Mentionsy Mentionsy
Reportaż Radia Lublin
Reportaż Radia Lublin

Monika Malec "Autoportret z tajemnicą"

07.01.2026 ·38 min 41 s

Na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie można oglądać wystawę "Monachijczycy". Prezentowany jest tu między innymi obraz Olgi Boznańskiej przedstawiający jej pracownię. Artystka w Monachium zdobyła wykształcenie i uznanie. Jaką artystką była i co po niej pozostało? O tym w reportażu Moniki Malec „Autoportret z tajemnicą”.Fot. Autoportret Olgi Boznańskiej z kolekcji Krzysztofa Musiała (prezentowany przez Muzeum Narodowe w Lublinie na wystawie "Co babie do pędzla?!").

Będziemy słyszeli tutaj chodzących ludzi. Znalezienie spokojnego miejsca na rozmowę nie jest łatwym zadaniem w Ogrodzie Krasińskich w Warszawie. Wraz z pisarką Sylwią Ziętek wybrałyśmy to miejsce nieprzypadkowo. Co ma wspólnego z Olgą Boznańską? Spotkałyśmy się w parku. Ty w swojej książce Polki na Montparnasse opisujesz, że na przykład Boznańska wychodziła ze swojej pracowni i miała blisko do... Ogród, ogród luksemburski. A, luksemburski. Luksemburski, tak. Ogród luksemburski to było takie chyba miejsce standardowych spacerów.

Zresztą ona miała zawsze pieski. Pieski trzeba było gdzieś wyprowadzić, a bulwar Montparnasse, przy którym mieściła się jej pracownia, nie obfituje w jakieś tam miejsca, gdzie piesek może swoje potrzeby spełnić. Raczej to są zabetonowane platany, więc chodziła z pieskiem, tak jak i Gertruda Stein i Ernest Hemingway, chodziła do ogrodu luksemburskiego. Także na pewno ten ogród był jej bardzo bliski i mi te warszawskie parki trochę ten ogród luksemburski przypominają. To było kilka kroków z tej jej pracowni, bo ona miała dwie pracownie w Paryżu. Ona miała najpierw na bulwarze Raspail, a później już na bulwarze Montparnasse, tam gdzie docelowo. To była już jej ta pracownia, którą zajmowała do końca życia, przez bardzo wiele lat. To nie jest tak super blisko ogrodu luksemburskiego. Trzeba przejść, tak żebym nie skłamała, myślę, że ze 400-500 metrów.

Takim spacerkiem wzdłuż bulwaru i potem skręcić, troszeczkę odbić w takie mniejsze uliczki. Ale to na pewno było takie miejsce, w którym bywała, bo tam się chodziło kontemplować, podejmować decyzje życiowe, spotkać znajomych, właśnie spotkać innych ludzi ze swoimi pieskami. To też Bylińska wspominała w swoim dzienniku, bardzo często tam przesiadywała, zwłaszcza kiedy była głodna. Chodziła tam, żeby trochę zagłuszyć głód i rozmyślała o swoich życiowych sprawach. Także myślę, że Boznańska nie miała tego problemu. Miała co jeść, ale no miała też sporo różnych życiowych problemów, które musiała przemyśleć. Olga Boznańska zmienia rodzinny Kraków na Monachium, a potem na Paryż.

Trafia do niego już jako znana i nagradzana malarka. Ta sława szła tak dwutorowo, bo Olga Boznańska bardzo często przyjeżdżała do Krakowa, wracała w swoje rodzinne strony. Natalia Szczerba, kuratorka wystawy dotyczącej Olgi Boznańskiej i jej uczennicy Zofii Kulaszyńskiej-Kurę w Muzeum Zamojskim. Miała też w Krakowie swoją pracownię, więc tutaj też jak najbardziej malowała. Ta jej kariera szła tak dwutorowo, tylko wiadomo Paryż był światową stolicą sztuki, więc tam były większe możliwości. Było więcej kolekcjonerów, marszandów, więcej artystów światowej sławy, więc ta sława paryska była powiedzmy taka bardziej spektakularna, prawda?

Ale w Polsce jak najbardziej była znana i była doceniana. Z Paryża Olga Boznańska pisze listy m.in. do znanego polskiego krytyka i kolekcjonera sztuki Feliksa Jasieńskiego. Szanowny panie, przyjechałam do Paryża z deszczem, po cudownej pogodzie towarzyszącej mi do samej granicy francuskiej. Od kilku dni jednak poprawił się czas i jakby niewieczne reparacje na bruku paryskim i towarzyszące im błoto, nigdy niezamiedzione, można by myśleć chwilami, pod wpływem temperatury, że się jest dalej w Krakowie.

