Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU #177. Zgotowali mu prawdziwe piekło

06.06.2025 ·1 godz 3 min · 6 rozdziałów

10 listopada 2013 roku mieszkający w Nakle nad Notecią szesnastoletni chłopak wyszedł z domu. Rodzina niepokoiła się jego nieobecnością, jednak każdy spodziewał się, że wróci. Wcześniej bowiem zdarzało się, że uciekał z domu. Co spotkało chłopaka z problemami, którego rodzina rozpadła się, gdy był jeszcze kilkuletnim chłopcem, który miał trudności w szkole, w domu i z nawiązywaniem przyjaźni? ________________Źródła:https://docs.google.com/document/d/1aOEj_0GyvNlqZ76JvIK5SbgYFpDLXb9SAV_zhplmjHc/edit?usp=sharing________________

5:12 · Reakcja pracownika i jego rodziny 2

Każdą z tych używek pokazał mu jego starszy brat Łukasz i to on jako pierwszy zaczął nadużywać tych substancji. Jakub miał także całkiem duże grono znajomych, które również lubowało się w tych samych używkach. W gronie tych znajomych znajdował się o 4 lata starszy od niego Dawid R. Był to człowiek, o którym opinia w społeczeństwie była skrajnie inna niż o Jakubie. Dawid nie bał się nikogo i niczego, za to budził postrach w okolicy. Sam zresztą zasiewał strach w otoczeniu, głośno przechwalając się, że zna niebezpiecznych ludzi z kręgu kryminalistów. W ten sposób dbał o to, by nikt nie wchodził mu w drogę i nie próbował na przykład na niego donosić.

Nawet jeśli nikt nie donosił, to Dawid i tak łapany był na gorących uczynkach, bo w wieku 23 lat miał już na swoim koncie przynajmniej jeden wyrok, a według innych doniesień był po prostu znany policji i wielokrotnie notowany. Co dokładnie połączyło Jakuba i Dawida, oprócz używek, nie wiadomo. W jednym źródle znalazłam informację, że mężczyźni byli wspólnikami, tzn. razem dokonywali kradzieży i napadów. Oprócz takich ryzykownych zajęć mężczyźni lubili także wspólnie poimprezować. Na danych imprezach nie brakowało alkoholu i innych substancji psychoaktywnych. Nie byli jednak jedynymi uczestnikami takich libacji.

11:22 · Badania i sprawozdania 3

Zdaniem osób z bliskiego kręgu Kamila, m.in. też z rodziny, był on chłopcem wrażliwym i skromnym. Ale niestety wpadł w towarzystwo, które pokazało mu m.in. narkotyki i alkohol. Otoczenie chłopaka, jego zagubienie w dużej mierze zrzucało właśnie na to towarzystwo, a w jego skład wchodzili młodzi mężczyźni, pełnoletni, nierzadko karani, często notowani. I do tego towarzystwa zaliczali się właśnie 19-letni Jakub i jego jeden z lepszych kolegów, 23-letni Dawid. Razem z Kamilem do Jakuba i Dawida często przychodził jego kolega z klasy. Jako że w tej historii pojawia się już dwóch Jakubów, będę ich rozróżniać zdrabniając imię młodszego z nich.

Na ich wołania reagował właśnie Jakub i wraz ze swoim najlepszym kolegą Dawidem R. spławiali nastolatków mówiąc im, że Kamila z nimi nie ma. Ci jednak zauważyli w oknie na poddaszu twarz poszukiwanego. 16-latek mimo nacisków ze strony znajomych nie zdecydował się jednak zejść do nich i wrócić z nimi na osiedle. Ci młodzi chłopcy przyszli pod te kamienice jeszcze raz, ale wówczas ponownie Jakub D. pozbył się ich spod swojego domu, mówiąc, że Kamil już opuścił jego mieszkanie. Było to w środę 13 listopada. Violetta D. od 11 dni przebywała za granicą. Wyjechała do swojego męża, do Wielkiej Brytanii, zostawiając mieszkanie przy ulicy Jackowskiego pod opieką swojego 19-letniego syna.

