Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU #177. Zgotowali mu prawdziwe piekło

06.06.2025 ·1 godz 3 min · 6 rozdziałów

10 listopada 2013 roku mieszkający w Nakle nad Notecią szesnastoletni chłopak wyszedł z domu. Rodzina niepokoiła się jego nieobecnością, jednak każdy spodziewał się, że wróci. Wcześniej bowiem zdarzało się, że uciekał z domu. Co spotkało chłopaka z problemami, którego rodzina rozpadła się, gdy był jeszcze kilkuletnim chłopcem, który miał trudności w szkole, w domu i z nawiązywaniem przyjaźni? ________________Źródła:https://docs.google.com/document/d/1aOEj_0GyvNlqZ76JvIK5SbgYFpDLXb9SAV_zhplmjHc/edit?usp=sharing________________

5:12 · Reakcja pracownika i jego rodziny 1

Na ogół zbierało się na nich jeszcze kilka innych osób, głównie chłopaków i mężczyzn mieszkających w niedalekim otoczeniu. Nieraz były to osoby, które nie ukończyły nawet 18 lat. Mimo, że całe to towarzystwo spożywało mnóstwo alkoholu, a czasami też odurzało się innymi środkami, te wspólne imprezy nigdy nie wymykały się spod kontroli. Nikt podczas nich nie ucierpiał, żaden z uczestników nie był agresywny, nie dochodziło tam do żadnych bujek. W bezpośrednim sąsiedztwie ulicy Jackowskiego znajduje się ulica Gimnazjalna. To właśnie tam mieszkał 16-letni Kamil, uczeń gimnazjum nr 3 w Nakle. Kamil powinien być już w szkole średniej, jednak powtarzał jedną klasę.

11:22 · Badania i sprawozdania 15

Nauka w dopiero co rozpoczętym roku szkolnym też nie szła mu najlepiej. Kamil miał problemy w szkole nie tylko ze względu na to, że był słabym uczniem, ale także przez to, że często opuszczał lekcje. Jego problemy zaczęły się już we wczesnym dzieciństwie. Kamil miał szansę na szczęśliwe życie u boku swoich rodziców, ale nadzieje na to rozwiały się w momencie, gdy jego matka zdecydowała, że już nie chce wychowywać dzieci. Odeszła zatem od rodziny, zostawiając swoje potomstwo pod opieką jego ojca. Nigdy więcej nie odezwała się ani do dzieci, które były jeszcze wtedy bardzo małe, ani do męża. Nie wiadomo było nawet, dokąd wyjechała.

Regularnie na jej nakielski adres zamieszkania przychodziły jednak jakieś listy polecone, w których były między innymi mandaty, więc wiadome było przynajmniej to, że żyła. Pan Jan, ojciec Kamila, niespodziewanie został sam z trójką dzieci. I chociaż w przeszłości był dobrym, szanowanym, pracowitym człowiekiem, to po odejściu żony przestał sobie radzić i popadł w nałóg alkoholowy. Przez chorobę alkoholową zaniedbał wszystkie swoje obowiązki. Tym samym nie przykładał się ani do rodzicielstwa, ani nie zarabiał na utrzymanie rodziny. W wychowywanie m.in. Kamila angażowały się jego ciotki. Wkrótce jedna z nich, Krystyna, stała się rodziną zastępczą dla chłopca.

Trafił pod jej opiekę, gdy miał 8 lat. Stało się tak dlatego, że pan Jan, ojciec Kamila, zmarł. Nie mam niestety informacji, co stało się z pozostałą dwójką dzieci. Dodam tylko, że o rodzeństwie 16-latka wspomina tylko jeden artykuł. Nawet nie wiem, czy jest to potwierdzona informacja, czy rzeczywiście miał on jakieś rodzeństwo. Potwierdzone jest natomiast to, że Kamil jako kilkulatek zamieszkał z ciocią Krystyną. Kobieta miała także własne dzieci, co najmniej jednego syna Waldemara. Zdania sąsiadów na temat tej rodziny są podzielone. W programie Uwaga wypowiadała się kobieta, która twierdziła, że w tym domu zdecydowanie brakowało rodzinnego ciepła, troski i sprzyjających warunków do rozwoju młodego człowieka.

