Anioł - CreepyPasta
Scenariusz: Dawid JarekLektor: Jakub Rutka☛ Instagram: / jakubrutka ☛ TikTok: / jakub_rutka ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: / 1224303840974662 ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]
To ciało, poruczniku, jest pozbawione obu dłoni. Co ty mówisz? Jakieś inne ślady? Znaki szczególne? Według relacji posterunkowego, który znalazł ciało, skóra była nienaturalnie szara. Rozumiem. Wykonaj telefon do prosektorium, że przywieziemy im ciało. Daj znać technikom, aby do nas dołączyli. Po tych słowach porucznik Wojciech Weber kiwnął głową i wyszedł z biura. Minął się z posterunkowym Zbyszkiem, który zaproponował, że zawiezie go na miejsce. Wpierw wysiadł Wojciech, a pierwszym co ujrzał była grupka osób zebrana wokół wcześniej wspomnianej alejki. Po środku stał drugi posterunkowy, bezsilnie próbując rozproszyć tłum ciekawskich przechodniów.
Zrozumiano? Dobrze więc. Pani Bożena, tak? Mieszka pani gdzieś w okolicy? Oj, tak, tak. Ja... o, tam, w tamtym bloku mieszkam. Szłam sobie tutaj do kiosku po gazetę dla męża i nagle widzę, że jakiś policjant stoi. Tak, rozumiem. Czy działo się coś nietypowego w ostatnim czasie? Nie, gdzie tam? Tak jak Mirek mówił przed chwilą, to spokojna okolica. Ja naprawdę nie wiem, skąd to się tu wzięło. No dobrze. Wojciech zamknął zeszyt, widząc, że to prowadzi donikąd. Podrapał się po głowie, po czym wyjął papierosa i zapalił. Delektując się drapiącym w gardło dymem, myślał o całej tej sytuacji. Dość nietypowa.
Jednak w głębi duszy czuł niepokój i strach spowodowany czymś innym niż nagie zwłoki młodej kobiety. Nie wiedział tylko czym. Wyrzucił niedopałek i zobaczył, jak technicy ze sprzętem zbliżają się do ciała, po czym wzięli się za zbieranie śladów i zabezpieczanie zwłok. Rozsypali proszki daktyloskopijne na poszczególne części ciała, w których można było spodziewać się odcisków palców. Przejechali lampą kwarcową po całym ciele, która potwierdziła obserwację Wojciecha. Brak jakichkolwiek śladów krwi. Zwłoki zostały dokładnie wyczyszczone przed porzuceniem w tej alejce. Kiedy ekipa zaczęła chować ciało do czarnego worka, Weber stwierdził, że nic tu po nim.
Stąd do komendy ma jakieś 30-40 minut pieszo. Przejdzie się. Spacer dobrze mu zrobi. Drzwi do komendy otworzyły się, a do środka wszedł Weber w ośnieżonym płaszczu i ubłoconych butach. Oczywiście Grzegorz nie może naskoczyć na wyższego rangą kolegę, ale jego gniewne spojrzenie Wojciech czuł przez gruby materiał okrycia. Całe to zamieszanie ze sprzątaniem błota to kara dyżurnego, wystawiona przez samego komendanta za jego opieszałość i lenistwo. Osobiście nic do dyżurnego nie miał, ale każdy wie, że to buc. Udał się do swojego biura, w którym zastał spóźnionego współpracownika oraz kolegę, Andrzeja Wałbrzyńskiego.
Minęła niecała godzina, w trakcie której Andrzej z Wojciechem, zamiast zajmować się czymś pożytecznym, oddali się rozmowie i sąsiedzkim plotkom. Wywody, co i z kim robiła Hanka spod trójki, przerwało płukanie do drzwi. Dzień dobry, poruczniku. Mam to ogłoszenie, o którym nie prosiliście. No nareszcie. Już się martwiłem, że o nas zapomnieliście, towarzyszu. Podajcie mi je, proszę. Zobaczmy... Milicja Obywatelska prosi o pomoc w identyfikacji dnia 16 stycznia bla bla bla. Znaleziono zwłoki kobiety w wieku 20-25 lat. Zmarła nie miała żadnych ubrań, na na na. Osoby, które mogą pomóc w identyfikacji zmarłej lub posiadają jakiekolwiek informacje na temat tej osoby, proszone są o kontakt z najbliższą jednostką i tak dalej i tak dalej.
