Mentionsy Mentionsy
Historia BEZ KITU
Historia BEZ KITU

Powojenne dziej Górnego Śląska. Prof. Ryszard Kaczmarek

10.12.2025 ·1 godz 33 min

#historiabezkitu Zapraszamy do wsparcia naszej działalności poprzez serwisy: Patronite.pl/historiabezkitu.pl czyBuycoffee.to/historiabezkituZajrzyjcie również na naszą stronę internetową: https://historiabezkitu.pl

My od kilku lat, mówię o historykach, posługujemy się takim pojęciem tragedii górnośląskiej i rzeczywiście ona się rodziła, to jest publicystyczne określenie, nie historyczne, ale ona się rodziła na początku na kanwie tego, o czym pan wspomniał, to znaczy, że ta tragedia dotknęła górnoślązaków mieszkających na niemieckiej przedwojennej części Górnego Śląska, no bo po prostu podzielili losy Niemców, którzy... byli traktowani jako ci, którzy są odpowiedzialni za zbrodnie na wschodzie. No więc armia sowiecka traktowała ich jako swego rodzaju zakładników tej próby odkupienia win, których Niemcy rzeczywiście byli autorami w czasie tej barbarzyńskiej wojny na wschodzie.

Więc te tragedie, czyli traktowania górnoślązaków jako Niemców, pamiętajmy też, że oni teoretycznie rzecz biorąc mieli obywatelstwo niemieckie. również była tragedią tej części. Takim najbardziej znanym faktem jest oczywiście wywózka górników do przymusowej pracy w Donbasie. Ile osób szacujecie Państwo, że ta atakcja objęła? I czy Sowieci w ogóle kierowali się jakimiś kryteriami, czy po prostu były to takie, nazwijmy to wygarnięcie przypadkowe, losowe osób, które udało się wyarrestować i szybko wywieźć do pracy tam na wschodniej Ukrainie? Tutaj zawdzięczamy w tej chwili o wiele dokładniejszej informacji niż mieliśmy jeszcze kilkanaście lat temu.

No wpisywano te nazwiska, że został wywieziony i na podstawie tego, ta lista się zresztą zachowała, starano się tych ludzi wyciągnąć z tych łagrów. Ale tragedia górnośląska to pomimo wiele więcej niż tylko te deportacje, no bo jak armia radziecka wkraczała na tereny niemieckie, to wiemy co się działo. Rabunki, gwałty, podpalenia, chociaż chyba nie było jakichś przypadków spalenia na przykład miast, tak jak to w Niemczech miało czasami miejsce, bo z tego co pamiętam, Frankfurt nad Odrą spłonął, ale dopiero po tym jak Rosjanie zdobyli to miasto, a nie wcześniej. Są takie miasta bardzo mocno zniszczone, ale one znalazły się na linii frontu. To jest na przykład Racibórz, który naprawdę został mocno zniszczony. To samo dotyczy Żor. Ale bywały również takie, które były niszczone przez żołnierzy sowieckich. Taki straszny los spotkał Nysę, która została zniszczona, ale tam doszło też do okropnych rzeczywiście zbrodni i gwałtów, między innymi nad siostrami również z miejscowego klasztoru.

A do tego trafiali rzeczywiście autentyczni naziści, którzy się gdzieś tam zapisali w pamięci nie tyle miejscowych, ale takich, których, na przykład Polaków, którzy tam pracowali, albo więźniów, ale do tego dochodzili również w tych obozach, siedzieli tak, w Toszku to był taki duży obóz sowiecki, na terenie Górnego Śląska, również członkowie Polskiego Ruchu Oporu. Do tego dochodzili ci, którzy tam się znaleźli przypadkiem, górnoślązacy, którzy mieli folkslistę, na kogo wniesiono donos, więc tam było dość różnie pod tym względem i trudno mówić o jednolitym takim powodzie, dla którego można się było znaleźć w tym obozie. Jaki był los tych ludzi w tym sowieckim obozie? Oni też częściowo byli deportowani, a częściowo siedzieli w tym obozie do jego likwidacji latem 1945 roku.

