Odcinek 083 – Penthouse u Toma
Dziś po raz pierwszy zobaczymy Złotą Jagódkę. Zajrzymy także do domu Toma Bombadila. Hobbici po długim dniu w końcu zaznają zasłużonego odpoczynku i zasiądą do sutej kolacji. Zapraszamy na pierwszą część rozdziału “W domu Toma Bombadila”.
Dziś po raz pierwszy zobaczymy Złotą Jagódkę. Zajrzymy także do domu Toma Bombadila. Hobbici po długim dniu w końcu zaznają zasłużonego odpoczynku i zasiądą do sutej kolacji. Zapraszamy na pierwszą część rozdziału w domu Toma Bombadila. Witam, nazywam się Maciej i będę Was gościł w uroczym gospodzie pod sielonym smokiem. W naszym podcaście zajmuję się przygotowywaniem oraz opowiadaniem Wam kolejnych fragmentów tekstów profesora Tolkiena. Analizujemy je później wspólnie z moją współprowadzącą. Cześć, jestem Kasia i oprócz wspólnego omawiania kolejnych porcji książek wspieram Maćka językowo, zwłaszcza jeśli mówimy o języku angielskim. Zajmuję się też techniczną stroną obsługi naszego podcastu oraz mediów społecznościowych.
Tak, poprzednio była Maria Skimieska, teraz Jerzy Łoziński. Kolejny będzie w przykładzie Państwa frontców. Originalny tytuł tego rozdziału... O, wszedłem ci słowo. Tak, no bo tutaj po angielsku, więc ja chciałam przeczytać. Oczywiście. Więc tak, tytuł oryginalny to In the House of Tom Bombadil. U Skibniewskiej mamy W Domu Toma Bombadila, u Państwa Franz również W Domu Toma Bombadila. U Łosińskiego też W Domu Toma Bombadila. Tak, więc tutaj nie ma żadnych wątpliwości, jak to było przetłumaczone. Nadal mamy 26 września w książce, w legendarium i... Chyba powinno się powiedzieć 26. Masz rację, 26 września. W poprzednim odcinku skończyliśmy, kiedy hobbici stanęli na progu i zalała ich złota fala światła.
Złota fala światła od złotej jagody. Dobra, posłuchajcie pierwszego fragmentu dzisiaj. Czterej hobbici przeszli przez wysoki kamienny próg i znieruchomieli oślepieni. Znajdowali się w długim, niskim pomieszczeniu zalanym światłem lamp, które zwieszały się z belek pod sufitem, a dodatkowo na ciemnym, gładkim stole stało wiele wysokich świec, które rozsiewały żółte światło. Po drugiej stronie pokoju, naprzeciw drzwi wejściowych, siedziała na krześle kobieta. Złociste włosy opadały jej luźno na ramiona. Miała na sobie suknię zieloną jak młode trzciny, a upstrzona srebrem, niemie kropelkami rosy. Kibic jej opinał pas ze złota, którego ogniwa były w kształcie kwiatów lilii, wysadzanych pladoniebieskimi oczkami niezapominajek.
Mamy suknia zielona jak trzciny, kropelki rosy, kwiaty w kształcie lilii i lilie, więc jest to nawiązanie do rzeki już jasne. Tak wiele rzeczy, które otacza Złotą Jagódkę w tym wypadku, w tym tłumaczeniu, jest taka bardzo wodnista, prawda? Jakieś różne rzeczy, które z wodą się kojarzą. No i hobbici od razu poznali, że to jest właśnie ten głos, że to jest właścicielka tego głosu, który wcześniej śpiewał. I też, nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale jest ten opis tego, czego się spodziewali, a to, co zostali, jest taki bardzo... obrazowe, fajne. Tak, jakby spodziewali się czegoś innego, a zastali coś więcej niż elficką księżniczkę tak naprawdę. Tak.
