Mentionsy Mentionsy
MysteryTV - Jakub Rutka
MysteryTV - Jakub Rutka

Anioł - CreepyPasta

21.11.2025 ·2 godz 9 min

Scenariusz: Dawid JarekLektor: Jakub Rutka☛ Instagram:   / jakubrutka  ☛ TikTok:   / jakub_rutka  ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU:   / 1224303840974662  ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected]

Do pokoju wszedł major Kowalski z kubkiem kawy w ręce. Oho, wiedział, co to oznacza. Czas na pogaduchy przy kawce, jak zwykł to określać Weber. Wszyscy wiedzieli, że w małej komendzie w Kaliszu nie ma zbytnio czym się zająć. A jak jest, to połowa policjantów robi to na pół gwizdka. Jako tako i fajrand. A druga z racji niezdolności do pracy poprzez wypite dzień wcześniej promile zwala na tych pierwszych, którzy z kolei robią to, no właśnie, na pół gwizdka. I koło się zamyka. Wojciech w zasadzie nie miał nic do takiego stanu rzeczy. Owszem, wiedział, kim jest i jakie zajmuje stanowisko. Ale w gruncie rzeczy, jeśli ma wybierać między ploteczkami z komendantem, a ściganiem psychopatów, wybrałby to pierwsze.

Przepraszam. Proszę wybaczyć śmiałość, ale mówi pani o niej jakby... Była dla pani kimś ważnym. Widzi pan, ja... Trochę w niej podkochiwałem. Rozumiem. A czy Ela... Nie wiem. Wydaje mi się, że wolała mężczyzn, ale co poradzić? Serce nie sługa. Z wiadomych przyczyn nie chwalę się tym, więc Ela nic nie wiedziała. No i już się nie dowie. Weber westchnął. Zrobiło mu się ciężko. W jednej chwili młoda, szczęśliwa dziewczyna zakończyła swoje życie. Choć bardziej pasuje stwierdzenie, że ktoś je zakończył, przy okazji raniąc wszystkich dookoła. Teoria Kowalskiego, według której była to zwyczajna bezdomna, którą ktoś przeleciał za pajdę chleba, wywołała u niego wstręt.

Tak? Tym bardziej musimy myśleć trzeźwo. Wiem, że jesteś zły. Wiem, że ci ciężko, bo rozmowa z rodzicami ofiary to paskudna sprawa. Niemniej, Wojciechu, nie wyładowuj się na mnie. Musimy się skupić i działać wspólnie, aby dorwać tego sukinsyna, rozumiesz? Tak. Wysłałem Andrzeja po raport sekcji, bo nadal go nie ma. Uprzedzając twoje pytanie, nie zadzwoniłem, bo przez telefon by mnie zbyli. Jak już będziesz mieć raport, zaczniemy działać. Weber musiał ochłonąć. Czuł się teraz nie w porządku, że wyładował swoją złość na Kowalskim. Jednak po komendancie nie było widać urazy, a zrozumienie.

Rozłączył się bez słowa i dołączył do Andrzeja. W pokoju zastał także majora Kowalskiego. Zrelacjonował, czego się dowiedział chwilę temu i we trzech zrobili podsumowanie. Mamy dwie ofiary. Jedną domniemaną i jedną zaginioną. Daruj sobie z domniemaną. Skoro brakuje jej ręki, raczej nie żyje. W porządku. Także trzy ofiary. 23-letnia Elżbieta Czapla, której brakuje obu dłoni. Zostały odcięte z chirurgiczną precyzją. Drugą jest Ola. Niestety nie znamy nazwiska ani wieku. Córka pijaka, który zapił się jakiś czas temu. Jej z kolei brakuje całej lewej ręki, lewej piersi oraz dużego palca u prawej stopy. Na koniec jest nieznana ofiara, o której wiemy, że brakuje również lewej ręki.

Z treściu mu szybko przebiegł rozmowy z Sikorskim. Nauczyciel rosyjskiego potwierdził, że używał kiedyś tego papieru, ale lata wstecz. Przestał wymieniać korespondencję, kiedy większość rodziny mu zmarła. Webera tylko bardziej to utwierdziło, że Jakubczyk naprawdę może być winny. Albo chociaż zamieszany. Wsiedli do samochodu i ruszyli w stronę komendy. W czasie drogi Weber zastanawiał się, czy dobrze zrobił. Owszem, mogło być tak, jak mówił to Kowalski. Sprawca mógł najzwyczajniej kupić ten papier w pierwszym lepszym papierniczym. Jednak ten dziwny związek między ofiarami nie dawał mu spokoju. Ci ludzie nieświadomie byli w swoim bliskim otoczeniu.

Przecież to... Urwał, gdy usłyszał skrzypienie otwieranych drzwi. W progu pojawił się Kowalski. Kiwnął na Wojciecha, aby poszedł z nim. Andrzej został z Jakubczykiem. Co jest? Jestem w trakcie przesłuchania. Wracam od dyżurnego. Dostaliśmy zgłoszenie o dwóch nowych ciałach. Jedno to ponoć nawet nie ciało, a poćwiartowane szczątki. Zajmę się Jakubczykiem, a ty z Andrzejem pojedziecie tam i zbadacie sprawę. Aby nie tracić czasu, ty pojedź do jednego, a Andrzej do drugiego. Weber nic nie powiedział. Jego twarz wyglądała, jakby ktoś odprowadził z niej krew. Zacisnął szczęki, zamknął oczy i głośno westchnął, aby się uspokoić oraz zebrać myśli.

