Mentionsy Mentionsy
OkAzja do rozmowy
OkAzja do rozmowy

Andrzej „Josyn” o miłości do Hanoi

31.10.2025 ·1 godz 5 min · 1 rozdział · 1 sponsor

Czy można połączyć magię, miłość i podróże po Azji w jednym życiu?Poznaj Andrzeja Nowaka – polskiego iluzjonistę z Poznania, który kiedyś wystąpił w Mam Talent, a dziś czaruje turystów w samym sercu Wietnamu 🇻🇳!Pojechał do Hanoi tylko na chwilę… ale ta chwila trwa już kilka lat. Zakochał się w Wietnamce, założył rodzinę i dziś mieszka w Azji, gdzie pracuje jako przewodnik po Wietnamie i Azji Południowo-Wschodniej w firmie MakeYourAsia. Na jego wycieczkach Polacy odkrywają Hanoi od kuchni, zachwycają się Zatoką Ha Long i odpoczywają w bajkowym Ninh Binh. 🎬 W tym odcinku serii #OkAzjaDoRozmowy Andrzej opowiada o swoim niezwykłym życiu, pracy i o tym, jak to jest być Polakiem w Wietnamie. Dowiesz się:• jak trafił do Azji i dlaczego został tam na stałe,• jak wygląda codzienność między pokazami iluzji a oprowadzaniem wycieczek,• jak odnaleźć magię w zwykłych chwilach życia za granicą,• jak Wietnam potrafi zmienić człowieka.✨ Oprócz bycia przewodnikiem Andrzej to również bloger, gitarzysta i miłośnik medytacji. Zaraża dobrą energią, poczuciem humoru i miłością do Azji. Z nim każde miejsce ma w sobie odrobinę czarów.➡️ Subskrybuj kanał Ok!Azja do Rozmowy, by nie przegapić kolejnych historii o Polakach w Azji i życiu w Wietnamie!

Cześć, tu Łukasz, witam w kolejnej okazji do rozmowy. Dzisiaj moim gościem Andrzej Nowak, poznaniak, który od kilku lat już mieszka w Hanoi. Cześć Andrzej. Cześć wszystkim, witam, witam. Poznaniak, magik, obecnie przewodnik, ale zacznijmy deklaracyjnie. Skąd ten pomysł, żeby zamieszkać nagle w Wietnamie i trochę się tam zakorzenić? Mój młodszy brat powiedzmy, że podróżnikiem był swego czasu i to podróżował gdzieś tam po Hiszpanii, gdzieś tam po Irlandii, po świecie. Jak gdzieś było fajnie, to do mnie dzwonił po prostu, żebym wpadał go odwiedzić. No i tak się zdarzyło, że dwa lata już uczył angielskiego tutaj i stwierdził, że wbijaj do mnie do Wietnamu, więc dosyć spontanicznie kupiłem bilet tutaj w listopadzie 2019 na dwa tygodnie tylko. No i ja tak lubię takie... Slow zwiedzanie robić powolne.

No i przyjechałem tutaj w sumie w dwa tygodnie. Zwiedziłem tylko Kadba i Hanoj. I tak mi się podobało. Ale dogłębnie eksplorowałem wszystko. No i tak stwierdziłem, że trzeba wrócić i w marcu wziąłem sobie miesiąc wolnego. No i wszyscy pewnie wiedzą, że COVID się wtedy rozpoczął. Marzec 2020. Tak, marzec 2020. No a jako, że jestem zawodowym iluzjonistą, to w Polsce odwołali mi wszystkie pokazy, które miałem, więc z dnia na dzień zostałem bezrobotny. No więc stwierdziłem, że po co mam wracać do Polski, jak jest tam nudniej i nie mogę zarabiać, a tu niskie koszty życia są, jest brate. No to stwierdziłem, że a tak sobie zaryzykuję i zostanę. Zobaczymy na jak długo. No i sobie też zrobiłem taki challenge w Wietnamie, żeby się tutaj utrzymać bez wykorzystywania iluzji, bo całe życie z tego żyłem, więc chciałem zobaczyć, jak to jest w inny sposób, jakby nową grę RPG sobie rozpocząć.