Zresztą w tym samym programie pada takie stwierdzenie, że ciotka również była niewydolna wychowawczo przez to, że nie poświęcała chłopcu odpowiednio dużo uwagi. Mógł on zatem robić co chciał i zazwyczaj właśnie to robił, bo był poza czyjąkolwiek kontrolą, mimo że był jeszcze dzieckiem. Inne sąsiadki, pewnie takie, które były nieco bliżej zaprzyjaźnione z panią Krystyną i tym samym lepiej poinformowane o relacjach pomiędzy nią a jej bliskimi, twierdziły, że kobieta robiła wszystko, co w jej mocy, by dać Kamilowi kochający dom. Nie radziła sobie jednak z wychowywaniem go, przez co chłopiec bardzo szybko trafił do ośrodka wychowawczego w Debrznie. Najprawdopodobniej przez zaniedbywanie obowiązku szkolnego oraz regularne ucieczki z domu.

Po jakimś czasie spędzonym w takim ośrodku Kamil wrócił pod opiekę swojej cioci, a nadzór nad rodziną decyzją sądu objął kurator. Kamil po powrocie do Nakła wrócił również do szkoły, w której uczył się już wcześniej. Jego sytuacja w szkole nadal była bardzo trudna. Chłopiec z wielkim wysiłkiem przyswajał wiedzę i z tego zwierzał się na przykład jednej ze swoich sąsiadek, która pewnego dnia tuż przed feriami zimowymi zaczepiła go pod blokiem, ponieważ spotkała go, gdy spacerował z psem. Chciała zadać mu tylko jedno luźne pytanie. Czy cieszy się na nadchodzące dni wolne od szkoły i tym samym odpoczynek od nauki? Na co Kamil z pesymizmem odpowiedział, że nauka sprawia mu dużo problemów.

Mimo, że po tym opisie może nam się klarować nie najlepszy obraz Kamila, zdecydowanie nieciekawy, to wydaje mi się, że najlepiej określa go przymiotnik zagubiony. 16-latek nie był typem łobuza. Nikomu nie szkodził, nikogo nie zaczepiał, nie wywoływał bujek, sprzeczek, nie robił tak naprawdę nic złego. Był nawet dość zamknięty w sobie, wycofany. Nie nawiązywał bliższych relacji z otoczeniem i jedynie wchodził w takie płytkie rozmowy. Nigdy nie mówił o swoich emocjach ani o swoich uczuciach. Nie miał konfliktów z prawem, nie był notowany przez policję. Miał swoje grono kolegów, ale im również się nie zwierzał. Mało kto wiedział coś więcej o Kamilu.

Koledzy wiedzieli na przykład o tym, że uciekał z domu, ale na pytania, dlaczego to robi, chłopak nie chciał odpowiadać. Zazwyczaj mówił i moim zdaniem jest to bardzo ważne, co mówił. Nikt tego nie zrozumie. Nie mówił także o żadnych problemach, które mogłyby wynikać np. z sytuacji rodzinnej. Muszę też wspomnieć o tym, że w orzeczeniu sądu apelacyjnego znalazłam informację, jakoby Kamil był osobą schorowaną. Dokładnie taki przymiotnik pada w tym źródle. W żadnym artykule jednak nie pada informacja o jego chorobach, więc nawet nie wiem, czym mogła być ona spowodowana i w jakim stopniu mogła rzutować na jego codzienność.

Zdaniem osób z bliskiego kręgu Kamila, m.in. też z rodziny, był on chłopcem wrażliwym i skromnym. Ale niestety wpadł w towarzystwo, które pokazało mu m.in. narkotyki i alkohol. Otoczenie chłopaka, jego zagubienie w dużej mierze zrzucało właśnie na to towarzystwo, a w jego skład wchodzili młodzi mężczyźni, pełnoletni, nierzadko karani, często notowani. I do tego towarzystwa zaliczali się właśnie 19-letni Jakub i jego jeden z lepszych kolegów, 23-letni Dawid. Razem z Kamilem do Jakuba i Dawida często przychodził jego kolega z klasy. Jako że w tej historii pojawia się już dwóch Jakubów, będę ich rozróżniać zdrabniając imię młodszego z nich.

Kuba i Kamil tak naprawdę nie wiem czy znali się długo. W źródłach jest napisane, że ich przyjaźń zaczęła się od tego, że trafili do tej samej klasy, czyli trzeciej klasy w gimnazjum nr 3. Ich wspólni znajomi twierdzili, że to właśnie Kuba zapoznał Kamila ze starszym towarzystwem, które to nie miało dobrego wpływu na żadnego z nich. Obaj gimnazjaliści nie pochodzili z zamożnych rodzin. Chodzili zatem do starszych kolegów, dlatego że mieli oni alkohol i narkotyki i po prostu dawali dzieciakom za darmo. Tak jak wspomniałam niedawno, rok szkolny 2013-2014 nie rozpoczął się optymistycznie, patrząc na sytuację Kamila.

