Mentionsy Mentionsy
Kryminalne Szepty
Kryminalne Szepty

Trzech Syberyjskich Maniaków! | Seryjni

20.09.2026 ·2 godz 48 min

Trzech seryjnych morderców. Trzy syberyjskie miasta. Barnauł, Nowokuźnieck i Abakan stały się miejscami zbrodni, które przez lata budziły strach mieszkańców. W tym odcinku poznasz historie trzech wyjątkowo brutalnych sprawców, ich ofiar oraz śledztw, które doprowadziły do odkrycia prawdy.

Dmitrij Walerijewicz Lebiet urodził się w 1986 roku w miasteczku Abaza, górniczej osadzie na południu Syberii. Był najstarszym z sześciorga rodzeństwa. W dzieciństwie uchodził za spokojnego, cichego chłopca, wręcz nieśmiałego i zachukanego. Znajomi wspominają, że bywał ofiarą szkolnych dręczycieli. Młodsi koledzy bili go i poniżali, a mały Dima znosił to potulnie. Jego znajoma, Anna Woroszyłowa, przyznała po latach. Widziałam kilka razy jak dzieci młodsze od Dimy biły go i wyzywały.

Rodzina przeniosła się do Abakanu, gdy Dima był nastolatkiem. Chłopak odbył służbę wojskową, a nawet rozpoczął studia. Dostał się na psychologię. Lecz musiał je przerwać, by pomóc finansowo kształcić młodszego brata. Zamiast tego poszedł do pracy. W Abakanie Dmitrii Lebiet próbował ułożyć sobie normalne życie. Podjął pracę, z czasem został kierowcą taksówki i ożenił się z młodszą o rok kobietą. Wydawało się, że cichy, pulchny mężczyzna o łagodnym usposobieniu odnalazł spokój.

Jednak jego małżeństwo szybko zaczęło się psuć. Żona skarżyła się na wybuchy agresji męża. Dopiero po latach wyznała krewnym jednej z ofiar, że pewnej nocy Dima chwycił ją za gardło i zaczął dusić podczas kłótni. Latem 2012 roku doszło w ich domu do gwałtownej awantury, po której przerażona kobieta wyrzuciła Lebieda z mieszkania. Dmitri przez długi czas kręcił się pod blokiem przy ulicy Kryłowa, gdzie mieszkała jego żona z dziećmi, błagając o przebaczenie. Ona jednak bała się go i kategorycznie odmawiała powrotu.

Niestety do dziś los Anny Laszkowej pozostaje niewyjaśniony. Latem 2012 roku Dima został samotny. Wyrzucony z domu, odtrącony przez rodzinę. Być może to wtedy w jego umyśle pękła ostatnia bariera. Zaczął wykorzystywać swój zawód taksówkarza jako przykrywkę do polowania na ofiary. Jeździł wynajętymi samochodami z naklejonym szyldem taksi. Czekał nocami w pobliżu barów, dyskotek i przystanków, wypatrując młodych kobiet wracających samotnie do domu. Był dość niepozorny.

Według późniejszych ustaleń prokuratury młoda kobieta nawet zgodziła się na niezobowiązujący seks z napotkanym taksówkarzem. Co wydarzyło się dalej, znamy już tylko z zeznań mordercy. Dima wywiózł pasażerkę na odludne peryferie miasta, nad brzeg kanału ściekowego przy przejeździe północnym. Tam być może podczas kłótni lub pod wpływem impulsu rzucił się na nią i zaczął dusić. Udusił dziewczynę gołymi rękami, po czym jej bezwładne ciało zaciągnął nad kanał i wrzucił do wody.

Kolejny atak miał miejsce w marcu 2014 roku. Tym razem ofiara okazała się wyjątkowo sprytna i odważna. 28-letnia Anna Kazakowa wsiadła nocą do taksówki Dimy po wieczorze spędzonym z przyjaciółmi. Kierowca zachowywał się absolutnie spokojnie podczas jazdy, wspominała później. Odprowadził ją aż pod klatkę bloku. Nagle niepostrzeżenie wszedł za nią do środka, gdy otwierała drzwi. Uderzył mnie w plecy, złapał za ręce, powalił na podłogę i podciągnął spódnicę, relacjonowała Anna.

Jego przypuszczenia o seryjnym mordercy były słuszne, lecz początkowo policja nie chciała ich słuchać. Gdyby od początku prowadzili sprawy zaginięć tak jak trzeba, ofiar byłoby o wiele mniej, ocenił gorzko ojciec Nasti. Ciało Anastazji Borgojakowej zostało odnalezione dopiero jesienią 2017 roku, kiedy Dima był już w rękach wymiaru sprawiedliwości. Leżało dokładnie tam, gdzie porzucił je morderca. W gęstych chaszczach przy drodze. Na 81. kilometrze traktu Askizikiego.

– Rozerwał mi tunikę. Nie wiem, jakim cudem udało mi się wyrwać – wspominała później Maria. W końcu zdołała odepchnąć Dimę i wyskoczyć z auta na pobocze. Zrozpaczona i zdezorientowana pobiegła w stronę głównej drogi, gdzie zaczęli zatrzymywać się kierowcy innych aut. Pojawili się ludzie, do których mogła wołać o pomoc. Mężczyzna widząc to wpadł w panikę, rzucił się biegiem w przeciwną stronę i uciekł do lasu, porzucając swoje taxi. Roztrzęsiona Maria dotarła do domu, gdzie dostała ataku histerii. Gdy ochłonęła, natychmiast razem z mężem zgłosiła napaść na policję w rejonie Ust-Abakan, ponieważ do zdarzenia doszło już poza granicami miasta.