Kowalski zamienił się z Andrzejem, ówcześnie mówiąc mu, co jest powodem takiej decyzji. Z posępnymi minami dwóch poruczników wyszło z komendy, a każdy udał się na osobne miejsce zbrodni. Andrzej wysiadł z samochodu. Opady śniegu na nowo wróciły, wdzierając się z uporem maniaka w każdy, nadal nieośnieżony zakamarek ulicy. Szedł niepewnym krokiem do punktu zbiorowiska połowy osiedla, a także źródła krzyków dwóch posterunkowych, którzy próbowali rozdzielić ciekawski tłum. Podszedł bliżej do miejsca znalezienia ciała i wszystko nagle zawirowało. Mrugnął kilka razy, aby się upewnić, czy nie wariuje.

Kowalski ostrzegał, co może tu znaleźć, ale sądził, że był gotowy. Jednak powiedzieć, a zobaczyć to zgoła inne rzeczy. W płóciennym worku leżały w nieładzie szczątki kobiety. Cała noga, łydka oraz przecięty wpół tułów, z którego ciągnęły się wnętrzności. Andrzej spojrzał na twarz zmasakrowanej kobiety. Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia parę lat. Mogła być nawet w wieku Marii. Nagły ucisk w żołądku zmusił go, aby podbiec do najbliższego kubła na śmieci i zwymiotować. Poczuł na sobie wzrok posterunkowego stojącego obok. Poruszniku, wszystko w porządku?

Wałbrzyński machnął na nią ręką i poszedł do salonu. Rąbnął się na kanapę i zasnął w kilka sekund. Wojciech zastanawiał się, czy ponownie brać za tę bezsensowną czynność, jak przeszukiwanie akt zaginionych, aby ustalić tożsamość zmasakrowanych zwłok kobiet, czy dać sobie spokój. Z racji braku innych zajęć i tropów wybrał to pierwsze i ku jego wielkiemu zdziwieniu coś znalazł. Udał się z tym czym prędzej do Kowalskiego. Masz coś? Właściwie to tak. Spójrz. Niejaka Sylwia Jaskuła, lat 25. Matka zgłosiła jej zaginięcie niecałe trzy tygodnie temu.

Wszystko wskazuje na ciebie. Robiłeś to sam, czy ktoś ci pomógł? Wojtek? Zostaw go do cholery i natychmiast do mnie. Nie rozumiesz! Ty nie rozumiesz. Do mojego biura. Teraz. Jakubczyk odetchnął z ulgą i usiadł na więziennej pryczy. Kowalski wraz z kipiącym ze złości Wojciechem szli w stronę biura komendanta, gdzie czekał już na nich Andrzej. Możesz mi wyjaśnić, co tu się do cholery dzieje? Wypuściłem cię wcześniej, abyś ochłonął, a tymczasem wracasz jak zły diabeł i atakujesz więźnia. Dodatkowo będąc w cywilu. Gdzie masz mundur? Kowalski, to wszystko... Nie skończyłem. Jakby tego było mało, prokuratura chce mi jaja urwać za brak postępów, a Wałbrzyński znowu przychodzi zalany do roboty, trzęsąc się jako sika.

Porozmawiamy? To ty? Ty za to wszystko odpowiadasz? Zgadza się. Ja. Między innymi o tym chciałem porozmawiać. Ignacy Wolski siedział w niedużym pokoju, w którego skład wchodziła niewielka półka pod ścianą oraz dwa krzesła po przeciwnych stronach stołu. Jedno z nich zajmował on, niecierpliwiąc się, aż ktoś w końcu do niego przyjdzie. Drzwi się uchyliły, a do środka wszedł Kowalski z Weberem. Będę z tobą szczery. Nawet nie wiem, jak zacząć.

Także wsadźcie mnie gdzie chcecie. W warunkach więziennych przeżyję najwyżej kilka miesięcy. Dlaczego się przyznałeś? Abyście zobaczyli moje dzieło. Chciałem także zaśmiać się wam w twarz, jakimi bezużytecznymi jednostkami jesteście. Kowalski z Weberem wyszli z pokoju przesłuchań. Ich twarz zdradzała każdą znaną negatywną emocję. Wspólnie doszli do porozumienia, że zajmą się resztą jutro. A na razie niech ten gnój siedzi w areszcie. Andrzej wrócił do domu.

Nic jej tu nie trzyma. Drżącą ręką ponownie chwyciła za nóż i zgrabnym ruchem przejechała ostrzem po przedramionach. Od pogrzebu rodziny Wałbrzyńskich minęło kilka dni. Weber nie mógł skupić się absolutnie na niczym, więc Kowalski dał mu wolne. Czy mu to pomogło? Średnio. Wolał wrócić do pracy niż rozpamiętywać ostatnie tygodnie. Siedział w swoim gabinecie spoglądając na opuszczone biurko Andrzeja. Zrobiło mu się ciężko. To był kawał bydlaka, ale będzie tęsknić.

Do pokoju wszedł Kowalski. Wojciech? Jak się czujesz? Wiesz, jak się czuję. To wszystko brzmi jak nieśmieszny żart. Wiem, że ci ciężko, ale niestety musimy wrócić do pracy, mimo poczucia, że brodzisz w gównie. Słuchaj, załatwię ci tu kogoś. Może tego wesołka chłopak się sprawdza. Jak uważasz. Możemy pogadać kiedy indziej. Nie jestem w nastroju. Weźmy lekcję z tego, co się wydarzyło, rozumiesz? Poprawimy się. Prędzej uwierzę, że człowiek wyląduje na księżycu, niż ten system się poprawi. Rozumiem. Weber nadal stał do Kowalskiego plecami, wpatrzony w coś za oknem.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.