Chłopak już w październiku, czyli tak naprawdę dopiero w drugim miesiącu nauki złapał w dzienniku sporo nieobecności. Wraz z nim nieobecny na lekcjach był jego kolega Kuba. Chłopcy ten czas najczęściej spędzali wspólnie. A gdzie i w jaki sposób to już nie trudno się domyślić. Sytuacją obu nastolatków zainteresowała się dyrekcja szkoły. Szczególnie uważna była jednak na Kamila, bo wiedzą powszechną był fakt, że chłopiec sprawiał problemy wychowawcze, że wychowywał się w rodzinie zastępczej i że miał przyznanego kuratora. Dyrektor szkoły, dostrzegając zatem fakt, że Kamil znowu opuszcza lekcje i otrzymuje słabe stopnie, postanowił powiadomić o takim stanie rzeczy kuratora sądowego oraz opiekunkę prawną nastolatka, czyli jego ciocię Krysię.

Zorganizował także spotkanie dla rodziców i uczniów, na którym prosił dorosłych o to, by mieli na uwadze dokąd po lekcjach chodzą ich wychowankowie. Nie było tajemnicą, że zarówno Kamil jak i Kuba lubili spędzać czas w mieszkaniu starszych kolegów i, tak samo jak oni, nie stronili od substancji psychoaktywnych. A według dyrektora to właśnie to starsze towarzystwo miało destrukcyjny wpływ na nastolatków. Odpowiedzialnością ich opiekunów było to, by taki stan rzeczy zmienić. W przypadku Kamila dyrektor postarał się także o to, by odbył on rozmowę w obecności psychologa, ale nie dała ona żadnego rezultatu. Jeszcze we wrześniu 2013 roku, czyli tak właściwie na miesiąc przed tym, gdy dyrektor zgłosił całą sytuację do kuratora, podczas kontroli w mieszkaniu ciotki Kamila ów kurator zadecydował o tym, że nastolatek nie może w dalszym ciągu pozostawać pod jej opieką.

Chłopak wciąż uciekał z domu. Już na samym początku trzeciej klasy gimnazjum zaniedbywał szkołę. A jego prawna opiekunka nie miała nad tym żadnej kontroli. Niekoniecznie było tak dlatego, że nie chciała jej mieć. Zdaniem kuratora nie była osobą kompetentną do sprawowania opieki nad problematycznym nastolatkiem. On potrzebował szczególnie dużo zainteresowania i opieki. W grę wchodził ponowny ośrodek wychowawczy albo umieszczenie Kamila w zawodowej rodzinie zastępczej. Taką rodzinę zastępczą tworzą osoby, które są do tego odpowiednio przygotowane. Mają kwalifikacje, są po licznych kursach, a także mają już spore doświadczenie. Decyzja o tym, co miało stać się z nastolatkiem nie mogła jednak zapaść tak szybko.

Najpierw wniosek kuratora musiał rozpatrzyć sąd. A więc czas mijał w takiej niepewności, co będzie dalej z Kamilem. Nie wiadomo, co nastolatek wówczas czuł, ponieważ tak jak mówiłam, nie miał zwyczaju się z tego zwierzać. Natomiast na pewno nie przestraszyła go decyzja kuratora. Absolutnie nie wpłynęła na zmianę jego zachowania. Już półtora miesiąca później, 10 listopada 2013 roku, w niedzielę, szesnastolatek ponownie uciekł z domu. Mijały dni, a on do niego nie wracał. Poniedziałek był świętem, więc był to dzień wolny od szkoły, ale 12 listopada Kamil także nie pojawił się na lekcjach. Ciocia Krystyna martwiła się o swojego podopiecznego i martwili się o niego także pozostali członkowie rodziny.

