Mentionsy Mentionsy
Historia BEZ KITU
Historia BEZ KITU

Powojenne dziej Górnego Śląska. Prof. Ryszard Kaczmarek

10.12.2025 ·1 godz 33 min

#historiabezkitu Zapraszamy do wsparcia naszej działalności poprzez serwisy: Patronite.pl/historiabezkitu.pl czyBuycoffee.to/historiabezkituZajrzyjcie również na naszą stronę internetową: https://historiabezkitu.pl

Te 10 tysięcy wróciło stosunkowo szybko. Ja mówię stosunkowo, bo tam wystarczało niekiedy kilka miesięcy, czy kilkanaście miesięcy, żeby być wrakiem człowieka. Ale oni wracali w latach 40., 46., 47., 48., A wracali dlatego, że polski rząd, tymczasowy rząd jedności narodowej starał się usilnie o to, żeby ich wypuścić, dlatego że co najmniej tych, którzy z tego polskiego Górnego Śląska pochodzili. Twierdząc, że to są Polacy. Zresztą słusznie, o których były. No i na tej podstawie oni niekiedy wracali, była zrobiona taka specjalna przez rodziny takie spisy, no bo nie było oficjalnego spisu deportowanych, to znaczy strona polska go nie miała. Zrobiono go na zlecenie władz wojewódzkich, poprzez to, że rodziny się zgłaszały do władz w Katowicach.

Te gwałty niestety zdarzały się bardzo często. One wcale nie dotyczyły tylko tej niemieckiej części Górnego Śląska, dotyczyły również tutaj tej części polskiej. Takim dramatycznym śladem potem pozostały dzieci, bo te kobiety zostały często w ciążach z tymi sowieckimi żołnierzami. No i choroby weneryczne. Z nimi się borykano przez dobrych kilka lat po wojnie i mamy na to dokumentację medyczną nawet z takich miast jak miasto wojewódzkie, czyli Katowice, gdzie zachowały się dane na ten temat. Rozumiem też, że pewnie zakładano pierwsze, nie wiem czy to można nazwać łagry, ale czy pierwsze obozy NKWD też musiały się pojawiać na tym terenie? To nie były łagry w tym znaczeniu systemu, który stworzono w Związku Sowieckim, bo to nie były obozy pracy tak na dobrą sprawę.

z powietrza, tylko rozmawialiśmy też o tym i ten jego afekt do Ziętka pozostał. Ja nie wiem, czy to jest prawdziwa anegdota, ale słyszałem taką opowieść, że Ziętek na tyle mocno się czuł w tym regionie, że w stosunku do pierwszego sekretarza Komitetu Wojewódzkiego Edwarda Gierka często używał sformułowania synek. Nie wiem, czy to prawda. Tak, bo podobno tak to wyglądało, ale on... Bo my często mówimy o tym kontakcie z Zawadzkiem czy z Gierkiem i pewnie te relacje były świetne, bo on z nich zdejmował cały zarząd. On był świetnym organizatorem, tego nie można mu odmówić. I te wszystkie nisze, gdzie mógł wchodzić, gdzie nie było dominacji partii, starał się wypełniać. Ale też zapominamy o tym, że on też zdobył sobie zaufanie dużej części górnoślązaków.

Towarzysz Gierek był już w latach 50-tych w okresie stalinizmu w Komitecie Wojewódzkim PZPR. Ale pierwszym chyba jeszcze nie był. Nie, nie był pierwszym. Był sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego. I dał się poznać w czasie jednego z tych strajków, jako ktoś, kto przyjechał do tych górników i pogadać. To tak trochę była tajemnica Poli Szynela wtedy. I po tym przełomie 1956 roku wiadomo, że on prawie wszędzie dał się zauważyć. On na Górnym Śląsku w odróżnieniu od roku 1970 był też bardzo mocno zauważalny. Doszło nawet do demonstracji w Katowicach przed Polskim Radiem. Oczywiście działo się to wszystko, co w całej Polsce, czyli obserwowano to, co się dzieje w Warszawie itd., itd.

Albo czeka ich długi okres negocjacji, bo potem tak się stało właśnie na Ziemowicie i na Pieście, albo trzeba wykorzystać siłę z ofiarami. Pytanie tylko, czy to nie była jakaś lokalna inicjatywa, lokalnych nazwijmy to... Tak to wygląda jak gdyby z tej dokumentacji, która potem była rozpatrywana i w sądzie, i potem była też obszarem penetracji historyków, że tak jak powiedziałem, że nie był to przypadek, że miejscowi przywódcy polityczni, włącznie z miejscowym komendantem MO, komendantem wojewódzkim, podjęli taką decyzję, dlatego że uważali, że to spacyfikuje również inne protesty. że trzeba po prostu działać w ten sposób.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.