Nie ma ciała, jest wyrok
Ta historia rozpoczęła się 15 kwietnia 2017 r., w Wielką Sobotę, na osiedlu Skałka w Skarżysku-Kamiennej. Policja ustaliła, że prawdopodobnie Dawid G. pseudonim „Hitler” przekonał Radka P. do wyjścia z imprezy. Na zewnątrz chłopak spotkał się z dwoma mężczyznami, którzy przyjechali dostawczym autem. Cała trójka odjechała razem. Odtąd nikt już nie widział Radka.W powietrzu rozpłynęli się też obaj mężczyźni. Policja aresztowała ich dopiero cztery miesiące później. Jeden z nich próbował jeszcze uciekać z budynku prokuratury, ale ostatecznie obaj zostali osadzeni w areszcie.Ostatecznie postawiono ich przed sądem, ale ciała Radka nigdy nie odnaleziono.
Kobi podbiegł do nas z łopatą i zdzielił Radka kilka razy w nogi metalową częścią. Odskoczyłem na bok, bo bałem się, że przypadkowo oberwę. Mało to pomogło, bo Radek dalej wariował. Baliśmy się. Łukasz wziął wtedy z szafki stary, roboczy nóż. Ta historia rozpoczęła się 15 kwietnia 2017 roku w Wielką Sobotę na osiedlu Skałka w Skarżysku-Kamiennej.
Mężczyzna został nawet początkowo zatrzymany w tej sprawie, ale ostatecznie wypuszczono go na wolność. Co się stało z Radkiem? Z policyjnych ustaleń wynika, że wyszedł z imprezy i spotkał się z dwoma mężczyznami, którzy przyjechali dostawczym autem. Cała trójka odjechała razem. Jak podawali śledczy, powodem spotkania mogły być rozliczenia za narkotyki lub porachunki. Kim byli mężczyźni z busa? Łukasz K., ksywa Kobi, miał 33 lata. Był już wcześniej karany za poważne przestępstwa.
Równocześnie policjanci aresztowali Łukasza K., znanego wszystkim pod ksywą Kobi. Następnego dnia, w niedzielę, przewieziono go do budynku prokuratury rejonowej w Skarżysku. Kobi po przesłuchaniu poprosił o wyjście do toalety. Tam odepchnął policjanta i uciekł. Wszedł do mieszkania obcej kobiety, ale po kilkudziesięciu minutach ujęto go. Odbiegając od głównego tematu naszej opowieści dodam jeszcze, że kilka miesięcy później Kobi ponownie próbował uciec, tym razem z policyjnego konwoju.
Zatrzymani mężczyźni od początku twierdzili, że nie zabili swojej ofiary, a jedynie pobili. Śledztwo było trudne, bowiem obaj zaraz po wydarzeniach zniszczyli swoje telefony komórkowe. To ciekawe, prokuratura wystąpiła nawet do amerykańskich służb. Wnioskowano o pomoc w namierzeniu sygnału satelitarnego telefonów, aby ustalić trasę przejazdu samochodu, którym wieziono Radka. Podczas przesłuchań Łukasz K., czyli Kobi powiedział, że podejrzewał, iż Radek wgrał mu podsłuch do telefonu i chciał tę sprawę wyjaśnić. Policji udało się ustalić, że mężczyźni pojechali do Parszowa, do garażu koło domu Miłosza M. Tam właśnie Radek usłyszał, jakie zarzuty mają do niego mężczyźni, a przebieg wydarzeń dokładnie opowiedział przed sądem Miłosz.
My, wysoki sądzie, z całą kulturą, zwieźliśmy Radka do mnie do domu, znaczy do garażu. Ale on w jakiś szał wpadł, chyba naćpany był. Biegał po garażu i odbijał się od szafek do ścian. Bałem się, że coś sobie zrobi. Wszędzie krwawe ślady były. Złapałem go, aby się uspokoił, ale on był w tym szale. Trzymałem go, a on się szarpał, aż upadliśmy na ziemię. Było niebezpiecznie. Kobi, znaczy Łukasz, podbiegł do nas z łopatą i zdzielił Radka kilka razy w nogi metalową częścią. Odskoczyłem na bok, bo bałem się, że przypadkowo oberwę. Mało to pomogło, bo Radek dalej wariował.
Baliśmy się. Łukasz wziął wtedy z szafki stary, roboczy nóż i dźgnął go kilka razy w udo. Z rany zaczęła lecieć krew i wtedy wystraszyliśmy się, że może mu się coś stać. Wsadziliśmy Radka do bagażnika dostawczaka i pojechaliśmy do Skarżyska, do szpitala. Nagle Kobi, znaczy Łukasz, zobaczył, że tylne drzwi od busa są otwarte. Ja poszedłem sprawdzić, ale Radka już nie było. Pewnie w tym szale uciekł, ale gdzie, to nie wiem. Przy grotesce całej tej opowieści policjanci nie mogli zlekceważyć podawanych okoliczności. Szukano między innymi w Parszowie, w okolicach Majkowa, Michałowa, w zalewach Rejów i Mostki, w piwnicach i opuszczonych zakładach, których jest w okolicy Skarżyska sporo.
Dowody zebrane w tej sprawie wskazywały jednak, że pokrzywdzony zmarł. Tak dowodzono w sądzie. W związku z tym zapobicie Radka P. i spowodowanie u niego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, skutkującego śmiercią, został skazany Łukasz K., czyli Kobi. W Sądzie Okręgowym w Kielcach wymierzono wobec niego karę 12,5 roku więzienia. Miłosz M., który odpowiadał ostatecznie za udział w pobiciu, nieudzielenie pomocy pokrzywdzonemu i utrudnianie postępowania karnego, został skazany na 2,5 roku pozbawienia wolności. Od wyroku odwołały się obie strony. W przypadku Kobiego Sąd Apelacyjny w Krakowie podwyższył karę z 12,5 roku więzienia do 14 lat.
Natomiast w przypadku Miłosza M. została utrzymana kara 2,5 roku pozbawienia wolności. Wyroki są prawomocne, choć ciała nigdy nie znaleziono. Był to kolejny odcinek Kryminalnych Historii. Łukasz Próchniewicz i Dionizy Krawczyński. Realizacja i udźwiękowienie Michał Pastuszka. Produkcja Polskie Radio Kielce.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W powietrzu rozpłynęli się też obaj mężczyźni. Policja aresztowała ich dopiero cztery miesiące później. Jeden z nich próbował jeszcze uciekać z budynku prokuratury, ale ostatecznie obaj zostali osadzeni w areszcie.
Ostatecznie postawiono ich przed sądem, ale ciała Radka nigdy nie odnaleziono.