie naszego dziecka jest daną na jego temat. I w tym wielkim worku zwanym Big Data, czyli po prostu w tej przestrzeni danych, można dzisiaj doskonale nas sprofilować.
Udostępnianie tych informacji na temat swojego dziecka jest po prostu wystawianiem go potem na... manipulację, która może być dużo skuteczniejsza, ponieważ im więcej danych na jego temat jest w internecie, tym łatwiej jest profilować do niego informacje, wpływać na jego postrzeganie świata, decyzje, również polityczne, nie mówiąc o decyzjach zakupowych. Więc to też jest jakiś taki wątek, który jest bardzo ciekawy dla mnie, jak bardzo skutecznie będzie na nas wpływał internet, na to pokolenie, którego dane są od dziecka udostępniane. Poza tym ja miałam już ostatnio takie przemyślenie, bo ja jednak za każdym razem jakoś tak jak sobie wieczorem usiądę i moje dziecko już zaśnie i myślę, że jak chciałabym przynajmniej wierzyć, że jednak każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka i miejmy nadzieję, chociaż pewnie to jest trochę naiwne.
To jest takie prawo, które nie jest oczywiście bardzo ogólne, schodzi na pewien poziom precyzji, ale zostawia też pole do interpretacji dla nowych zjawisk, które się pojawią. No i teraz jeśli my mówimy o tym, że ktoś ma prawo do swojego wizerunku, to mówimy o tym, że ma prawo decydować, kiedy chce go upublicznić i wyrazić zgodę na posługiwanie się nim. No i dawniej to były gazety i telewizje, a dzisiaj to są media społecznościowe i internet. Tutaj nie ma potrzeby doprecyzowania, tutaj jest potrzeba edukacji społecznej, że po prostu internet to nie jest album rodzinny. Że to jest różnica. Że dzieci nie są naszą własnością. My mamy taką folwarczą mentalność w stosunku do naszych dzieci, że one są częścią naszego życia, więc należą do nas.
One są w leasingu. One są tylko na chwilę z nami. Powiedz mi, zanim przejdziemy do takich trochę bardziej negatywnych aspektów w ogóle, o których już trochę wspomniałyśmy, to tak jakbyśmy miały sobie poteoretyzować przez chwilę, no to czy ty byłabyś w stanie zauważyć... jakbyś tak się bardzo zastanowiła jakieś realnie pozytywne aspekty dla dziecka, nie dla rodzica. Bo dla rodzica to zaraz możemy wymienić, jakie są. Tego, że ono jest w internecie. No bo myślę, że osoby, które gdzieś upubliczniają wizerunek swojego dziecka, no to pewnie znalazłyby jakiś sposób na tłumaczenie tego w postaci, że to temu dziecku sprawia przyjemność, albo...
nawet, zresztą wiesz, ja też chcę wierzyć, że większość rodziców chce dobrze dla swoich dzieci, nie wierzę, że wszyscy, ale większość rodziców chce dobrze i wiem, że są takie eksperci, wiesz, logopeda, psycholog dziecięcy, czy psycholog, to mam nadzieję, że nie jest dobry przykład, ale jacyś eksperci, którzy pokazują gdzieś te dzieci, bo nie mają jeszcze takiej refleksji, że to nie jest okej, nie uważam, że oni myślą, chodź tu, ty mały przedmiocie zasięgowy, zrobię ci zdjęcie. Ale nie potrafię znaleźć po prostu tej jednej rzeczy. Jednej rzeczy z punktu widzenia dobra dziecka. która płynęła bez pokazywania go w internecie. Bo jak ono będzie mogło już mieć swoje media społecznościowe od 13 roku życia, to ono sobie tam pokaże się w internecie.