Wrócił do domu i usiadł przy stole w kuchni. Spojrzał w stronę lodówki. Wiedział, że ma tam jeszcze jedno piwo, może nawet dwa. Wypić sobie na noc? W końcu zasługuje, tak? Ma ciężką pracę i jeszcze ta kłótnia z żoną? Oblizał suche wargi i wstał od stołu. Otworzył lodówkę i wyżłopał całą puszkę w zaledwie kilka sekund. Walnął się na kanapę i zasnął w ubraniach. Od rana na komendzie Wojciech Weber przeszukiwał akta osób zaginionych i podejrzanych. Prawdę mówiąc, nie wiedział, czemu to robi, bowiem im dłużej wertował teczki i papiery, tym czuł coraz mocniej, że jest to bezcelowe.
Do pokoju wszedł major Kowalski z kubkiem kawy w ręce. Oho, wiedział, co to oznacza. Czas na pogaduchy przy kawce, jak zwykł to określać Weber. Wszyscy wiedzieli, że w małej komendzie w Kaliszu nie ma zbytnio czym się zająć. A jak jest, to połowa policjantów robi to na pół gwizdka. Jako tako i fajrand. A druga z racji niezdolności do pracy poprzez wypite dzień wcześniej promile zwala na tych pierwszych, którzy z kolei robią to, no właśnie, na pół gwizdka. I koło się zamyka. Wojciech w zasadzie nie miał nic do takiego stanu rzeczy. Owszem, wiedział, kim jest i jakie zajmuje stanowisko. Ale w gruncie rzeczy, jeśli ma wybierać między ploteczkami z komendantem, a ściganiem psychopatów, wybrałby to pierwsze.
O, witam, Wojciechu. Jak ci tam dzień mija? Widzę, że w papierach siedzisz w sprawie tej bezdomnej z obciętymi dłońmi, tak? Tak, ale nie ma to większego sensu. Przewertowałem kilka teczek papierów i nic nie znalazłem. A jak temu pana, towarzyszu majorze? Dobra tam, mów mi po imieniu. Znamy się tyle, że ten formalny żargon zachował sobie, jakbyśmy publicznie byli czy przy innych milicjantach. No to, Zenek, jak życie? Żona daje ci żyć? Daje, daje. Jakoś to leci, wiesz, narzekać nie mogę. Ciepła posadka, brak problemów. Co do żony, zabieram ją niedługo do teatru, wyobraź sobie.
Dwadzieścia par, nie więcej niż trzydzieści. No dobrze. Dziękuję za pomoc. Proszę obudzić kolegę i opuścić komendę. A ten... poratuje pan policjant co nieco? Oj, o. Dobra. Bierz i błagam, idźcie już. Dwójka cudem wywlekła się z komendy, mijając dyżurnego Grzegorza, który sądząc po minie przeżywa załamanie i kryzys egzystencjalny. Weber wrócił do biura, gdzie zobaczył jak Andrzej szybko chowa coś do szafki i walczy z zakrztuszeniem. Wojciech podszedł do biurka, a z półki wyciągnął piersiówkę kolegi, sądząc po wadze opróżnioną do połowy.
Andrzej, możesz mi wyjaśnić, jaką logiką się tu kierujesz? Dobra, już nie dramatyzuj. Musiałem sobie pomóc, bo nie mogłem uspokoić tych cholernych drgawek. Nie mogłeś, bo tak masz przeżarty mózg tym syfem, że nie potrafisz bez tego funkcjonować. Idziemy, mamy trop. Może świeże, chłodne powietrze dobrze ci zrobi. Milicyjna FSO Warszawa 201 zaparkowała przed średniej wielkości sklepem spożywczym niedaleko osiedla na Majkowie. Wpierw wysiadł z niego Wojciech, kiedy miał udać się w stronę drzwi wejściowych do sklepu. Spostrzegł, że Andrzej nadal siedzi w samochodzie.
