Fakcje #5 | Non-Fiction
Co blizny, zarówno te materialne, odciśnięte w krajobrazie, jak i te, które znaczą pamięć, mają nam do powiedzenia? Jakie historie stoją za odgórną decyzją władzy o zmianie biegu rzeki, zalaniu wsi, wycięciu lasu? Jak z drugiej strony – na poranionej, niezabliźnionej przestrzeni może powstać (również przy pomocy urzędowej pieczęci) nowy, obiecujący szczęście kwartał mieszkalny? O tym, jak kształtuje nas przestrzeń, co uruchamia jej zniknięcie lub zmiana, rozmawiają Beata Chomątowska, Kinga Dawidowicz i Marta Tomczok. Nagranie odbyło się w ramach festiwalu reportażu Non-Fiction w Gdyni.
I ta drastyczność pamięci widoczna jest w bardzo szczególnego rodzaju renaturyzacji czy raczej rewitalizacji. Nie jest to zatem tak rzecz zrobiona jak przekształcone budynki architektoniczne po starych fabrykach czy starych kopalniach w muzea, na przykład Muzeum Śląskie, ale raczej Ogromne zwałowiska, pod którymi są zasypane wsie, albo ogromne jeziora, pod którymi są zalane wsie, albo doły kopalniane, w których również są wsie. Więc o tego rodzaju blizny mi chodziło. Przypominałam w ten sposób również pojęcie, które było obecne w PRL-u, ale słabo je zapamiętaliśmy.
Zwłaszcza dotyczy to okresu PRL-u, kiedy nie wiem, czy dokumenty archiwalne mają swoją specyfikę, czy materiały prasowe z tamtego okresu jeszcze bardziej. No i okazuje się, że pamięć taka indywidualna i zbiorowa w danym miejscu przechowuje rzeczy, o których nigdy nie przeczyta się jednak w źródłach. Bo tak naprawdę też sobie myślę, że to zajmowanie się pamięcią, pokazywanie tych przestrzeni, które kiedyś były inne, teraz są po prostu uległe jakiejś transformacji, wiąże się też przede wszystkim z tym, że też pokazujecie, jak ten krajobraz też wpływa na tożsamość waszych bohaterów.
To znaczy, panie pracujące tak niby po socjalistycznemu rozdzielały, wsypywały to i rozdzielały pomiędzy wszystkie dzieci, ale najpierw sobie brały. Po prostu było powszechną praktyką, że wchodziły stamtąd z pełnymi siatkami różnych dóbr słodkich. Widzę, że to do lat dziewięćdziesiątych jeszcze funkcjonowało. W PRL to wtedy były w ogóle niedostępne łakocie, więc tym bardziej. Jeszcze nie chcę zaburzać dalszego toku twojej wypowiedzi. Ja się tylko wyrwam do tego, żeby też dopowiedzieć, bo też mi to zapadło bardzo w pamięć, jak wspomnienie jednej z osób, które w dzieciństwie właśnie trafiły do sanatorium i też właśnie to wspomnienie ze słodyczami, które były, ale gdzieś nagle zniknęły i one były też przetrzymywane, jeśli dobrze pamiętam, w takich szafkach, prawda, które
Jakie to były raje. No ale właśnie dlatego, że język przede wszystkim zapamiętał takie upodlające określenia miejsc, z których wywodzili się ci ludzie. Ci ludzie nieraz mieli też takie poczucie, że nazy... że traktuje się ich jak troglodytów, bo pokazywano, że wyprowadza się ich z chat pokrytych przede wszystkim strzechami, takich bardzo, bardzo biednych miejsc. No tak działała po prostu propaganda. Myślę, że potrzebowali trochę takiego wzmocnienia. A ten proces, o którym ty mówisz, nazywa się po prostu relokacją i on był nieraz kłopotem starań także w PRL-u, między innymi mieszkańców Woli Grzymalinej, wsi pod Bełchatowem, do której
I w NRD i w PRL-u bardzo mocno ceniono Łużycę, no tak jak ceniono po prostu różne regionalne tożsamości jako swego rodzaju ideologemy. I to, że doszło w końcu do relokacji w Nieboczowach, czyli w miejscu już po wielkiej powodzi, gdzie trzeba było wybudować na Górnym Śląsku, blisko Raciborza, taki wielki zbiornik retencyjny, To możemy przeczytać w prasie czy w dokumentach, zobaczyć z wielkiego uporu burmistrza czy wójta i społeczności lokalnej, ale przede wszystkim też z tego, że to się działo po 1989 roku. Relokacje w Niemczech też zaczęły się dziać wtedy, kiedy Niemcy się zjednoczyły i po prostu wschodnie Niemcy zobaczyły, że w zachodnich się takie relokacje działy, także też to zaczęto tam stosować.
No po prostu to już się nie wróci. Dzień dobry, dziękuję bardzo. Ja mam takie pytanie, bo obie panie podkreśliły, jak ważne były rozmowy z ludźmi z terenów, do których panie jeździły, czy na przykład właśnie z Muranowa, czy z Rabki, czy z tych wsi, pod których potem ten przemysł PRL-owski poświęcił. A ja mam takie pytanie, które trochę jakby... Jesteśmy w miejscu, czy niedaleko miejsca, przy którym jest trochę inna historia, bo to jest teren poprzemysłowy z niesamowitą dawką historii symbolicznej, czyli Stocznia Gdańska. To jest teren, który jest niedaleko centrum.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Beata Hamontowska i Marta Tomczok przedstawieni i omówieni temat rozmowy.
Beata Hamontowska opisuje swoje doświadczenia z bliznami w książkach.
Beata Hamontowska i Marta Tomczok omawiają definicję i znaczenie blizn w swoich pracach.
Marta Tomczok opowiada o trudnościach i doświadczeniach w pisaniu książki.
Beata Hamontowska omawia perspektywę emocjonalną i fizyczną wobec przestrzeni.
Beata Hamontowska i Marta Tomczok omawiają emocje wywoływane przez przestrzenie.
Marta Tomczok opowiada o wpływie przestrzeni na tożsamość w drugim pokoleniu.
Marta Tomczok opisuje Muranów i Rabkę jako miejsca specyficzne i symboliczne.
Beata Hamontowska opowiada o swoim doświadczeniu w Rabce i wpływie na tożsamość.
Marta Tomczok opowiada o opowieściach wysiedleńczej i procesie przesiedlenia.
Rozmówcy podsumowują swoje doświadczenia i refleksje.
Rozmowa koncentruje się na pamięci krajobrazu i relokacjach związanych z przemysłem w Polsce. Autor opisuje, jak krajobraz zachowuje ślad przeszłości, podkreślając znaczenie archiwizacji tych pamięci.
Autor porusza temat zmian w Gdyni i Stocznia Gdańska, podkreślając konieczność zachowania pamięci miejskiej i lokalnej podczas modernizacji.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Co blizny, zarówno te materialne, odciśnięte w krajobrazie, jak i te, które znaczą pamięć, mają nam do powiedzenia? Jakie historie stoją za odgórną decyzją władzy o zmianie biegu rzeki, zalaniu wsi, wycięciu lasu? Jak z drugiej strony – na poranionej, niezabliźnionej przestrzeni może powstać (również przy pomocy urzędowej pieczęci) nowy, obiecujący szczęście kwartał mieszkalny? O tym, jak kształtuje nas przestrzeń, co uruchamia jej zniknięcie lub zmiana, rozmawiają Beata Chomątowska, Kinga Dawidowicz i Marta Tomczok. Nagranie odbyło się w ramach festiwalu reportażu Non-Fiction w Gdyni.