PIEKŁO JEST TU #177. Zgotowali mu prawdziwe piekło
10 listopada 2013 roku mieszkający w Nakle nad Notecią szesnastoletni chłopak wyszedł z domu. Rodzina niepokoiła się jego nieobecnością, jednak każdy spodziewał się, że wróci. Wcześniej bowiem zdarzało się, że uciekał z domu. Co spotkało chłopaka z problemami, którego rodzina rozpadła się, gdy był jeszcze kilkuletnim chłopcem, który miał trudności w szkole, w domu i z nawiązywaniem przyjaźni? ________________Źródła:https://docs.google.com/document/d/1aOEj_0GyvNlqZ76JvIK5SbgYFpDLXb9SAV_zhplmjHc/edit?usp=sharing________________
Po jakimś czasie spędzonym w takim ośrodku Kamil wrócił pod opiekę swojej cioci, a nadzór nad rodziną decyzją sądu objął kurator. Kamil po powrocie do Nakła wrócił również do szkoły, w której uczył się już wcześniej. Jego sytuacja w szkole nadal była bardzo trudna. Chłopiec z wielkim wysiłkiem przyswajał wiedzę i z tego zwierzał się na przykład jednej ze swoich sąsiadek, która pewnego dnia tuż przed feriami zimowymi zaczepiła go pod blokiem, ponieważ spotkała go, gdy spacerował z psem. Chciała zadać mu tylko jedno luźne pytanie. Czy cieszy się na nadchodzące dni wolne od szkoły i tym samym odpoczynek od nauki? Na co Kamil z pesymizmem odpowiedział, że nauka sprawia mu dużo problemów.
Koledzy wiedzieli na przykład o tym, że uciekał z domu, ale na pytania, dlaczego to robi, chłopak nie chciał odpowiadać. Zazwyczaj mówił i moim zdaniem jest to bardzo ważne, co mówił. Nikt tego nie zrozumie. Nie mówił także o żadnych problemach, które mogłyby wynikać np. z sytuacji rodzinnej. Muszę też wspomnieć o tym, że w orzeczeniu sądu apelacyjnego znalazłam informację, jakoby Kamil był osobą schorowaną. Dokładnie taki przymiotnik pada w tym źródle. W żadnym artykule jednak nie pada informacja o jego chorobach, więc nawet nie wiem, czym mogła być ona spowodowana i w jakim stopniu mogła rzutować na jego codzienność.
Najpierw wniosek kuratora musiał rozpatrzyć sąd. A więc czas mijał w takiej niepewności, co będzie dalej z Kamilem. Nie wiadomo, co nastolatek wówczas czuł, ponieważ tak jak mówiłam, nie miał zwyczaju się z tego zwierzać. Natomiast na pewno nie przestraszyła go decyzja kuratora. Absolutnie nie wpłynęła na zmianę jego zachowania. Już półtora miesiąca później, 10 listopada 2013 roku, w niedzielę, szesnastolatek ponownie uciekł z domu. Mijały dni, a on do niego nie wracał. Poniedziałek był świętem, więc był to dzień wolny od szkoły, ale 12 listopada Kamil także nie pojawił się na lekcjach. Ciocia Krystyna martwiła się o swojego podopiecznego i martwili się o niego także pozostali członkowie rodziny.
Pomiędzy rówieśnikami wywiązała się bójka, a do tej bójki zachęcali nastolatków właśnie Jakub i Dawid. Ale ta bójka według relacji Kuby skończyła się tak szybko jak się zaczęła. Ani jeden, ani drugi nie doznał poważniejszych obrażeń, a ostatecznie koledzy podali sobie rękę na zgodę. I na tym, zdaniem Kuby, zakończył się jego udział w całym zdarzeniu. Tak właśnie relacjonował dla programu Uwaga. Sprawę pobicia, któremu zarzucono, skierowano do sądu rodzinnego, ponieważ miał on dopiero 16 lat, ale nie znalazłam żadnej informacji, które potwierdzałyby bądź wykluczałyby to, że poniósł za to pobicie jakieś konsekwencje. Ze słów nastolatka wynika, że nie odegrał on żadnej istotnej roli w katowaniu Kamila, że wyszedł z mieszkania Jakuba jeszcze zanim on i jego kolega stali się agresywni.
