Mentionsy Mentionsy
RESET
RESET

Snobizm językowy

21.04.2025 ·39 min 31 s

Czy „witam" to naprawdę grzech śmiertelny? Czy poprawność językowa ma granice – a może w ogóle nie istnieje? I co z tymi feminatywami? Z Maciejem Makselonem, redaktorem, językoznawcą, popularyzatorem wiedzy o polszczyźnie, rozmawiamy o języku jako narzędziu, ale też jako polu do budowania władzy, wykluczeń i… niepotrzebnych kompleksów.

Ania Malinowska i Ola Brzozowska. Zapraszamy na RESET. Cześć, z tej strony Ania. Z tej strony Ola. A dziś w RESET-cie mamy wyjątkowego gościa, Macieja Makselona, który jest polonistą, redaktorem literackim, popularyzatorem wiedzy o polszczyźnie i miłośnikiem feminatywów. Cześć, dzień dobry. Cześć Maćku, dzień dobry. Dodamy jeszcze tutaj dla uzupełnienia tematu naszego dzisiejszego odcinka, że będziemy rozmawiać też o języku i języku jako czymś więcej niż tylko narzędziu komunikacji. Języku, który odzwierciedla hierarchie społeczne, buduje tożsamość i bywa polem bitew ideologicznych.

I dziś będziemy poruszać temat i rozmawiać o tym, jak poprawność językowa staje się narządziem wykluczenia, dlaczego zawstydzanie za błędy to częsty mechanizm społeczny i skąd bierze się opór wobec feminatywów czy anglicyzmów. I teraz zaczniemy tutaj kontrowersyjnie, bo witamy cię, Maćku, serdecznie. I chcę zacząć od słowa witamy, bo już nam się udało w kuluarach porozmawiać o tym, skąd się wziął czarny PR do rozpoczynania zdania na przykład w mailach od witamy. Tak, no mamy taki mit, że nie wolno zaczynać od witam. Parę lat temu chyba wędrowała po sieci taka wypowiedź, że w ogóle ktoś tam na maile, które zaczynają się od witam, w ogóle nie odpowiada, bo uznaje takie rozpoczęcie za, nie wiem, niekulturalne, a może poniżej po prostu swojego poziomu.

Tak. I myślę też o tym, że ta dysocjacja też jest związana z tym, że trochę to nie byłam ja. Tak. Zachowując się, to nie byłam ja. To nie byłam ja, to był on. Tak, tak. Ktoś wstąpiło we mnie coś, co ten i jakby... No i ponownie, mnie najbardziej w tym jednak bawi to, że nie przepraszamy za własne czyny, tylko za czyjeś emocje. Czyli jeszcze jesteśmy tak wspaniałomyślni w tym wszystkim, że my staramy się rozwiązać, my bierzemy odpowiedzialność za twój problem, bo to twoja emocjonalność jest tutaj problemem, nie moje zachowanie. Muszę jeszcze jedną kwestię poruszyć, bo sobie nie uważam tej dzisiejszej rozmowy bez feminatywów. Maćku, że Ty też walczyłeś o tę popularyzację feminatywów, gdybyś też tak tutaj...

Ja nie wiem, czy walczyłem o popularyzację feminatywów. Ja bardziej walczyłem z ich zwalczaniem. Bo według mnie problem z feminatywami jest jeden. To znaczy... Feminatywy w języku są. Były od zawsze, czy się to komuś podoba, czy nie. Przez jakiś czas miały niższą frekwencję i to jest wynik odgórnych działań w czasach komunistycznych. No, po tym jak komuna upadła, język zaczął wracać na naturalne tory, więc feminatywy, które są naturalne dla języka flekcyjnego, jakim jest polszczyzna, również zaczęły się pojawiać coraz częściej. I z feminatywami jest sprawa banalnie prosta. Chcesz korzystać z feminatywów? Korzystasz. Nie chcesz korzystać?

Nie korzystasz. Zawsze, zawsze szanujesz wolę osoby, której dotyczy ta forma. Dlatego, że każdy z nas ma prawo decydować o tym, jak chce być określany. I nie mamy z tym problemu, kiedy przychodzi do nas Tadek i mówi, nie mów do mnie Tadeusz, wolę formę Tadek. Respektujemy to, bo to jest po prostu kulturalne i nie chcemy, żeby Tadek czuł się źle. A kiedy kobieta mówi, no ja bym wolała być określona mianem prezeski, to jest o nie, lewactwo, nie będę tego robić. Jedynym problemem z feminatywami jest to, że samo ich użycie w tym momencie jest dalej niestety narażaniem się na ataki. No jeżeli kobieta powie osobie, że jest prezeską, Czy jeżeli w artykule pojawi się chirurszka, to oczywiście wpadnie 150 osób, które będą mówić, tego się nie da wymówić, nowomowa, to nie jest po polsku, to tamto, siamto.

Wszystkie te argumenty, wszystkie te, które ja słyszałem, są z części ciała odpowiedzialnych za wydalanie produktów trawienia. I to nie powinno się wydarzać, po prostu. W feminatywach nie ma nic złego. Feminatywy znajdziemy w Biblii, w feminatywy znajdziemy w tekstach z XV, XVI, XVII wieku, u Mickiewicza, u Sienkiewicza i tak dalej, i tak dalej. U Żeromskiego, u Orzeszkowej. Mnie bardzo... Irytowały te ataki. Ja mogę trochę powiedzieć, bo ten TED o feminatywach, podobnie jak ten TED teraz, one wynikają z tego samego. To znaczy, użyłbym tutaj bardzo krótkiego, dosadnego słowa, które bardzo lubię, rozpoczynającego się i kończącego głoską W, a w środku ma głoski R i K, ale powiem, z głębokiej irytacji wynikały te TEDy.

Irytacji Wywołanej przemocą na tle językowym. Zauważcie też, jakie to jest zabawne. Kobieta pisze o sobie, że jest neurobiolożką. I wpadają tam ludzie i krzyczą, i to jest coś, co zawsze się pojawia. Przestańcie nam narzucać te pieprzone feminatywy. I teraz tak. Ona podjęła suwerenną decyzję językową. Chciała użyć tego słowa, a nie tamtego w odniesieniu do siebie. Nie narzuca tej formy innej osoby, by ją określić. Ona określa siebie. I ta suwerenna decyzja językowa w odniesieniu tylko do jej osoby jest narzucaniem. Równocześnie to, że ta inna osoba wpada w komentarze i pisze, nie możesz tak robić, to jest niefajne, mnie się to nie podoba, feminatywy są śmieszne.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.