I w oryginale tutaj mamy Daughter of the River z wielkiej litery. River jest z wielkiej litery. Rzeka jest tutaj kluczowa. No i hobbici patrzą jak użyczeni i posłuchają. Nie ma się co dziwić, bo chyba nigdy nie widzieli takiego widoku, prawda? Bo jednak... Mało mieli kontaktu w ogóle z dużymi ludźmi, hobbici jako tako, a tu nagle najpierw Tom, a teraz właśnie Złota Jagoda. Dobra, słuchajcie, kolejny fragment. – Szlachetna pani! – odezwał się wreszcie Frodo, czując, że serce wypełnia mu niepojęta radość. Stał urzeczony, czego czasami doświadczał, przysłuchując się głosom elfów, ale teraz było to inne oczarowanie. Przyjemność była mniej ulotna i zwiewna, lecz bliższa sercu śmiertelnika.
To byłoby zbyt wielkim rzemieniem, powiedziała cicho, jak gdyby do siebie. Drzewa, trawy, wszystko co rośnie i żyje na tej ziemi należy do siebie. Tom Bobadil jest tylko opiekunem. Nikt nigdy nie zaskoczył Toma, gdy maszerował lasem, brodził w wodzie czy stąpał w puszczytach wzgórz, w świetle czy w mroku. Niczego się nie lęka, jest dobrym opiekunem. Otworzyły się drzwi i do komnaty wszedł Tom Bombadil. Pozbył się już kapelusza, a jego gęste, ciemne włosy ozdobione były tu i ówdzie jesiennymi liśćmi. Zaśmiał się i podszedł do złotej jagódki, ujmując jej dłoń. – Oto i moja cudowna pani! – powiedział i skłonił się przed hobbitami. Oto złota jagódka przybrana w zieleni srebro, a oto czona kwiatami.
Tak, no i następnie Tolkien mówi o nazywaniu różnych ludzi panem. Jeśli chodzi właśnie o to słowo pan, to w oryginale używa słowa master, które absolutnie nie determinuje boskości osoby tym tytułem obdarowanej. Omawialiśmy już to słowo podczas pobytu Bilba w Esgeroth, podczas omawiania Hobbita. Tam mieliśmy spotkania z masterem miasta, czyli jej zarządcą, ale też nie lordem, nie władcą. Tak, no i ten master to było takie słowo, które miało wiele znaczeń, między innymi mistrz, między innymi nauczyciel, prawda? Było bardzo dużo znaczeń. Tak, no sam też wracał się do Froda. Jako master, tak. Więc tutaj też mamy tą relację klasową.
Ale spójrzmy jeszcze na użyte słowo, czyli to primeval na podstawie edi, co oznacza of the earliest in history, czyli z najwcześniejszych historii. albo jeden z najwcześniejszych z historii, jakich znam. Tak jest. I słowo to primeval pochodzi z łacińskiego prima veus, gdzie pierwszy człon primus oznacza oczywiście pierwszy, primus to pierwszy, a drugi człon evum to jest wiek, epoka, jakiś czas w historii ludzkości na przykład. I słuchajcie, tutaj słowa, których użył Tolkien opisując właśnie Toma Bombadila, powodują, że już możemy automatycznie wykluczyć, że jest śmiertelnikiem, no bo nie może być śmiertelnikiem, skoro jest najstarszy, prawda, pochodzi z jakiejś tam bardzo, bardzo odległej przedwieczności, czyli wszelkie rasy, typu ludzie, hobbici, które są pochodni ludziom i krasnoludy automatycznie są wykluczone.
Jego rolę, nie tym, kim jest, tylko jaką pełni rolę. I tutaj jeszcze cytacik z biografii Carpentera oczywiście, czyli z książki J.R.R. Tolkien, wizjoner i marzyciel. Posłuchajcie. Sam wiersz wygląda na szkic jakiegoś dłuższego utworu i kiedy w roku 1937 toczyły się rozmowy na temat możliwych kontynuacji Hobbita, Tolkien zaproponował wydawcy, że rozszerzy wiersz do rozmiaru większej opowieści. Wyjaśnił też, że Tom Bombadil miał być duchem znikających wiejskich terenów Oksfordu i Berkshire. Wydawca nie podjął pomysłu, lecz Tom i jego przygody znalazły swoje miejsce we Władcy Pierścieni. Oczywiście Carpenter mówi tu o wierszu przygody Toma Bombadila, który już cytowaliśmy. Ukazał się on w Oxford Magazine, ale nigdzie dalej.