No dobra, ale mówi, że przeniosłeś się miesiąc, czyli trafił cię też lockdown. Wtedy w Wietnamu, rozumiem, musiałeś poniekąd zostać w Wietnamie, czy mogłeś... Nie, nie, polski rząd wysłał samoloty i mogłem wrócić, ale po prostu nie chciałem, no bo stwierdziłem, że co będę wtedy robić i to był cudowny wybór. Dla mnie 2020 to jeden z najpiękniejszych roków, które doświadczyłem, więc tak jak większość wspomina ten pierwszy rok z lockdownami źle, no to dla mnie wspaniały czas, bo tak naprawdę wszystkie miejsca były za 10-20% kwot, Wszystkie te miejsca jak Halong, Ninh Binh, wyglądały jak z wizytówek, bo opuszczone, całkowicie puste, więc wspaniale się zwiedzało Wietnam. No i tak praktycznie przez dwa lata zwiedzałem sobie Wietnam bez jakiejś pracy czy coś, więc dobrze go poznałem.

A brat cały czas tutaj mieszka? Nie, nie, brat chyba w 2022 wrócił do Polski, bo był ten okres, nie wiem czy pamiętasz, że Wietnam przestał przedłużać te wizy, nie? Trzy miesięczne i trzeba było wrócić i brat nie miał już jak przedłużyć, to nie musiał wrócić. Ale wpada chyba do mnie w lutym, marcu z powrotem tutaj wraca, no. Ale już tak na stałe wróci czy tylko na wakacje? Czy też na dwa tygodnie i się zobaczy? Właśnie tak mówię, że na trzy miesiące jej się zobaczy, bo firmę sobie otworzył w Polsce teraz i próbuje zrobić, żeby zdalnie dało się ją ogarniać. Jak to się będzie utrzymywać, to pewnie tu zostanie. Jak się mieszka w Hanoi? W naszych rozmowach rozmawiamy i z podróżnikami, rozmawiamy i z ludźmi, którzy mieszkają w Azji. ale tak naprawdę każde miasto, każde miejsce jest trochę inne.

Tak, tak. Mam żonę i dziecko, córeczkę dwu i pół letnią w Hanoi, ale nie mam pojęcia, czy to moje miejsce na stałe. Tak raczej nie planuję aż tak daleko przyszłości dalej niż rok, dwa lata. To żeby tylko dopytać, no bo niektórzy mogą cię znaleźć swoich profilów na różnych social mediach. Żona Wietnamka. Tak, zgadza się. I to też jakaś nietypowa historia. Dosyć szybka. Ja coś tam wiem, natomiast staram się oczywiście Andrzeja trochę pociągnąć za język, bo na razie na początku rozmowy trochę nie śmiałem. Próbuje nas tu zaczarować. A tak, po około półtora miesiąca pobytu w Wietnamie poznałem Lin, która jest obecnie moją żoną. Jakoś trzy, cztery miesiące od poznania wzięliśmy ślub razem. Czyli to ona ciebie zaczarowała tym razem, można by powiedzieć. Tak, tak.

Jak znajomi pytali żonę, jak sprawiła, że... Jak sprawiła, że chciałem się z nią ożenić, to im odpowiadała, że po prostu sprawiła, że tak się dobrze czułem cały czas, że nie miałem chwili na namysłu, czy chcę, czy nie. Tylko po prostu się zgodziłem. Czyli czekaj, po półtora miesiąca od przyjazdu, bo to może być fajne, to jest ciekawa informacja. Przyjeżdżasz do Wietnamu w marcu, zaczyna się lockdown. Tak, i właśnie w trakcie kwietniowego lockdownu poznałem swoją żonę. To jak poznałeś żonę w trakcie lockdownu, jak wszystko było zamknięte? Przez aplikację, bo tylko tak się wtedy dało. Ale gdzie mogliście się spotkać? No bo Hanoi było bardziej zamykane niż na przykład południe. Południe na początku było dosyć spokojne, jeżeli chodzi o lockdown. W Hanoi dużo więcej się działo. W Hanoi był tylko ten lockdown taki miesięczny i teoretycznie można było opuszczać domy tylko po to, żeby pojechać po zakupy, ale w praktyce to wyglądało tak, że gdziekolwiek była policja, to mówiły, że jedziesz po zakupy i zawsze cię puszczali, nikt niczego nie sprawdzał, więc tak naprawdę chillowo to było.

