Stanowiliśmy jedno - dokument w rocznice 40-lecia Solidarności
Jeśli człowiek wie, że nieczy się jego godność, nie może tak poddawać się, bo wtedy jakby sam siebie skazuje na to, że nie ma godności. W tym 80 roku pracowałam na uczelni, na Politechnice Świętokrzyskiej, w Instytucie Nauk Społecznych, no gdzie, że tak powiem, nie przeważały ten nurt patriotyczny. Ci, którzy szli za Solidarnością, to byli przeciwko komunie. Ci, którzy byli za PZPR-em, bardzo często to byli ci, którzy mieli konkretne pożytki z tego systemu. Natomiast ten system, ten strach, ten lęk, który został zakorzeniony, ale również wyrastał z doświadczenia przecież. Ten lęk jednak powodował to, że ludzie nie byli otwarci. Wiele rzeczy na przykład nie wiedziałam.
Mąż był fizykiem na WSP ówczesnym. Szczególnie od męża tam ci koledzy fizycy, którzy z Warszawy przyjeżdżali, szczególnie dużo rzeczy mówili. Przewozili niektóre materiały i wtedy się no sięgało ze zdziwieniem, bo nie wiedziałam o tej masakrze na wybrzeżu. Zresztą mało kto wiedział w centrum może. No ktoś, kto bardzo się interesował, miał dojścia i tak dalej. Pamiętam też przyjazd Ojca Świętego i później ten wybuch Solidarności. To było coś takiego dla mnie nadprzyrodzonego, taka radość. Czuliśmy się, że jesteśmy tak razem, że to jesteśmy jedno. że każdy z nas odczuwa to samo. Jest przeciw tej władzy, jest przeciw temu, żeby ludzie byli zamykani, jest przeciw temu, że nie można powiedzieć tego, co się czuje.
18-go dostali my cyń, że przyjedzie wiceminister, przyszedł na świetlicę, siadł za tym stołem, powiedział parę słów, tak jest wszystko załatwione, te podwyżki jakie domagamy się będą od 1-go września. I jak wszystko już dzisiaj widać, bo to już dzisiaj wiemy również z protokołów Komitetu Centralnego , że tym sposobem chciano ograniczyć tworzenie nowych związków zawodowych, czyli Solidarności, tylko do tych ośrodków, które strajkowały. Co całe szczęście się nie udało. Solidarność rozlała się na cały kraj. Zarówno porozumienia wcześniejsze szczecińskie, później gdańskie, jastrzębskie, ale i katowickie, gdzie domagano się owszem wolnych związków zawodowych, domagano się demokracji, wolnego rynku, a to świadczyło o tym, że dojrzewa świadomość znacznie szersza, nie tylko socjalna, nie tylko dajcie jeść, bo to jest prawda, drożyzna była straszna i brak artykułów przeciw jakikolwiek, tylko również dajcie swobody.
Natomiast na Zjeździe Krajowym przeżyłem niezwykle piękne chwile w moim życiu, do końca będę to pamiętał, bo to jest niezwykła chwila, kiedy takie gremium ludzi z całej Polski wybiera w pierwszej turze człowieka zupełnie nieznanego, bo przecież mnie nikt nie znał. Znali mnie ludzie w Skarżysku i to nie wszyscy, natomiast nie w całej Polsce. No ale wybrali mnie w pierwszej turze. Myślę, że o tym zdecydowało moje przedstawienie się, a ja nic takiego nadzwyczajnego nie mówiłem. Przedłużyli mi moje wystąpienie o minutę, co było już ewenementem. No i burzę oklasków dostałem. Była pełna sala w hali Oliwii. Ja mówiłem, czym dla mnie jest Solidarność. Jakie wiąże z tą Solidarnością nadzieje?
I dlatego te zapisy były takie gremialne, że prawie cała załoga, oprócz kilku, którzy byli na urlopach czy chorobach, wszyscy się zapisali do Solidarności, bo to był ten czas. Ludzie albo do kogoś mieli zaufanie, albo nie. I to był początek, sierpień i wrzesień, które to miesiące zaowocowały po prostu falę, która była falą po pierwsze reformatorską. Myśmy domagali się wiele rzeczy, które później się okazało rzeczą oczywistą. Wtedy pisano o tym, że jest kontrrewolucja, że obalamy socjalizm. Natomiast nam chodziło o rzeczywiście demokratyzację, żeby ludzie mieli więcej do powiedzenia. Ten ruch, na początku spontaniczny ruch, wyrosły z poczucia, że tak być nie może. Z protestu na tę zastaną bardzo fałszywą rzeczywistość późnego PRL-u.
I więc ja się szybko ubrałem, żeby zobaczyć jak to faktycznie wygląda. No zima była ostra. Po drodze spotkaliśmy chyba ze trzy osoby, ale dwie na pewno Jedna z nich to była w ciąży żona naszego kolegi i słuty właśnie działacza Solidarności i ona starała się dowiedzieć co się dzieje, ponieważ jej męża zabrano. Druga natomiast mówi, że na ogrodach włamali się też do kolegi Solidarności i też go zabrali i czy coś na ten temat wiemy. No i co robimy? Moim pomysłem było, żeby powiadomić zakłady pracy. I tak zrobiliśmy. Dojechaliśmy do nowego zakładu. Dotarłem na swój macierzysty wydział elektrostalowi wraz z kolegą. I mówimy, jaka sytuacja. Zresztą ma aresztowanie. Zorganizowaliśmy zebranie na styku szodzącej trzeciej zmiany.