Od co najmniej pół roku mieszkała w nim tylko z Jakubem. Jak pamiętamy, jej mąż pracował za granicą, a starszy syn Łukasz odbywał wyrok w zakładzie karnym. Jakub pod nieobecność swojej matki urządzał w mieszkaniu imprezy, na które zapraszał kilka osób. Niemal nieustannie towarzyszył mu Dawid R. Mężczyźni praktycznie nie trzeźwieli. 14 listopada w czwartek po południu matka dziewiętnastolatka wróciła z zagranicy po długiej i męczącej podróży. Samolot wylądował we Wrocławiu. Z Wrocławia autobusem pojechała do Poznania, a później ponownie autobusem dostała się do Nakła. Była zmęczona i marzyła tylko o tym, by zrelaksować się na kanapie w salonie przy włączonym telewizorze.

26:02 · Reakcja zarządu firmy 3

Jak zapowiedział swojej matce wcześniej, zamierzał ukrywać się za granicą. Kilka dni po ujawnieniu zwłok Kamila, w któryś dzień weekendu, najprawdopodobniej z piątku na sobotę, Jakub został zatrzymany w województwie wielkopolskim. Nie był sam, towarzyszył mu Dawid R. Mężczyźni podróżowali wspólnie. Właściwie to uciekali wspólnie. W Krzyżu Wielkopolskim dobrowolnie oddali się w ręce policji. Jeden z lokalnych artykułów podał informację, że mężczyźni nocą wspięli się na dzwonnicę kościoła, który był położony naprzeciwko komisariatu i właśnie w takich okolicznościach ich zatrzymano. Policjanci wylegitymowali młodych mężczyzn i odkryli wtedy, że są oni poszukiwani w związku z podejrzeniem popełnienia zbrodni.

Nic nie wskazywało na to, by komuś działa się tam krzywda. To była tylko kolejna impreza pod tym adresem, do której każdy sąsiad zdołał już się przyzwyczaić. I dopóki ta impreza czy też libacja trwała w większym gronie, to każdy bawił się świetnie. Oprócz tego, że odurzali się różnymi substancjami, to również słuchali muzyki, a nawet tańczyli. 12 listopada późnym wieczorem większość uczestników imprezy wróciła do swoich domów. W mieszkaniu przy ulicy Jackowskiego został jego lokator czyli Jakub, najstarszy z imprezowiczów czyli Dawid oraz dwóch szesnastolatków Kamil i Kuba. Tego ostatniego późnym wieczorem około godziny 22 z mieszkania przy ulicy Jackowskiego postanowiła osobiście odebrać matka.

Pomiędzy rówieśnikami wywiązała się bójka, a do tej bójki zachęcali nastolatków właśnie Jakub i Dawid. Ale ta bójka według relacji Kuby skończyła się tak szybko jak się zaczęła. Ani jeden, ani drugi nie doznał poważniejszych obrażeń, a ostatecznie koledzy podali sobie rękę na zgodę. I na tym, zdaniem Kuby, zakończył się jego udział w całym zdarzeniu. Tak właśnie relacjonował dla programu Uwaga. Sprawę pobicia, któremu zarzucono, skierowano do sądu rodzinnego, ponieważ miał on dopiero 16 lat, ale nie znalazłam żadnej informacji, które potwierdzałyby bądź wykluczałyby to, że poniósł za to pobicie jakieś konsekwencje. Ze słów nastolatka wynika, że nie odegrał on żadnej istotnej roli w katowaniu Kamila, że wyszedł z mieszkania Jakuba jeszcze zanim on i jego kolega stali się agresywni.

38:42 · Zakończenie opowieści 17

Nikt jednak nie przyjechał nawet sprawdzić, co dzieje się w tym mieszkaniu. A gdyby policja przyjęła to zgłoszenie, Kamil najprawdopodobniej by żył. Bowiem jego gehenna na dobre rozpoczęła się tuż po tym, jak został on sam na sam z Jakubem i Dawidem. Mężczyźni posuwali się do coraz to śmielszych działań. Od słów przeszli do czynów i zaczęli bić Kamila. Wykręcali mu ręce, okładali go rękami, nogami, bili pięściami po głowie, kopali po całym ciele. Jeden z mężczyzn, prawdopodobnie Dawid R. miał nawet skakać po jego głowie. Kamil nie stawiał czynnego oporu, bo nie miał nawet szans w starciu z dwoma dobrze zbudowanymi kolegami, ale sprzeciwiał się tej przemocy m.in. krzycząc i płacząc, a kiedy już całkowicie stracił siły pojękując.

