Odcinek 103 – Z kijem na trolle
Kompania z rannym Frodem dotarła do Ostatniego Mostu na rzece Hoarwel. Czas go przekroczyć! Drużyna dotrze dziś w tereny znane z poprzedniej książki Tolkiena. Sprawdzimy, czy Pippin słuchał Bilba z należytą uwagą. Zapraszamy na 103-ci odcinek podcastu, drugi z czterech omawiających rozdział “Bieg do Brodu”.
Przez czarnych jeźdźców, tak, to jakby tym bardziej jest dla niego zielonym światłem, prawda? Dodam tylko na koniec, że tu posługujemy się w tym rozdziale tłumaczeniem Marii Skibniewskiej. Pierwszy fragment dzisiaj, posłuchajcie. Ruszyli nie zwlekając. Most przebyli bezpiecznie i prócz chlupotu wody obijającej się o jego trzy wielkie sklepione łuki nic nie usłyszeli. O mile dalej stanęli u wylotu ciasnego wąwozu, który prowadził w lewo od Gościńca poprzez górzysty teren ciągnący się ku północy. Przewodnik skręcił i zaraz zapadli w mrok między drzewa gęsto stłoczone u podnóży stromych zboczy. Hobbici radzi byli, że zostawili za sobą ponurą krainę i niebezpieczeństwa gościńca, lecz ta nowa okolica wydała się groźna i nieprzyjazna.
Tamte ziemie były takie jałowe, a teraz weszli w las, prawda? Tak, ale który wcale nie okazuje się jakoś tak bardziej przyjazny. Jest inaczej, ale nie jest tak przyjazny. Tak. I tutaj mamy powiedziane, że właśnie dostrzegli stare ruiny. No i ten sam... Rejon opisany był też oczywiście w książce Hobbit, w rozdziale Pieczeń Barania. Przypomnę, fragmenci krótki. Gospody spotykali teraz rzadko i mniej ponętne. Drogi były gorsze, w oddali na winno kręgów wzgórza piętrzyły się coraz wyżej. Na szczytach wzgórz stały niekiedy zamki obronne, ale wiele z nich wyglądało tak, jakby nie wzniesiono ich wcale w godziwych zamiarach. Czyli to właśnie to jest ten moment, kiedy Bilbo, bo Bilbo był autorem książki Hobbit z punktu widzenia Tolkiena, to właśnie tutaj o tym mowa, tak?
Tak, jest to jakiś kierunek. Ale też, Kasia, tutaj Aragorn mówi nam, że tak bardzo dosadnie mówi, potomkowie Elendila. I to jest takie, można to różnie interpretować, dlaczego on to powiedział, tak jakby z punktu widzenia oczywiście osób, które słuchają tej odpowiedzi, czyli w tym wypadku Hobbitów, nie? Jak oni mogli o tym pomyśleć, o tej odpowiedzi, co oni mogli na ten temat, moim zdaniem to mogło być takie dwojakie, nie? bezpośrednio, a z drugiej strony mogło to sugerować, że usłyszał tę historię od jakiegoś potomka Elendila, który mu tę historię odpowiedział, prawda? Bo my dalej tego nie wiemy, w sensie my czytelnicy, tak samo hobbici, jeszcze nie wiemy, jak bardzo blisko jest potomkiem Elendila Aragorn, prawda?
Tak. Mi tak jakby na pierwszy rzut oka, przy pierwszym czytaniu, wydawało się, że bardziej on usłyszał o tym w Rivendell, czyli ta druga opcja. Tak, druga opcja. Bo tutaj zaraz przekierowuję tą wiedzę na Rivendell, że tego, czego on nie wie, usłyszał właśnie w Rivendell. To wzbudza ciekawość Hobbitów, no bo słyszeli o Rivendell od Bilba i ogólnie jako miejsce. No i Aragorn mówi, że mieszkał tam i spędził tam dużo czasu i no po drugie jest tam jego serce, w domyśle jego miłość. I to jest właściwie pierwsza odmianka o jego uczuciu do kogoś spośród mieszkańców Rivendell. I tutaj się domyślamy, że elfów, ale nie ma tego w tekście. Też myślę, że to jeszcze nie jest taka wyraźna sugestia, że myślę, że hobbici jeszcze tego nie skojarzyli, że hobbici w tym momencie, którzy tego słyszeli.
