Hrabia Monte Christo. 91. Samobójstwo
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Twarz jaśniała jej radością. Hrabia był zdrów i cały. Heidi czekała na hrabiego z niecierpliwością, a teraz przeżywała radość, taką jak córka, która znów ogląda ukochanego ojca. Rozkosz taką jak kochanka, gdy znów ujrzy swojego najdroższego. Choć hrabia nie okazywał otwarcie radości, cieszył się nie mniej niż Heidi. Radość dla serc, co długo cierpiały, podobna jest do rosy spadającej na ziemię spaloną słońcem. Serce i ziemia chłoną chciwie ten dobroczynny deszcz i na powierzchni nie zostaje żaden ślad. Od kilku dni Monte Christo zaczynał pojmować, a długo nie śmiał w to wierzyć, że na świecie są dwie Mercedesa, to znaczy, że może jeszcze poznać szczęście.
Winniśmy w choć kilku słowach wyjaśnić te odwiedziny, których Monte Christo być może się spodziewał, ale nasi czytelnicy z pewnością nie. Gdy Mercedes spisywała u siebie inwentarz rzeczy, a Albert robił to u siebie, gdy układała biżuterię, zamykała szuflady, wiązała klucze, aby wszystko zostawić w jak najlepszym porządku, nie zauważyła, że jakaś blada, ponura twarz pojawiła się w oszklonych drzwiach wychodzących na korytarz. Stamtąd można było nie tylko widzieć, ale i słyszeć. Ten, co tak patrzył, widział więc i słyszał wszystko, co działo się u pani de Morcer. Następnie mężczyzna poszedł pobladły do swojej sypialni, chwycił kurczowo firankę w oknie wychodzącym na dziedziniec i podniósł ją.
Widząc go teraz, zaszczękał zębami, zachwiał się i cofnął o krok. I cofał się tak, póki nie poczuł pod zaciśniętą kurczową ręką stołu i nie oparł się o blat. Fernandzie, wystarczy, że powiedziałbym ci tylko jedno spośród moich stu nazwisk, a padłbyś, jakby to grom cię poraził. Ale już się domyślasz, jakie to nazwisko, prawda? Albo raczej przypominasz je sobie. Bo przecież mimo wszystkich cierpień i udręk, jakich zaznałem, pokazuje ci dzisiaj twarz odmłodzoną dzięki szczęściu, jakie daje zemsta. Twarz, którą na pewno widywałeś często w snach od dnia, w którym pojąłeś za żonę Mercedes, moją narzeczoną.
Ale trasa była krótka i w miarę jak zbliżali się do domu czuł jak powraca cierpienie. Kazał stanąć nieco przed domem i wysiadł. Brama na dziedziniec była otwarta na oścież. Na dziedzińcu stała dorożka. Fijakier nie mógł zrozumieć czemu wezwano go tak znakomitej siedziby. Hrabia spojrzał z przestrachem na dorożkarza, ale nie odważył się go pytać o cokolwiek. Pospieszył do swoich apartamentów. Dwie osoby schodziły ze schodów. Ledwo zdążył ukryć się w gotowalni. Była to Mercedes wsparta o ramię syna. Właśnie opuszczali pałac. Przeszli o włos obok nieszczęśnika ukrytego wza Adamaszkową kotarą. Jedwabna suknia Mercedes niemal go musnęła.
Poczuł na twarzy ciepły oddech syna, gdy Albert powiedział – Odwagi, mamo. Chodź, chodź. Nie jesteśmy już tutaj u siebie. Słowa ucichły, kroki oddaliły się. Generał wyprostował się, uczepiwszy się kurczowo kotary. Tłumił straszliwy szloch, szloch człowieka upuszczanego jednocześnie przez żonę i syna. Wkrótce usłyszał trzaśnięcie blaszanych drzwiczek dorożki, głos dorożkarza, a gdy koła ciężkiego powozu zaturkotały na bruku, zadrżały szyby. Rzucił się do sypialni, aby ujrzeć raz jeszcze dwie istoty, które ukochał w życiu. Ale dorożka odjechała i nie wychyliła się z niej ani Mercedes, ani Albert nie wystawił z niej głowy, aby pożegnać opustoszały dom i opuszczanego męża i ojca ostatnim spojrzeniem, spojrzeniem wyrażającym żal, a więc i przebaczenie.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!