Cóż, określenie stara Rashpla nie było tak dalekie od prawdy. Gdyby ta pani potrafiła zabijać wzrokiem, Weber padłby trupem za samo przekroczenie progu sklepu. Podszedł do niej, bo domyślał się, że ona będzie wiedzieć więcej o ofierze. Dzień dobry, porucznik Wojciech Weber. Mam do pani kilka pytań. A czego pan chce ode mnie? Nie widzi, że zajęta jestem? Spokojnie. Pani... Dorota. Dorota Spychałek, kierowniczka tego burdelu. A co tak gębę rozdziewiasz? Mów, czego pan chcesz, bo mam mnóstwo roboty... Pracowała tutaj młoda dziewczyna o imieniu Elżbieta? Pracowała, pracowała.
Pożegnał się z ekspedientką i wrócił do samochodu. Idąc do auta, obawiał się, że Andrzeja tam nie będzie i zastanie go w pobliskim alkoholowym, ale na szczęście jego partner po prostu zasnął w samochodzie. Weber usiadł za kierownicą i ruszył w stronę miejsca zamieszkania ofiary. Już, już idę. Tak. W czym mogę pomóc? Dzień dobry. Nazywam się Wojciech Weber, a to mój partner Andrzej Wałbrzyński. Mamy... mamy pewną sprawę do państwa. Możemy wejść? To coś ważnego? Nie mamy naprawdę ochoty na przyjmowanie gości.
Pańska córka ma na imię Elżbieta? Tak, zgadza się. A coś się stało? To nie jest temat, aby go poruszać na klatce schodowej. Można? Mężczyzna uchylił drzwi. Weber wraz z Andrzejem weszli do środka. Na szczęście drzemka dobrze mu zrobiła, bo przestał drżeć jak szczur na mrozie i odzyskał część świadomości. Nie chciał go zabierać, ale uparł się, że chce iść. Wojciech postanowił mu zaufać. W salonie na wytartym tapczanie, owinięta kocem, siedziała zapewne matka dziewczyny. Stół zdobiły kieliszki z alkoholem oraz chusteczki. Nierozłączny duet w ciężkich sytuacjach.
Wojciech kiwnął głową i wyszedł wraz z Andrzejem, nie mówiąc już ani słowa, aby nie rozsierdzić ojca ofiary. Wrócili do samochodu, a następnie na komendę. Podczas drogi Weber spostrzegł, jak Andrzej nerwowo przełykał ślinę i oblizywał usta. Zauważył też nawrót drgawek. Psiakrew. Przeklęty pijak. Zaparkowali przed komendą i udali się do biura. Na miejscu okazało się, że nadal nie ma raportu z sekcji zwłok. Porucznik zaklął pod nosem i zapominając, w jakim jest stanie Andrzej, wysłał go do prosektorium, aby ich pogonić z raportem. Ten wstał od biurka i wyszedł.
Weber udał się do biura komendanta, aby z nim porozmawiać. O, witam Wojciechu. Co cię sprowadza? Byłem u tej matki, tej bezdomnej, jak pięknie określiłeś tę dziewczynę. No, taka z niej bezdomna jak z ciebie ksiądz. Miała dom, pracę, a także marzenia. A to wszystko szlak trafił, bo ktoś ją zamordował. Wojciechu... Czułem, że to nie takie proste. Ale ty musiałeś wyskoczyć ze swoimi latami doświadczenia z dupy i zgrywać ważniaka. Potraktowały się jak jakiś margines społeczny. Wiem. I jest mi z tego powodu głupio. Naprawdę nie sądziłem, że w naszym mieście coś takiego może się zdarzyć. No a jednak zdarzyło się.