Marek Blaszkę urodził się już po śmierci Olgi Boznańskiej. Mama z domu Boznańska. To jest zdjęcie Mieczysława Boznańskiego. On był striercznym, można powiedzieć, bratem Olgi Boznańskiej. Czyli nie mieli wspólnego ojca, tylko mieli wspólnego dziadka. Pamięć o malarce wciąż żyje w jego rodzinie. Moja mama była malowana przez Olgę Boznańską w Krakowie chyba już po pierwszej wojnie światowej, bo mama jest z 1907 roku. No to myślę, że to było po pierwszej wojnie światowej, jak przyjeżdżała z Boznańska do tej swojej kamienicy, do rodziny. No ale to nieskończone. Mówiła Boznańska, że ty do mnie pisz, ja nie będę od ciebie odpisywał, ale pisz do mnie. Może to był tylko szkic. No w każdym razie mama mówiła, że malowała. W 1957 roku

Przede wszystkim sztandar młody, ukazał się artykuł, gdzie było napisane, że do Ambasady Polskiej w Paryżu oddano chyba sto ileś tam obrazów. Nie pamiętam dokładnie, ale jakaś duża ilość ponad sto. I to przekazała boznańska pani Strzęborz albo pani Lewandowski. Nie wiem, jaka była kolejność już teraz, ale w każdym razie jedna, drugi przekazała i w końcu to trafiło do Ambasady Polskiej i później zostało rozesłane po muzeach różnych. W każdym razie w wielu muzeach, jak się jeździ po Polsce, to mają te obrazy boznańskie. A portret Pana Mamy gdzieś się zachował? Nie wiem, może w tych obrazach, które przekazała Pani Szczęborz, ale ponieważ to był szkic nieskończony, czy tam obraz nieskończony, to wątpię, żeby to nawet Boznańska przekazywała dalej. Ręce Olgi Boznańskiej zajęte były ciągłym malowaniem.

Szczególne były dla niej autoportrety. Dokładała wszelkich starań, by wykonać swój portret jak najlepiej. Tak pisała o jednym z nich, malowanym w 1906 roku do krytyka sztuki i kolekcjonera Feliksa Jasieńskiego. Łaskawy Panie, wreszcie portret mój skończony. Dotąd go malowałam z przerwami, aby wyszedł, bo inaczej byłby szczerniał. Nie mogłam, czy raczej nie widziałam siebie w lustrze inaczej, mimo tego, że znajomi mnie widzą inną niż na tym portrecie. Czy ma jakąkolwiek wartość podobizny? Nie wiem. W każdym razie, j'ai mis la meille volonté pour le faire aussi bien que possible.

Oczywiście ona się starała pokazać jako taka właśnie świadoma o swojej pozycji artystka. I mamy na przykład, mamy ten jeden z najwspanialszych autoportretów z pędzlami i z czerwonymi kwiatami. No to jest naprawdę świetny autoportret, taki bardzo dostojny, w takiej gamie kolorystycznej, stłumionej, no tak jak Boznańska lubiła, ale ta czerwień kwiatów jest tutaj takim niesamowitym elementem, który... przełamuje te monochromatyczne barwy. Te kwiaty, które przecież Boznańska bardzo lubiła malować i czerwone kwiaty, takie jak mamy na tym autoportrecie, widnieją też na osobnych obrazach, ale tutaj mamy tą pewność siebie, taką bijącą z jej spojrzenia, taką samoświadomość, że ona wybrała swoje życie, ona ze świadomością konsekwencji postanowiła być artystką, zdając sobie sprawę, bo o tym pisała, że nie będzie żoną, nie będzie miała związku,

Z bardzo wielu rzeczy rezygnuje, ale dla niej po prostu najważniejszą rzeczą w życiu było bycie artystką i to swoje pragnienie zrealizowała, płacąc też za to cenę w różnych aspektach życiowych. Ale tutaj prezentuje się bardzo dumnie. Trzyma pędzle, też co jest istotne, nie jeden. I to trzeba powiedzieć, bo może mało kto się nad tym zastanawia, ale artystki od czasów renesansu jeszcze. Tych czasów, kiedy w ogóle powstawały pierwsze autoportrety artystek, czy Aguisoli, czy Lavigny Fontany, właśnie pokazywały kilka pędzli, co miało podkreślać wirtuozerię. Nie tylko talent, ale też to, że mają świetnie opanowany fach. I są zdolne do namalowania bardzo wielu rzeczy. Czyli te kilka pędzli też o czymś świadczy. To jest prestiż, to jest świetny warsztat.