Czyli tam były materace, były tam naczynia z wodą ciepłą, zimną, mogli się odświeżyć i mieli naszykowane pantofle zielone. Czyli jednak trzeba chodzić w domu, to modila nie można w butach, trzeba w pantoflach. Specjalnie jak w muzeum. Kulturalnie. Dobrze, to hobbici poszli się odświeżyć, a my teraz zapraszamy na przerwę. Czas na naszą autoreklamę, ponieważ od tego sezonu założyliśmy konto w serwisie Patronite. Oznacza to, że każdy i każda z Was może od teraz finansowo wesprzeć nasze działania. Dziękujemy serdecznie wszystkim, którzy są już naszymi patronami i patronkami. A dla tych, którzy jeszcze nie podjęli decyzji, rozważcie, czy chcecie i możecie dołączyć do tej własnej grupy. Oferujemy Wam w zamian całkiem sporo, zaczynając od dedykowanego kanału na Discordzie, już od najniższego progu.
Zachęcamy również do wspierania nas na wszystkich kanałach, na których nas obserwujecie. Wasze polubienia, oceny czy recenzje sprawiają, że jesteśmy bardziej zauważalni, a to z kolei przekłada się na kolejnych fanów Tolkiena dołączających do naszej gospody. W efekcie mamy jeszcze więcej ciekawych dyskusji, pytań i komentarzy, które nie tylko pomagają nam się rozwijać, ale są też dla nas prawdziwym motorem napędowym. Także zapraszamy do kontaktu. I jak już nawiążemy ten kontakt, to automatycznie zapraszamy na kolejny fragment. Posłuchajcie. Po niedługim czasie umyci i odświeżeni hobbici siedzieli za stołem. Po dwóch naprzeciw siebie, ze złotą jagódką i opiekunem uszczytu. Posiłek był długi i rozkoszny.
Chociaż hobbici jedli tak, jak tylko zgłodniali hobbicie potrafią, niczego nie zabrakło. Napój w czarach wydawał się źródlaną wodą, a przecież pobudził ich serca i gardła niczym wino. Gości ani się spostrzegli, gdy śpiewali radośnie, jak gdyby było to łatwiejsze i bardziej naturalne od rozmowy. W końcu Tom i Złota Jagódka wstali i szybko uprzątnęli stół. Gościom polecono, aby nie zrywali się z krzeseł i dali wypocząć nogom opartym na taburetach. Za ich plecami wesoło huczał ogień na kominku, roztaczając wokół woń płonącego drewna jabłoni. Kiedy zapanował już porządek, zgaszono wszystkie światła z wyjątkiem jednej lampy i dwóch świec, każda na przeciwległym rogu kominka. Teraz stanęła przed nimi Złota Jagódka, aby życzyć każdemu dobrego wypoczynku i przyjemnych snów.
Trzeba, żebyście do rana nabrali sił, powiedziała. Nie lękajcie się nocnych odgłosów. Nie przedostanie się przez drzwi ani okna nic z wyjątkiem blasku księżyca, światła gwiazd i powiewu wiatru. Dobranoc. Tak, mamy ucztę, mamy kolację, wieczerze, hobbici siedzą po bokach, a gospodarze na szczytach, czyli tak wszystko ładnie, książkowo rozłożone, prawda? Tak, jeszcze raz pomyślałam, że mamy czterech hobbitów, to wszystko tak symetrycznie, pięknie. Tak, wcześniej Tom, obserwując to, co przygotowała Złota Jagoda, wymienił te potrawy, tak, wymienił potrawy i okazuje się, że wszystkie są bezmięsne, wegetariańskie, a to nasuwa skojarzenie z domem Borna po części, prawda? Tam też były tylko i wyłącznie Potrawy tam były głównie oparte na miodzie, prawda?
A tutaj mamy... Tak, ale też było tam masło, chleb, więc mi się w ogóle cała ta scena jest taka trochę podobna do tego pobytu u Beorna, bo też ta uwaga Złoty Jagody na koniec, że mają się nie lękać na tych odgłosów i tak dalej, i tak dalej, to mi się bardzo kojarzy z sceną właśnie pobytu krasnoludów i Bilba u Beorna. To, co różni tą scenę, to fakt, że zaczęli śpiewać, bo u Beorna nie śpiewali. Chociaż też były pieśni, tak? Była pieśń krasoludów u Beorna. Tak, no była. Była, ale to już chyba w momencie, kiedy nie było Beorna samego. Z Beornem nie śpiewali. Tak, to jednak największa różnica jest między Beornem a Tomem. Tak, tak. No i na koniec uczty oczywiście Tom i Złota Jagoda zaczęli sprzątać, a hobbici się przyglądali, dostali polecenie, żeby odpoczywali.