Starszy z oprawców, Dawid R., miał najpierw rozebrać pobitego Kamila Donaga, a następnie przemocą doprowadzić go do obcowania płciowego. Jakub D. nie protestował, ale też nie był w stanie powtórzyć tego, co zrobił jego kolega, ale zachęcany przez niego przytrzymywał, aby ten nie stawiał oporu. Dawid R. podniósł z podłogi ułamany wcześniej trzonek od tłuczka i również nim zgwałcił 16-latka. Sekcja zwłok potwierdziła tę wersję, ujawniając obrażenia i uszkodzenia w okolicach odbytu. Dodam tylko, że wyjaśnienia składane przez zarówno Jakuba, jak i Dawida nie były nacechowane żadnymi emocjami.

Nad ranem, gdy Kamil jeszcze żył, ale był już bardzo słaby, niemal na wpół przytomny, podjęli decyzję o tym, że trzeba go dobić. Rzucając okiem na jego stan, stwierdzili, że, cytuję, i tak będzie roślinką, więc postanowili, że go zabiją. Dawid R. wyjął pasek ze swoich spodni, chwycił za jego jeden koniec, drugi podał Jakubowi. Mężczyźni owinęli ten pasek wokół szyi Kamila i ciągnęli go z całej siły. Każdy w swoją stronę, czyli w przeciwne strony. I właśnie w taki sposób doprowadzili do złamania kości gnykowej. Ale z opinii biegłych wynikało, że gdyby w tamtym momencie, kiedy ta kość pękła, udzielono nastolatkowi pomocy, miałby jeszcze szansę na przeżycie.

Ale skoro zostawiono go w takim stanie, to wkrótce Kamil się udusił. Gdy jego oprawcy zorientowali się, że nastolatek już nie żyje, włożyli jego ciało do kanapy, a później podjęli decyzję o ucieczce. 13 listopada rano wyszli z domu i pewnie wtedy natknęli się na kolegów Kamila, którzy kolejny raz postanowili przyjść tam i się o niego upomnieć. Jakub i Dawid nie dali po sobie poznać, że właśnie doprowadzili do śmierci człowieka. Spławili nastolatków słowami, że Kamil już dawno od nich wyszedł, a później ruszyli w stronę dworca kolejowego w Nakle, gdzie wsiedli do pierwszego pociągu. Ten zawiózł ich do Piły.

Tam musieli spędzić przynajmniej dobę, bo kiedy 14 listopada, czyli dnia następnego, pani Wioletta zadzwoniła do syna, nadal znajdował się w tym mieście. Z innego zaś źródła wynika, że mężczyźni rano 14 listopada musieli ponownie zjawić się w Nakle. Ojciec Dawida R. zeznawał, że widział syna w mieszkaniu. 23-latek przyszedł tylko się przebrać. Towarzyszył mu wysoki mężczyzna. Kiedy Dawid zmienił ubranie, bez żadnych tłumaczeń skierował się do drzwi wyjściowych i powiedział ojcu na odchodne, że długo się nie zobaczą. Następnie mężczyźni musieli ponownie pojechać do Piły, bo właśnie taką lokalizację Jakub podawał matce.

Później wsiedli do pociągu, który zawiózł ich między innymi do Szczecina. Zahaczyli także o świnoujście. Na trasie pociągu Dawid R. otworzył okno i wyrzucił przez nie jedno z narzędzi zbrodni, czyli swój pasek. Pozostałe przedmioty, takie jak noże, tłuczek czy też tłuczko-tasak, jak to określali biegli, zabezpieczono na miejscu zbrodni. Po kilku takich dniach tułaczki mężczyźni doszli do wniosku, że nie ucieknął. Siedli zatem do pociągu, który zawiozł ich bliżej ich miejsca zamieszkania do województwa wielkopolskiego i z piątku na sobotę w nocy oddali się w ręce policji. W sobotę podczas przesłuchania w prokuraturze obaj usłyszeli zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Jednym z gorszych aspektów tej sprawy jest fakt, że ani Jakub, ani Dawid nie byli w stanie podać motywu takiego agresywnego i okrutnego zachowania wobec Kamila. Próbowali tłumaczyć, że być może ich agresję stopniowo wyzwalał fakt, że nastolatek na przykład nie chciał robić tego, czego od niego oczekiwali, czyli nie chciał usmażyć im kotletów czy skręcać papierosów. Ale to nie są przecież motywy zabójstwa. Kuba, czyli kolega z klasy Kamila, za jeden z prawdopodobnych motywów uznawał to, że szesnastolatek nie miał ze sobą pieniędzy, a przecież korzystał z wszelkich umilaczy czasu, które proponowali mu Jakub i Dawid. Jego zdaniem mężczyźni jeszcze w jego obecności mieli zażądać od Kamila zwrotu pieniędzy za towar, który zużył.

