Mentionsy

Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane
31.03.2026 22:18

NAJDZIWNIEJSZA SPRAWA CARSKIEJ WARSZAWY, CZYLI PROCES BOHDANA RONIKIERA

Hrabia, który doznał nawiedzeń i ewoluował w ojca Teofila, niepodważalne alibi, którego nie było i sprawa, w której ciągle coś nie pasowało.Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła:Kurjer Warszawski: wybrane numery lat 1910-1914Społeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 200 wyników dla "Ronikier"

A potem wchodzi hrabia Ronikier, cały na biało, a właściwie to w habicie, i pokazuje, że jednak się da.

Hrabia Bohdan Marian Wincenty Ronikier urodził się 24 sierpnia 1872 roku.

Jego ojciec Adam Aleksander Anastazy Ronikier zmarł zaledwie 10 miesięcy po narodzinach syna.

Ten rozdźwięk między pozycją na papierze a realnymi możliwościami wydaje się kluczowy dla zrozumienia życia Ronikiera.

Uczył się w IV Gimnazjum w Warszawie i mieszkał na stacji u nauczyciela Karola Araszkiewicza, mimo że Wanda Ronikier również przebywała w stolicy, ale jakoś tak wolała umieścić syna w obcej kwaterze.

Według doktora Theodora Heringa, lekarza domu Ronikierów, który od lat bywał u nich i znał kulisy rodzinnych relacji, to Wanda miała narzekać, że z syna nigdy nie będzie pociechy.

Skandal był na tyle poważny, że studenci z Drezna rozesłali do innych uczelni niemieckich ostrzeżenie, by mieć się na baczności z Ronikierem i Kruszewskim.

Sam Ronikier, pytany później o ten incydent, odpowiadał mętnie i zrzucał odpowiedzialność na towarzysza, twierdząc, że osobiście nie miał z całą historią nic wspólnego.

Co tylko jeszcze bardziej rozdmuchało Ego Ronikiera.

Z relacji Pawła Górskiego, znajomego z warszawskiego środowiska literackiego, wynikało, że Ronikier miał o sobie i swoim przeznaczeniu wyobrażenie zdecydowanie przesadne.

Duchowny mówił, że spotkał w pociągu mężczyznę, który twierdził, że znał Ronikiera z czasów uniwersyteckich.

Ronikiera postrzegano jako człowieka o nadzwyczajnej ambicji, graniczącej wręcz z samoubóstwieniem.

W sztukach Ronikiera dominowali bohaterowie bez zasad.

Jeżeli słuchacie uważnie, to pewnie pamiętacie, że matka Ronikiera wywodziła się właśnie z rodów Chrzanowskich.

Precyzując to, Ronikier był siostrzeńcem ojca Xavery, więc pokrewieństwo było dość bliskie, ale w tamtych czasach, zwłaszcza w rodzinach szlacheckich, przemykano oko na takie rzeczy.

Ronikier znał rodzinę Chrzanowskich od wczesnych lat dziecięcych, ale dopiero w roku 1904 niejako przypadkiem spotkał Xaverę i od razu zaczął zabiegać o jej względy.

Zebrane informacje nie wypadły dla Ronikiera korzystnie.

Ale Ronikier, gdy czegoś chciał, nie uznawał słowa nie.

Pewnego razu przed ślubem pan Ronikier urządził nam taką scenę, iż mąż mój dostał rodzaju ataku apoplektycznego, a ja ataku serca.

Ronikier zrezygnuje z brylowania po warszawskich salonach i wraz z ich córką osiedli się na wsi.

I właśnie wokół tego małżeństwa niemal od początku zaczął się najpoważniejszy konflikt finansowy w życiu Ronikiera.

Jednocześnie jeszcze przed ślubem wymusił, by młodzi podpisali intercyzę, która ustanawiała całkowitą rozdzielność majątkową i wyłączała Ronikiera z zarządzania majątkiem żony.

Ronikier był z tego rozwiązania wyraźnie niezadowolony.

Ale nawet już po uzyskaniu zgody, Ronikier i Xavera jeszcze przez długi czas unikali złożenia swoich podpisów na dokumencie potwierdzającym zawarcie związku małżeńskiego.

Ronikier przestał bywać w jego domu.

