Flea – Honora (2026), (Robert Kozubal, Jazzda.net)
Audycja nagrana dla Studenckiego Radia „Żak” Politechniki Łódzkiej (14.04.2026)
Tak, dzisiaj porozmawiamy sobie o również wyjątkowym albumie basisty Red Hot, czyli Peppers, jak powiedział Robert, czyli Flea. Flea, czyli Pchła zresztą, ale to sobie trochę o nim porozmawiamy, bo to jest naprawdę bardzo ciekawy człowiek i bardzo ciekawy album, czyli Honora wydana w tym roku. Zanim jeszcze posłuchamy tej muzyki, to Robert, jak byś mógł nam coś jeszcze opowiedzieć o swoim projekcie, o jazda, bo ostatnio coraz częściej widać cię też w telewizji publicznej. Staram się, tak, rzeczywiście dwa lata od startu bloga udało mi się przekonać telewizję publiczną, że powinna Otworzyć znów swoje studia dla jazzu, bo polski jazz jest tego wart.
Takie na przykład jak Honora. No i miejmy nadzieję, że Michael Peter Balsary, czyli Flea, będzie twoim następnym gościem przy wiosennej ramówce. Super. No dobrze, posłuchajmy sobie teraz singlowego utworu, utworu, który promował właściwie tę płytę, a utwór ten nosi nazwę A Plea.
Build a bridge, it's where the courage is. Shine your light, shine it true. Yeah. A Plea, utwór z albumu Honora. Honora, która jest albumem nagranym, skomponowanym właściwie w całości poza kilkoma utworami, gdzie usłyszeć można aranże artysty Flea. Flea, czyli basista Red Hot Chili Peppers, który zapragnął być jazzmanem.
Właśnie Robert, czy twoim zdaniem Flea próbuje uciec od wizerunku basisty rockowego The Churchly Peppers, czy raczej jest to jego naturalna ewolucja jako artysty? Myślę, że on bardzo ładnie wykorzystuje to, że jest mega gwiazdą i nie, on nie ucieka od tego, że jest basistą rockowym. Myślę, że się tego nie wypiera, ale pamiętajmy, że Flea zaczynał od trąbki. To był jego pierwszy instrument. Kiedy on był dzieciakiem, do siedemnastego roku życia, grał wyłącznie na tym instrumencie. Przez swojego, zdaje się, ojczyma, spotykał się i słuchał jazzu.
No to jest właśnie jedna z wielu anegdot. Flea jest gwiazdorem, zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że trzeba trochę podrasowywać swoją biografię, więc jedna z tych anegdot brzmi tak, że spotkał się, kompletnie nie miał zielonego pojęcia o grze na basie, zupełnie nie planował grać na basie, został ci rock bandem, tak jak powiedziałem chciał być jazzwarem. Spotkał się z rzeczonym tutaj panem Słowakiem, który wręczył mu gitarę, powiedział, masz dwa tygodnie, za dwa tygodnie wyruszamy w trasę, masz się nauczyć grania na gitarze, a że umiesz grać na trąbce, to pewnie ci się uda. I oczywiście Flea załapał co trzeba. Ale oczywiście jest w tym sporo, sporo powiedziałbym historii dopisanej przez czasy, tam jak się Dobrze dogrzebać, to przejście Flea do zespołu było o wiele, o wiele płynniejsze, normalniejsze, nie takie natychmiastowe.
Tak, a swoją drogą oglądałeś może dokument o Hillelu Słowaczu na Netflixie? Niestety nie. A to polecam, bo tam też akurat Flea się wypowiada i też jest dużo właśnie o początkach zespołu Red Hot Chili Peppers i w ogóle o samym Flea. To jest fascynujący zespół, bo on miał dużo szczęścia do tego, że wyskoczył, powstał w doskonałych czasach. W czasach, kiedy rodziło się MTV, kiedy przemysł muzyczny stworzył drogę do pokazywania samego siebie, inną. To radio już się wtedy troszeczkę nudziło ludziom, przynajmniej na Zachodzie, my tutaj trochę inaczej na to patrzymy. Powstała telewizja muzyczna, jedna, druga, trzecia.
