PIEKŁO JEST TU #177. Zgotowali mu prawdziwe piekło
10 listopada 2013 roku mieszkający w Nakle nad Notecią szesnastoletni chłopak wyszedł z domu. Rodzina niepokoiła się jego nieobecnością, jednak każdy spodziewał się, że wróci. Wcześniej bowiem zdarzało się, że uciekał z domu. Co spotkało chłopaka z problemami, którego rodzina rozpadła się, gdy był jeszcze kilkuletnim chłopcem, który miał trudności w szkole, w domu i z nawiązywaniem przyjaźni? ________________Źródła:https://docs.google.com/document/d/1aOEj_0GyvNlqZ76JvIK5SbgYFpDLXb9SAV_zhplmjHc/edit?usp=sharing________________
Właśnie w centrum, przy ulicy Jackowskiego, stała i pewnie nadal stoi niska, dwupiętrowa kamienica z pożłukłą, odrapaną elewacją. Dwa piętra to być może nawet zbyt dużo powiedziane. Jest to niski parter i poddasze, na którym także znajdują się mieszkania. Jedno z nich w ówczesnym czasie zamieszkiwane było przez rodzinę D. Mieszkańcy kamienicy znali się doskonale. Znajdowały się tam mieszkania komunalne, które ich lokatorzy zajmowali od wielu lat. Większość zarówno tej jak i okolicznej społeczności nie posiadała stałej pracy i wiodła raczej beztroskie, choć skromne życie. Podobnie jak przez długi czas rodzice Jakuba D.
Jakub, czyli jego młodszy brat uznawany był za tego, powiedzmy lepiej rokującego brata, który miał szansę jeszcze uchronić się przed podobnym losem. Z reguły uważano go za spokojnego nastolatka. Nie budził on strachu w swoich sąsiadach, nie wykazywał się wobec nikogo agresją, a nawet mówiono o nim, że był sympatycznym młodym człowiekiem, który zwracał się do społeczności, w której funkcjonował z uprzejmością i kulturą. Czasami tylko, kiedy bywał pijany, przejawiał jakieś agresywne zachowania. Nigdy jednak ta agresja nie eskalowała do tego stopnia, aby np. wdawał się w jakieś bójki. I właśnie według tych sąsiadów, gdyby nie fakt, że jeden z synów państwa D przebywał w zakładzie karnym za dość poważne przewinienia, można by powiedzieć, że to normalna rodzina, która po jakichś życiowych perypetiach w końcu wyszła na prostą, co zresztą ludziom nawet imponowało.
Dlatego Waldemar, który w źródle określany jest jako biologiczny syn kobiety, chodził w miejsca, w których wiedział, że Kamil bywał. Szukał go tam, aby przyprowadzić go do domu. Chłopaka jednak nigdzie nie zastał, a podczas konfrontacji z jego znajomymi dowiadywał się, że nikt go nie widział. Podobnie zresztą postępowali znajomi Kamila z osiedla, którzy próbowali wcześniej wpłynąć na niego i wyciągnąć go z towarzystwa, w które wpadł. Szukali go między innymi w mieszkaniu Jakuba D., wiedząc, że Kamil często tam bywał. Nie popierali tego i nie chodzili tam z nim. Przez te dni, kiedy nie wiadomo było, co dzieje się z Kamilem, chłopcy parokrotnie przyszli pod kamienicę, w której mieszkał Jakub i wołali tam imię swojego kolegi.
Na ich wołania reagował właśnie Jakub i wraz ze swoim najlepszym kolegą Dawidem R. spławiali nastolatków mówiąc im, że Kamila z nimi nie ma. Ci jednak zauważyli w oknie na poddaszu twarz poszukiwanego. 16-latek mimo nacisków ze strony znajomych nie zdecydował się jednak zejść do nich i wrócić z nimi na osiedle. Ci młodzi chłopcy przyszli pod te kamienice jeszcze raz, ale wówczas ponownie Jakub D. pozbył się ich spod swojego domu, mówiąc, że Kamil już opuścił jego mieszkanie. Było to w środę 13 listopada. Violetta D. od 11 dni przebywała za granicą. Wyjechała do swojego męża, do Wielkiej Brytanii, zostawiając mieszkanie przy ulicy Jackowskiego pod opieką swojego 19-letniego syna.
Starszy z oprawców, Dawid R., miał najpierw rozebrać pobitego Kamila Donaga, a następnie przemocą doprowadzić go do obcowania płciowego. Jakub D. nie protestował, ale też nie był w stanie powtórzyć tego, co zrobił jego kolega, ale zachęcany przez niego przytrzymywał, aby ten nie stawiał oporu. Dawid R. podniósł z podłogi ułamany wcześniej trzonek od tłuczka i również nim zgwałcił 16-latka. Sekcja zwłok potwierdziła tę wersję, ujawniając obrażenia i uszkodzenia w okolicach odbytu. Dodam tylko, że wyjaśnienia składane przez zarówno Jakuba, jak i Dawida nie były nacechowane żadnymi emocjami.