To do nazwiska oczywiście kojarzy się z tą taką misją PKWN-u, która trafia na ten teren, ale to też ciekawe, że że na jej czele nie stanął komunista Górnoślązak, tylko właśnie ktoś spoza. Chociaż zastępców miał już Górnoślązaków. Aleksander Zawadzki też znał Górnoślązak. On był z Zagłębia, więc to nie jest tak daleko. Zagłębia Dąbrowskiego, więc jakoś tam... Nawet nie jakoś. Myślę, że... że miał pewne pojęcie o tym, jaki też jest potencjał na tym obszarze. Do Zawadzkiego są, a właściwie tej jego misji, obarczenia go tą misją organizacji administracji polskiej przez PKWN, są raczej wątpliwości dotyczące...

w 1944 roku, tylko dzieje się to już w roku 1945. Ale towarzysz Wiesław jeszcze wtedy miał dość dużo do powiedzenia, prawda? Na pewno, tak. Jest pierwszym sekretarzem generalnym PPR-u i już jak gdyby to nie jest ta sytuacja z roku 1944, bo Warszawa jest zajęta, zawsze jest po kontakcie pomiędzy tymi dwiema grupami, może nie wchodźmy tam w te szczegóły, ale jest to zastanawiające, że on tam się znalazł. Raczej tymi pełnomocnikami, jak się przyjrzymy, były osoby nie aż z tak wysokiego szczebla. Zresztą on wrócił potem do centrali, był przecież przez pewien czas przewodniczącym. Ale chyba brakowało też takich autentycznych górnoślązaków, których można by było tą funkcję oddażyć, bo pamiętam gdzieś w mojej lekturze była taka przedwojenna postać w ruchu komunistycznym, bardzo słabym, skoro nie na tym terenie, ale o nazwisku... Józef Wieczorek.

On zginął w czasie wojny i chyba też wspominaliśmy o tym, że w czasie wojny też doszło jeszcze do pewnego momentu, który dla komunistów na Górnym Śląsku i Zagłębiu Dąbrowskim był dezawołujący w oczach tej nowej władzy, ponieważ te ciągłe wpadki i wsypy spowodowały, że tak właściwie okręg Górnośląsko-Zagłębiowski PPR-u nie istniał. A ten, który się ujawnił w Katowicach po wkroczeniu Sowietów, okazał się opanowany przez konfidentów gestapo. To wszystko powodowało, że nieufność w stosunku do tych miejscowych komunistów, których zresztą wcale nie było tak wielu, Był na tyle duży prawdopodobnie, że to też wymagało osoby z zewnątrz, która by to wzięła pod uwagę. Ale to nie oznacza, że nie było górnoślązaków.

W pamięciu górnoślązaków zapisał się bardzo chyba dobrze. Bo pamiętam wypowiedź chociażby Kazimierza Kuca, czyli autora tych trzech śląskich filmów, który niezwykle ciepło się o wojewodzie... Ziętku wypowiadał, chociaż rzeczywiście tutaj już bym chciał przeskakiwać w dalszą epokę, ale może warto to jakoś skonfrontować z Pana opinią na temat tej postaci. Tak, Pan Kazimierz był rzeczywiście przekonany co do tego, że Ziętek w tych... z tej sytuacji, która wówczas była. To nie dotyczyło tylko lat 40., bo on potem też w okresie tego szczytu stalinizmu, pierwsze były lat 50., został odsunięty, ale potem wrócił, to Gierek potem go wybrał też na podobną, on spełnił podobną rolę w Katowicach wokół Gierka, jak wcześniej u boku Zawadzkiego, czyli takiego zarządcy raczej kierującego się

z powietrza, tylko rozmawialiśmy też o tym i ten jego afekt do Ziętka pozostał. Ja nie wiem, czy to jest prawdziwa anegdota, ale słyszałem taką opowieść, że Ziętek na tyle mocno się czuł w tym regionie, że w stosunku do pierwszego sekretarza Komitetu Wojewódzkiego Edwarda Gierka często używał sformułowania synek. Nie wiem, czy to prawda. Tak, bo podobno tak to wyglądało, ale on... Bo my często mówimy o tym kontakcie z Zawadzkiem czy z Gierkiem i pewnie te relacje były świetne, bo on z nich zdejmował cały zarząd. On był świetnym organizatorem, tego nie można mu odmówić. I te wszystkie nisze, gdzie mógł wchodzić, gdzie nie było dominacji partii, starał się wypełniać. Ale też zapominamy o tym, że on też zdobył sobie zaufanie dużej części górnoślązaków.

To nie działało tylko w jedną stronę. To działało też w drugą stronę. Ja znam mnóstwo takich właśnie opowieści związanych z kontaktem z Ziętkiem, w którym on był traktowany w takich spotkaniach, powiedzmy, że nieoficjalnych, jako swój człowiek. Oni go odbierali, czy górnoślązacy go odbierali jako kogoś bliskiego. Ja nie chcę powiedzieć, że wszyscy. Oczywiście absolutnie nie. ale w takim porównaniu ludzi, którzy przyjeżdżali z zewnątrz, w ogóle nie znali specyfiki tego miejsca. A spotkania z Ziętkiem to były dwa różne światy. Powracając jeszcze do początków PRL-u, czy tu od początku przy Zawadzkim też druga postać się pojawiła, mianowicie Arka Bożek? Tak, on z kolei jest taką postacią, która, no bo pamiętajmy, że jego biografia jest inna niż Ziętka.