Oni wtedy mogli pokazywać swoje teledyski, swoje pomysły, a Flea był kompletnie szalonym człowiekiem. Ja czasami sobie jednak wyobrażam, że jest jakiś rok 90 i biedny Flea wchodzi na scenę w jazzowym klubie, gra świetnie kawałki Davisa, ktoś go słyszy. I on zostaje trębaczem. I nigdy go w Red Hotach nie słyszymy, tak naprawdę. I to byłaby wielka, olbrzymia strata dla muzyki. Bo dziś prawdopodobnie o Honorze byśmy nie rozmawiali. No, prawdopodobnie byśmy nie rozmawiali, to prawda. Bo jednak Flea miał w sobie coś takiego szalonego, takiego szalonego. Nie wiem, czy też słyszałeś o tych niektórych koncertach Hector Chili Peppers, kiedy Flea występował właściwie całkowicie nagro.
Tylko gitara przesłaniała go tak naprawdę. Wyobrażam sobie, że jest do tego zdolny. Tak. I ja nie wyobrażam sobie, żeby takie szaleństwa mogły odbyć się na scenie jazzowej mimo wszystko. Nie wyobrażam sobie, żeby Flea robił coś podobnego, takim bardziej snobistycznym, bo i tak nie oszuczujmy się. Ta jazz w latach 90., zresztą nawet już obecnie, to jednak trochę bardziej taka snobistyczna muzyka. Niestety. Więc nie wyobrażam sobie, żeby zaistniał jakby na tej scenie. Ale na szczęście, jak prawdziwy artysta, on cały czas się rozwija i jakby z wielkim, z wielką nadzieją patrzyłem na ten album, ponieważ czytałem biografię tego artysty. No i to jak tutaj słusznie powiedziałeś, jazz brał w jego życiu bardzo dużą rolę.
On jest mózgiem jazzowym z zamiłowania. Nie z wyboru, nie z konieczności, ale z zamiłowania. No i jest w tym coś takiego pasjonującego, że po wielu, wielu latach, już z sukcesami jako muzyk roczowy, w końcu nagrał album z taką muzyką, jaką lubi, jaką kocha, jaką uwielbia, jaką słucha na co dzień. I jest już taką dużą gwiazdą, że nie musi niczego udowadniać, tylko zrobić to, na co ma ochotę. I dlatego ta Honora to nie jest album stricte jazzowy, taki, którego puryści jazzowi prawdopodobnie modliliby się jak do obrazka. Nie. To jest album Flea, album z rockowym zacięciem,
W kilku miejscach bardzo nostalgiczny. Te kawałki mnie najbardziej chyba zaskoczyły, bo Flea jest znany z tego, że jest szalony. Jak powiedziałeś, na golasa biegał po scenie, a tu w dwóch utworach jest liryczny do bólu. Jest tak oniryczny jak panienka, jak pensjonarka. I to jest wspaniałe. To jest właśnie album, na który on może sobie pozwolić, bo jest mega gwiazdą. Nikt mu nie powie, co ma nagrywać. Posłuchajmy sobie teraz jednego z tych takich bardziej lirycznych utworów na albumie, aż to fajnie powiedziałeś. Utwór nazywa się Traffic Lights i jest to utwór nagrany wspólnie z Tomem Yorkiem z Radiohead.