Bo tak naprawdę ten ślub cywilny w Wietnamie, no to w ogóle nie jest tak atrakcyjny jak u nas. To wygląda jak odebranie prawa jazdy po prostu, że się razem wchodzi gdzieś tam do urzędu, podpisujesz tylko papierek i wszystko załatwione. Ale trzeba zrobić trochę więcej wcześniej, prawda? Dokumentów? W trakcie przygotowania. No wiesz, można... Krążą różne historie o tym, jak trudne są te testy psychologiczne, które w Wietnamie trzeba przejść. A, a, faktycznie, no tak, że bożeni się z Wietnamką, to sprawdzają, czy jesteś zdrowy fizycznie i psychicznie, chociaż tak naprawdę ten test na zdrowie psychiczne to w moim przypadku wyglądał tak, że babeczka ledwo mówiła po angielsku i tylko pyta mnie, czyli przeszedłeś. Tak, tak, no. A tylko to by było, jakbyś powiedział, że jest. A, no.

Nie chciałem ryzykować. Okej, no i ślub i w takim razie... Rozumiesz, że ona z Wietnamu z północy. Tak, z Tien Quan dokładnie. To jest około 3 godziny jazdy na północ od Hanoi. Takie dosyć tradycyjne mentalność tam mają Wietnamczycy. Co to znaczy tradycyjna mentalność? Czyli dosyć intensywny podział ról, dużo takich tradycji. zabobonów, można też powiedzieć, dużo ludowych wierzeń, cały czas się trzyma, no też jest tam mocno taka rolnicza społeczność, więc wiadomo, często ta ludność, która uprawia rolniczy tryb życia, no to jednak gdzieś tam żyje z tym rytmem słońca, księżyca i pór roku. Wiesz co, mieliśmy kiedyś program o różnych wierzeniach i zabobonach wietnamskich, no ale może jesteś w stanie powiedzieć, które ciebie najbardziej zaskoczyły lub zaszukowały, albo może do których jeszcze się nie zdążyłeś przyzwyczaić.

No i żona mówiła, że była świadkiem czegoś takiego i że to medium faktycznie mówi o takie sekrety rodzinne i rzeczy, którego nie mogło wiedzieć znikąd, a wiadomo, jako iluzjonista nie wierzę za bardzo w takie paranormalne rzeczy, więc po prostu chciałbym to zobaczyć i zbadać, jak to wygląda faktycznie, więc mam nadzieję, że będzie kiedyś okazja, ale nie oczywiście z członkiem mojej rodziny. Ale to też jednocześnie możesz mieć problem, bo to medium będzie mówić po wietnamsku, jak twój wietnamski obecnie, po trzech latach, czterech mieszkaniach. No podstawowy, podstawowy, ale żona cały czas tłumaczy, ja niestety jestem słuchowcem, wzrokowcem, więc ciężko mi po prostu wychwytywać różnice w tych tonach, więc wolno idzie ta nauka wietnamskiego. Znam ten Boł, to nie jesteśmy tacy jak nasz kolega Adrian, który wszystko załapał, no to musi to razem jego wziąć na takie tłumaczenie i to medium, jak będzie okazja.

Okej, medium pogrzeb, no ale co mówisz, że jesteś magikiem. Czarujesz jeszcze w Wietnamie, czy stwierdziłeś, że zostawiasz ten fach? No bo jeszcze tak jakby da powiedzieć, w Polsce twoim zawodem był iluzjonista, występowałeś nawet w Mam Talent, tak? Zgadza się, tak, tak. Są różnice między czarowaniem w Polsce lub w Wietnamie? No i pytanie, czy czarujesz w Wietnamie? A no, w Wietnamie czaruję czasami, tak porównując, no to w Polsce obecnie jest taka kultura, że bardzo lubią iluzjonistów, jakby każdy akceptuje, że to jest forma sztuki, no i gdzieś tam zawieszają to swoje disbelief, jak to jest, taką niewiarę i po prostu się bawią, wiedzą, że to jest show. W Wietnamie z kolei większość ludzi, Wietnamczyków, którym się pokazuje, jednak myślą, że to jest jakaś prawdziwa magia i po prostu próbują cię przydybać.

