Mentionsy Mentionsy
Drugi Rzut OKA
Drugi Rzut OKA

Dowody na istnienie Roma. Reportaż z paszportyzacji na Zakarpaciu

22.03.2026 ·37 min 30 s

Tysiące Romów w Ukrainie żyje bez dokumentów. Jeśli Ukraina chce wejść do Unii Europejskiej, musi coś z tym zrobić. Na razie próbują prawnicy i aktywiściDział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Emilii Sułek "Dowody na istnienie Roma. Reportaż z paszportyzacji na Zakarpaciu". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio.

Mukaczewski tabor jest największy w Ukrainie, tłumaczy mi Julian Kondur z Roma Women's Fund Chirikli z Kijowa, jednej z największych organizacji romskich w kraju. Dlatego wybrany został do pilotażowego projektu paszportyzacji. To też, mówi mi Kondur, jeden z trudniejszych, po uszchorodzie i berechowie, taborów pod względem ogólnego rozwoju. Wiele gospodarstw domowych nie ma wody, z prądem jest różnie. Projekt współfinansuje Rada Europy, bo rozdział 23 w negocjacjach akcesyjnych Ukrainy do Unii Europejskiej obejmuje kwestie wymiaru sprawiedliwości i praw podstawowych, w tym ochrony praw mniejszości narodowych. Mediatorki zatrudnione do projektu zaczęły szukać ludzi bez dokumentów.

Zebrano wnioski od 304 osób. Kondur. Chodziło o stworzenie typologii przypadków, by przygotować państwo do ich właściwej obsługi. Niektórzy mieli kiedyś dokumenty, ale zgubili lub stracili w inny sposób. Inni nie mieli nawet aktu urodzenia. Do dziś 150 osób otrzymało dokumenty, w tym Diana. Reszta czeka. Grzebaliśmy ludzi na placu zabaw. Wszyscy jesteśmy ludźmi, tak czy nie? pyta Rada Calandia w restauracji Fenix przy dworcowej.

Zgrzytają koła pociągów, właśnie odjeżdża wieczorny do Kijowa. To ja bym chciała, żeby w Ukrainie Romów traktowano jak ludzi. Na Zakarpacie Calandia przyjechała w marcu 2022 roku. Jest z Wuchledaru. Kiedy zaczęła się pełnoskalowa inwazja, najpierw zeszła z rodziną do piwnicy. Gotowała dla wszystkich, ludzie dzielili się jedzeniem. Choć byli tacy, co przynosili z góry kawałek kiełbasy i zjadali po cichu pod kurtką. To nie nasz styl, mówi jej mąż Edward. Z ich piwnicy nie dało się dojść do punktu ewakuacji. Ostrzał był brutalny. Rada dodzwoniła się do Kijowa, do Chirikli.

Kalandija zatrzymała się w Użchorodzie. Działa tam ośrodek Blacho Eleonory Kulczar, który przyjmował Romów. Bo nie wszyscy przyjmowali, podkreśla Rada. Do pociągu ewakuacyjnego w Dnipro nie chcieli nas wpuścić. Wagonowa twierdziła, że nie ma miejsca. Wepchaliśmy się na chama. Okazało się, że wagon był pusty. W Wuchledarze Rada działała w organizacji Romen, którą założył w 2014 roku jej ojciec. Pomagali Romom uciekającym z Krymu z wojny na Donbasie. Załatwiali dokumenty, prowadzili kampanie edukacyjne, robili wszystko. W romskich NGO-sach trudno mieć konkretny profil, bo potrzeby są tak różne.

W Mukaczewie rada znalazła restaurację Feniks. Ta udostępniła jej pomieszczenia, też mieszkalne, najpierw za darmo, teraz za opłaty. Powstał ośrodek dla Romów uciekających od wojny. Jako mediatorka zaczęła zbierać ankiety do projektu Chirikli. Namawiała Romów, by występowali o dokumenty. Tu na Zakarpaciu dzieje się jakiś dramat, mówi. Poziom dyskryminacji jest 10 razy wyższy niż na wschodzie Ukrainy. Z Mukaczewa do granicy z Węgrami jest jakieś 20 kilometrów. Przed 1918 rokiem Zakarpacie było częścią Austro-Węgier. W 1920 roku przeszło w ręce Czechosłowacji.

W 1939 zajęte zostało przez Węgry, by w 1945 przypaść Ukrainie. Romowie w Mukaczewie mówią o sobie, że są Madziarscy. Węgierski to ich pierwszy język, po romsku mówią niektóre starsze osoby. Znajomość ukraińskiego jest nikła. W urzędach to nie pomaga. Rada chodzi z Romami do urzędów. Jak mi urzędniczka w okienku wyjeżdża z tekstem, czemu oni nie mówią po ukraińsku albo czemu nie umieją czytać i pisać, to mówię, jak pani ma czas, to proszę pójść z naszym klientem na kawę i podyskutować sobie na ten temat. My tu przyszliśmy w konkretnej sprawie, a nie roztrząsać historię czyjegoś życia.

