Snobizm językowy
Czy „witam" to naprawdę grzech śmiertelny? Czy poprawność językowa ma granice – a może w ogóle nie istnieje? I co z tymi feminatywami? Z Maciejem Makselonem, redaktorem, językoznawcą, popularyzatorem wiedzy o polszczyźnie, rozmawiamy o języku jako narzędziu, ale też jako polu do budowania władzy, wykluczeń i… niepotrzebnych kompleksów.
Ania Malinowska i Ola Brzozowska. Zapraszamy na RESET. Cześć, z tej strony Ania. Z tej strony Ola. A dziś w RESET-cie mamy wyjątkowego gościa, Macieja Makselona, który jest polonistą, redaktorem literackim, popularyzatorem wiedzy o polszczyźnie i miłośnikiem feminatywów. Cześć, dzień dobry. Cześć Maćku, dzień dobry. Dodamy jeszcze tutaj dla uzupełnienia tematu naszego dzisiejszego odcinka, że będziemy rozmawiać też o języku i języku jako czymś więcej niż tylko narzędziu komunikacji. Języku, który odzwierciedla hierarchie społeczne, buduje tożsamość i bywa polem bitew ideologicznych.
I dziś będziemy poruszać temat i rozmawiać o tym, jak poprawność językowa staje się narządziem wykluczenia, dlaczego zawstydzanie za błędy to częsty mechanizm społeczny i skąd bierze się opór wobec feminatywów czy anglicyzmów. I teraz zaczniemy tutaj kontrowersyjnie, bo witamy cię, Maćku, serdecznie. I chcę zacząć od słowa witamy, bo już nam się udało w kuluarach porozmawiać o tym, skąd się wziął czarny PR do rozpoczynania zdania na przykład w mailach od witamy. Tak, no mamy taki mit, że nie wolno zaczynać od witam. Parę lat temu chyba wędrowała po sieci taka wypowiedź, że w ogóle ktoś tam na maile, które zaczynają się od witam, w ogóle nie odpowiada, bo uznaje takie rozpoczęcie za, nie wiem, niekulturalne, a może poniżej po prostu swojego poziomu.
Bo trochę tak rozumiem, z tego co mówisz Maćku, ale popraw mnie jeśli to jest błędne myślenie, że są pewne osoby, które być może są autorytetami albo są osoby, które po prostu uważają, że wiedzą jak się posługiwać językiem polskim Stawiają się trochę wyżej w obliczu takiego witam. I od razu w jakiś sposób, też mieliśmy chwilę rozmowy w kuluarach, ja nie mówię o ekspertach od języka, tylko mówię o osobach, które uzurpują sobie prawo do decydowania, kto jest lepszy na bazie tego, jak druga osoba się wypowiada. No bo jeżeli ktoś nie odpowiada na takiego maila, no to powiedzielibyśmy, że to jest raczej brak kultury. No ale ta osoba myśli o sobie, że to jest jakaś potwarza, że ktoś w taki sposób się odezwał. Może właśnie to jest takie trochę podejście, jak tutaj bada już słowo klasizm, może faktycznie to jest takie odrobinę grzeczniej, a może po prostu nie wprost wyrażone, ja z chamem rozmawiał nie będę, prawda?
Ja mam od razu pytanie, Maćku, bo tak słucham Ciebie i słyszę bardzo dużą taką elastyczność wobec w ogóle jakby żywotności też języka polskiego i tych form takich dopuszczalnych i tego, jak my to sobie klasyfikujemy. Ale tak zapytam, czy w ogóle jest coś takiego jak poprawność pewnych zwrotów? Czy chociażby to słówko wziąć i wziąć, czy to jest tylko na zasadzie umownej? Bo ja zaczynam się też zastanawiać szybko, czy Ja też miałam takie o sobie mniemanie, że ja posługuję się taką dobrą polszczyzną i nawet muszę przyznać, czasem myślałam sobie o sobie tak wyższościowo, że ja używam formy wziąć, a nie wziąć. A teraz to mi wszystko podważyło. A ja z kolei słucham... A ja z kolei jeszcze nadbudowując Aniu na twoje pytanie, zastanawiam się, tak jak słucham tego, co mówi Maciek, czy ta elastyczność też Maćka nie bierze się z tego, że jakąś jednak najwyższą funkcją i celem języka jest to, żeby się dogadać, a nie żeby mówić poprawnie, żeby się komunikować, czy nie?
Tak. I myślę też o tym, że ta dysocjacja też jest związana z tym, że trochę to nie byłam ja. Tak. Zachowując się, to nie byłam ja. To nie byłam ja, to był on. Tak, tak. Ktoś wstąpiło we mnie coś, co ten i jakby... No i ponownie, mnie najbardziej w tym jednak bawi to, że nie przepraszamy za własne czyny, tylko za czyjeś emocje. Czyli jeszcze jesteśmy tak wspaniałomyślni w tym wszystkim, że my staramy się rozwiązać, my bierzemy odpowiedzialność za twój problem, bo to twoja emocjonalność jest tutaj problemem, nie moje zachowanie. Muszę jeszcze jedną kwestię poruszyć, bo sobie nie uważam tej dzisiejszej rozmowy bez feminatywów. Maćku, że Ty też walczyłeś o tę popularyzację feminatywów, gdybyś też tak tutaj...
Nie pamiętam, gdzie dążyłem w tym momencie, może utnę w tym momencie, po prostu. Słuchajcie, ale Maćku, masz wyczucie czasu bardzo dobre z tym ucięciem. Ja tu jestem zawsze od pilnowania. To jest ten Cerber, który zawsze daje znak, że musi kończyć, bo mam znaki z reżyserki. Zastanawiam się, czym zakończymy ten odcinek, bo tutaj się widzę, byśmy się porozwijały, bo jest bardzo dużo pytań. Cały czas się takie nowe przykłady przychodzą do głowy.
Działania mi na rzecz poprawienia poziomu komunikacji w firmie robią coś zupełnie przeciwnego, jak sprawiają, że my nie potrafimy się dogadać. A to na przykład w wymiarze biznesowym ma potem konkretne przełożenie na wyniki firmy, na czas tracony, na zupełnie bezproduktywne wymiany wiadomości itd. Zwracajmy uwagę na drugiego człowieka i nie przejmujmy, że ten nasz język, którego się nauczyliśmy, no właśnie jest ostatecznym punktem odniesienia. Maćku, gdzie możemy cię znaleźć? Gdzie możemy przekierować naszych słuchaczy? Mnie można znaleźć na stronie internetowej, można mnie znaleźć w social mediach po wpisaniu mojego imienia i nazwiska. Można mnie znaleźć w Warszawie, ale adresem dzielił się nie będę, bo moja kotka źle reaguje na dzwonek do drzwi.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy „witam" to naprawdę grzech śmiertelny? Czy poprawność językowa ma granice – a może w ogóle nie istnieje? I co z tymi feminatywami? Z Maciejem Makselonem, redaktorem, językoznawcą, popularyzatorem wiedzy o polszczyźnie, rozmawiamy o języku jako narzędziu, ale też jako polu do budowania władzy, wykluczeń i… niepotrzebnych kompleksów.