Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 91. Samobójstwo

27.07.2025 ·20 min 11 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

91. Samobójstwo Tymczasem Monte Christo także wrócił do miasta w towarzystwie Emanuela i Maksymiliana. Powrót był wesoły. Emanuel nie ukrywał radości, że po wojnie nastąpił pokój i głośno rozprawiał o swoich filantropijnych uczuciach. Morel, siedząc w kącie powozu, nie przerywał radosnych wynurzeń szwagra i sam cieszył się szczerze w duchu. Ale radość lśniła mu tylko w oczach. Na rogatce du Tron spotkali Bertuccia. Czekał tam nieruchomy jak szyldwach na warcie. Monte Christo wychylił głowę z powozu, rozmówił się z nim szeptem i intendent znikł. — Panie hrabio — rzekł Emanuel, gdy dojechali do Placu Królewskiego — proszę mnie podwieźć pod dom, jeśli łaska.

Nie chciałbym, aby żona niepokoiła się choćby chwilę dłużej o pana lub o mnie. Gdyby nie było śmiesznie rozgłaszać własny triumf, dodał Morel, zaprosiłbym Pana do nas. Ale Pan Hrabia ma też na pewno serca, które drżą o niego i które muszą spokoić. To już tutaj, Emanuelu, pożegnajmy Pana Hrabiego i pozwólmy, niech jedzie dalej. No chwileczkę, przerwał Monte Christo. Niech mnie panowie nie pozbawiają, tak od razu dwóch towarzyszy. Pan Emanuelu niech idzie do swojej uroczej żony i przekaże jej moje pozdrowienia. A pan kapitan niech mnie odwiezie na pola elizejskie. Chętnie, zgodził się Maksymilian. Tym bardziej, że mam tam coś do załatwienia. Mamy czekać na ciebie ze śniadaniem? Zapytał Emanuel.

Jak to pogodzić z jego dzisiejszym zachowaniem? — To znowu twój wpływ? — uśmiechnął się raz jeszcze Monte Christo. — Ale Albert ma szczęście, że nie jest żołnierzem. — A to czemu? — Przepraszać przed pojedynkiem? — rzekł kapitan, wstrząsając głową. — Ejże, drogi Maksymilianie! — odparł łagodnie Hrabia. — Niech pan nie wpada w przesądzy ludzi pospolitych. Musisz przyznać, że skoro Albert jest odważny, nie może być tchórzem, Widocznie miał jakiś powód, aby się tak zachować. A przecież zachował się bohatersko. Owszem, owszem. Ale i powiem i tak jak Hiszpan. Dzisiaj mniej był odważny niż wczoraj. Zjesz pan ze mną śniadanie?

spytał Hrabia, aby przerwać ten wątek. — Nie mogę, muszę wyjść od pana o dziesiątej. — A więc umówił się pan już z kimś na śniadanie? Morel uśmiechnął się i potrząsnął głową przecząco. — Ale przecież musisz pan coś przekąsić. — A jeśli nie jestem głodny? — odpowiedział młody człowiek. — Oho! — rzekł hrabia. — Znam tylko dwa uczucia, które odbierają apetyt. Cierpienie, ale widzę, żeś bardzo wesoły. I miłość. Sądząc z tego, coś mi powiedział o swoim sercu, mogę przepuszczać? Na honor! – odparł wesoło Morel. Nie mówię, że nie. I nic mi o tym nie powiedziałeś, Maksymilianie? – zapytał Hrabia tak żywo, że widać było wyraźnie, jak bardzo zainteresowała go ta tajemnica.

Przecież powiedziałem dziś rano Panu Hrabiegu, że mam zajęte serce. Zamiast odpowiedzieć, Monte Christo wyciągnął rękę do młodzieńca. No i odkąd moje serce nie jest już przy Panu w lasku, Vincent jest gdzie indziej i muszę tam pójść, żeby je odnaleźć. — Idź więc, drogi przyjacielu — rzekł z namysłem hrabia. — Ale proszę, jeżeli miałbyś jakieś kłopoty, pamiętaj, że dysponuję na tym świecie pewną władzą i cieszę się, gdy mogę pomóc tym, których bardzo lubię, a pana Maksymiliania naprawdę bardzo lubię. Dobrze przypomnę sobie o tym, jako samolubne dzieci przypominają sobie o rodzicach, kiedy ich potrzebują. Kiedy będę w potrzebie, a być może nastąpi to już wkrótce, zwrócę się do Pana.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.