Tak jak mówiłam, wersja wydarzeń, zwłaszcza Jakuba D., uległa nieco zmianie. Mężczyzna wyparł się tego, by przyłożył rękę do zgwałcenia Kamila. Uznał, że to Dawid zarówno doprowadził 16-latka siłą i przemocą do obcowania płciowego, jak i później dokonał brutalnego aktu przy użyciu drewnianego trzonka. Zdaniem Jakuba on był tylko świadkiem tych wydarzeń i nie brał w nich udziału mimo namowy kolegi. Z wyjaśnień Dawida wynikało natomiast, że obaj brali udział w każdej czynności, która zadawała cierpienie Kamilowi. Obaj go bili, obaj go gwałcili, tylko każdy w inny sposób. Jakub na przykład przytrzymywał stawiającego opór Kamila, gdy to Dawid dopuszczał się konkretnej czynności.
Podczas procesu żaden z oskarżonych nie przejawiał żadnych emocji, które mogłyby wskazywać na to, że żałują czynu, jakiego się dopuścili, mimo że ostatecznie przeprosili za to i wyrazili skruchę. Dawid R. nawet bezpośrednio zwrócił się do pani Krystyny mówiąc, że bardzo żałuje tego, co się stało. Mimo, że jego przeprosiny nie są już w stanie niczego zmienić. Drugi z oskarżonych nie zdobył się na to, by powiedzieć kilka słów do oskarżycielki posiłkowej. Bliscy Jakuba D. próbowali insynuować, że to Dawid miał na niego zły wpływ. Matka i brat 19-letniego oprawcy mówili, że już od dawna przekonywali go do tego, aby zerwał znajomość ze starszym kolegą, który znany był w okolicy jako seryjny złodziej i przestępca.
Jakub D. nie był jednak tak miłym i sympatycznym człowiekiem, jak jego rodzina próbowała go przedstawić. W trakcie procesu wielokrotnie posyłał stronom postępowania szydercze uśmiechy. Podczas oglądania nagrania z wizji lokalnej, w momencie kiedy odtwarzano fragment, w którym Jakub D. opowiadał o przebiegu gwałtu na Kamilu, miał się nawet z tego śmiać. Dlatego zarówno pani Krystyna, jej pełnomocnik, jak i prokurator żądali wymierzenia obu mężczyznom kary dożywotniego pozbawienia wolności. Pełnomocnik. W emocjonalnym przemówieniu powiedział, iż liczy na to, że sprawców cierpienia Kamila w więzieniu spotka dokładnie to samo. Pani Krystyna zwróciła się bezpośrednio do oprawców szesnastolatka.
Obrońca Jakuba D. próbował szukać winnych poza salą rozpraw. Między innymi poniekąd przerzucał odpowiedzialność za to co się stało na policjantów zawiadomionych przez matkę kolegi z klasy Kamila, która powiadomiła ich o trwającej w mieszkaniu przy Jackowskiego imprezie. Ci zbagatelizowali to zgłoszenie mówiąc kobiecie, by zajęła się swoim synem. Sugerował także, że odpowiedzialność moralną ponoszą także opiekunowie Kamila, czyli właściwie jego ciotka, która nie potrafiła go upilnować. Obrońca Jakuba D. próbował również umniejszać udział oskarżonego w tej zbrodni, mówiąc, że tempo tej sytuacji nadawał Dawid R. Jakub jedynie go naśladował, był przez niego do tego zachęcany.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Przedstawienie nazwy programu i tematu odsłonionego w tym odcinku.
Opis sytuacji pracownika, który został nieprawidłowo oceniony przez kierownictwo.
Opowieść o reakcji pracownika i jego rodziny na sytuację.
Przedstawienie wyników badań i sprawozdań dotyczących sytuacji pracownika.
Opis reakcji zarządu firmy na zgłoszenia i badania.
Podsumowanie sytuacji i jej konsekwencji.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
10 listopada 2013 roku mieszkający w Nakle nad Notecią szesnastoletni chłopak wyszedł z domu. Rodzina niepokoiła się jego nieobecnością, jednak każdy spodziewał się, że wróci. Wcześniej bowiem zdarzało się, że uciekał z domu. Co spotkało chłopaka z problemami, którego rodzina rozpadła się, gdy był jeszcze kilkuletnim chłopcem, który miał trudności w szkole, w domu i z nawiązywaniem przyjaźni? ________________Źródła:https://docs.google.com/document/d/1aOEj_0GyvNlqZ76JvIK5SbgYFpDLXb9SAV_zhplmjHc/edit?usp=sharing________________