To jest po prostu artystka uznana i świadoma swojej wartości. Także to jest świetny obraz z kolekcji Krzysztofa Musiała. Bardzo, bardzo dobry. Z listu Olgi do ojca Adama Nowiny-Boznańskiego, pisanego jeszcze w Monachium. Otrzymałam wczoraj list taty z pieniędzmi, za które bardzo tacie dziękuję. Żal mi bardzo, że się tato nie zdecydował przyjechać, bo choćby na jakie parę dni byłby się tato wyrwał spod wpływu Krakowa, który powoli zdziera całą energię i indywidualność każdego człowieka, który tam przebywa.

Widzę, jacy ludzie są w wielkim mieście i jacy są w Krakowie. Tato z pewnością myśli, że jestem obałamucona monachium, ale ja, tacie, powiem, że zaczynam dopiero być taką, jaką powinnam być. I gdybym jakiś czas mogła w takich warunkach pozostać, w jakich się teraz znajduję, dostałabym trochę tej samodzielności i energii, jakie posiadają tutaj wszystkie moje koleżanki. Wydaje mi się zawsze, że jestem jak bojaźliwe dziecko między nimi. A to wszystko wpływ środowiska, w jakim się zwykle obraca. Olga Boznańska namalowała na przestrzeni swojego życia co najmniej 20 autoportretów.

W ogóle malowała ich dużo. Ja bym się skłaniała nawet ku stwierdzeniu, że było ich około 30. Część zaginęła. Głównie to były oleje na tekturze, czyli ta jej taka ulubiona forma malarska. Też troszeczkę pasteli, sporo rysunków. Część znajduje się w zbiorach np. Biblioteki Polskiej w Paryżu, które są dosyć rzadko udostępniane. Tam jest sporo rysunków i też nawet wisi autoportret boznański gdzieś tam w pomieszczeniach biblioteki. To jest dosyć niesamowite, kiedy się tam idzie. Oczywiście dużo jest zachowanych w Muzeum Narodowym w Warszawie, w Muzeum Narodowym w Krakowie, ale też na przykład Muzeum w Toruniu ma świetny, taki powiedzmy nie do końca autoportret, ale bardzo ciekawy obraz, który ja jednak bym zakwalifikowała jako autoportret, ale to zaraz o nim powiemy. Czyli w sumie ponad 20 obrazów to jest naprawdę sporo i tak jak myślałam o autoportretach boznańskich, to myślę, że ona je tworzyła w takim troszeczkę duchu rembrantowskim.

Bo Rembrandt, jak wiemy, też bardzo dużo na przestrzeni swojego życia stworzył autoportretów, na różnych etapach życia. I Boznańska tak samo tworzyła te autoportrety od młodości, można powiedzieć, do takiego wieku już bardzo dojrzałego. Chyba ostatni jest datowany na 1930 rok. Boznańska zmarła w 1940, także była już taką osobą mocno dojrzałą i schorowaną. Ale te rzeczywiście autoportrety, kiedy się je jakoś analizuje, one się układają też w jakąś taką opowieść o życiu artystki. Taką chyba opowieść, którą ona tworzyła sama dla siebie. To jest też ciekawe, bo artyści w różnych celach tworzą autoportrety. Dla niektórych jest to jakiś manifest. czy jednak autopromocja, jakiś taki wizerunek publiczny.

Ja myślę, że Boznańskiej chodziło troszeczkę o co innego. Ona przypatrywała się sobie. To była taka wewnętrzna jej wiwisekcja, jej analiza siebie. Takie mam poczucie, kiedy analizuję te obrazy. Niektóre te autoportrety, co też jest ciekawe, one są do siebie dosyć podobne. Część tych autoportretów Boznańska malowała w zasadzie w takim samym układzie, jakby to są oczywiście głównie trzy czwarte, bo to najłatwiej siebie obserwując w lustrze, potem oddać ten fragment tego, co się widzi. ale w takiej podobnej pozie i na pewno się nie upiększała, no to jakby trudno ją o to podejrzewać w ogóle, ale no tak jak malowała swoje modelki jednak z taką bezlitosną szczerością, przez to niektóre panie bały się w ogóle być portretowane, bały się, że mówiąc wprost wyjdą na tym obrazie niezbyt atrakcyjnie, a chciały być ładne.

przynajmniej niektóre, chciały się dobrze prezentować. Boznańska absolutnie nikogo nie upiększała, w tym także siebie. I rzeczywiście to jest też takie bardzo zastanawiające, że widzimy na przykład autoportrety z samego początku XX wieku, kiedy przecież była młodą kobietą jeszcze. Ona w taki sposób dosyć bezlitosny siebie traktowała. W zasadzie malowała siebie w wieku 40 lat, tak jakby miała lat 60. Czyli jakby nie zważała absolutnie na te takie procesy starzeniowe. Większość osób to jednak mocno interesuje, ją chyba nie za bardzo.

