Mentionsy Mentionsy
KRYMINALNE HISTORIE
KRYMINALNE HISTORIE

Nie ma ciała, jest wyrok

13.02.2026 ·10 min 49 s

Ta historia rozpoczęła się 15 kwietnia 2017 r., w Wielką Sobotę, na osiedlu Skałka w Skarżysku-Kamiennej. Policja ustaliła, że prawdopodobnie Dawid G. pseudonim „Hitler” przekonał Radka P. do wyjścia z imprezy. Na zewnątrz chłopak spotkał się z dwoma mężczyznami, którzy przyjechali dostawczym autem. Cała trójka odjechała razem. Odtąd nikt już nie widział Radka.W powietrzu rozpłynęli się też obaj mężczyźni. Policja aresztowała ich dopiero cztery miesiące później. Jeden z nich próbował jeszcze uciekać z budynku prokuratury, ale ostatecznie obaj zostali osadzeni w areszcie.Ostatecznie postawiono ich przed sądem, ale ciała Radka nigdy nie odnaleziono.

Kobi podbiegł do nas z łopatą i zdzielił Radka kilka razy w nogi metalową częścią. Odskoczyłem na bok, bo bałem się, że przypadkowo oberwę. Mało to pomogło, bo Radek dalej wariował. Baliśmy się. Łukasz wziął wtedy z szafki stary, roboczy nóż. Ta historia rozpoczęła się 15 kwietnia 2017 roku w Wielką Sobotę na osiedlu Skałka w Skarżysku-Kamiennej.

Mężczyzna został nawet początkowo zatrzymany w tej sprawie, ale ostatecznie wypuszczono go na wolność. Co się stało z Radkiem? Z policyjnych ustaleń wynika, że wyszedł z imprezy i spotkał się z dwoma mężczyznami, którzy przyjechali dostawczym autem. Cała trójka odjechała razem. Jak podawali śledczy, powodem spotkania mogły być rozliczenia za narkotyki lub porachunki. Kim byli mężczyźni z busa? Łukasz K., ksywa Kobi, miał 33 lata. Był już wcześniej karany za poważne przestępstwa.

Równocześnie policjanci aresztowali Łukasza K., znanego wszystkim pod ksywą Kobi. Następnego dnia, w niedzielę, przewieziono go do budynku prokuratury rejonowej w Skarżysku. Kobi po przesłuchaniu poprosił o wyjście do toalety. Tam odepchnął policjanta i uciekł. Wszedł do mieszkania obcej kobiety, ale po kilkudziesięciu minutach ujęto go. Odbiegając od głównego tematu naszej opowieści dodam jeszcze, że kilka miesięcy później Kobi ponownie próbował uciec, tym razem z policyjnego konwoju.

Zatrzymani mężczyźni od początku twierdzili, że nie zabili swojej ofiary, a jedynie pobili. Śledztwo było trudne, bowiem obaj zaraz po wydarzeniach zniszczyli swoje telefony komórkowe. To ciekawe, prokuratura wystąpiła nawet do amerykańskich służb. Wnioskowano o pomoc w namierzeniu sygnału satelitarnego telefonów, aby ustalić trasę przejazdu samochodu, którym wieziono Radka. Podczas przesłuchań Łukasz K., czyli Kobi powiedział, że podejrzewał, iż Radek wgrał mu podsłuch do telefonu i chciał tę sprawę wyjaśnić. Policji udało się ustalić, że mężczyźni pojechali do Parszowa, do garażu koło domu Miłosza M. Tam właśnie Radek usłyszał, jakie zarzuty mają do niego mężczyźni, a przebieg wydarzeń dokładnie opowiedział przed sądem Miłosz.

My, wysoki sądzie, z całą kulturą, zwieźliśmy Radka do mnie do domu, znaczy do garażu. Ale on w jakiś szał wpadł, chyba naćpany był. Biegał po garażu i odbijał się od szafek do ścian. Bałem się, że coś sobie zrobi. Wszędzie krwawe ślady były. Złapałem go, aby się uspokoił, ale on był w tym szale. Trzymałem go, a on się szarpał, aż upadliśmy na ziemię. Było niebezpiecznie. Kobi, znaczy Łukasz, podbiegł do nas z łopatą i zdzielił Radka kilka razy w nogi metalową częścią. Odskoczyłem na bok, bo bałem się, że przypadkowo oberwę. Mało to pomogło, bo Radek dalej wariował.

Baliśmy się. Łukasz wziął wtedy z szafki stary, roboczy nóż i dźgnął go kilka razy w udo. Z rany zaczęła lecieć krew i wtedy wystraszyliśmy się, że może mu się coś stać. Wsadziliśmy Radka do bagażnika dostawczaka i pojechaliśmy do Skarżyska, do szpitala. Nagle Kobi, znaczy Łukasz, zobaczył, że tylne drzwi od busa są otwarte. Ja poszedłem sprawdzić, ale Radka już nie było. Pewnie w tym szale uciekł, ale gdzie, to nie wiem. Przy grotesce całej tej opowieści policjanci nie mogli zlekceważyć podawanych okoliczności. Szukano między innymi w Parszowie, w okolicach Majkowa, Michałowa, w zalewach Rejów i Mostki, w piwnicach i opuszczonych zakładach, których jest w okolicy Skarżyska sporo.

Użyto nawet psów tropiących, ale ciała nie odnaleziono. To właśnie brak ciała sprawił, że prokuratura zmieniła zarzuty. Początkowo chciano postawić Łukaszowi K., czyli Kobiemu, kilka zarzutów. Zabójstwa, pobicia i zarzuty związane z ucieczką. Ostatecznie jednak zmieniono podstawowy zarzut z udziału w pobiciu ze skutkiem śmiertelnym na pobicie. Zarzuty mniejszej wagi wystosowano do Miłosza M., który wyszedł z aresztu, bowiem zastosowano wobec niego inne środki zapobiegawcze. W Sądzie Okręgowym w Kielcach przewodnicząca składu sędziowskiego Bożena Gawrońska stwierdziła, że porażką procesu jest fakt, że nie udało się znaleźć ciała Radosława.

Dowody zebrane w tej sprawie wskazywały jednak, że pokrzywdzony zmarł. Tak dowodzono w sądzie. W związku z tym zapobicie Radka P. i spowodowanie u niego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, skutkującego śmiercią, został skazany Łukasz K., czyli Kobi. W Sądzie Okręgowym w Kielcach wymierzono wobec niego karę 12,5 roku więzienia. Miłosz M., który odpowiadał ostatecznie za udział w pobiciu, nieudzielenie pomocy pokrzywdzonemu i utrudnianie postępowania karnego, został skazany na 2,5 roku pozbawienia wolności. Od wyroku odwołały się obie strony. W przypadku Kobiego Sąd Apelacyjny w Krakowie podwyższył karę z 12,5 roku więzienia do 14 lat.

Natomiast w przypadku Miłosza M. została utrzymana kara 2,5 roku pozbawienia wolności. Wyroki są prawomocne, choć ciała nigdy nie znaleziono. Był to kolejny odcinek Kryminalnych Historii. Łukasz Próchniewicz i Dionizy Krawczyński. Realizacja i udźwiękowienie Michał Pastuszka. Produkcja Polskie Radio Kielce.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.