Tak jest. No i posłuchajcie kolejnego fragmentu. Nocą biwakowali na kamiennej półce pod skałą, w której otwierała się płytka koliba, a raczej nieznarte wgłębienie w ścianie. Frodo był niespokojny, od zimna i wilgoci rana rozbolała go dotkliwiej niż kiedykolwiek, a ból i lodowate dreszcze spędzały sen z oczu. Hobbit kręcił się i przewracał nasłuchując strwogą posępnych nocnych szmerów. Wiatru świszczącego w rozpadlinach, kapania kropli, czasków i łoskotu odrywającego się nagle i spadającego w dół kamienia. W pewnej chwili wydało mu się, że czarne cienie pełzną ukradkiem. By go zadusić, lecz gdy podniósł głowę, nie zobaczył nic prócz pleców obieży świata, który siedział skulony, ćmił fajkę i czuwał. Frodo położył się znów i zapadł w niespokojny sen.
Zauważa też podobieństwa do częstych snów Bilba, prawda? O Bagen. Szczególnie, że w tej okolicy tego miejsca Bilbo też miał sen związany z Bagen. Także Tak, podobieństwa występują oczywiście. Teraz nie przeczytamy kolejnego akapitu, powiemy tylko krótko, co się w nim wydarza. Oczywiście po tej nocy, w której Frodo miał sny, budzą się rano, więc mamy 17 października. No i tym razem Aragorn samodzielnie idzie na zwiady, a hobbici mają czas spokojnie zjeść. W zasadzie przestaje padać. Natomiast wieści nie były dobre. Posłuchajcie, jakie wieści przyniósł im po zwiadzie Aragorn z wiany też obieży światem. Zaszliśmy zbyt daleko na północ, powiedział. Musimy znaleźć jakąś drogę z powrotem na południe. Gdybyśmy trzymali się tego samego, co dotychczas w kierunku, znaleźlibyśmy się w końcu w Ethendales, daleko na północ od Rivendell.
natomiast to, co on odczuwa, a czego nie widzą pozostali, to jest to widzenie tak jakby przez mgłę, czyli Frodo coraz bardziej, wiadomo, że upiory, czyli na zgóle, nie widziały w świetle dziennym, widziały tylko w nocy, no i to jest chyba ten proces, którego jakby teraz jest częścią tego procesu jest właśnie Frodo, prawda, poddawany jest temu procesowi przechodzenia do świata upiorów, prawda, którym... Tak, tak się wydaje i też ten pogarszający się stan zauważają hobbici. Mary zadaje dużo pytań o to, co począć, co teraz. Tak, jest taki istotny dialog, prawda, między Marym samym, a obieży światem. Myślę, że Aragorn sobie zdaje sprawę, jak poważny jest stan Froda, ale on nie wszystko mówi hobbitom pozostałym, prawda?
Bez tchu szepnął Pipin. Niedaleko stąd, w dole, na polanie leśnej, minęli nam między pinami drzew. Olbrzymy! Podejdziemy i przyjrzymy im się z bliska. Odparł przewodnik, podnosząc jakiś kij. Frodo milczał, ale sam zdawał się wystraszony. Oho, Kasia, mamy trolle. Coś się dzieje, tak. W środku dnia. W środku dnia. No i cała kompania jest zaniepokojona, tylko Aragorn zachowuje spokój. Tam wiedział, no może. Tak, on też wiedział, co się szykuje, ale wracając do jaskini, no weszli do jaskini, ale Aragorn właśnie widział, że jest opuszczony. Poza tym jest dzień, no i trolle się w dzień ukrywają, więc tutaj to są logiczne argumenty, które hobbici powinni gdzieś tam skojarzyć z opowieści Bilba, ale chyba tutaj emocje wzięły górę.