Traffic Lights w wykonaniu Flea i Toma Yorka. Flea, czyli basisty Red Hot Chili Peppers, basisty rockowego, który stał się muzykiem jazzowym. Robert, no właśnie, tak chyba dosyć rzadko zdarza się w historii muzyki rozrywkowej, że Muzyk rockowy nagle pragnie być muzykiem jazzowym. Zazwyczaj jest to odwrotnie, ale też staje się, że to nie jedyny taki przypadek w historii. No i tu cię zdziwię, dlatego, bo i sam jestem zdziwiony, bo jak pogrzebałem w źródłach, okazuje się, że tych muzyków, którzy sięgają po muzykę jazzową wtedy, gdy już są mega sławni, że Jakby albo nagle nabierają chęci do tego, żeby grać jazz, albo chcą do tego jazzu wrócić, bo grali na samym początku, jest znacznie więcej.
Flea to też jest ciekawa osobowość pod tym względem, że on dopiero w późnym wieku poszedł do szkoły muzycznej. Tak, miał 45 lat. Doszedł do wniosku, że nie ma odpowiednich podstaw i postanowił dokształcić się. Poszedł do konserwatorium. Uczył się pilnie. To było niesamowite. Oprócz tego, że zdobył wykształcenie, to wyszedł z tej szkoły i już będąc człowiekiem, który nagrał takie płyty jak Californication z pełnymi kieszeniami dolarów, pomyślał sobie, a co, założę sam. Zwłaszcza, że jak mówił, gdyby nie publiczna edukacja muzyczna, prawdopodobnie siedziałbym teraz w więzieniu.
I założył sam szkołę. To jest szkoła, która nazywa się, ojej, ja zapomniałem teraz, Silvery Conversatory of Music. To jest organizacja non-profit. Dzieciaki tam nie płacą nic zupełnie. Wszystkie profity idą na ich naukę. Mają za darmo instrumenty, mają za darmo nauczycieli, kształcą się, a trąby są tam podstawowym instrumentem. A Flea pomaga w ten sposób, że raz do roku organizuje z kumplami bal, na którym sprzedają przeróżne rzeczy, które całkowicie pokrywają koszt nauki dzieciaków. To jest niesamowite, co ten facet robi po prostu. Zapytam Cię jeszcze tak przewrotnie, czy nie uważasz, że czasem wykształcenie muzyczne dla muzyka może być przeszkodą?
Boże święty, nie pamiętam, z Apaczami, to jest utwór, który Na którym Flea gra na trąbie. A pasze Rose Pitchot. Nie wiem czy tak się wymawia, ale tak jak tutaj słusznie Robert powiedział, posłuchamy sobie Flea grającego zarówno na basie, jak i na trąbce muzykę rockową. Dzięki za oglądanie!
Apashe Rose Peacock. Jeżeli jesteście Państwo zdziwieni, że słyszycie taką muzykę w Kind of Jazz, to już śpieszę z tłumaczeniem dla tych osób, które dopiero teraz włączyły swoje radioodbiorniki. Rozmawiamy dzisiaj o płycie o nazwie Honora, nagranej przez bassiste record, czyli Peppers, czyli Flea. Jest to płyta jazzowa, ale też dla kontekstu zagraliśmy coś z płyty Blood Sugar Serves Magic, która jest moją ulubioną płytą, a dla Roberta jedną z ulubionych, ponieważ ty chyba bardziej cenisz te wcześniejsze nagrania. Tak, owszem, rzeczywiście dla mnie Red Hot, najlepszą płytą Red Hotów jest Freaky Steeley, która narodziła się z ich szaleństwa, zanim jeszcze przemysł muzyczny kazał im grać tak, jak grali.
No to słynne powiedzenie, akurat to nie czarny album, ale jest słynne powiedzenie, że Metallica skończyła się na Chill'em All. Dokładnie tak. Czyli skończyła się zanim się zaczęła, ale jesteśmy przy Flea. Tak. Nie uważasz, że jest w tym coś takiego bardzo romantycznego, ile taki muzyk musiał poświęcić, żeby ponownie nauczyć się tego instrumentu, ponownie nauczyć się trąbki? No bo to jednak, wiesz, kilka lat przerwy miał od grania. To jest fascynujące, fajnie, że o to pytasz, bo to jest tak, że Flea nie uczył się w szkole muzycznej, on po prostu chodził do szkoły i przez pierwsze 17 lat grał w orkiestrze jazzowej. Natomiast nie znał nut, nie miał, nie znał podstaw teorii muzycznej.