Ten nie miał przy sobie nawet grosza, nie mógł więc tych pieniędzy im oddać. Zaś informator lokalnego dziennikarza, o którym już wcześniej powiedziałam, twierdził, że motywem miało być to, że Kamil doniósł na jednego z oprawców na policję. Najprawdopodobniej chodziło o Dawida. Kamil miał złożyć jakieś obciążającego zeznania na policji. To Dawid zresztą został przez sąd uznany za głównego sprawcę, za prowodyra. Natomiast śledczy takiego motywu nie potwierdzili. Później podczas procesu także nic podobnego nie padło z ust czy prokuratora, czy którejkolwiek ze stron. Wydaje mi się mało prawdopodobne to, że Kamil chciałby imprezować z ludźmi, którym w jakiś sposób się naraził.
Proces rozpoczął się pod koniec września 2014 roku i toczył się przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy. Podczas pierwszej rozprawy odczytano akt oskarżenia, w którym prokurator zarzucał Jakubowi i Dawidowi działanie wspólne i w porozumieniu z bezpośrednim zamiarem zabójstwa 16-letniego Kamila. Było to zabójstwo kwalifikowane, ze szczególnym okrucieństwem, za które grozi kara od 12 lat pozbawienia wolności do dożywotniego pozbawienia wolności. W procesie jako oskarżycielka posiłkowa występowała ciocia Kamila, pani Krystyna. Reprezentował ją pełnomocnik, który dość radykalnie wypowiadał się o obu oskarżonych, uznając, że żaden z nich nie ma szans na resocjalizację.
Natomiast zanim mężczyźni oddali się w ręce policji, ustalili, że podzielą się rolami w tym zdarzeniu. Jakub miał wziąć na siebie zarzut zabójstwa, a Dawid zarzut gwałtu. Co ciekawe, podczas procesu w sądzie pierwszej instancji, sąd tego drugiego zarzutu nie wziął pod uwagę. Jak dowiodły liczne ekspertyzy, obaj oskarżeni dokonali tego zabójstwa, bo ostatecznie Kamil zmarł na skutek uduszenia, a przecież zarówno Jakub, jak i Dawid z całych sił zaciskali na szyi swojej ofiary pasek. W wyniku tego pękła kość gnykowa i doszło do uduszenia. Umniejszanie zatem swojej winy w całej sprawie nie miało znaczenia, skoro fakty mówiły same za siebie.
Do sprawy powołano nie tylko biegłych z zakresu psychologii i psychiatrii, jak to zazwyczaj bywa, ale również seksuologów, którzy mieli za zadanie ocenić, czy którykolwiek z oskarżonych przejawia cechy dewianta seksualnego w rozumieniu choroby. W ocenie biegłego do zgwałcenia ofiary nie doszło na skutek popędu seksualnego sprawców, a dokonali oni gwałtu w ramach upokorzenia Kamila. Chodziło im tylko o to, by zadać mu jak największe cierpienie, zarówno fizyczne jak i psychiczne. A wyzwalaczem takiej agresji miał być alkohol, który w tym przypadku uniemożliwił trzeźwy osąd sytuacji i obniżył krytycyzm. Nie oznaczało to jednak, że oprawcy nie mieli świadomości tego, do czego ich zachowanie może prowadzić.