Znajdujemy się w pierwszej sali, która prezentuje nam pracownię paryską Olgi Boznańskiej. W roku 1930 Zofia Kulaszyńska zdecydowała się na to, żeby przenieść się właśnie do Paryża i dalej się kształcić w kierunku artystycznym. Sytuacja kobiet jeszcze w tym czasie, w tych latach 20., 30. nie była aż taka oczywista, że nie wspomnę o wcześniejszych czasach, kiedy kształciła się np. Olga Boznańska. Kobiety artystki miały ciężko. Bardzo często kobiety artystki nie mogły np. malować z żywego modela. Malowanie z żywego modela, studia postaci są bardzo ważnym elementem tego artystycznego wykształcenia. Więc było to dosyć problematyczne, zwłaszcza tutaj u nas w Polsce w czasach, kiedy Polska była pod zaborami. Sytuacja troszeczkę lepiej się miała na zachodzie Europy, bo już na przykład Monachium czy Paryż był mniej konserwatywny pod tym względem.

Dlatego też artystki bardzo często decydowały się na te wyjazdy. Dlatego też Olga Boznańska wyjechała początkowo do Monachium, tam rozpoczęła swoją karierę, później przeniosła się właśnie do Paryża, na Montparnasse. Te 30 lat później, w roku 1930, podobnie uczyniła Zofia Kulaszyńska-Kuret. Właściwie wtedy jeszcze Zofia Kulaszyńska. Więc Zofia Kulaszyńska swoje pierwsze kroki skierowała do Akademii de la Grande Chaumie. Ona przyjmowała wszystkich adeptów sztuki. Też bardzo chętnie przyjmowano kobiety. Była to uczelnia o charakterze prywatnym, więc też panowały troszeczkę inne zasady niż na uczelniach państwowych. No i właśnie w Akademii de la Grande Chaumie między innymi wykładowczynią była Olga Boznańska. Zofia Kulaszyńska trafiła do pracowni Olgi Boznańskiej, ale to było za mało dla artystki, więc pobierała również takie prywatne lekcje w prywatnym już atelier Olgi Boznańskiej.

Pierwszą pracownię, którą w ogóle Olga Boznańska miała w Paryżu, miała osobną pracownię, osobną mieszkanie. Później jak się właśnie przeprowadziła na Montparnasse 49, to już było jedno takie troszeczkę większe atelier, gdzie i pracowała i mieszkała. Było ono na poddaszu zlokalizowane, więc tych okien było sporo. Był zresztą bardzo ładny widok. Pracownia Olgi Boznańskiej była dosyć specyficzna. Tam znajdowało się kilka takich najważniejszych, potrzebnych sprzętów. Było bardzo dużo oczywiście obrazów, zwłaszcza o takim charakterze sentymentalnym. Dużo przedmiotów, które można było malować. Oczywiście w jej pracowni nie mogło zabraknąć zwierząt. Oprócz piesków miała też kanarki, papugę, a nawet dokarmiała w swojej pracowni myszki, które tam gdzieś się pojawiały.

No i zawsze w pracowni Olgi Boznańskiej znajdowały się kwiaty. Ona bardzo lubiła swoją pracownię dekorować kwiatami, więc myślę, że też stąd te tematy martwych natur i stąd te anemony, czy też gladiole, które się przewijają w twórczości obu pań, zwłaszcza tutaj w tych latach trzydziestych. No i przez pracownię Olgi Boznańskiej przewijało się masa ludzi. Byli to i marszandzi, i kuratorzy, i była to polska taka śmietanka towarzyska, która albo chwilowo, albo na stałe przebywała w Paryżu. Olga Boznańska miała też sporo uczniów, zwłaszcza właśnie uczennic. Bardzo chętnie wspierała te młode artystki. No i zachowały się też zapiski, że była dosyć hojna. Dawała szansę po prostu tym młodym artystom, żeby się mogli rozwijać i kształcić u boku jednej z najwybitniejszych i myślę, że nie przesadzę jak powiem, że najwybitniejszych światowych artystek.