Słońce było już wysoko. Pierwsze zdanie już sugeruje, że te trolle nie mogą tam być zbyt żywe. Słońce już było wysoko i przeświecając poprzez na pół ogołocone gałęzie rzucało na polanę jasne plamy blasku. Wędrowcy stanęli na jej skraju i wyglądając zza pni drzew wstrzymali oddech. Na polanie rzeczywiście stały trzy trole. Trzy olbrzymie trole. Jeden był pochylony, dwa pozostałe patrzyły na niego. Obieży świat jak gdyby nigdy nic, ruszył naprzód. – Wyprostuj się, stary głazie! – rzekł i złamał kij na grzbiecie pochylonego trolla. Nic się nie stało. Tylko hobbici zachłysnęli się od zezdumienia, a wówczas Frodo się roześmiał.
– Ach tak! – powiedział. – Zapomnieliśmy o legendzie rodzinnej. To są z pewnością te same trzy olbrzymy, które Gandalf wywiódł w pole, gdy się kłócili jak najlepiej przyrządzić trzynastu krasnoludów i jednego hobbita na kolację. Nie przyszło mi na myśl, że jesteśmy w pobliżu tego właśnie miejsca, rzekł Pippin. Znał tę historię dobrze, Bilbo i Frodo nieraz mu ją opowiadali, ale prawdę mówiąc nie bardzo w nią dotychczas wierzył. Nawet teraz jeszcze dość podejrzliwie przyglądał się kamiennym trollom. Niepewny, czy jakaś magica siła nie wskrzesi ich nagle do życia. Zapomniałeś nie tylko o legendzie rodziny, lecz także o wszystkim, co ci mówiono o trollach. Powiedział obierze świat. Jest biały dzień, słońce świeci, a ty przybiegasz w panice i chcesz mnie nastraszyć bajką o trzech żywych trolach, które na nas czyhają pośrodku polany.
Bądź co bądź mogłeś przynajmniej zauważyć, że za uchem jednego z nich od dawna jakiś ptak uwił sobie gniazdo. Niezwykła ozdoba jak na trolla. Wszyscy się roześmiali. We Froda lepszy duch wstąpił, pokrzypiło go wspomnienie pierwszej niebezpiecznej, a pomyślnie zakończonej przygody Bilba. Przy tym słońce grzało mile, mgła powlekająca oczy chorego hobbita rozproszyła się nieco. Odpoczęli przez czas jakiś na polance i zjedli obiad w cieniu ogromnych nóg trollowych. Dawno nie było tak radosnego fragmentu, prawda, w książce? Tak, tutaj bardzo się w tym rozdziale też zmienia. Mamy Froda, którego obejmuje to zatkliwe zimno, a tutaj za chwilę mamy właśnie taki wesoły fragment, ale taki jest to jeden z bardziej takich weselszych.
Więc ten nie był do końca, nie wierzył na początku właśnie w tą historię, a tutaj i dalej jest taki podejrzliwy. Czy faktycznie Bert, Will i Tom, jak pamiętacie naszą analizę tego spotkania z Hobbita, czy faktycznie są zamienieni w kamień? Ale tutaj wtrąca się Aragorn, że nawet jeśli nie wierzył w opowieść Froda i Bilba, to zapomniał kilku faktów o trollach. Tak, powinien znać te informacje, prawda? Tak, że w dzień trolle nie funkcjonują, ukrywają się. No i do tego jeden z nich miał gliniaz za uchem, czyli już musiał tam trochę stać. To jest też rzadki moment, kiedy Aragorn opowiada dowcip albo coś takiego, co wprawia wszystkich w śmiech, prawda?
Wszystko, co w Brie możemy nazwać jedną wielką przygodą. No i później oczywiście Atak Czarnych Jeźdźców, prawda, to myślę, że już można co najmniej już użyć palców dwóch rąk, żeby wymienić ilość przygód, jaką przeżyli nasi tutaj bohaterowie. Także zobaczcie, jak różne są te książki, jak różne są historie. Myślę, że też Frodo też to dostrzega już w tym momencie, jak różne są historie wyprawy Bilba, a jego przygoda, jego wyprawa, jego wyruszenie z Shire. Tak, i słuchajcie, to jest koniec analizy fragmentów. Niemniej została nam jeszcze jedna duża wstawka, ponieważ ten moment jest jednym z najbardziej... niekonsekwentnych ze strony Tolkiena, jeśli chodzi o spójność historii. Ponieważ... Zacznijmy może od Hobbita.