Jak ja widzę, co wrzucają rodzice o dzieciach, albo co te dzieci same wrzucają, wiesz, one tam tańczą w bieliźnie na przykład. Ona uważa dzisiaj, że to jest strasznie cringe'owe i że wstydziłaby się za to, co robiłaby jako dziecko w internecie. Więc naprawdę dajmy dzieciom szansę, żeby wtedy, kiedy one już są wystarczająco dojrzałe... nie muszą być dorosłe, ale już są nastolatkami, same będą decydować, czy chcą się tam pokazać, bo rodzice mówią, ale moje dziecko jest małym artystą i ja chcę je pokazywać. Dobra, jak jest małym artystą, to wyraź zgodę dla profesjonalnego jakiegoś zespołu, w którym on występuje, że w ramach występów zespołowych na scenie, jeżeli to dziecko jest profesjonalnym małym tancerzem, tam dziesięcioletnim i tak dalej,
Ona nic nie rozumie i teraz zobacz, mama gotuje z córką, albo tata gotuje z córką. Tak, weźmy tatę na chwilę. I z synem, tata gotuje z synem. I ta sytuacja jest w ogóle wspaniała. Rodzic sobie gotuje z dzieckiem. Ja to w ogóle uwielbiam, ponieważ ja nie jestem rodzicem, który lubi się bawić. Nie lubię grać w gry planszowe, układać puzzli, nie znoszę tego. Ja lubię z dziećmi spędzać czas robiąc coś. Więc bardzo często gotujemy. Tam mi dzieciaki więcej przeszkadzają niż pomagają, no ale są zaciekawione, to jest twórcze i to lubimy. I teraz, kiedy ty gotujesz z dzieckiem, to jest super, to jest dla niego samo dobro. Ale kiedy stawiasz tam aparat i zaczynasz kręcić, to przestajesz mieć uwagę na dziecku. Zaczynasz myśleć o tym, czy to się dobrze nakręciło, czy to będzie dobry kadr.
Ustawiasz nagle zdjęcie, żeby zrobić... No wiesz, trzeba umieć zrobić zdjęcie gotowania, bo inaczej to się nie kliknie. I zobacz, to już jest nagle zupełnie inna sytuacja. I po co to robisz? Co to da twojemu dziecku? Ono już tego nie rozumie. Ono nie rozumie już tych lajków. Tam nie ma żadnego jego dobra dalej. Wręcz przeciwnie, ono traci to dobro, które mogło dostać, bo traci twoją uwagę. Więc bardzo trudno jest znaleźć inną korzyść niż korzyść rodzica, bo ona oczywiście jest niekwestionowana. Dzieci budzą naszą sympatię. dziećmi bardzo łatwo właśnie, jak mówi Ola Rodzewicz, ocieplić ten wizerunek. Przecież ja sobie wyobrażam, że gdybym ja pokazywała swoją rodzinę, trójkę dzieci, wiesz, w ogóle nasze życie prywatne, naprawdę wiem jak to zrobić, to wyobrażam sobie, jakie mogłoby to przynieść profity, ale nie wyobrażam sobie zrobić tego swoim najbliższym po prostu.
wyświetleń, gdzie standardowo dla porównania obok można zobaczyć, to jest pomiędzy 20 a 30, czyli mamy prawie trzy razy więcej wyświetleń tego samego story. A teraz dla tych niewtaniemniczonych, jeżeli ja dostaję propozycję współpracy od jakiejkolwiek firmy, bo można mówić, że się nie zarabia na dziecku, czyli na przykład nie mamy współprac reklamowych, które... promują produkty związane z dzieckiem. Załóżmy hipotetycznie taką sytuację. Ale to, co robi każdy praktycznie zainteresowany człowiek współpracą reklamową, czy firma, to prosi cię o zasięgi twojego story i twoich rolek. Czyli ty musisz wysłać tej firmie, jakie masz zasięgi swojego story i swoich rolek.
Natomiast to jest po prostu praca, która wymaga szczególnych zasad etycznych. I etyczny biznes nigdy nie był biznesem, który przynosił największy pożytku. Jak spojrzymy sobie na inne branże, jakąkolwiek, paliwową, jakikolwiek przemysłu, branżę hotelarską, spożywczą. Oczywiście, że więcej można byłoby zarabiać działając nieuczciwie, proponując mniej zdrowe produkty, które się szybciej produkuje, mają pozornie lepszy smak, bo mają pełno sztucznych rzeczy w środku. Ale to nie jest zdrowe, prawda? Ten, kto chce działać etycznie, proponować rzeczy zdrowe albo dobre dla środowiska, musi wprowadzać pewne ograniczenia. Z tym się wiąże etyczny biznes. I jeśli działasz w internecie, no to prowadzisz tam biznes w internecie i obowiązują cię pewne zasady etyki.