żeby zobaczyć, że to nie jest magia i są bardzo uważni, bardzo zwracają uwagę na szczegóły, więc ten początek jest mocny, ale jeśli powiedzmy kilka sztuczek zrobisz, no to oni myślą, że to jest nie sztuczka, tylko prawdziwa magia i wtedy szaleństwo się zaczyna i miałem na przykład takie sytuacje, że gdzieś tam naturze czarowałem, no i właściciel zobaczył kawiarni, że robię sztuczki i kazał wszystkim ludziom siedzącym w kawiarni przestać pić kawę i zebrał wszystkich, żeby się przybiegli i nagle cała kawiarnia stała wokół mnie i grupki, gdzie tam czarowaliśmy. Okej. No i staram się też łączyć oprowadzanie ludzi z iluzją, że jakby do każdych historii, do miejsc, które odwiedzamy, dopasowuję jakąś iluzję, żeby w taki sposób prezentować ten mistyczny, duchowy świat Wietnamu i obrazować też to, co niewidoczne troszeczkę.

No ale patrząc na tę iluzję w Wietnamie, no to... jest troszeczkę tak jak u nas była też za czasów komunistycznych, że gdzieś tam głównie robią właśnie takie stare, starszego rodzaju triki, że powiedzmy u nas 30 lat temu mniej więcej to tak wyglądało, ale troszeczkę teraz te wpływy chińskie są, gdzie Azjaci generalnie słyną z techniki perfekcyjnie dopracowanej, niezwykłych takich manipulacji scenicznych, no to jakby w tym aspekcie przeważają nad Polakami czy ludźmi z Europy i Stanów. A są jakieś takie sztuczki typowe dla Azji, że to w Azji je wymyślono? Tak, tak. Albo coś typowe dla Polski na przykład, że Polacy to stworzyli? Polska tak naprawdę dopiero powiedzmy od dekady gdzieś tam na ten poziom światowy wchodzi, no bo mieliśmy ten komunizm, w Polsce to wyglądało kiedyś tak, że był, jak się to nazywa, taki klubik, czekaj,

Szczerze mówiąc, nie wiem, czy w Wietnamie jest Mam Talent. Było, kiedyś już zawiesili. Było, zawiesili, okej. Jednak tej wietnamskiej telewizji to się za dużo nie ogląda, ale... To najpierw, jak było w Mam Talent, tak z Twoich wspomnień? Przede wszystkim bardzo stresująco dla mnie, dlatego że przede mną, jak występowałem, była taka grupa Avatar bodajże, gdzie robiła gigantyczne show z linami, ze wszystkim do góry, no i ja miałem tak naprawdę taki close-upowy numer tylko z trzema kartami, ja tam czekam, mówię, ja pierdzielę, po takim wielkim show, ja mam tam wejść i z trzema kartami, wiesz, przed tysiącem ludzi zrobić w teatrze, No plus wiesz, że to jest transmitowane na żywo, no i wiadomo, że telewizja też lubi wpadki i coś jak nie wyjdzie. W sensie jest nagrywane na żywo. Tak, tak, jest nagrywane, no ale wiadomo, że jak coś Ci nie wyjdzie, to bardzo chętnie to wykorzystają, więc masz tylko jeden shot i jak skopiesz to tak naprawdę, no to...