Czytajmy ten sam fragment, fragment dotyczący tej samej okolicy. Mówimy teraz o odległości, jaką musieli przejść bohaterowie obu książek od mostu do momentu, kiedy trafili na trolle, prawda? I czytajmy ten fragment z Hobbita. Tymczasem krasnoludy kłusowały przed siebie. Żaden się nie oglądał i żaden nie zważał na hobbita. Gdzieś za borymi chmurami słońce widać zaszło, bo zaczęło się ściemniać. Zerwał się wiatr i wieżby wzdłuż rzeki pochyliły się z westchnieniem. Nie wiem jak się ta rzeka nazywała, ale wiem, że miała wodę czerwoną, a nurt rwący i wezbrany po ostatnich deszczach i spływała z pagórków i gór widocznych w oddali. Wkrótce ciemność zapadła niemal zupełna, wiatr rozdarł burę chmury i pomiędzy ich strzępów wyjrzał nad wzgórzami Blady Księżyc.
Wtedy wędrowcy zatrzymali się, a Thorin mruknął coś o kolacji i o tym, że nie widać suchego miejsca na nocleg. Tak, i to jest opis z drugiego rozdziału Hobbita, w którym to właśnie kompania przekroczyła Mithatel, czyli tą rzekę, inaczej nazwaną Horwell, a wieczorem tego samego dnia wpadli w zasadzkę troli, tak? No w zasadzie, no sami na siebie zostawili zasadzkę, bo poszli sobie, ale nimi byli utroli tego samego dnia, prawda? To wszystko wydarzyło się w przeciągu kilku godzin. Natomiast Aragorn i Czterech Hobbitów wędrują tutaj już pięć dni. 13 października przekroczyli most, a dzisiaj, czyli w tym momencie, kiedy kończymy ten dzisiejszy odcinek, dotarli do dnia 18 października.
Czyli niespójność jest czytelna. Prawda? Tak, i tutaj dodatkowym, co rzuca jeszcze dodatkowe światło na to, jest ta rozbieżność jest tym większa, jeśli weźmiemy pod uwagę komentarze Christophera Tolkiena z Powrotu Cienia. Tak, z szóstego tomu. Taki to jeszcze ziemia. Tak, tam jest cała seria, no taki komentarz na ten temat. Otóż w Hobbici, w wydaniu z... Tak, w pierwszej edycji, a z 1937 i 1951 roku rozbili obóz, tak naprawdę zanim przekroczyli rzekę. Czyli i wtedy też widzą ognisko i wtedy też udają się w kierunku tego ogniska, wpadają w pułapkę.
Czyli w tych pierwszych dwóch wydaniach Hobbita, głównych dwóch wydaniach, w ogóle nie przekroczyli rzeki zanim weszli do lasu. Natomiast w trzecim wydaniu z 1966 roku mamy właśnie to skorygowane, już ten moment, ale skorygowane tylko o tyle, że Hobbit i krasnoludowie przekroczyli rzekę ale tego samego dnia, kiedy ją przekroczyli, weszli do lasu i zostali złapani przez trolle. Czyli tutaj się niewiele skorygowało. Tolkien sprowadził zmiany, ale niewiele. Tak, tylko do tego brzegu rzeki, ale nie do otygłości. I tutaj jest notatka Tolkiena właśnie w ramach tych wszystkich komentarzy, którą teraz przeczytamy. Posłuchajcie. Christophera. A co powiedziałem? Tolkiena. No, w sumie powiedziałem dobrze.