Bawiły się w kilka osób aż do późnej nocy. Około 4 nad ranem całe towarzystwo usiłowało zamówić taksówkę, by wrócić do domu. Kierowca, który podjechał , widząc, że młodzi ludzie nie mają wystarczającej gotówki, wyrzucił ich z auta na przystanku autobusowym Zagodzjerno. Przyjaciółki Oksany pokłóciły się po drodze i każda rozeszła się w swoją stronę. Pech chciał, że Oksana została sama na pustym oświcie przystanku. To właśnie tam, na przystanku, wypatrzył ją Dima Lebied.

Zapytała więc ironicznie, czy właścicielka Pierścionka nie ma nic przeciwko temu, że panowie sprzedają jej rzeczy. Jeden z mężczyzn, krępy, pełnolicy, uśmiechnął się z uchwale i odparł, ta akurat już nie ma nic przeciwko. Był to Dima. Jego cyniczna odpowiedź, właściwie przyznanie, że właścicielka nie żyje, natychmiast zaalarmowała obsługę Lombardu. Zanim jednak zdążyli wezwać policję, Lebiet wyszedł z Lombardu i pojechał do domu. Funkcjonariusze namierzyli go wkrótce, potem w pobliżu miejsca zamieszkania.

Partnerka Dimy, 25-letnia Stella Komisarowa, z którą pozostawał w nieformalnym związku od 2,5 roku, również utrzymywała, że nie miała pojęcia o jego czynach. Wspominała potem Stella. To ona zdradziła śledczym kilka szczegółów. Na przykład to, że kilka dni po zaginięciu Litwinowej, Dima podarował jej w prezencie wąską, dziewczęcą złotą obrączkę. Taką, która nawet nie pasowała jej na mały palec.

Gdy spytała, skąd ją ma, speszony Lebiet skłamał. Nie bój się. Klientka mi tak zapłaciła za kurs. Stella dręczona własnymi traumami, w młodości sama padła ofiarą zbiorowego wyrządzenia krzywdy, nie naciskała i nie chciała wnikać w szczegóły. Twierdzi, że wtedy jeszcze niczego nie podejrzewała i kazała mu tylko wynieść ten prezent z domu. Po aresztowaniu wciąż nie mogła uwierzyć w jego winę. Biegała po prawnikach, krzyczała do kamer telewizyjnych, udowodnijcie, że to on. W listach z aresztu Dima zapewniał ją, że jest niewinny.

Do tej pory nie mogę uwierzyć, że Oksany już nie ma, powtarzała zapłakana pani Tamara, matka Oksany. Po aresztowaniu Dimy Najaw szybko zaczęły wychodzić kolejne epizody jego zbrodniczej działalności. Jego modus operandi stał się jasny. Polował nocą na młode kobiety, które były same i bezbronne, często podpite lub zdenerwowane, np. po kłótni z bliskimi. Oferował im podwiezienie taksówką, po czym wywoził na odludne miejsce, a tam dopuszczał się przestępstwa. Nie wszystkie ofiary zginęły. Niektórym udało się uciec, ale zbagatelizowano ich zeznania.

Dima zaczął stopniowo przyznawać się do winy. Najwyraźniej zorientował się, że dowody przeciw niemu są przytłaczające, a być może próbował targować się o złagodzenie kary. Opowiedział śledczym o swoich zbrodniach, wskazał miejsca ukrycia ciał i przedmiotów należących do ofiar. Rzeczywiście, na podstawie jego informacji odnaleziono np. szczątki nastii borgojakowej czy porzucone elementy garderoby innych poszkodowanych. Le Biet posunął się nawet do dość taniej zagrywki. Napisał na trzech kartkach papieru listę około 80 nazwisk twierdząc, że zamordował kilkadziesiąt kobiet.

Ataki miały różny finał. Niektórym ofiarom udało się wywalczyć życie. Jedna z przyszłych ofiar, gdy została napadnięta, dźgnęła agresora palcem w oko i uciekła, gdy ten zwijał się z bólu. Inna w przypływie desperacji skłamała, że jest chora na HIV, dzięki czemu spłoszyła go. W kilku przypadkach Lebiet odurzał kobiety alkoholem z domieszką środka nasennego, jak prawdopodobnie Marię lub wykorzystywał ich nietrzeźwość. Jego brutalność jednak narastała. Te, które nie zdołały uciec, przypłaciły spotkanie z nim życiem. Proces Dimy ruszył w 2018 roku przed Sądem Najwyższym Republiki Hakasi.

Ten obraz będzie ją prześladował do końca życia. Dima spędza dni w izolacji za murami kolonii karnej gdzieś na północy Rosji. Już nigdy nie wyjdzie na wolność. Miał zwyczajne dzieciństwo na syberyjskiej prowincji, kochającego ojca i własne dzieci. Był pozornie przeciętnym człowiekiem, a jednak w jego myśle zrodziło się niewyobrażalne zło. Do samego końca wielu jego bliskich nie mogło uwierzyć, że to właśnie on był odpowiedzialny za te potworne czyny. Jego konkubina do ostatniej chwili zaprzeczała rzeczywistości pisząc po forach internetowych, że to pomyłka.

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.