Ronikier nie poślubił panny z dobrego domu, tylko kobietę, która stała w centrum układu rodzinnego, w którym krążyły naprawdę ogromne pieniądze.

Ronikier doskonale wiedział, że to nie jest jakieś wydumane marzenie, tylko konkretne dobra i konkretne sumy.

Ronikier o tym wiedział i bardzo nad tym ubolewał.

W tym samym czasie Ronikierowi wiodło się coraz gorzej.

W 1910 roku sytuacja finansowa Ronikiera była już naprawdę zła.

Kiedy Jan zaoferował, że poręczy za niego finansowo, Ronikier odmówił, mówiąc, że znajdzie inne źródło.

Żeby zrozumieć późniejszy ciężar tej sprawy, to trzeba na chwilę odejść od samego Ronikiera i wejść do świata jego teściów, czyli państwa Chrzanowskich.

Nie idealizował ani swojej rodziny, jak na przykład robiła to jego matka, ani Ronikiera, jak robiła to jego siostra.

O Ronikierze mówił bez złudzeń, ale też bez emocjonalnej przesady.

W rodzinnych relacjach Stanisław jawił się niemal jako przeciwieństwo Ronikiera.

Nie ma więc tutaj obrazu jakiejś rodzinnej wojny, przynajmniej jeżeli chodzi o samego Stanisława, bo jak mówiłam, to rodzice raczej nie pałali wielką miłością do Ronikiera, przez co cierpiały ich relacje z córką.

Nie wiadomo, czy Stanisław zdawał sobie sprawę z konfliktu ojca z Ronikierem.

I chyba Was nie zdziwię, że rodzina bardzo szybko wskazała na hrabiego Bohdana Ronikiera, który niemalże idealnie pasował do rysopisu.

Jan Chrzanowski zawiadomił telegraficznie Ronikiera o śmierci szwagra, prosząc o przybycie do Warszawy.

Jan Ostrowski, również kolega Stanisława, stwierdził, że Ronikier jest z ogólnego wyglądu podobny do nieznajomego.

Świadkom pokazano także palto i czapkę sportową nabrane Ronikierowi podczas rewizji.

Gdy świadkowie zaczęli mówić o podobieństwie, Ronikier odezwał się do nich cicho,

Kiedy pierwsze przesłanki wskazujące na Ronikiera się potwierdziły, zajęto się odkrywaniem większej liczby powiązań mężczyzn ze zbrodnią.

Biegli kaligrafowie orzekli niemalże jednogłośnie, że tekst przekazu został napisany ręką Bohdana Ronikiera.

Uznał, że nie napisał go sam Chrzanowski, a charakter pisma w wielu punktach przypominał pismo Ronikiera, choć z powodu celowo wprowadzonych zmian nie dało się tego stwierdzić w stu procentach.

Z ich zeznań wynikało, że na krótko przed zabójstwem Ronikier kupił u nich kilka starych, grubych i miękkich dywanów, mówiąc, że wynają pokoje umeblowane i będzie mu potrzebnych jeszcze kilka innych rzeczy.

Obaj świadkowie rozpoznali później w Ronikierze właśnie tego klienta.

W oderwaniu od sprawy mogło to brzmieć niegroźnie, zwłaszcza, że Ronikier przecież pisywał swoje powieści i często przewijającym się tym motywem było właśnie morderstwo.

Jeszcze bardziej obciążające okazały się zeznania kolegów Stanisława, których w dniach 10 i 11 maja zaczepiał na ulicy Złotej mężczyzna odpowiadający wyglądem Ronikierowi.

Nie rozpoznał potem Ronikiera z pełną pewnością, ale przyznał, że wydawał mu się podobny do człowieka, który wydał mu dyspozycję.

Podsumowując pokrótce wszystkie ustalenia, które świadczyły na niekorzyść Bohdana Ronikiera, to były to fałszywe wersje Sawackiego i Siemińskiego obalone przez dokumenty, wykluczenie, by Stanisław ukrywał romans, rozpoznania świadków, identyfikacja Ronikiera jako człowieka widzianego ze Stanisławem i jako wielomiesięcznego użytkownika lokalu, dowody na opłacenie pokoi, zakup dywanów, poszukiwanie podobnego lokalu wcześniej,

I śledczy też doszli do wniosku, że hrabia Bohdan Ronikier przygotował przy marszałkowskiej miejsce zbrodni, zwabił tam szwagra i ponosi odpowiedzialność za jego śmierć.