Dlatego Waldemar, który w źródle określany jest jako biologiczny syn kobiety, chodził w miejsca, w których wiedział, że Kamil bywał. Szukał go tam, aby przyprowadzić go do domu. Chłopaka jednak nigdzie nie zastał, a podczas konfrontacji z jego znajomymi dowiadywał się, że nikt go nie widział. Podobnie zresztą postępowali znajomi Kamila z osiedla, którzy próbowali wcześniej wpłynąć na niego i wyciągnąć go z towarzystwa, w które wpadł. Szukali go między innymi w mieszkaniu Jakuba D., wiedząc, że Kamil często tam bywał. Nie popierali tego i nie chodzili tam z nim. Przez te dni, kiedy nie wiadomo było, co dzieje się z Kamilem, chłopcy parokrotnie przyszli pod kamienicę, w której mieszkał Jakub i wołali tam imię swojego kolegi.

Na ich wołania reagował właśnie Jakub i wraz ze swoim najlepszym kolegą Dawidem R. spławiali nastolatków mówiąc im, że Kamila z nimi nie ma. Ci jednak zauważyli w oknie na poddaszu twarz poszukiwanego. 16-latek mimo nacisków ze strony znajomych nie zdecydował się jednak zejść do nich i wrócić z nimi na osiedle. Ci młodzi chłopcy przyszli pod te kamienice jeszcze raz, ale wówczas ponownie Jakub D. pozbył się ich spod swojego domu, mówiąc, że Kamil już opuścił jego mieszkanie. Było to w środę 13 listopada. Violetta D. od 11 dni przebywała za granicą. Wyjechała do swojego męża, do Wielkiej Brytanii, zostawiając mieszkanie przy ulicy Jackowskiego pod opieką swojego 19-letniego syna.

26:02 · Reakcja zarządu firmy 9

Ofiarą był 16-letni Kamil, chłopak, który 10 listopada 2013 roku wyszedł z domu i już więcej do niego nie wrócił. Sekcja zwłok potwierdziła, że padł on ofiarą brutalnego pobicia. Jego zwłoki były pokryte ranami, siniakami. Nie było właściwie miejsca wolnego od śladów przemocy. Bito go po głowie, twarzy, szyi, ramionach, rękach, klatce piersiowej, plecach, nogach. Ekspertyza biegłych wykazała na jego ciele kilkadziesiąt ran, w tym rany kłute i cięte zadawane ostrym narzędziem, rany tłuczone zadawane, jak to określił biegły, tłuczkotasakiem, ale bezpośrednią przyczyną zgonu było uduszenie.

Na skutek duszenia Kamil doznał złamania kości gnykowej. Oszczędzę nam wszystkim dokładnego opisu obrażeń, ale w dalszym toku tej historii wspomnę o tych, które są równie istotne w tej sprawie i które przyczyniły się do cierpienia ofiary, do niewyobrażalnego bólu, który, jak się okazało, trwał przynajmniej 4 godziny. Ciało nastolatka ujawniono 14 listopada wieczorem, natomiast jego zgon nastąpił ponad dobę wcześniej, najprawdopodobniej 13 listopada nad ranem. Nie było właściwie żadnych wątpliwości, że w śmierci szesnastolatka swój udział miał lokator mieszkania, w którym ujawniono ciało. Dziewiętnastoletniego Jakuba nie było jednak na miejscu.

Jak zapowiedział swojej matce wcześniej, zamierzał ukrywać się za granicą. Kilka dni po ujawnieniu zwłok Kamila, w któryś dzień weekendu, najprawdopodobniej z piątku na sobotę, Jakub został zatrzymany w województwie wielkopolskim. Nie był sam, towarzyszył mu Dawid R. Mężczyźni podróżowali wspólnie. Właściwie to uciekali wspólnie. W Krzyżu Wielkopolskim dobrowolnie oddali się w ręce policji. Jeden z lokalnych artykułów podał informację, że mężczyźni nocą wspięli się na dzwonnicę kościoła, który był położony naprzeciwko komisariatu i właśnie w takich okolicznościach ich zatrzymano. Policjanci wylegitymowali młodych mężczyzn i odkryli wtedy, że są oni poszukiwani w związku z podejrzeniem popełnienia zbrodni.

Inny zaś artykuł podaje, że po prostu przyszli na komisariat i wyznali, że są poszukiwani w sprawie o zabójstwo. Pewne jest tylko to, że nie stawiali oporu i nie próbowali wymigać się od odpowiedzialności, kiedy doszło do tej konfrontacji z policją. Obaj przyznali się do winy i złożyli obszerne wyjaśnienia. Podali też personalia trzeciej osoby, która również mogła przyczynić się do gehenny ofiary. Tą osobą był Kuba, kolega z klasy Kamila, który także był razem z nim na tej imprezie, którą organizował Jakub. Nastolatek jednak nie został oskarżony o zabójstwo, ponieważ zarówno zeznania świadków, jak i wyjaśnienia samych podejrzanych jasno wskazywały na to, że co najwyżej brał on udział w pobiciu.