i że wtedy dalej mnie puszczą, no ale w sumie już tyle pokazów później miałem po tym, że niepotrzebny mi był drugi raz ten stres. Rozumiem. To jeszcze dopytam, bo powiedziałeś, wracamy trochę do Wietnamu. Powiedziałeś, że przyjechałeś i zrobiłeś sobie challenge życia bez czarowania. Tak. To z czego żyłeś? Dużo różnych rzeczy kombinowałem. Przez pierwszy miesiąc, jak jeszcze powiedzmy działały te hostele i turystyka, no to jeździłem sobie z bratem po hostelach i grałem w taką grę hazardową powiedzmy z ludźmi, gdzie tam obstawiali podzielone karty i wiadomo, jako że ja byłem krupierem, to zawsze przewagę statystyczną miałem. Ludzie o tym wiedzieli, ale dobrze się bawili, więc tak naprawdę chętnie grali. No i później nadszedł ten lockdown i COVID, no i rozpoczął się krach na rynku akcji, więc stwierdziłem, że zaryzykuję i tam zadzwoniłem do znajomych i pożyczyłem sobie pewną kwotę i zamjestowałem to w akcję.

Ale mama mi powiedziała, że no musisz wybrać na czym się skupić, bo robiąc trzy rzeczy naraz, no to nie odniesiesz sukcesu. No to stwierdziłem, że jednak iluzja najbardziej mi się podoba, jest najbardziej wszechstronna, więc gdzieś tam hobbystycznie tylko sobie zacząłem malować. No ale Wietnamie się przydało, czyli... Tak, tak, no. Czyli ten, a ten styl azjatycki rozwiń trochę. To on mocno, mam wrażenie, bazuje na takiej grze światła. Jest wszystko jakby troszeczkę wypłaszczone, że nie ma takiego trójwymiaru. No i często się opiera właśnie na tych takich malowaniu gdzieś tam wiosek, tych zwierzątek, jakiejś delty Mekongu. Bawą wody na polu ryżowym. Dokładnie. I dużo to jest takich niedokładnych rzeczy, ale że taka kompozycja światła i struktury gdzieś tam tworzy ten klimacik, nie? Inny. No dobra, to obrazy. Co dalej? Bo rozumiem, że challenge nie czarowania się udał.

Malarstwo, utrzymywanie się. Co jeszcze? Jakie jeszcze zawody? Jaki jeszcze zawody? Poznaniak, Polak, Wietnamie się chwyci. No to nietypowe, wiesz. Większość osób, która tutaj przyjeżdża. Ja mieszkam już tutaj 10 lat. I spotkałem sporo Polaków na swojej drodze. Niektórzy mieszkają tu cały czas. No wiesz, w zespole mamy tak naprawdę, jak sam wiesz, piątkę Polaków, którzy mieszkają tutaj ponad 10 lat. Ale są tacy, którzy przyjeżdżają, tak jak Twój brat, pouczyć trochę angielskiego. To kiedyś było łatwiejsze, teraz jest znacznie trudniejsze, żeby uczyć angielskiego, tak jak już kiedyś ludzie to robili na turystycznych wizach. Bo to, co powiedziałeś, że przyłożyłem wizy, to tak nie do końca. To też było tak, że po prostu Wietnam przestał dawać turystyczne wizy. Nie mogło by objechać i wrócić. Natomiast są tacy, którzy pracują tu na kontraktach. Przyjeżdżają z różnych firm i ich tutaj wysyłają.

Są tacy, co otwierają swoje biznesy. I tacy są i na północy, i w centrum, i na południu. A powiedz mi, co jeszcze ty robiłeś, zanim zacząłeś oprowadzać gości po Wietnamie? Z żoną robiliśmy coś takiego, na przykładzie najlepiej podam, że każdy region Wietnamia ma swoje takie regionalne, unikalne produkty, które często są sezonowe. Na przykład? Na przykład w Hazanki jest tak zwany miętowy miód, gdzie przez jeden miesiąc tylko pszczoły zbierają z gigantycznych pól mięty ten pyłek kwiatowy i robią taki lekko zielonkawy, przepyszny i bardzo ładnie wyglądający miód. No więc pisaliśmy na przykład na tej grupie Hanoi Massive Community, gdzie jest kilka milionów osób tutaj, że jedziemy do rodziny, która ma pasiekę i gdzieś tam będziemy mieć troszeczkę tego miodu.