Tak, powiedziałeś dobrze. Posłuchajcie. Obecny tekst Hobbita po korektach dokonanych w 65 roku i opublikowany w 66 wprowadza tu element zwładcy pierścieni, ale nie ujednolica elementów topografii. Ten bardzo nietypowy błąd można bez wątpienia przypisać po prostu pośpiechowi, z jakim ojciec pracował pod ogromną presją w 1965 roku. I przypis też do tego fragmentu, też oczywiście to jest komentarz Christophera. Ojcu bardzo zależało na zgraniu podróży Bilba z geografią Władcy Pierścieni, zwłaszcza pod kątem odległości i czasu potrzebnego na ich odbycie. We Władcy Pierścieni droga zajęła Gandalfowi, Bilbowi i krasnoludom zdecydowanie zbyt dużo czasu, zwłaszcza, że jechali konno. Ale nigdy nie doprowadził do ostatecznego rozwiązania.
To, o czym pisze tu Christopher o pośpiechu z 1965 roku, to jest wywołane tą sytuacją, którą pewnie kojarzycie z biografii profesora. Otóż na początku lat 60. zostało wydane nielegalne wydanie władcy pierścieni w Stanach Zjednoczonych. I Tolkien, żeby odzyskać prawa, oczywiście tam było wiele różnych akcji, ale między innymi doprowadził do jak najszybszego wydania drugiej edycji Władcy Pierścieni z poprawkami, czyli zmieniony tekst, do którego już zastrzegł sobie prawa, przez co wydawnictwo Ace Books nie miało, czy jakiekolwiek inne, nie mogło bezprawnie próbować wydać kolejny raz dzieła Tolkiena. A jednocześnie pracował nad trzecią edycją Hobbita, czyli w latach między 64 a 66 wykonał tytaniczną pracę po to, żeby oba wydania nowe, obu jego wielkich książek jakby miały miejsce.
No i ten pośpiech właśnie tutaj opisuje Christopher jako... Potencjalna przecina przeoczenia tej sytuacji, tak? Bo widzimy, że Tolkien zmienił Hobbita, treść tego rozdziału, ale nie zmienił aż na tyle, żeby... Że to było tak spójne. Tak, czyli co mamy? Podsumujmy ten moment. W Hobbicie, w wersjach z 1937 i 1951 roku, kompania... Torina wraz z Bilbem i Gandalfem obozują po zachodniej stronie rzeki, nie przekraczają mostu i w tym właśnie momencie wchodzą do lasu i zostają złapani przez trolle. W wersji z 1966 roku kompania przekracza most i po jego drugiej stronie oczywiście najpierw kucyk jeden wpada do rzeki, zostaje wyciągnięty, tracą część zapasów, a później wieczorem tego samego dnia pakują się w pułapkę troli.
Natomiast jest jeszcze wersja Hobbita 3.0. To jest ta wersja, którą Tolkien bardzo szybko zaniechał, kiedy spróbował przepisać Hobbita, pamiętacie to pewnie też z historii, które opowiadaliśmy wam na temat książki Hobbit, próbował dopasować Hobbita do Władcy Pierścieni, nie tylko jeśli chodzi o właśnie te takie pojedyncze detale, ale też jeśli chodzi o formę samej książki, żeby to nie była książka dla dzieci, tylko właśnie taka bardziej dojrzała. Ale Tolkien zaniechał tego. Po trzech rozdziałach w zasadzie, czyli po momencie, kiedy kompania dotarła do Rivendell, Tolkien zaniechał tego dzieła. Ale właśnie w tej próbie dopasowania, to było 1960 rok, Tak, kompania przekracza most nad ranem, dalej jest to samo wydarzenie, ale później cały dzień wędruje i dopiero wieczorem po długiej wędrówce wchodzi do lasu.
Tam mamy też pełną, bardzo bogatą bibliotekę książek i innych mediów, z których korzystamy tworząc podcast. A w następny piątek spotkamy wyjątkowego elfa po raz pierwszy. Natomiast nasi hobbici i Aragorn będą kontynuowali wędrówkę, tylko zrobi się troszkę bardziej niebezpiecznie. Także do usłyszenia za tydzień. Jak mówił Gandalf, niech wiatr niesie wasze skrzydła tam, gdzie słońce żegluje i gdzie przechadza się księżyc.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.