Tak jak już powiedzieliśmy, nauczył się tego grubo po czterdziestce. Natomiast w przypadku tej płyty zrobił coś niesamowitego i tu mi się od razu kojarzy z Sonem Rolincem, wielkim saksofonistą jazzowym, absolutną megagwiazdą, człowiekiem, kamieniem milowym muzyki jazzowej. Oni zrobili podobną rzecz. Obaj byli u szczytu sławy, nie musieli nic udowadniać światu, ale czuli, że potrzebują się rozwinąć. Sonny Rollins czuł, że młodzi wschodzący, tacy jak Coltrane, Zaczynają lepiej technicznie czuć muzykę, jakby sięgają po lepsze rozwiązania muzyczne, a tu z kolei Flea pomyślał sobie, że będzie, że chciałby nagrać stricte jazzową płytę.
I Flea trzy lata przed nagraniem, dwa lata, przepraszam, przed nagraniem płyty obiecał sobie codziennie ćwiczyć przez dwie, trzy godziny na trąbce, żeby na koniec móc dobrze Tak jak chce, na odpowiednim poziomie zagrać na tej tropie, no bo umówmy się, to nie był jego podstawowy instrument przez lata, był nim bas. I to samo robi, jak wiemy, Sonny Rollins, prawda? Siedzi, pojawia się pod mostem w Nowym Jorku i gra przez kilkanaście godzin. Ćwiczy jak zwariowany kompletnie. Potem zostaje niesamowity album The Bridge, który każdy człowiek, który słucha jazzu słyszał choć raz, no bo to jest po prostu filar absolutny.
To jest taki album, że pewnie usłyszysz go garstka fanów. W porównaniu z płytami Red Hotów, jasne. Tak, że więcej jakby zachodu na pewno poszło na promocję i na produkcję tego albumu, niż Flea będzie miał z tego zysku. To prawda. I to wiesz, nawet jak tego słuchasz, no to czujesz, że to jest taki prawdziwy artyzm. Nawet jeżeli ta płyta ci się nie podoba, ta muzyka, no może tak jak to też dobrze powiedziałeś, nie jest może najwybitniejszym osiągnięciem muzyki jazzowej, ale jest szczera. Tak, jest szczera, jest po prostu... Widać, słychać, że on ją przemyślał pod wieloma względami. Poukładał ją sobie, że on mówi to, co chce powiedzieć.
Tam ani przez moment nie ma napinki na tej płycie. Tam jest po prostu czysty flea. I to, co jest fajne, To jest ten miks rocka i miks jazzu, bo ten facet, umówmy się, on czerpie swoją ekspresję ze świata rock'n'rolla, ze świata szalonego, ze świata głośnej muzyki, ze świata amerykańskiego rocka, Nirwany, grange'u, punk'a i tak dalej, i tak dalej. I to wszystko na tej płycie fajnie wybrzmiewa. To jest bardzo szczera płyta. Fajnie, że nawiązałeś do Nirwany, ponieważ udało mi się odnaleźć w elementach internetu nagranie właśnie tego zespołu.
Jest mega ciekawy. Nagranie Smell Like Teen Spirit z gościnnym udziałem Flea, który tam dołożył swoje trzy grosze ze swoją trąbką, grając też między innymi tą słynną solówkę. Także posłuchajmy sobie Smell Like Teen Spirit razem z Flea na trąbce. Gdzie jest Flea? Szanowni Państwo, zapraszamy Flea. Tego młodszego, tego mężczyzny z góry.