Ten nie miał przy sobie nawet grosza, nie mógł więc tych pieniędzy im oddać. Zaś informator lokalnego dziennikarza, o którym już wcześniej powiedziałam, twierdził, że motywem miało być to, że Kamil doniósł na jednego z oprawców na policję. Najprawdopodobniej chodziło o Dawida. Kamil miał złożyć jakieś obciążającego zeznania na policji. To Dawid zresztą został przez sąd uznany za głównego sprawcę, za prowodyra. Natomiast śledczy takiego motywu nie potwierdzili. Później podczas procesu także nic podobnego nie padło z ust czy prokuratora, czy którejkolwiek ze stron. Wydaje mi się mało prawdopodobne to, że Kamil chciałby imprezować z ludźmi, którym w jakiś sposób się naraził.

Proces rozpoczął się pod koniec września 2014 roku i toczył się przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy. Podczas pierwszej rozprawy odczytano akt oskarżenia, w którym prokurator zarzucał Jakubowi i Dawidowi działanie wspólne i w porozumieniu z bezpośrednim zamiarem zabójstwa 16-letniego Kamila. Było to zabójstwo kwalifikowane, ze szczególnym okrucieństwem, za które grozi kara od 12 lat pozbawienia wolności do dożywotniego pozbawienia wolności. W procesie jako oskarżycielka posiłkowa występowała ciocia Kamila, pani Krystyna. Reprezentował ją pełnomocnik, który dość radykalnie wypowiadał się o obu oskarżonych, uznając, że żaden z nich nie ma szans na resocjalizację.

Tak jak mówiłam, wersja wydarzeń, zwłaszcza Jakuba D., uległa nieco zmianie. Mężczyzna wyparł się tego, by przyłożył rękę do zgwałcenia Kamila. Uznał, że to Dawid zarówno doprowadził 16-latka siłą i przemocą do obcowania płciowego, jak i później dokonał brutalnego aktu przy użyciu drewnianego trzonka. Zdaniem Jakuba on był tylko świadkiem tych wydarzeń i nie brał w nich udziału mimo namowy kolegi. Z wyjaśnień Dawida wynikało natomiast, że obaj brali udział w każdej czynności, która zadawała cierpienie Kamilowi. Obaj go bili, obaj go gwałcili, tylko każdy w inny sposób. Jakub na przykład przytrzymywał stawiającego opór Kamila, gdy to Dawid dopuszczał się konkretnej czynności.

Natomiast zanim mężczyźni oddali się w ręce policji, ustalili, że podzielą się rolami w tym zdarzeniu. Jakub miał wziąć na siebie zarzut zabójstwa, a Dawid zarzut gwałtu. Co ciekawe, podczas procesu w sądzie pierwszej instancji, sąd tego drugiego zarzutu nie wziął pod uwagę. Jak dowiodły liczne ekspertyzy, obaj oskarżeni dokonali tego zabójstwa, bo ostatecznie Kamil zmarł na skutek uduszenia, a przecież zarówno Jakub, jak i Dawid z całych sił zaciskali na szyi swojej ofiary pasek. W wyniku tego pękła kość gnykowa i doszło do uduszenia. Umniejszanie zatem swojej winy w całej sprawie nie miało znaczenia, skoro fakty mówiły same za siebie.

