Mentionsy

Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane
31.03.2026 22:18

NAJDZIWNIEJSZA SPRAWA CARSKIEJ WARSZAWY, CZYLI PROCES BOHDANA RONIKIERA

Hrabia, który doznał nawiedzeń i ewoluował w ojca Teofila, niepodważalne alibi, którego nie było i sprawa, w której ciągle coś nie pasowało.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Kurjer Warszawski: wybrane numery lat 1910-1914Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 53 wyników dla "Zawadzki"

13 maja 1910 roku, około godziny 7 wieczorem, Antoni Siemiński numerowy w pokojach umeblowanych prowadzonych przez Feliksa Zawadzkiego przy ulicy Marszałkowskiej 112 w Warszawie, zawiadomił stróża domu Franciszka Zielińskiego, że jeden z gości, przybyły dzień wcześniej, otruł się albo zabił.

Z drugiej musieli przebić się przez gąszcz kłamstw i półprawd, jakie od pierwszych minut zaczęli serwować właściciel pokoi, czyli Feliks Zawadzki i numerowy Antoni Siemiński.

Zawadzki najpierw twierdził, że pokoje numer 1 i 2 zajął dzień wcześniej ten sam młody człowiek, którego ciało znaleziono.

Że pokoje wynajmował już wcześniej i że Zawadzki odkrył ciało około 4 po południu, ale przez jakiś czas nie zawiadamiał policji, bo tutaj cytując, nie wiedział co z tym począć.

Zawadzki jednej osobie mówił, że było to o 2 po południu, innej, że już po obiedzie, a jeszcze innej, że około w pół do 11 wieczorem.

Zawadzki został skonfrontowany z papierami, które obalały jego wersję.

W miarę nacisku Zawadzki i Siemiński wycofywali się z kolejnych wersji wydarzeń i tworzyli następne.

Równocześnie z przesłuchiwaniem Zawadzkiego i Siemińskiego ustalono ostatnie godziny życia Stanisława.

Chwilę później kilku uczniów zauważyło, że podszedł do niego nieznajomy mężczyzna odpowiadający rysopisowi człowieka opisywanego przez Zawadzkiego.

Ważne okazało się też zeznanie nauczycielki Małgorzaty Suder, mieszkającej w pokojach umeblowanych Zawadzkiego.

Kolejne ustalenia pokazały, że wynajęcie pokoi u Zawadzkiego nie było pomysłem improwizowanym, tak sobie powiedzmy.

Taka charakterystyka idealnie wspierała wczesne, fałszywe zeznania Zawadzkiego i Siemińskiego o rzekomych schackach miłosnych i dobrze współbrzmiała z podrzuconym listem pożegnalnym, który miał sugerować konflikt z rodzicami.

Do gabinetu naczelnego trafił Zawadzki, a podczas przejścia przez salę interesantów wskazano mu Ronikiera z pytaniem, czy go poznaje.

Zawadzki odpowiedział bez wahania.

I Zawadzki i Siemiński mówili dokładnie to, co było potrzebne, by taki obraz utrwalić.

Zawadzki i Siemiński już wypowiadali się o nim w sposób, który dokładnie odpowiadał późniejszej mistyfikacji.

Zawadzki wprost opowiadał, że dwa pokoje wynajął u niego młody mężczyzna dla schadzek miłosnych.

Śledczy zaczęli też zwracać uwagę na sposób, w jaki Zawadzki i Siemiński obchodzili się z miejscem zbrodni jeszcze przed przybyciem policji.

Zawadzki długo ukrywał, że z pokoju wyniósł bukiet bzu, pozostawiając przez nią uwagę tylko jedną gałązkę przy nogach zmarłego.

Gertruda Rodde, mieszkająca w pokojach umeblowanych Zawadzkiego, zeznała, że 12 maja około godziny 19 wieczorem drzwi do pokoi umeblowanych były otwarte, choć zazwyczaj o tej porze pozostawały zamknięte na zatrzask.

Co więcej, na korytarzu i w pokoju służbowym nie było ani Zawadzkiego, ani jego żony, ani Siemińskiego, choć zwykle ktoś z nich stale tam dyżurował.

Kiedy Lebanowski siedział już w jednej celi z Feliksem Zawadzkim, ten miał prosić go, by po wyjściu przekazał jego żonie polecenie odebrania pieniędzy z wiadomego miejsca.

W sprawie Zawadzkiego ważny był też wątek finansowy.

