Mentionsy Mentionsy
Kolasinska Podcast
Kolasinska Podcast

Szokująca fundacja znanej Influencerki.

18.08.2025 ·1 godz 37 min

Czy da się mówić o rodzicielstwie w sieci bez pokazywania twarzy dziecka? W tym odcinku „Rozmów w Dresie” z Magdaleną Bigaj rozkładamy na czynniki pierwsze sharenting i wyjaśniamy, dlaczego tzw. „oversharenting” nie istnieje jako osobna, naukowo opisana kategoria — to tylko etykieta. Odnosimy się do głośnej fundacji (dyskusje i komentarze pod jej postami, wystartowała w lipcu) i konfrontujemy tezy typu „nie ma badań, że sharenting szkodzi”. Mówimy o prawie do wizerunku, Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, praktykach szkół/przedszkoli, realnych ryzykach (kradzież zdjęć, deepfake, wtórne użycie treści, CSAM) oraz o tym, co rzeczywiście wolno / nie wolno i jak publikować odpowiedzialnie.

Rodzicielstwem można dzielić się na różne sposoby i można to robić bez pokazywania swojego dziecka. Pod jakimś postem padły takie słowa akurat przy okazji tej fundacji, że nie ma żadnych badań, które by udowadniały, że sharing jest złym zjawiskiem. Główne zagrożenie związane z udostępnianiem wizerunku dziecka w internecie to nie są te negatywne komentarze, tylko ogromna skala przestępstw seksualnych w internecie. Realnie, czy ty widzisz jakieś plusy płynące z tego, że to dziecko jest gdzieś tam na tych kontach instagramowych? No ja patrząc z perspektywy dobra dziecka, naprawdę nie potrafię znaleźć plusów w tej sytuacji. No wiesz, ale to jest taka przykra prawda, że jak sobie naprawdę zadasz pytanie,

Żebyśmy dodali tę końcówkę ing, share and ing, musimy mówić o jakimś zjawisku, które trwa, które jest regularne. Ktoś regularnie dzieli się, share, swoim rodzicielstwem, tak? Stąd jest ten parenting, rodzicielstwo. I teraz... Rodzicielstwem można dzielić się na różne sposoby. I można to robić bez pokazywania swojego dziecka. Można mówić o swoich doświadczeniach, ale znowu pamiętać, pilnować tej granicy prywatności dziecka, bo ja nie wyobrażam sobie, że moja mama w internecie opowiada o moim dorastaniu, o moim dzieciństwie, o wysypce na pupie, o tym, jak radziła sobie z różnymi moimi problemami, prawda? To jest już coś ponadto.

Więc wyobrażam sobie takie dzielenie się rodzicielstwem, które jest dobre. I takie rzeczy świetnie realizują na przykład serwisy parentingowe. I tam nie mówimy o sharentingu, tam mówimy o parentingu po prostu, tak? Czyli, że rozmawiamy o rodzicielstwie. To share wzięło się z dzielenia się swoją codziennością. I teraz, gdzie jest over, jeśli chcemy mówić o over-sharentingu? To jest ta granica, która nie jest dyskusyjna. Tutaj... Nie może żadna influencerka sobie twierdzić, że tu jest ta granica. Znaczy, przepraszam, twierdzić to może bez wolność słowa. Natomiast to nie jest zgodne z prawem. Zgodnie z prawem dziecko ma prawo do prywatności i ma prawo do swojego wizerunku. Oczywiście tym prawem dysponują rodzice.

Ja wiem, że ludzie są tylko ludźmi i mają może tej świadomości, o której ty też mówisz, no ale to jest wspieranie trochę tego przemysłu, tak? Wiesz, to znaczy ja nie mam pretensji do tego, że ludzie lubią patrzeć na dzieci. Jak to powiedziałaś, to pomyślałam sobie, że to jest też znak czasów. Wiesz, ludzie zawsze lubili małe dzieci. Te małe dzieci nas rozczulały, tylko dawniej wokół nas było ich mnóstwo. Było ich mnóstwo. Jakby dzietność, poziom dzietności, który spadł na łeb, na szyję i który mamy dzisiaj sprawia, że pewnie dla niektórych zobaczenie małego dziecka w takiej sytuacji możliwe jest tylko na Instagramie. To jest też opowieść o macierzyństwie, nie tylko o rodzicielstwie, ale o macierzyństwie szczególnie. O tym, że my jako matki po porodzie, zostające same w domu, bardzo często, właściwie luksusem jest sytuacja, że

Zobacz, jakie to jest dzisiaj trudne w kontekście też kanonów piękna na przykład, prawda? to jest dzisiaj ogromne wyzwanie, jak się ma córkę, żeby ją uczyć tego, żeby doceniać to piękno, które sobą reprezentujesz, a nie to, co widzisz przefiltrowane przez Instagram. Więc no, nie widzę tego, tak? Odzieranie dziecka z prywatności dlatego, żeby dostało jakieś lajki. Ja tak naprawdę tam ciągle widzę korzyść rodzica. Nie widzę tam korzyści z punktu widzenia dobra dziecka. Jak myślę o tym, co dobrego dzieje się w związku z tym, że to dziecko jest tam pokazane, no nie wiem, rodzic ma większe zasięgi, rodzic być może ma lukratywne kontrakty, rodzic być może czuje się świetnym ekspertem od rodzicielstwa.

nowym regulacjom, które ograniczyłyby ich przychody. Więc myślę, że to jest główny cel tego, bo po prostu te komunikaty są wewnętrznie sprzeczne. Sharenting generalnie jako zjawisko zostało zdefiniowane, zostało zaproponowane też nie tylko w literaturze takiej, nie tylko w tekstach dziennikarskich czy w mediach społecznościowych, ale też w literaturze popularnonaukowej i też w artykułach naukowych i to jest zjawisko jednoznacznie pejoratywne, związane z nadmiernym publikowaniem prywatności swoich dzieci, informacji na temat swojego rodzicielstwa. Więc z punktu widzenia prawnego promocja szarentingu...

odpowiedzialnym rodzicielstwem, albo z odżywianiem dzieci, z rozwojem dzieci, no i pokazują tam te dzieci. I sobie myślą ci słuchacze, no tak, no ale przecież ci ludzie robią też coś dobrego. Jest cała masa profili, które są po prostu patologiczne. Ja ostatnio widziałam rolkę jednej zasięgowej osoby w internecie, Ale to taki typ no-name'a, który ma duże zasięgi, która, uwaga, skupcie się, na stole odwróciła garnek do góry dnem, następnie ze swoim na oko tak osmiomiesięcznym dzieckiem, takie, które no widać, że jeszcze nie chodzi, kucnęła na tym garnku, na jednej nodze. A to ten Nicki Minaj trend pewnie.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.