To jak mi to daje też komfort jednak, że są takie elementy mojego życia, które nie są przeznaczone dla publiczności, to raz, a dwa, jak czasami mam taką myśl, dlatego ja mam bardzo, bardzo sprecyzowaną opinię i to ja mogę powiedzieć na temat rodziców, którzy... Permanentnie, bo nie mówimy o jednorazowym zdjęciu z wakacji, wiesz, raz na pół roku, jakby to jest absolutnie okej. Ale którzy permanentnie publikują zdjęcia swoich dzieci, mam bardzo mocno sprecyzowaną opinię, dlatego że jak czasami mam taki przedbłysk, że robię sobie jakieś zdjęcie albo nagrywam jakiś film i on jest po prostu, wiesz, z jakiegoś powodu to jest absolutnie wyjątkowe zdjęcie i absolutnie wyjątkowy film i sobie wtedy tak myślę, Boże, jak ja bym to chciała...
pokazać światu. I wtedy sobie zadaję zawsze takie pytanie, ale dlaczego, nie? I o czym to jest? I to jest tylko i wyłącznie o moim ego. O tym, że ja bym chciała wrzucić to zdjęcie i usłyszeć potwierdzenie właściwie tego, co ja na ten temat... Myślę. Tylko też trzeba mieć zawsze taką poprawkę, że niekoniecznie usłyszysz to, co ty myślisz. Że to może być coś zupełnie przeciwnego. I to by było tylko i wyłącznie o moim ego. A druga kwestia jest taka, że ja nie potrzebuję potwierdzenia tego, że moja córka jest fantastyczna, bo wiem, że jest fantastyczna. Jak dla każdego rodzica. Wszystkie dzieci są fantastyczne, ale moja jest tak naprawdę. No wiesz, ale to jest taka przykra prawda, że jak sobie naprawdę zadasz pytanie, dlaczego to robisz, jeżeli nie robisz tego ze względów finansowych, no bo są takie osoby, które wydawałoby się, że im się dobrze wiedzie i nie mają po prostu takiej potrzeby.
głównie zdjęcia z gotowania, z pieczenia chleba. Oh my god, powiem ci, niczym tak się nie wykręca zasięgów jak chlebem. To jest lepsze niż dzieci, wiesz? Może to jakiś sposób. Dla osób, które by chciały się przybranżowić. Czasami jeszcze wrzucę, wiesz, jak wyciągam chleb z piekarnika i to wtedy to ma zasięgi. I pamiętam, więc nie byłam influencerką, to było tylko dla grona znajomych, ale tego było dużo. Nie jestem dumna z tego, co teraz powiem, ale pamiętam dwie takie rzeczy, które usłyszałam. Jedno to było od mojej przyjaciółki, gdzieś byłośmy razem, robiłam zdjęcie, a ona powiedziała, tylko nie wrzucaj tego na Instagram. Zobacz. Ona pomyślała, że ja zrobiłam nam zdjęcie, żeby to tam wrzucić, mimo że to było prywatne konto.
Zobacz, bo to jest teraz... Przepraszam, że ci wejdę w słowo, ale teraz mi tak wpadło do głowy, że zobacz o jak wielu rzeczach to jest. Bo to też jest... o takim perfekcjonizmie, którego się to dziecko uczy od małego. Znaczy okej, być może są takie domy, w których trzyletnia czy czteroletnia dziewczynka jest przez 24 godziny idealnie ubrana, uczesana i ona się nigdzie, nigdy nie pobrudzi. Być może są, więc to by było krzywdzące, gdybym powiedziała, że nie. Ale jak ja widzę takie zdjęcia, wiesz, takiej idealnie ubranej wiesz, wypozowanej. De facto ostatnio widziałam, powiem ci, takie zdjęcie takiej czteroletniej dziewczynki, które dla mnie było już taką seksualizacją w ogóle dziecka i to było wręcz obrzydliwe już.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy da się mówić o rodzicielstwie w sieci bez pokazywania twarzy dziecka? W tym odcinku „Rozmów w Dresie” z Magdaleną Bigaj rozkładamy na czynniki pierwsze sharenting i wyjaśniamy, dlaczego tzw. „oversharenting” nie istnieje jako osobna, naukowo opisana kategoria — to tylko etykieta. Odnosimy się do głośnej fundacji (dyskusje i komentarze pod jej postami, wystartowała w lipcu) i konfrontujemy tezy typu „nie ma badań, że sharenting szkodzi”. Mówimy o prawie do wizerunku, Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, praktykach szkół/przedszkoli, realnych ryzykach (kradzież zdjęć, deepfake, wtórne użycie treści, CSAM) oraz o tym, co rzeczywiście wolno / nie wolno i jak publikować odpowiedzialnie.