No i ludzie pisali, na przykład się okazało, że mamy 300 litrów miodu zamówione, więc wtedy siostry, żony jechały w hazang, takie baniaki nam wysyłały nocnymi autobusami, my to gdzieś o 10 w nocy odbieraliśmy na skuterku, żona siedziała na deseczce pod nie, z jednej strony był baniak, drugi tak i tak wracaliśmy do domu. Cały wieczór i noc to rozlewaliśmy do takich pojedynczych buteleczek, no i rozwoziliśmy to później ludziom, żeby sprzedać. Podobnie na przykład też... Ale to jest bardzo typowe dla Wietnamu, chyba jeszcze bardziej, chociaż północ, centrum, zauważam to wszędzie, że ludzie są bardzo chętni na te lokalne produkty, prawda? Tak, to prawda. Patrzcie na takie lokalne miody, jakieś lokalne herbaty, ktoś, jak są jakieś owoce, możliwość zbioru, to się od razu pojawiają na to chętni, a jeszcze jak są ludzie, którzy mieszkają w innych miastach, a to jest ich prowincja, to jeszcze bardziej się cieszą.

I często tam jest też dodawany węgiel drzewny, dlaczego mają czarny kolor? albo zmielone takie sproszkowane liście i to nadaje im zielony kolor i charakterystyczny smak. No i w Wietnamie się mówi, że jeden z najpyszniejszych chciumkejków właśnie też są w hazani, więc to też między innymi sprowadzaliśmy. Mandarynki, pomarańcze z sadów i różne takie rzeczy. Czyli wszystko co zupy, no bo powiedziałeś, że rodzina częściowo rolnicza, czyli... Rodzina zbiory, a Ty dystrybucja pohanowisk. Tak, tak. A nie ma problemu z tym, że to właśnie biała osoba sprzedawała, czy tam obcokrajowiec? Nie, to akurat żona sprzedawała. Tylko po prostu razem w logistyce i pomagałem jej. Czyli nie firmowałeś tego, że obkleiliście logo z Andrzejem na etykietce? Nie, nie, ale później moja twarz była wykorzystywana w innym biznesie żony.

Pojechaliśmy właśnie w te góry na początku, jak poznawałem żonę, żeby poznać jej siostry. No i gdzieś tam w jakiejś wiosce głęboko w tych górach wchodzę do toalety, a patrzę, że tam jest ziaja pod prysznicem. No i tak mówię, kurczę, skąd ziaja na jakiejś takiej wiosce zabitej dechami w Wietnamie? No i spytałem żony, ile kosztowała ta ziaja i to jakaś buteleczka była, co w Polsce po 15 złotych, tutaj za 60 złotych płacili, no i wymyśliliśmy z żoną, że może zacząć importować gdzieś tutaj te kosmetyki i suplementy. No i żona gdzieś tam od Wietnamczyków ogarnęła, jak to można importować, no i reklamowała to właśnie moją białą twarzą, że faktycznie to jest polski, no bo 80-90% tych kosmetyków tu jest podrabianych, więc Wietnamczycy są w stanie nawet więcej zapłacić tylko za wiarygodność i pewność, że jakby to będzie oryginał, nie? To prawda.

25:39 · ziaja 5

Nie zależało mi kompletnie na certyfikatach, tylko na wiedzy, które to dostarcza. No i wspomniałeś marketing, a ja wcześniej powiedziałem o tym, że mogą cię różni ludzie znać nie tylko jako przewodnika w czasy wazji, ale również jako osobę, która ma swoje profile w internecie, bo masz swój kanał na YouTubie, prowadzisz Instagrama, prowadzisz intensywny blog o Wietnamie przez wiele lat. Tak, zgadza się. Która z tych aktywności najbardziej cieszy? Bo nawet w ostatnim czasie zacząłeś teraz tłumaczyć, wykorzystywać AI do tłumaczenia własnej żony, do wrzucania ciekawostek o Wietnamie z jej perspektywy. No myślę, że tutaj przede wszystkim to robię z takiego faktu, że zawsze gdzieś tam taki żar czuję w środku, że muszę coś tworzyć.