Po zabójstwie Stanisława Chrzanowskiego, Bohdan Ronikier od początku zachowywał się w sposób, który trudno było uznać za zwykłą reakcję zszokowanego powinowatego.

Tam, gdzie inni widzieli chłopca spokojnego, pilnego, silnie związanego z domem i rodziną, przy tym trzymanego pod ścisłą kontrolą, tam Ronikier kreślił portret młodzieńca zepsutego, wcześniej zainteresowanego kobietami, skarżącego się na surowość rodziców i dotkliwy brak pieniędzy.

W rozmowie ze znajomym Pawłem Górskim, Ronikier twierdził, że Stanisław był namiętny, łatwo ulegał kobiecym wdziękom i nieraz skarżył się rodzeństwu, że rodzice obchodzą się z nim zbyt surowo i nie dają mu pieniędzy.

Ronikiera po raz pierwszy tak naprawdę konkretnie przesłuchano dopiero 21 maja, już jako oskarżonego.

Pojawił się nawet wątek homoseksualny, gdzie Ronikier miał stwierdzić, że Staś lubił baraszkować pod kołdrą z osobami tej samej płci.

Im bardziej Ronikier próbował więc kreować Stanisława na młodzieńca wcześniej zdeprawowanego i niespokojnego, tym wyraźniej odcinał się od tego, co wynikało z pozostałego materiału dowodowego.

To wtedy Ronikier sam wezwał Kurnatowskiego telefonicznie do swojego hotelu, rzekomo po to, by porozmawiać o prasowych wzmiankach sugerujących udział krewnych w zabójstwie.

Ronikier zaczął wypytywać o szczegóły śledztwa, próbując wybadać, co już ustalono.

Kiedy Kurnatowski wspomniał o przypuszczeniu, że Stanisław mógł zostać wprowadzony do pokoju w Przemarszałkowskiej przez główne wejście, a nie tak jak zakładano przez wejście tylne, schodami kuchennymi, wtedy Ronikier natychmiast odparł.

Kurnatowski od razu zapytał, o jakich drzwiach Ronikier mówi, bo nie wspomniał przecież o żadnych szczegółach układu lokalu.

A takich smaczków, gdzie Ronikier sam sobie kopał dołek, jest dużo więcej.

Po dwóch godzinach rozmowy Ronikier odprowadził Kurnatowskiego na schody i zaczął swoją grę w Pan nie wie kim ja jestem.

Podkreślał swoje znajomości, przedstawiał się jako bliski znajomy byłego urzędnika wydziału śledczego i dodał, że liczy na życzliwe traktowanie rodu Ronikierów.

To była próba wpłynięcia na tok śledztwa, a może i nawet lekki szantaż, gdy weźmiemy tutaj pod uwagę, że chwilę wcześniej Ronikier przecież chwalił się swoją znajomością z urzędnikiem Wydziału Śledczego.

Około południa Ronikier sam zgłosił się do Wydziału Śledczego.

W międzyczasie, kiedy Ronikier oczekiwał na wizytę u Kowalika, umilił sobie czas i wdał się w pogawędkę z dziennikarzem Kuriera Warszawskiego.

Ronikier nie czekał na ustalenia, tylko sam przedstawiał własną interpretację, a ta zawsze zmierzała w stronę obyczajowego skandalu i zepsucia ofiary.

Do gabinetu naczelnego trafił Zawadzki, a podczas przejścia przez salę interesantów wskazano mu Ronikiera z pytaniem, czy go poznaje.

Już wcześniej koledzy zamordowanego utrzymywali, że rozpoznają w Ronikierze mężczyznę, który szedł ze Stanisławem w stronę marszałkowskiej.

Po chwili Ronikier został wprowadzony do gabinetu Naczelnika Wydziału Śledczego i poinformowany, że zostaje aresztowany.

Według jednych ekspertyz potwierdzono, że pozostawione na szklalinie papilarne należą właśnie do Ronikiera.

Ronikier od początku próbował oprzeć swoją obronę na jedynym, prostym twierdzeniu.

