Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 91. Samobójstwo

27.07.2025 ·20 min 11 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Wpatrywał się oczyma błyszczącymi szczęściem w wilgotne oczy Heidi, gdy nagle otwarły się drzwi. Hrabia zmarszczył brwi. — Pan de Morserte! – oznajmił Baptysta, jakby samo to nazwisko było dostatecznym usprawiedliwieniem. Rzeczywiście twarz hrabiego rozpogodziła się. – A który? Ojciec czy syn? – Ojciec. – O mój Boże! – zawołała Heidi. – To się jeszcze nie skończyło? – Nie wiem, czy się skończyło, moja kochana – rzekł Monte Christo, biorąc ją za ręce. – Ale wiem, że nie masz się czego obawiać. – O, ale to przecież nędznik! Ten człowiek nic nie może mi zrobić. Należało się lękać tylko wtedy, gdy miałem do czynienia z jego synem.

Winniśmy w choć kilku słowach wyjaśnić te odwiedziny, których Monte Christo być może się spodziewał, ale nasi czytelnicy z pewnością nie. Gdy Mercedes spisywała u siebie inwentarz rzeczy, a Albert robił to u siebie, gdy układała biżuterię, zamykała szuflady, wiązała klucze, aby wszystko zostawić w jak najlepszym porządku, nie zauważyła, że jakaś blada, ponura twarz pojawiła się w oszklonych drzwiach wychodzących na korytarz. Stamtąd można było nie tylko widzieć, ale i słyszeć. Ten, co tak patrzył, widział więc i słyszał wszystko, co działo się u pani de Morcer. Następnie mężczyzna poszedł pobladły do swojej sypialni, chwycił kurczowo firankę w oknie wychodzącym na dziedziniec i podniósł ją.

Wiemy jednak, że na próżno czekał, bo syn przyszedł do niego opowiedzieć o swoim triumfie. Rozumiało się samo przez się, że syn, wyruszając na pojedynek, nie chciał widzieć się z ojcem, którego honor miał pomścić. Ale dlaczego, gdy już pomścił honor ojca, nie przyjdzie rzucić się ojcu w objęcia? Wtedy to hrabia, nie mogąc doczekać się Alberta, posłał po jego lokaja. Wiemy, że ten kazał powiedzieć hrabiemu wszystko. Dziesięć minut później generał de Morser wyszedł na ganek. Miał na sobie czarny surdut, zapięty po wojskowemu podszyję, czarne spodnie i czarne rękawiczki. Musiał już wcześniej wydać rozkazy, zaledwie bowiem zszedł ze schodów. Z wozowni wyjechał powóz i zatrzymał się tuż przed nim.

Lokaj włożył do powozu dwie szpady zawinięte w wojskowy płaszcz. Potem zamknął drzwiczki i siadł obok stangreta. Stangret wychylił się z kozła, aby spytać o rozkazy. — Na pola elizejskie! — rzekł generał. — Do hrabiego de Monte Christo. Galopem! Konie smagnięte biczem ruszyły z kopyta i po pięciu minutach zajechały przed pałac hrabiego. Pan de Morser sam otworzył sobie drzwiczki, chociaż powóz jeszcze się nie zatrzymał. Wyskoczył w biegu jak młodzieniaszek. Zadzwonił i zniknął za drzwiami wraz ze służącym. Po chwili Baptysta zaanonsował hrabiego de Morser. Monte Christo odprowadził Heidi i nakazał wprowadzić hrabiego do salonu.

Generał przemierzał salon wzdłuż i wszerz już po raz trzeci, gdy odwróciwszy się, ujrzał na progu Monte Christa. – A, pan de Morser! – rzekł spokojnie Monte Christo. – Myślałem, że źle usłyszałem. — Tak, to ja we własnej osobie — odrzekł hrabia, zaciskając usta tak mocno, że słowa ledwo mogły się z nich wydobyć. — Pozostaje mi więc tylko zapytać — rzekł Monte Christo — czemu zawdzięczam przyjemność oglądania pana o tak wczesnej porze? — Miałeś pan dziś rano pojedynkować się z moim synem, prawda? — spytał generał. — Wiem też, że mój syn miał słuszne powody, aby się z panem bić i zrobić wszystko, co tylko można, aby pana zabić. O tak. Miał bardzo słuszne powody.

I czy wszyscy ci trzej Fernandowie razem wzięci nie stworzyli przypadkiem generała lejtnanta, hrabiego de Morcer, para Francji? — O, nędzniku! — krzyknął generał, którego te słowa paliły jak rozżarzone żelazo. — Wyrzucasz mi moją hańbę! Choć może za chwilę mnie zabijesz! Nie powiedziałem, że nic o mnie nie wiesz. Wiem dobrze, szatanie, żeż przeniknął w noc przeszłości i tam, przy blasku nieznanej mi pochodni, przerzuciłeś wszystkie karty mojego życia. Może zostało mi jednak więcej honoru przy całej mojej hańbie niż tobie, z twoimi znakomitymi pozorami. Tak, ty mnie znasz, wiem dobrze. Ale nie wiem, kim ty jesteś, awanturniku błyszcząc od złota i klejnotów.

W Paryżu nazwałeś się Hrabią de Monte Christo. We Włoszech Sindbadem, żeglarzem. Na Malcie już nie pamiętam jak. Ale ja cię pytam o twoje prawdziwe nazwisko. Chcę je poznać pośród tych stu przybranych, aby je wymówić na miejscu walki w chwili, gdy zatopię szpadę w twoim sercu. Monte Christo zbladł straszliwie. W oczach zapalił mu się płomień. Znikł za drzwiami do gotowalni. W mgnieniu oka zerwał halsztuk, surdut i kamizelkę. Ubrał marynarską blużę i kapelusz, spod którego spłynęły długie czarne włosy. I wrócił do gabinetu. Szedł ze skrzyżowanymi ramionami straszliwy i nieubłagany ku generałowi, który, nie rozumiejąc tego nagłego wyjścia, stał w miejscu.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.