Tak? Tym bardziej musimy myśleć trzeźwo. Wiem, że jesteś zły. Wiem, że ci ciężko, bo rozmowa z rodzicami ofiary to paskudna sprawa. Niemniej, Wojciechu, nie wyładowuj się na mnie. Musimy się skupić i działać wspólnie, aby dorwać tego sukinsyna, rozumiesz? Tak. Wysłałem Andrzeja po raport sekcji, bo nadal go nie ma. Uprzedzając twoje pytanie, nie zadzwoniłem, bo przez telefon by mnie zbyli. Jak już będziesz mieć raport, zaczniemy działać. Weber musiał ochłonąć. Czuł się teraz nie w porządku, że wyładował swoją złość na Kowalskim. Jednak po komendancie nie było widać urazy, a zrozumienie.
Prosiłem cię o jedną rzecz. Jedną! Nie mogłeś przeżyć te kilka godzin bez chlania tego świństwa? Z czego ty ode mnie chcesz? Myślisz, że tylko ciebie to przerasta? Kiedy zobaczyłem zdjęcia tej dziewczyny, zobaczyłem tam moją Marię. Weź już przestań pieprzyć. Obaj dobrze wiemy, że to tylko wymówka, aby się zachlać. W dupie masz tę dziewczynę, to śledztwo, całą milicję oraz swoją rodzinę. Jesteś tylko zapijaczonym grubasem. O ty kmiocie! Po tych słowach Andrzej rzucił się na Webera idącego w stronę komendy. Stał do niego tyłem, więc Wałbrzyński miał częściową przewagę, ale na nic się to zdało. Wojciech wyprowadził cios łokciem, a następnie prawy sierpowy w kość policzkową.
Wałbrzyński leżał teraz na ziemi z twarzą w śniegu. Stan, w jakim się znajdował, tylko ułatwiły starcie porucznikowi. Weber kiwnął do stojącego nieopodal milicjanta i poprosił go o pomoc. We dwóch udało im się przenieść Andrzeja do toalety na komendzie i posadzić pod ścianą. Leć po jakiś dzban. Cokolwiek, byleby miało dużą pojemność. Milicjant wrócił z wielkim dzbanem, który Wojciech napełnił zimną wodą i wylał całość na twarz Andrzeja. Ten łapczywie łapał hausty powietrza, krztusząc się przy tym. Kiedy nieco przytomniał, Wojciech odezwał się. Musimy pogadać. Jasne, jasne, ale nie tutaj.
No... ciało, panie doktorze. Dokładnie tak. Ciało, na temat którego mam sporządzić raport. Ale nie mogę tego zrobić, bo... Bo nadal jest na stole? Bo nadal jest na stole. Otóż to. I nadal będzie, jeśli nie przestaniesz mi przeszkadzać. Także wynoś się z łaski swojej. No ale ten porucznik mówi, że powinniśmy go już mieć. A który to taki mądry, aby mnie przyspieszać? Wojciech Weber jakiś. Ech, ze wszystkich musieli wysłać akurat jego.
Można poczuć, że czasem wręcz przybierają na sile. Na szczęście porucznik Weber, dopalając papierosa w biurze przy otwartym oknie, nie uświadczył zamieci ani opadów śniegu, ale przebijające się tu i ówdzie nieśmiało promienie słońca. Do biura wszedł Andrzej, w znacznie lepszym stanie niż wczoraj. Nadal nieidealnym, ale lepszym, co cieszyło Wojciecha. Dopalił papierosa i spędził około 20 minut na rozmowie z Andrzejem. Nagle do biura wszedł dyżurny Piasek z niejasną do odczytania miną. Panie towarzyszu, tam przed komendą na ulicy, że przed komendą na ulicy leży ludzka ręka.