W księdze meldunkowej Hotelu Polskiego w Lublinie rzeczywiście figurował zapis, że Bohdan Ronikier przybył tam 9 maja, a wymeldował się 12 maja 1910 roku.

Z ich relacji bowiem wynikało, że Ronikier owszem formalnie pokój zajmował, ale korzystał z niego w sposób co najmniej osobliwy.

Nikt do niego nie był wpuszczany, służba nie sprzątała, a Ronikier nie nocował w nim ani razu.

Świadkowie z Lublina nie widzieli Ronikiera w tym mieście w godzinach popołudniowych, kiedy Stanisław został zamordowany.

Niektórzy świadkowie z Lublina zapamiętali Ronikiera głównie z wieczoru 9 maja, 10 maja i z wieczoru 11 maja.

Ale nikt nie widział Ronikiera w Lublinie pomiędzy południem a późnym popołudniem 12 maja.

Chociaż pojawił się pewien świadek w postaci właśnie Romana Ratomskiego, z którym Ronikier był widziany przecież przez niektórych świadków i on nieco załamywał oskarżenie.

Ponieważ mężczyzna utrzymywał, że nie tylko widywał Ronikiera 10 i 11 maja, ale że widział się z nim również 12 maja między godziną 13 a 15 w restauracji Rakrzewskiego w Lublinie, a potem jeszcze około godziny 19 na ulicę.

Tyle, że to zeznanie zostało rozbite przez innych świadków, kelnerów i osoby obecne w tych samych miejscach, które twierdziły, że Ronikiera w ich przybytku nie było.

Co więcej, to pojawiły się informacje, że Ratomski interesował się sprawą zbyt gorliwie i miał nawet namawiać niektórych, by przy kolejnych przesłuchaniach zmienili swoje wypowiedzi tak, by były dla Ronikiera korzystniejsze.

Jedyny człowiek, który próbował dać Ronikierowi mocne alibi na tę najbardziej kluczowe godzinę, nagle sam stracił wiarygodność.

Pojawiły się również relacje, że Ronikier był widywany w nocnych pociągach kursujących z Lublina do Warszawy.

Wacław Łukomski zeznał, że w przeddzień albo w sam dzień zabójstwa widział Ronikiera między godziną dwunastą a drugą po południu w barze przy Marszałkowskiej 100.

Po raz ostatni miał go widzieć 11 lub 12 maja około godziny 11 z okna cukierni Rożkowskiego przy Marszałkowskiej 112, kiedy Ronikier w tym samym palcie, które później zabezpieczono, przyjechał do Rożką i wszedł do bramy tego domu.

Gdy pokazano mu fotografię, rozpoznał w nim Ronikiera.

Alibi Ronikiera nie było więc niepodważalne.

Z kolei niezależni świadkowie coraz wyraźniej lokowali Ronikiera w Warszawie w dniu morderstwa oraz w dniach je poprzedzających.

Gdy materiał dowodowy zaczął coraz wyraźniej obracać się przeciwko Ronikierowi, ten najwyraźniej coraz silniej czuł zaciskającą się na szyi pętlę.

W lipcu 1910 roku Ronikier napisał z więzienia list do swojej żony, w którym ubolewał nad tym, że ta została aresztowana.

Oświadczał, że postanowił wstąpić do zakonu i nie nazywa się już Bohdanym Ronikierem, lecz ojcem Teofilem.

Ocenili, że Ronikier cierpi na neurastenię, ale w jego zachowaniu już od samego początku dostrzegali wyraźne cechy symulacji.

Tam Ronikier rozwinął swój spektakl.

Bohdan Ronikier nie cierpi na żadną chorobę umysłową, a jedynie taką chorobę symuluje.

11 kwietnia 1911 r. orzeczono, że Ronikier był poczytalny zarówno podczas badań, jak i w chwili popełnienia zarzucanej mu zbrodni.

Bohdan Ronikier nie był jedyną osobą, która została w tej sprawie pociągnięta do odpowiedzialności.

Kiedy jednak śledztwo ustaliło, że Stanisław przed dniem swojej śmierci w ogóle nie bywał w tych pokojach, a lokalę pod jego nazwiskiem wynajmowała inna osoba, która okazała się Ronikierem, obaj zaczęli się z tych zeznań wycofywać.

