Szokująca fundacja znanej Influencerki.
Czy da się mówić o rodzicielstwie w sieci bez pokazywania twarzy dziecka? W tym odcinku „Rozmów w Dresie” z Magdaleną Bigaj rozkładamy na czynniki pierwsze sharenting i wyjaśniamy, dlaczego tzw. „oversharenting” nie istnieje jako osobna, naukowo opisana kategoria — to tylko etykieta. Odnosimy się do głośnej fundacji (dyskusje i komentarze pod jej postami, wystartowała w lipcu) i konfrontujemy tezy typu „nie ma badań, że sharenting szkodzi”. Mówimy o prawie do wizerunku, Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, praktykach szkół/przedszkoli, realnych ryzykach (kradzież zdjęć, deepfake, wtórne użycie treści, CSAM) oraz o tym, co rzeczywiście wolno / nie wolno i jak publikować odpowiedzialnie.
Oczywiście to nie jest tak, że ktoś tam sobie siedzi w firmie Meta albo Google i myśli sobie, zrobimy sobie profil Magdy Biga itd. Tam nikogo nie obchodzi, jak ja się nazywam. Tam obchodzi kogoś, w jakim wieku mam dzieci, gdzie mieszkam, co lubię, gdzie podróżowałam. I te reklamy, które ja dostaję, są doskonale do mnie dopasowane. Wyobraźmy sobie, ale zobaczmy, jesteśmy śledzeni powiedzmy od któregoś momentu dorosłości, prawda? Jak sobie spojrzymy na rozwój internetu, to powiedzmy, że ten... To intensywne zbieranie danych o użytkownikach zaczęło się, kiedy my już byliśmy dorośli. No na pewno. Wyobraź sobie teraz, że jesteś dorosła, ale internet wie o tobie wszystko od poczęcia. Gdzie cię rodzice zabierali na wakacje. Wiesz, jakie tobie można reklamy wyświetlić? które poruszą najgłębsze struny w tobie, bo przypomną ci te wspaniałe namioty na Mazurach i inne doświadczenia.
i przysłał mi zdjęcia moje, które on miał z czasów studiów, to było dla mnie przeżycie jakieś po prostu metafizyczne. Wiesz, to zdjęcie było jak skarb, bo po prostu ja nie miałam zdjęcia z tego okresu swojego i było coś w tym magicznego, że to życie wtedy zostało w mojej głowie, nie w moim aparacie, nie w postach, tylko, że ono jest po prostu w mojej głowie, w moich wspomnieniach i Byłoby super, jakbyśmy potrafili zapamiętać tak dużo z naszego życia rodzinnego, no ale do tego musimy być właśnie uważni w tym życiu rodzinnym. Nie chodzi o jakąś przesadę, o to, że nie mamy prawa do odpoczynku, czy zajęcia się swoimi sprawami, ale o to, żeby wtedy, kiedy jest ten czas na bycie razem, to był czas na bycie razem, a nie na myślenie, jak zrobić zdjęcie temu bycia razem, żeby je opublikować.
ponieważ żeby rzeczywiście zbadać ten wpływ, trzeba byłoby prowadzić długoterminowe, tak zwane badania podłużne, a uwaga, Instagram się zmienia. Czyli ty nie badasz wpływu cukru na twoje zdrowie, gdzie cukier jaki jest, każdy widzi. Tylko badasz coś, co stale ewoluuje, co ma nowe funkcje, co ma nagle filtry, co ma więcej reakcji, co wprowadziło relacje w trakcie, prawda? Ciągle ma nowe algorytmy. I to jest bardzo trudne do rzetelnego zbadania. Są badania, które dotyczą na przykład samooceny nastolatków, zresztą prowadzone przez firmę Meta, które zostały ujawnione przez jedną z byłych pracownic firmy Meta.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy da się mówić o rodzicielstwie w sieci bez pokazywania twarzy dziecka? W tym odcinku „Rozmów w Dresie” z Magdaleną Bigaj rozkładamy na czynniki pierwsze sharenting i wyjaśniamy, dlaczego tzw. „oversharenting” nie istnieje jako osobna, naukowo opisana kategoria — to tylko etykieta. Odnosimy się do głośnej fundacji (dyskusje i komentarze pod jej postami, wystartowała w lipcu) i konfrontujemy tezy typu „nie ma badań, że sharenting szkodzi”. Mówimy o prawie do wizerunku, Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, praktykach szkół/przedszkoli, realnych ryzykach (kradzież zdjęć, deepfake, wtórne użycie treści, CSAM) oraz o tym, co rzeczywiście wolno / nie wolno i jak publikować odpowiedzialnie.