Mężczyzna pragnął zwrócić uwagę sądu na to, że w zachowaniu Dawida nie było znamion szczególnego okrucieństwa, co zaskoczyło wszystkich zgromadzonych na sali sądowej. Na ostatnie słowo zdobył się sam oskarżony Dawid, który zadeklarował chęć leczenia się z choroby alkoholowej. Optymistycznie założył również, że jeśli sąd da mu taką szansę, wykorzysta ją najlepiej jak będzie umiał, na wolności oczywiście. Zarówno on, jak i jego obrońca wnosili o łagodny wymiar kary. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy ogłosił swoją decyzję w marcu 2015 roku. Obaj oskarżeni zostali skazani na karę 25 lat pozbawienia wolności.
O wcześniejsze, warunkowe zwolnienie będą mogli się starać po upływie 20 lat kary. Sąd uznał, że kara dożywotniego pozbawienia wolności jest zarezerwowana dla najcięższych przypadków. Dla osób, które nie rokują żadnej poprawy i w których przypadku nie było żadnych okoliczności łagodzących. Sąd musiał zachować obiektywizm i wziąć pod uwagę fakt, że oskarżeni dobrowolnie oddali się w ręce policji, a w śledztwie współpracowali na każdym jego etapie i nie utrudniali postępowania. Na tym kończą się te, w opinii niektórych, pewnie liche okoliczności łagodzące. Sąd uzasadniał bądź co bądź surowy, choć nie najsurowszy wyrok, słowami.
Napawali się własną agresją. Potraktowali Kamila jak worek treningowy, jak śmiecia, którego można wrzucić do skrzyni tapczanu. Kamil nic im nie zrobił, a chcieli go upokorzyć w najgorszy możliwy sposób. Do sądu apelacyjnego odwołały się wszystkie strony. Obrońcy wnosili o to, by sąd wyższej instancji wykluczył, jakoby oskarżeni dopuścili się szczególnego okrucieństwa wobec ofiary. Chcieli obniżenia im wyroku do 15 lat pozbawienia wolności. Prokurator i pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej zwracali się z wnioskiem o uchylenie wyroku sądu pierwszej instancji i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia po to, by sąd niższej instancji mógł wymierzyć oskarżonym karę eliminacyjną .
Wnosili również o to, by sąd uwzględnił zarzut dokonania gwałtu. Podczas procesu w sądzie okręgowym, tak jak już mówiłam, sąd przyjął tylko kwalifikacje czynu jako zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, które to okrucieństwo również wyraża się jako gwałt, ale osobnego zarzutu oskarżeni nie usłyszeli. Sąd apelacyjny zdecydował się w większości te wnioski odrzucić. Przechylił się tylko do tego, by rzeczywiście osobno rozpatrzyć zabójstwo i osobno gwałt. Dodatkowo podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji. Z tym, że dodał, iż o warunkowe przedterminowe zwolnienie Jakub i Dawid nie będą mogli się starać. Będą musieli odsiedzieć pełny wymiar kary.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Przedstawienie nazwy programu i tematu odsłonionego w tym odcinku.
Opis sytuacji pracownika, który został nieprawidłowo oceniony przez kierownictwo.
Opowieść o reakcji pracownika i jego rodziny na sytuację.
Przedstawienie wyników badań i sprawozdań dotyczących sytuacji pracownika.
Opis reakcji zarządu firmy na zgłoszenia i badania.
Podsumowanie sytuacji i jej konsekwencji.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
10 listopada 2013 roku mieszkający w Nakle nad Notecią szesnastoletni chłopak wyszedł z domu. Rodzina niepokoiła się jego nieobecnością, jednak każdy spodziewał się, że wróci. Wcześniej bowiem zdarzało się, że uciekał z domu. Co spotkało chłopaka z problemami, którego rodzina rozpadła się, gdy był jeszcze kilkuletnim chłopcem, który miał trudności w szkole, w domu i z nawiązywaniem przyjaźni? ________________Źródła:https://docs.google.com/document/d/1aOEj_0GyvNlqZ76JvIK5SbgYFpDLXb9SAV_zhplmjHc/edit?usp=sharing________________