Zawadzki tłumaczył, że suma ta składała się z pieniędzy już wcześniej oszczędzonych i przygotowanych na częściową spłatę długu hipotecznego.

Ale jednocześnie śledczy zauważyli, że sytuacja finansowa Zawadzkiego nie była aż tak stabilna, jak próbował to przedstawiać.

Sam Zawadzki skarżył się wcześniej, że może niedługo będzie musiał ten interes zamknąć, ponieważ jest nierentowny.

Jeśli zaś chodzi o Siemińskiego, to chociaż formalnie to był tylko numerowym, w praktyce współzarządzał lokalem, znał wszystkie sprawy Zawadzkiego, poprawiał meldunki, załatwiał formalności, miał nawet dostać od niego dom w Serocku i odgrywał rolę znacznie większą niż zwykły pracownik.

Stróż domu przy Marszałkowskiej, Franciszek Zieliński, potwierdzał, że wokół pokoju nr 1 i nr 2 od dawna panowała dziwna atmosfera, a opowieści Zawadzkiego zmieniały się od początku.

Rewirowy Kulicki zeznał, że gdy przybył na miejsce, Zawadzki już na wejściu mówił o bogatym dziedzicu, który się zabił, choć sam wyglądał na silnie roztrzęsionego.

Komisarz Szpiganowicz i jego pomocnik Gawryłow zgodnie wskazali, że pierwsze wersje Zawadzkiego i Siemińskiego były zbyt zgodne, a potem równie zgodnie zaczęły się zmieniać.

Prokurator żądał dla Ronikiera kary śmierci, uznając go za głównego sprawcę, a Zawadzkiego za wspólnika.

która co prawda maczała palce w tej sprawie, ale niejako pośrednio na polecenie Zawadzkiego.

Felix Zawadzki i Antoni Siemiński dostali uniewinnieni.

Najciekawsza była jednak mowa Henryka Ettingera, obrońcy Zawadzkiego.

Adwokat podkreślał, że Zawadzki budzi niechęć nie przez to, co mu udowodniono, ale przez to, kim jest i czym się zajmuje.

Pokazywał, że jeśli Roniker rzeczywiście był człowiekiem inteligentnym, ambitnym i nastawionym na kontrolę, no to właśnie dlatego nie wciągnąłby kogoś takiego jak Zawadzki ze zbrodni, bo uczyniłby z siebie zakładnika człowieka, który przez całe życie mógłby go szantażować.

Gdyby planował mord, to zrobiłby wszystko, żeby Zawadzki wiedział jak najmniej, a nie jak najwięcej.

Wskazywał też, że jeśli Zawadzki rzeczywiście był wspólnikiem, to cała scena po zabójstwie wyglądałaby inaczej.

Zawadzki, owszem, kręcił, zmieniał wersje, mieszał się, ale Ettinger przekonywał, że to nie dowód udziału w zabójstwie.

Bardzo ważne były też ponowne zeznania Zawadzkiego, który również zasiadał na ławie oskarżonych, aczkolwiek odpowiadał z wolnej stopy, no bo według sądu pierwszej instancji został on uniewinniony.

Twierdziła, że widziała Stasia dwa razy na schodach prowadzących do pokojów Zawadzkiego.

Kamieniec miał mieć kontakt zarówno z Ronikierem, jak i z Zawadzkim.

Ronikier 3000 rubli, Zawadzki 2000 rubli.

Natomiast Zawadzki pozostał w więzieniu, bo za niego pieniędzy nikt wpłacić nie chciał.

Feliks Zawadzki, również pozbawiony praw, otrzymuje 10 lat ciężkich robót i ten sam los.

Koszty procesu spadają na Ronikiera, a w razie jego niewypłacalności na Zawadzkiego.

W przypadku Zawadzkiego nie ma już miejsca na żadne słowa.

Zawadzki znika już w rękach konwoju.

A z tego co ustalono, to biznes Zawadzkiego i tak już ledwie ciągnął.

To wskazuje na to, że Zawadzki nie wiedział, jak zginął chłopiec.

Kiedy i śledczy wykluczyli taką opcję, Zawadzki improwizował.

Uważam, że Ronikier i Zawadzki działali oddzielnie.

Z kolei Zawadzki odkrywszy, że w jego przybytku doszło do tak makabrycznego czynu, popsuł ronikierowi szyki, bowiem wiedziony inną motywacją, zadziałał zupełnie odwrotnie.