Smells light in spirit, ale to Flea gra na trąbce. Robert, jak ci się podobała jazzująca wersja? Absolutnie fantasticzny utwór. Naprawdę widać było, że wygrywa serce z rozumem w tym przypadku na 100%. Cudo. No, generalnie tak. No dobrze Robert, Flea, bardzo ciekawy muzyk, współpracował z Nirwaną, ale nie tylko, bo ma na swoim koncie dużo różnych tutaj współprac. W ogóle generalnie, kiedy przygotowałem się do tego programu, okazało się, że... Flea tę swoją trąbkę przemycał po pierwsze bardzo często w Red Hotach, a po drugie udawało mu się ją przemycić i wykorzystać w różnych innych składach.
Nie mamy za dużo czasu, więc ja tylko powiem, że właściwie na każdej płycie Red Hotów jest jakaś trąbka Flea. Podam tytuły Taste the Pain z Mother's Milk, Subway to Venice z Mother's Milk, wspomniane Apache Rose Peacocks, Blood Sugar, Sex and Magic, Hump the Bump, Stadium Arkadu i tak dalej i tak dalej. Ja was bardzo zachęcam, żebyście sobie dzięki streamingowi je znaleźli, ale oprócz tego gościł. Na płycie Jane's Addiction w utworze Idiot's Rule istnieje oczywiście kolejna anegdota o tym, że po prostu Flea wpadł do studia, a muzycy Jane's Addiction akurat tego dnia potrzebowali trębacza.
W ten sposób na najlepszej płycie Jane's Addiction występuje Flea. Ale oprócz tego progresywny zespół Marsvolta, gdzie tam także na pierwszej płycie Flea gra na muzyce, ma współpracę z Johnem Deepem. John Deep, jak wiadomo, człowiek renesansu, potrafi wszystko, nawet niezbyt grzeczne rzeczy. Grał na gitarze, grał razem z Flea i Flea grał u niego nie na basie, ale na trąbce. No i jest projekt Peak Face, czyli Świńska Morda. To jest anarchizujący projekt z, zdaje się, Hollywood. Wymyślili to dwaj muzycy, którzy odmyślili sobie taki projekt, że wszystkie sławy będą grali w Peak Face.
Rzeczywiście doprowadzili do tego, Że przewinął się przez ten zespół mnóstwo znakomitych muzyków, także Flea, który grał tam na trąbce, a nie na basie. Także jak widać, naprawdę tą trąbę do rocka Flea przemycał. Polecam wszystkim przesłuchanie Flea pod tym kątem, bo wszyscy go znamy jako doskonałego gitarzystę basowego, a mało kto wie, że gra także jako trębacz w tych składach. Powiedziałeś jeszcze taką jedną fajną rzecz, że ta płyta Honora robi Więcej dobrego dla jazzu niż jakikolwiek inny album. No bo to jest trampolina. Jak powiesz Flea, to pół świata go zna. Jak powiesz Red Hot, czyli Peppers, to drugie pół świata go zna. Jak on mówi słuchajcie jazzu, to tym wezwaniem...
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Szymon Stępnik przedstawia gościa programu, Roberta Kozubala, i rozmawia o jego projekcie jazda.
Robert Kozubal opowiada o swoim projekcie jazda, który ma na celu pokazywanie najciekawszych postaci jazzu.
Robert Kozubal opowiada o początkach muzyki Flea, jego przejściu do Red Hot Chili Peppers i jego artystycznym rozwijaniu.
Rozmowa o utworze Traffic Lights z Tomem Yorkiem i jego znaczeniu na albumie Honora.
Robert Kozubal wymienia artystów rockowych, którzy przełączyli się na jazz, takie jak Sting, Jeff Beck, Paul McCartney i innych.
Robert Kozubal kontynuuje rozmowę o Flea, jego karierze muzycznej i edukacji muzycznej, podkreślając jego niekomercyjność i zaangażowanie w różne stylów muzycznych.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.