I w następnym fragmencie potwierdza on, że był to przypadek, że trafił tam właśnie w to miejsce. Ale Tom wiedział o zbliżaniu się Froda i tutaj możemy przypuszczać, że od Gildora mógł się dowiedzieć, od elfów. Mógłby też od Magota, ale to by nie zdążyło dotrzeć ta informacja, gdyż hobbici widzieli się z Magotem dzień wcześniej w zasadzie. Tak, dokładnie. I tutaj to mówi, że podejrzewał, że trafił do Doliny V, że przyciągnie ich wierzbin, bo mówi o tej mocy pieśni wierzbina, więc spodziewał się ich, ale dotarł tam przypadkiem, więc tutaj mamy takie ciekawe połączenie. Tak, tak, że jest i przypadek, i jednocześnie wiedział. I słuchajcie, Tom znowu na chwilę tak jakby się zawiesza, myśli o czymś, a po chwili opowiedział o tej swojej misji i dlaczego tam, gdzie się znalazł, piosenką.
I w ramach tej piosenki dowiadujemy się, że Tom co roku na koniec lata, czyli właśnie teraz w tej porze, w której hobbici trafili w okolice jego domu, Końc lata, początek jesieni udaje się w miejsce, gdzie najdłużej trzymają się lilie, kwitną czy też po prostu jeszcze nie znikają, po to, żeby narwać je dla złotej jagody, żeby dostarczyć swojej złotej jagodzie po prostu przyjemności z posiadania tych kwiatków i jednocześnie takiej nawiązania do jej rzecznego pochodzenia. Ten sam zabieg powtarza na początku wiosny, jest też o tym mowa w piosence, czyli tam właśnie w tym miejscu, w tym zakątku rzeki, o którym Tom mówi, zarówno pojawiają się jako pierwsze lilie z wszystkich innych miejsc i też najdłużej trwają, prawda?
Tak, tak. Jagoda go wciągnęła do rzeki i pociągnęła go za brodę. Tak, kapelusz stracił, znaczy miał cały zmoczony kapelusz. No, ale pasuje to jakby do ich, powiedziałabym... Sposobu bycia. Tak. Myślę, że tak, dokładnie. To jest dobre określenie. Dobra, słuchajcie i pominiemy teraz kolejną pioseneczkę, w której Tom śpiewająco wyjaśnia, że mieli ogromne szczęście. Mieli hobbici ogromne szczęście, bo to była jego ostatnia wyprawa po Lillie w tym roku. Aż do wiosny w tym regionie nie byłoby go Toma. Nie pojawiłby się przez kilka miesięcy w przestrzeni, gdzie właśnie hobbici zostali pochwyceni przez starą wieżbę. Także mamy tutaj jasno i bezsprzecznie motyw przeznaczenia i wolnej woli, prawda?
Tak, więc tutaj tak samo zachował się Tom i musimy poczekać do rana na wyjaśnienie, o co chodzi ze Starą Wierzbą. Dla nas to oznacza, że będziemy musieli poczekać do następnego tygodnia i kolejnego odcinka podcastu. Ale wracając, słuchajcie, Tom powtarza słowa Złotej Jagody o tym, żebyście nie lękali odgłosów drzew. Złota Jagoda powiedziała dosłownie nie lękajcie się nocnych odgłosów. Tom mówi też o odgłosach, o drzewach. Czyli tak jakby można podejrzewać, że gospodarze tego domu wiedzieli, że jakieś odgłosy mogą się pojawić, skoro ich przez nim przestrzegali, że nie lękali tych odgłosów, które będą, tak? Wiedzieli, że coś się będzie działo w nocy. Wydaje mi się to całkiem zrozumiałe, bo las nie jest spokojny, mimo że oni byli tam w oddaleniu od lasu i nie było żadnych drzew w okolicy, przynajmniej nie widzieli hobbici.
Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.