Paryż, 12 lutego 1932 roku. List siostry Olgi, Izy Boznańskiej do przyjaciółki Julii Gradomskiej. Tutaj, podczas pobytu Olunii w Krakowie, zniknął z jej pracowni jeden z najpiękniejszych jej portretów. Naturalnie wymówki i podejrzenia na mnie spadają. Panna Kulaszyńska, która w lecie malowała w pracowni Oluni, zostawiała drzwi wschodowe szeroko otwarte, aby było chłodniej, więc może bardzo być, że się ktoś wślizgnął i zabrał portret. Przy tym przyjmowała w pracowni, bez mojej wiedzy, różnych Polaków, których poznała w kawiarni.

Bardzo być może, że któryś z nich ukradł portret, który nie był przecież zbyt duży. Mamy tutaj dwa obrazy, które przedstawiają nam paryską pracownię Olgi Boznańskiej, namalowane przez Zofię Kulaszyńską. Pracownię, w której wspólnie spędzały bardzo dużo czasu, w której wspólnie tworzyły. Olga Boznańska siedzi, maluje na tym obrazie w swojej pracowni, ale w buzi ma papierosa. To jest papieros? Bardzo często spotykamy się z taką opinią. Bardzo dużo osób właśnie zarzuca, że miała papierosa w ustach. Przyznam szczerze, że nie wiem. Trudno mi to powiedzieć, powiem szczerze.

Nie przepadała za malowaniem w plenerze. Malowała bardzo długo. Lubiła też palić papierosy. Ale w pracowni miała ten komfort, że właśnie czuła się zupełnie u siebie. No i mogła sobie swobodnie palić, no bo jak wiadomo, w tamtych czasach kobieta paląca publicznie papierosa to był dosyć rzadki widok. Myślę, że raczej sensacyjny. W latach późnych trzydziestych praktycznie nie opuszczała pracowni. Miała różne problemy zdrowotne i chore bardzo oczy. Problemy z demencją. To wynika z różnych świadectw. I później już w tym ostatnim okresie, no myślę, że i zwierząt nie była po prostu fizycznie w stanie utrzymać i się nimi zaopiekować. No ale przez kilkadziesiąt lat Woznańska jednak wychodziła z tej swojej dziupli, opuszczała na chwilę chociaż ten swój taki własny świat pracowni.

Piękny letni dzień, myślę, że w takie dni to jak najbardziej. Nie na każdym autoportrecie Boznańska się pokazywała w tym rynsztunku artystycznym. Kilka jest takich autoportretów z pędzlami, z paletą. Jeden autoportret, taki troszeczkę mniej zawodowy bym powiedziała, gdzie Boznańska jest przedstawiona w takim fartuchu jednak, który zakładała na suknię pracując. Tutaj biały kołnierzyk odcina, to też jest dla niej charakterystyczne. Ona bardzo często pokazywała się właśnie... w czarnej sukni albo w czarnym takim fartuchu roboczym, ale zawsze jest ten biały element tu przy szyi. To po prostu jest taki troszeczkę chwyt malarski, żeby zróżnicować kolorystycznie obraz, ale tutaj na tym obrazie widzimy lustro też za nią, co jest dosyć ważne, no bo wiadomo, że żeby namalować autoportret trzeba się sporo przyglądać sobie samej w lustrze i tutaj mamy ten element świadczący o tym, że ona...

Ona uważa to spojrzenie na siebie za ważne. Nacisk jest położony zdecydowanie na twarz, na rysy twarzy, nie na ubiór, bardzo takie spokojne tło. Takie spojrzenie, no właśnie, to w zasadzie zagadkowe, bo tutaj takie troszeczkę zrezygnowane. Też nie wiemy na jakim etapie życia malowała ten autoportret. Ja myślę, że to była jakaś... Dla niej istotna dokumentacja pewnych momentów jej życia, pewnych stanów może, które przeżywała, bo były takie absolutnie momenty w jej życiu, kiedy ona o tym pisała w listach, że postawiła wszystko na jedną kartę, no chciała być artystką, ale tak naprawdę co jej z tego malowania, no jednak zwątpienie było. Zwłaszcza w tych momentach, kiedy brakowało pieniędzy na najbardziej podstawowe rzeczy, bo tu trzeba przypomnieć, że Boznańska w czasie pierwszej wojny światowej, którą w tym czasie przebywała w Paryżu, miała ogromne kłopoty finansowe i naprawdę bardzo było jej ciężko przetrwać ten czas.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.