No i wiesz, tak jak tu malowałem, występowałem czy coś, no to czuję taką niepohamowaną część, takie niepohamowane pragnienie tworzenia. No i między innymi właśnie jednym z objawów tego jest tworzenie tego bloga YouTube'a. I no największą mi radość właśnie daje stworzenie tego i... I gdzieś tam pisaniem, często ludzie pisali, że fajnie, że tyle wiadomości za darmo udostępniam czy coś, no to miło też, że pomagam. No i wiesz, bloga założyłem dlatego, że w tym pierwszym roku 2020 szukałem tutaj jakiegoś polskiego bloga o Wietnamie, widziałem, że nie ma żadnego, no więc stwierdziłem, że no dobra, zrobię i się podzielę tym, co wiem. Później do tego doszedł YouTube, no i teraz w sumie się cały taki ekosystem zrobił. Blog nazywa się Prawdziwy Wietnam. Tak, tak, wietnamblog.pl, a kanał na YouTubie to jest prawdziwy Wietnam.

I dotykasz tam również takich tematów trochę kontrowersyjnych czasami. Troszeczkę, ale i tak się mocno hamuję jeszcze. Ale tak, o związkach, tak. O związkach, no tak, myślę, że to każdego ciekawi, a... A ciężko tak naprawdę się o tym dowiedzieć, no bo niewiele osób gdzieś tam jest w tych związkach, chce się dzielić, więc stwierdziłem, że przybliżę tę tematykę, bo bardzo dużo osób oglądających mnie gdzieś tam ma dziewczyny czy żony wietnamki albo chce poznać, więc są ciekawi tego tematu. No i wiesz, dla potomnych też trzeba nagrać jak to wygląda, bo może ta mentalność się zmieni w Wietnamie na mniej tradycyjną za 20-30 lat, no to zawsze gdzieś będą zapisy, jak kiedyś było w Wietnamie. No to jakbyś miał porównać teraz, albo powiedzieć jakieś trzy główne różnice, no bo ten temat związków się u Ciebie rzeczywiście tam przewija i prosiłeś żonę, kto nie widział, zachęcam zobaczyć wypowiedzi żony

przetłumaczony przez AI także po polsku. Mówiąc po żona, po polsku nie mówi. Tak, tak, tylko takie podstawy. Podstawy. To jakie widzisz trzy różne, trzy główne różnice w związkach między związkami z Polkami a z Wietnamkami, skoro ten temat tak dogłębnie przedstawiasz? No z Wietnamkami przede wszystkim jest bardzo ewidentny podział ról, który jest. czyli że w teorii kobieta jest odpowiedzialna za teraźniejszość, za zadbanie o ognisko domowe, o zarządzanie gospodarstwem domowym, a mężczyzna za zadbanie o przyszłość. Czyli w tej kulturze mężczyzna podejmuje decyzje, gdzie się przeprowadzać, jaka jest praca i takie strategiczne decyzje, a kobieta bardziej operacyjne. Ale co też jest bardzo ciekawe, dlatego że jest ten wyraźny podział ról,

to mniej według mnie jest konfliktu w związkach, bo każdy wie jaką ma bazę, jaki podział obowiązków, to według mnie, jeśli nie ma takiego podziału ról, no to wyobraź sobie firmę, gdzie każdy robi wszystko, nie? I nie ma przypisanych obowiązków do każdego, no to byłby chaos, wieczne sprzeczki i według mnie właśnie w polskich związkach troszeczkę brakuje tego podziału ról, nawet niekoniecznie tradycyjnie, ale żeby sobie to konkretnie podzielili, nie? Tak jak czują i to zapobiega według mnie konfliktom i sprawia, że o wiele spokojniej jest żyć. A co też ciekawe, Wietnamie jest bodajże największy odsetek kobiet przedsiębiorczych na świecie, bo jak sprawdzałem ostatnio, to jest 63% i powyżej 30% Wietnamek ma wysokie stanowiska menedżerskie, co to jest niesamowity wysoki współczynnik, więc widać, że Teoretycznie myślimy, że jak jest podział ról, no to to jest jakieś uciśnienie dla kobiet na karierze, no ale to tak nie działa, bo jeśli są w stanie ogarnąć dom, to gospodarstwo domowe, no to to jest to samo, co mała firma, nie?

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.