Udali się w tamtą stronę powolnym krokiem. Niezidentyfikowany zapach przybierał na sile, do tego stopnia, że milicjanci już wiedzieli, co to jest i co jest jego źródłem. Na sypialnianym łóżku, w kałuży kału i moczu, leżały zwłoki mężczyzn w zaawansowanym stanie rozkładu. Jego skóra była niemal fioletowa, a całe ciało napęczniało jak po wtłoczeniu powietrza. Najgorszy był brzuch. Wyglądał jak groteskowy, mięsny balon, który miał zaraz pęknąć. Z ust wydobywała się obślizgła substancja wymieszana z wymiocinami. Andrzej wrócił do salonu, a Wojciech z zasłoniętym chusteczką nosem podszedł do ciała.
O, pięknie dziękuję, panie władzu. A, jeszcze zanim pójdę, wiecie może, gdzie znajdę córkę Ryszarda i jego siostrę? Oj nie, widziałem je kilka razy i to u niego, także nie wiem, gdzie są i co porabiają. Wojciech zastanawiał się, czy powiedzieć coś jeszcze, gdy do jego uszu dotarło buksowanie kół na Śliskiej ulicy. Spostrzegł milicyjną Warszawę pędzącą wzdłuż drogi. Co jest do licha? Poczuł niepokój, jednak nie chciał mu się w tej chwili poddawać. Wrócił do swojego samochodu i pojechał odwiedzić liceum.
Zaparkował na niewielkim parkingu obok szkoły, w którym pracował niegdyś Rysiek jako woźny. Minąwszy próg budynku, zaczepił pierwszą lepszą osobę z pytaniem, gdzie znajdzie biuro dyrektora. Chwilę później pukał do drzwi zarządcy szkoły, Jana Palikowskiego. Proszę wejść. Dzień dobry. Porucznik Wojciech Weber. Chciałbym zadać panu kilka pytań. Milicja. Przyjechał pan w sprawie Barbary? Barbary? Nie rozumiem. O, proszę usiąść. Od jakiegoś czasu nie widujemy naszej osiemnastoletniej uczennicy, Barbary Boruckiej. Sądziliśmy, że przyjechał pan w jej sprawie. Nie. Znaczy, a ktoś to zgłosił?
Obecny woźny pan Gabriel Kukułka. Dyrektor zapisał Weberowi, w jakiej sali powinni być poszczególni nauczyciele. Wojciech stwierdził, że skoro już tu jest, wypyta o Ryśka oraz o Barbarę, choć kompletnie nie znał powodu nieobecności dziewczyny. Zaczął od nauczycielki matematyki. Zapukał, a następnie wszedł do pokoju. Wymienili uprzejmości, a następnie przeszedł do rzeczy. Znała pani pana Ryszarda? Woźnego? Nie, nic mi to nie mówi. Zna pan jego nazwisko? Niestety nie. Nie mogę też powiedzieć, kiedy dokładnie tu pracował. Proszę wybaczyć, ale nie wiem w takim razie, jak panu pomóc. W porządku. Mam jeszcze inną sprawę.
Dziękuję za poświęconą chwilę. Weber wyciągnął rękę, aby się pożegnać. A kiedy to samo zrobił Wolski, zobaczył na jego twarzy jakby grymas bólu. Ale tylko na chwilę. Nie przejął się tym nadto i udał do pokoju ostatniego nauczyciela. Witam. Adam Jakubczyk, nauczyciel historii. Witam. Porucznik Wojciech Weber. Mam do pana parę pytań odnośnie Barbary. Jaka ona była na pańskich zajęciach? Nie mam żadnych zastrzeżeń. Przychodziła na czas, niczego jej nie brakowało, w tym zapału do nauki. Pani Barbara ma smykałkę do przedmiotów humanistycznych, bo szybko chwytała mój przedmiot i z tego, co wiem, język polski szedł jej równie sprawnie. A wie pan, jak wygląda jej sytuacja w domu?
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Scenariusz: Dawid JarekLektor: Jakub Rutka☛ Instagram: / jakubrutka ☛ TikTok: / jakub_rutka ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: / 1224303840974662 ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]