To okienko to strefa pierwszego kontaktu między państwem a obywatelem. W tym okienku dzieje się źle. Urzędnikom nie chce się obsługiwać Romów, bo są nieogarnięci, czasem brudni. A jak mają być czyści, jak nie mają wody bieżącej? Jak mają zrobić pranie, jak ledwie mają prąd? I to w środku miasta. Urzędnicy kantują Romów. Tak twierdzi Calandia. Normalne państwo powinno wydać ci dokument w trybie zwyczajnym i za opłatą urzędową, ale od Romów urzędnicy żądają więcej, a Rom nie zna swoich praw. Pieniędzy też nie ma. Idzie więc do barona, bierze pożyczkę na procent, ale o tym nie wie. Rada zaczyna się denerwować, zapala kolejnego papierosa przed drzwiami Feniksa.

Siedzi za stołem razem z dziesiątką innych uchodźców ze wschodu. Jest tu z żoną i wnukami. Dzieci wyjechały do Niemiec. Ich dom nadal stoi, mieszkają w nim ukraińscy żołnierze. Nasi chłopcy, mówi o nich błękitno-oki Konstantin. Za nich i za zwycięstwo, wznosi toast w papierowym kubeczku, zagryza śledziem. Rada Calandia mieszka razem z uchodźcami. Jest przecież jedną z nich. Jej córka uczy się online, prawie nie wychodzi z pokoju. W budynku jest zimno, pod kołdrą najcieplej. Brama wjazdowa jest zamknięta. Wchodzi się bocznymi drzwiami. Ludzie boją się nalotów z Terytorialnego Centrum Rekrutacji , odpowiedzialnego za pobory do wojska.

Ale w Feniksie i tak jest lepiej niż w taborze. Są toalety, prysznice, ciepła woda w kranie. Rada w Mukaczewie przeżyła szok. To jest jakiś genocyd. Romowie żyją tu jak w getcie. I to w XXI wieku. Nie przebiera w słowach. Kiedy pytam, czy władze miasta nie wysiedlą taboru, przecież ten grunt może być atrakcyjny pod względem budowlanym, mówi, w życiu to są wszystko wyborcy. Wystarczy przed wyborami przywieźć ludziom po worku kaszy gryczanej i masz zagłosowane. Na zachętę zrobisz jakąś mini inwestycję i tyle. A po wyborach to już hulaj dusza.

Mural z dziewczynką i aktem urodzenia. Najbardziej hula Janosz Jonasz, tak twierdzi Calandia. To jedyny Rom w Radzie Miasta. To on powinien dbać o remont dróg, podłączenie wody i kanalizacji, mówi Rada, która tytułuje go baronem. Co gorsza, tak twierdzi Calandia, ten baron wyłudza od ludzi pieniądze i obiecuje załatwiać dokumenty. Bigunec, prawnik, przyznaje, że zdarzyło mu się widzieć sfałszowany akt urodzenia. Ktoś komuś takie rzeczy załatwia, ale nie wie kto. Na pewno nie ja, mówi mi Jonasz, z którym umawiam się we francuskiej kawiarni w centrum miasta.

Ilu Romów mieszka w Ukrainie, tego nie wie ani Jonasz, ani nikt inny. Ostatni spis powszechny z 2001 roku dał liczbę 47 587. Jonasz uważa, że Ukraina zaniża liczbę Romów z powodów politycznych. Bo im więcej Romów, tym bardziej trzeba by uznać, że powinniśmy mieć odpowiednią reprezentację we władzach. Tego zdania są właściwie wszyscy moi rozmówcy. Panuje tu pełna zgoda. Rada Europy i Chirikli szacują, że Romów w Ukrainie jest od 250 do 400 tysięcy. Jonasz uważa, że to liczba przegięta w drugą stronę, bo im więcej Romów, tym więcej można zarobić na programach pomocowych.

Ten dobry pan Baron. Powinien też żyć dobrze z Radą Kalandiją. Rada organizuje pomoc materialną dla taboru, też z Polski. Romodrom z Czech dał środki na otwarcie zerówki. Dzieci mogą tu zjeść darmowy obiad. Jonasz zarzuca jej jednak, że miesza się w cudze sprawy. I on, i Rada zgadzają się co do jednego. Że w romskich projektach powinni pracować Romowie. Tymczasem jedyna mediatorka do spraw romskich w Neeka to Węgierka zamężna z Romem i wcale nie z Mukaczewa. Jonasz. Odkąd NEK zajmuje się tematami romskimi, nasze organizacje nie mają szansy na granty.

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.