Ja trzynastego nie byłam internowana, ponieważ byłam szeregowym członkiem Solidarności. Poszliśmy do rodziców, tam już oczywiście u rodziców było pozostałe rodzeństwo i ustaliliśmy co, no trzeba jakoś walczyć z tą komuną. Pierwsze ulotki zaczęliśmy pisać. Solidarność żyje precz z komuną, flamastrem na kartkach papieru, jakie tam były u dziadków w domu. No i żeby to rozrzucać, więc po klatkach schodowych postanowiliśmy właśnie z grupką przyjaciół założyć takie pismo. To się nazywało Komitet Oporu Społecznego, edycja kielecka. Ja uważam, że wolne słowo nie zna granic, nie zna murów, nie zna krat. Dziś mamy internet, także dziś inaczej na to patrzymy. Wtedy jedyną alternatywą były gazetki, te nielegalne oczywiście, były ulotki.
To pojedziemy w Zagnańsku, koło Bartka jest jakaś tam knajpa, zjemy dobry obiad i wszystko skończy się tylko tym. No będzie tak fajnie. A w ogóle to gdzie jadę? No to powiedzieli, że na Piaski i będę internowana. No więc powiedziałam, że nie, no to ja wybieram te piaski. No i w ten sposób znalazłam się na piaskach, znalazłam się w celi. W celi było już pięć dziewczyn internowanych z Solidarności. W tych celach zrobiliśmy sobie znaczki Solidarności. Tymi tępymi jakimiś łyżeczkami, które tam były i z tymi znaczkami byśmy wychodzili na widzenie. I nasi bliscy mówili, matko, czy wy się nie boicie? Przecież to jest zakazane, za to się siedzi. No tak, no za to się siedzi. No gdzie nas posadzą? My już siedzimy. Dziewczyny były zabierane po prostu do pracy w więzieniu, a ja siedziałam, bo raz wypuścili mnie, żeby trzepać dywan, to zaczęłam machać i fał pokazywać tym internowanym i znowu mnie zabrali.
Ale kiedy pozwolono, tuż przed wyborami, Solidarności funkcjonować, iluś się, że tak powiem, ujawniło członków Solidarności, czyli powiedziało, tak, jestem członkiem Solidarności. Ponad 2 miliony na 10 milionów. To pokazuje, w jaki sposób stan wojenny jednak spowodował wycofanie się ludzi. Bardzo wielu straciło wiarę. Natomiast myśmy postanowili tę wiarę przywrócić. Ludzie musieli wiedzieć, na czym stoją. Bo niektórzy nie wierzyli w ogóle, że Solidarność może się odrodzić, może być dalej. Jeden z działaczy mówił do mnie, ty Bogdan, naprawdę wierzysz, że Solidarność się odrodzi? Ty chyba chory jesteś, no. No trochę jestem chory, ale ja to wierzę. 12 października 1986 roku powstaje jawna, tymczasowa Rada Solidarności Regionu Świętokrzyskiego.
Pomysł się narodził w ogóle w Kielcach. Myśmy musieli wybrać, kto ma tworzyć tą tymczasową Radę Regionu Świętokrzyskiego Solidarności, bo to było najistotniejsze. Wszyscy wiedzieliśmy jedno. Że trzeba ludzi pobudzić, żeby powstała rada, do której w całym regionie świętokrzyskim będą chcieli zapisywać się do Związku Ludzie. I ta rada była tym spoiwem, który tych ludzi przyciągało. To byli ludzie, którzy wtedy mieli największe poparcie. No i ja, Marian Jaworski, Jerzy Stępień, Kaziu Koruba i Edward Dudek. No naszym celem głównym było spowodować, żeby ludzie uwierzyli w to, że Solidarność wróci.
Skoro znalazło się tych pięć osób wtedy, no to mnie aresztowali i zawieźli do Kielc, do prokuratura wojewódzkiego. Przesłuchali mnie. Powiem szczerze, że ja jeszcze nigdy tak nie byłem przesłuchiwany. Bo przesłuchanie przez Służbę Bezpieczeństwa było po prostu chamskie i ten moment, w którym nas przesłuchiwali był momentem takim zwrotnym, ponieważ wiedzieli, że to nic nie da. Problem polega na tym, że ludzie już wtedy uwierzyli, że to nie jest koniec Solidarności. W zakładzie pracy, jak żeśmy już zgłosili później w regionie, to systematycznie ludzie się zapisywali, bo wiedzieli, że to jest to, że wracamy do tego, co już było. I w tym momencie wszyscy w to uwierzyli, a nam przecież o to chodziło.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Rozmowa o początkach Solidarności, jej rozbudowie i wpływie na Polskę.
Opis strajku w zakładzie w Niska i jego konsekwencji.
Opis zdarzeń 13 grudnia 1981 roku i aresztowania zaaktywowanych działaczy.
Opis internowania i trudności związanych z nim.
Opis głodówki w więzieniu i jej konsekwencji.
Opis manifestacji 31 sierpnia 1982 roku i jej znaczenia.
Opis sytuacji Solidarności po wprowadzeniu stanu wojennego i jej odrodzenia.
Analiza wpływu Solidarności na Polskę i świat.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.