On jest w czasie wojny w Radzie Jedności Narodowej, inaczej jest w Londynie, krótko mówiąc. aczkolwiek jest też wiązany jednoznacznie z tą sanacyjną grupą, więc ma za sobą też te wszystkie problemy, które ta grupa przeżyła w pierwszych latach wojny, ale rzeczywiście jak gdyby jest związany z rządem polskim na wychodźstwie. I z Radą Jedności Narodowej, więc wraca jako taka osoba stamtąd trochę, ale Zawadzki go wybiera, bo wie, że to jest przełożenie na tych górnoślązaków polskiego pochodzenia, czy tak się identyfikujących, a jest ich prawie 800 tysięcy, których zostało, czyli prawie połowa ludności dawnej niemieckiej części Górnego Śląska i on jest w jakiś sposób dla nich wiarygodny.

Ale to oznacza, że w tym momencie prędzej czy później musiał i się rozpoczął proces, jakby selekcji pod tytułem, czy ty górnośląsaku jesteś Polakiem, czy jesteś Niemcem, prawda? Bo jak Niemcem, to tu transporty czekają i wywozimy ciebie do stref okupowanych. I jak ten proces przebiegał? Tutaj najkrócej mówiąc powiedzmy tak, że do Poczdamu, czyli do konferencji poczdamskiej właściwie Polska nie miała prawa do wywożenia, wysiedlania Niemców. Znaczy oczywiście można było się tego spodziewać, bo tak... na to wskazywały za mną dyskusje. I to jest ten okres tak zwanych dzikich wysiedleń. One zresztą bardzo trudne były w okresie, kiedy trwała wojna, bo dokonano ich niby wysiedlać, jak jeszcze był front.

I one w większości dawały pozytywne opinie. Ta więź lokalna o wiele była silniejsza niż taki nacisk zewnętrzny. Ale też rozumiem, że powstają właśnie pewne obozy o złoprogiej sławie, jak chociażby Jaworzno. I tam trafiają też górnoślązacy. Na jakiej zasadzie? A to jest ta druga część tej historii. To znaczy tego, że ci, którzy się nie, mówiąc w cudzysłowie, nie załapali na te rehabilitacje, na przykład po polskiej stronie, czyli byli tymi foliczami z jedynką lub dwójką, albo z tymi tam oskarżonymi o coś z trójką. Trafiali do takiego systemu obozowego, który nazywamy obozami pracy.

Bo to nie była... Tej ciężkiej górniczej pracy w tym sensie. To nie była praca taka, nawet jak ktoś pracował ciężko na polu, to nie była tego typu praca. Ja kiedyś zetknąłem się z takim pamiętnikiem, zresztą z profesorem Kochanowskim, żeśmy go wydawali dotyczącym już trochę późniejszego okresu, lat sześćdziesiątych, przyjazdu właśnie takiej... Bo to trwało przez cały okres PRL-u, te przyjazdy. jak trudnym wyzwaniem były te pierwsze zjazdy na dół, brak światła, intensywność pracy. Oni na początku w większości nie wytrzymywali intensywności pracy w tych warunkach. Nie wiem, jak to się działo, że ci górnoślązacy wytrzymywali. Możliwe, że nie mieli jak gdyby złudzeń co do tego, że to jest ciężka praca. Ale tamta intensywność tej pracy, pamiętajmy, wymusza nie tylko to, że warunki pracy są takie, a nie inne, ale niekiedy również

Właściwie ta normalizacja dopiero następowała w momencie, kiedy się dostawało to własne mieszkanie, a tych mieszkań nie było, trzeba było na nie czekać, więc oni się bardzo różnili między sobą. Wrócę jeszcze raz do tego pamiętnika, tego robotnika, o którym mówiłem, górnika właściwie, który przyjechał. Właściwie był takim klasycznym przykładem takiego zwerbowanego, który to dla mnie było też szokujące, kiedy czytałem ten, to nawet nie jest pamiętnik, a dziennik, że on w ogóle nie dostrzegał, że jest w innym regionie kraju. On dostrzegał to, że to są inne warunki pracy, że to jest kopalnia, że to jest takie trochę inne miejsce, ale nie miał żadnych kontaktów socjalnych, społecznych z górnoślązakami. On ich bardzo negatywnie ocenia.