Ekspertyza biegłych psychiatrów jasno wykazała, że obaj oskarżeni w momencie popełniania czynów byli poczytani. Co prawda znajdowali się pod wpływem alkoholu, ale w pełni rozumieli swoje zachowanie i mieli zdolność do pokierowania swoim postępowaniem. U obu natomiast zauważono cechy osobowości nieprawidłowej, ale każdy z nich nad tymi cechami miał kontrolę. Nie chorowali psychicznie i nie byli upośledzeni umysłowo. Poziom inteligencji Jakuba określono na przeciętny, Dawida zaś w dolnych granicach normy. Dodatkowo Dawid cierpiał na zespół zależności alkoholowej. Był o tej substancji uzależniony od 14 roku życia.

Podczas procesu żaden z oskarżonych nie przejawiał żadnych emocji, które mogłyby wskazywać na to, że żałują czynu, jakiego się dopuścili, mimo że ostatecznie przeprosili za to i wyrazili skruchę. Dawid R. nawet bezpośrednio zwrócił się do pani Krystyny mówiąc, że bardzo żałuje tego, co się stało. Mimo, że jego przeprosiny nie są już w stanie niczego zmienić. Drugi z oskarżonych nie zdobył się na to, by powiedzieć kilka słów do oskarżycielki posiłkowej. Bliscy Jakuba D. próbowali insynuować, że to Dawid miał na niego zły wpływ. Matka i brat 19-letniego oprawcy mówili, że już od dawna przekonywali go do tego, aby zerwał znajomość ze starszym kolegą, który znany był w okolicy jako seryjny złodziej i przestępca.

Obrońca Jakuba D. próbował szukać winnych poza salą rozpraw. Między innymi poniekąd przerzucał odpowiedzialność za to co się stało na policjantów zawiadomionych przez matkę kolegi z klasy Kamila, która powiadomiła ich o trwającej w mieszkaniu przy Jackowskiego imprezie. Ci zbagatelizowali to zgłoszenie mówiąc kobiecie, by zajęła się swoim synem. Sugerował także, że odpowiedzialność moralną ponoszą także opiekunowie Kamila, czyli właściwie jego ciotka, która nie potrafiła go upilnować. Obrońca Jakuba D. próbował również umniejszać udział oskarżonego w tej zbrodni, mówiąc, że tempo tej sytuacji nadawał Dawid R. Jakub jedynie go naśladował, był przez niego do tego zachęcany.

Jak to określił obrońca, jest to swoisty element młodzieńczej subkultury, to znaczy większość młodych osób, Nie chcąc być gorszym, nie chcąc odstawać, przyłącza się do pewnego rodzaju działań, nawet jeśli nie są one zgodne z jego wolą. W związku z tym obrońca uważał, że Jakub zasługuje na niższy wyrok niż Dawid. Obrońca Dawida podsumował go gorzko, ale miał w tym konkretny cel. Cytuję. Oskarżony nie jest zbytnio inteligentny. Jak na tą jego inteligencję wpłynęło to, że był od tygodnia w momencie zdarzenia pijany i naćpany, bez momentów dłuższego trzeźwienia.

Mężczyzna pragnął zwrócić uwagę sądu na to, że w zachowaniu Dawida nie było znamion szczególnego okrucieństwa, co zaskoczyło wszystkich zgromadzonych na sali sądowej. Na ostatnie słowo zdobył się sam oskarżony Dawid, który zadeklarował chęć leczenia się z choroby alkoholowej. Optymistycznie założył również, że jeśli sąd da mu taką szansę, wykorzysta ją najlepiej jak będzie umiał, na wolności oczywiście. Zarówno on, jak i jego obrońca wnosili o łagodny wymiar kary. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy ogłosił swoją decyzję w marcu 2015 roku. Obaj oskarżeni zostali skazani na karę 25 lat pozbawienia wolności.

Wnosili również o to, by sąd uwzględnił zarzut dokonania gwałtu. Podczas procesu w sądzie okręgowym, tak jak już mówiłam, sąd przyjął tylko kwalifikacje czynu jako zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, które to okrucieństwo również wyraża się jako gwałt, ale osobnego zarzutu oskarżeni nie usłyszeli. Sąd apelacyjny zdecydował się w większości te wnioski odrzucić. Przechylił się tylko do tego, by rzeczywiście osobno rozpatrzyć zabójstwo i osobno gwałt. Dodatkowo podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji. Z tym, że dodał, iż o warunkowe przedterminowe zwolnienie Jakub i Dawid nie będą mogli się starać. Będą musieli odsiedzieć pełny wymiar kary.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.