Ustalono bowiem, że wyszedł z mieszkania oprawców Kamila, gdy ten był w jeszcze względnie dobrym stanie. Ale jak to dokładnie przebiegało, za chwilę do tego dojdziemy. Faktycznie Kamil przyszedł do Jakuba jeszcze w niedzielę 10 listopada 2013 roku i został tam przez kolejne dni. Nie przebywał tam pod żadnym przymusem. Razem z gospodarzem i kilkoma innymi, głównie starszymi osobami, spożywał alkohol. Zdaniem Kuby, czyli jego kolegi z klasy, oprócz alkoholu na imprezie zażywano także inne środki odurzające. Z relacji wszystkich uczestników imprezy wynikało, że przebiegała ona bez zarzutów. Sąsiedzi mówili, że było głośno, że lał się alkohol, ale nie dobiegały stamtąd żadne odgłosy awantur.

Nic nie wskazywało na to, by komuś działa się tam krzywda. To była tylko kolejna impreza pod tym adresem, do której każdy sąsiad zdołał już się przyzwyczaić. I dopóki ta impreza czy też libacja trwała w większym gronie, to każdy bawił się świetnie. Oprócz tego, że odurzali się różnymi substancjami, to również słuchali muzyki, a nawet tańczyli. 12 listopada późnym wieczorem większość uczestników imprezy wróciła do swoich domów. W mieszkaniu przy ulicy Jackowskiego został jego lokator czyli Jakub, najstarszy z imprezowiczów czyli Dawid oraz dwóch szesnastolatków Kamil i Kuba. Tego ostatniego późnym wieczorem około godziny 22 z mieszkania przy ulicy Jackowskiego postanowiła osobiście odebrać matka.

Kobieta niepokoiła się faktem, że syn długo nie wracał do domu, a przecież kolejnego dnia musiał iść do szkoły. Zanim jednak matka Kuby zainterweniowała, w mieszkaniu atmosfera już powoli gęstniała. Starsi koledzy, będący już pod znacznym wpływem alkoholu, mieli bowiem zacząć ubliżać 16-letniemu Kamilowi. Nazywali go obelżywymi słowami, naśmiewali się z tego, że uciekał z domu. Wszystkiemu przysłuchiwał się Kuba, który w pewnym momencie postanowił zareagować. Już zirytowany, podniesionym tonem zapytał swojego kolegę, dlaczego pozwala na to, by ktoś mu ubliżał. Kamil zareagował na to pytanie dość agresywnie.

Pomiędzy rówieśnikami wywiązała się bójka, a do tej bójki zachęcali nastolatków właśnie Jakub i Dawid. Ale ta bójka według relacji Kuby skończyła się tak szybko jak się zaczęła. Ani jeden, ani drugi nie doznał poważniejszych obrażeń, a ostatecznie koledzy podali sobie rękę na zgodę. I na tym, zdaniem Kuby, zakończył się jego udział w całym zdarzeniu. Tak właśnie relacjonował dla programu Uwaga. Sprawę pobicia, któremu zarzucono, skierowano do sądu rodzinnego, ponieważ miał on dopiero 16 lat, ale nie znalazłam żadnej informacji, które potwierdzałyby bądź wykluczałyby to, że poniósł za to pobicie jakieś konsekwencje. Ze słów nastolatka wynika, że nie odegrał on żadnej istotnej roli w katowaniu Kamila, że wyszedł z mieszkania Jakuba jeszcze zanim on i jego kolega stali się agresywni.

On sam zresztą z Kamilem tylko się lekko poszarpał, żaden nie doznał widocznych obrażeń. Natomiast jedno z lokalnych źródeł podało skrajnie inną relację. Dziennikarz lokalnej gazety dotarł bowiem do anonimowego informatora, który twierdził, że Kuba dotkliwie pobił Kamila, ponieważ między innymi wybił mu wszystkie zęby. Ja, oglądając reportaż w programie Uwaga, naprawdę uważam, że prawdomówność tego informatora jest wątpliwa. Kuba, podobnie jak Kamil, to szczupły, wątły chłopak, który wygląda jeszcze jak dziecko. Poza tym jego mama była w tym mieszkaniu, odbierała go przecież osobiście z tej imprezy.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.