Ale przecież gdzieś tam na przodku byli ślązacy. Ale on ich bardzo negatywnie ocenia. On uważa, że oni patrzą na nich z góry, w ogóle się nie chcą kontaktować. On nie ma... Realnie z nimi kontaktu. On nie bywa u nich w domu, ani oni nie bywają u niego. Każdy kontakt zazwyczaj się kończy jakimś takim... On to tak opisuje. Jakimś rodzajem te zawołowania jego jako pełnoprawnego obywatela. Oczywiście po drugiej stronie jest identyczny. Ale za tym nie kryje się jakaś celowa polityka władz, tylko te różnice kulturowe. One były chyba naturalnymi różnicami kulturowymi, bo to działa też z drugiej strony. Górnoślązacy są strasznie nieufni w stosunku, byli nieufni w stosunku do tej grupy. Patrzą na nich z takim najpierw powątpiewaniem,

Też Ziętek z racji wieku pewnie był już w tym momencie, kiedy by musiał odchodzić. Ale patrząc na to z takiej perspektywy właśnie tej, o której pan mówi, to nigdy tak nie było Zagierka, wbrew pozorom, że wszyscy górnoślązacy go zaakceptowali. Duża część jednak widziała też to, o czym pan wspomniał. To znaczy, że to górnictwo to jednak nie jest to samo górnictwo. że ten kult Świętej Barbary to jednak zniknął z tych kopalni, że który tam był wcześniej. Oczywiście więcej zrobił w tym grudzień niż ta ekipa Gierka i Ziętka, ale jednak to było. Przypomnijmy, za grudnia wprowadzono czterobrygadówkę. Ten dramat zupełnie. To kościół katolicki. Dokładnie.

Trochę lepsze. Potem się pojawiły pod sam koniec te tak zwane sklepy komercyjne. Powiedzmy, że jak pensje były wyższe, to ich było stać na to niektórych, żeby w tych sklepach komercyjnych kupować. No ale to były takie ostatnie podrygi. To nie był proces linearny, że Gierek został na początku lat 60. pierwszym sekretarzem i górnicy byli nim zachwyceni. Górnicy, czy w ogóle pracujący na Górnym Śląsku. Ten proces... Może nie tyle osłabiania popularności Gierka, bo on został w jakiś sposób politykiem popularnym na Górnym Śląsku, ale proces takiego dojrzewania, świadomości tego, że PRL się rozpada, absolutnie narastał. Mówiąc już o tym, że o czym nie rozmawiamy teraz, ale będziemy w kolejnej rozmowie rozmawiać mianowicie o zjawisku związanym z emigracją Górnoślązaków do Niemiec Zachodnich i tutaj ta wiedza o tym,

Znaczy pewnego rodzaju, nawet takim rodzajem etosu było to, że Górnoślązak to on w tym miejscu może żyjeć bez żadnego problemu. że on się raczej źle czuje tam, gdzie jest czyste powietrze. To oczywiście było z czasem coraz bardziej kiepskim dowcipem. bo w momencie, kiedy się ujawniło, znaczy tego nie ujawniono tak na dobrą sprawę, ale stały się tajemnicą poliszynela, takie badania z drugiej połowy lat 70. Pani Król zresztą, nie tylko, która no właśnie w tych szopienicach udowodniła, że ołowice mają już dzieci, które się rodzą i że to wpływa na ich rozwój, ich układu nerwowego tak, że stają się dziećmi niepełnosprawnymi od urodzenia. no to stało się to już, coraz rzadziej było już przedmiotem kpin i dowcipów.

Odszedł Gierek, wiadomo w jakich okolicznościach. To, o czym mówiliśmy, te kontakty z wyjazdem do RFN-u nabrały jakiegoś olbrzymiego rozpędu. To wyglądało trochę jak Exodus po raz pierwszy wtedy, po raz drugi pod koniec lat 80. Ludzie, szczególnie ci, którzy byli górnoślązakami, no właśnie większość z nich mniej lub bardziej poważnie myślało o tym, czy nie należy wyjechać w tej sytuacji, która była. Nie mówię o tych rzeczach, które wszyscy znamy. To znaczy dotyczącymi załamania gospodarczego, najkrócej mówiąc, które wówczas było widoczne. A wchodzono już w ten rok 80. z głębokim poczuciem właśnie tego załamania związanego z czterobrygadówką i z tym, że ten niby specjalny region w zasadzie teraz jest na samym końcu tego...

Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.