Stróżowi Franciszkowi Zielińskiemu mówili, że ów lokator chodzi w czapce z zielonym lampasem, czyli w nakryciu głowy, którego Ronikier nigdy nie nosił, ale które rzeczywiście należało do Stanisława.

Mówiąc krótko, to wszystko wskazywało na to, że panowie działali na polecenie Ronikiera i byli z nim w zmowie.

Czy Ronikier szantażował ich złożeniem donosu za to, że nie wywiązywali się ze swoich obowiązków meldunkowych?

Mimo to zostali oskarżeni o to, że działali w porozumieniu z Bohdanem Ronikierem i o zbrodni przynajmniej wiedzieli.

Ronikier siedział niewzruszony, obojętny, jakby już nie z tego świata.

Ale w tej pozie obojętności zdarzały się pęknięcia, jak chociażby podczas zeznań fagi Gutnayerowej, właścicielki sklepu, w którym Ronikier kupował dywany do wynajętych pokoi.

Chodziło oczywiście o wygląd tych dywanów zakupionych przez Ronikiera.

Co znamienne, to w tym momencie również i Ronikier, dotąd pogrążony w swojej roli człowieka odciętego od rzeczywistości, zareagował.

Pierwsze dni procesu wypadły dla Ronikiera niekorzystnie.

Równocześnie zeznania uczniów Szkoły Wróblewskiego, zwłaszcza Józefa Monica, Jana Ostrowskiego, Józefa Dziębowskiego i Zdzisława Wilanowicza, coraz wyraźniej zbliżały się do Ronikiera.

Nie każdy z tych chłopców potrafił z absolutną pewnością powiedzieć, że tym mężczyzną był Ronikier.

Publicznie wskazał na Ronikiera jako człowieka, który miał motyw i który jego zdaniem odpowiadał za śmierć syna.

Mówił o konflikcie wokół majątku, o intercyzie, o presji finansowej i o tym, że Ronikier wiedział, iż do podziału majątku dojdzie dopiero po osiągnięciu pełnoletności przez Stanisława.

W pewnym momencie Chrzanowski zwrócił się bezpośrednio do zasiadającego na ławie oskarżonych Bohdana Ronikiera mówiąc Zabili mi dziecko, a mordercą jesteś tyzięciu.

Brat ofiary, Jan, potwierdził z kolei, że Ronikier narzekał na swoje położenie materialne, mówił o możliwym dziale majątku, a nawet rzucał pomysły, by ojca rodziny ubezwłasnowolnić.

W praktyce więc już pierwsze dni rozprawy ustawiły proces w bardzo niebezpieczny dla Ronikiera sposób.

Z jednej strony sąd wysłuchiwał ludzi z bliższego i dalszego otoczenia Ronikiera, którzy opisywali jego charakter, ambicje i finansowe problemy.

Ważne znaczenie miało też odczytanie zeznania Jadwigi Bliger, wychowawczyni dzieci ronikierów.

Poruszono również wątek motywu, który, jak się okazuje, teoretycznie był prosty, bo Ronikierowi zależało na tym, żeby szybciej podzielić majątek teścia.

Innymi słowy, to nawet w najbardziej optymistycznym dla tej teorii scenariuszu, Ronikier nie dostawał nic od razu.

Obrona Ronikiera szła dokładnie w przeciwną stronę.

Twierdził, że Ronikier nie miał realnego powodu, by zabijać, że motyw finansowy jest naciągany, a cały proces zbudowano od końca.

Gdyby Ronikierowi tak naprawdę zależało tylko na pieniądzach, to ożeniłby się z niejaką Galdhabówną, bogatą Żydówką, która pojawiła się w jego życiu przed Xaverą.

Ronikier podniósł się powoli.

Ronikier powiedział tutaj cytując, Jeżeli m zbrodnię spełnił, niech mnie zaraz Pan Bóg powali, ale ja nie padnę, bo mnie zawinił.

Ronikier ustawił siebie w tle, a bliskich, w opinii publicznej niewinnych i ucierpiałych rykoszetem, na pierwszym planie.

Prokurator żądał dla Ronikiera kary śmierci, uznając go za głównego sprawcę, a Zawadzkiego za wspólnika.

19 września 1911 roku Bohdan Ronikier został skazany na 15 lat ciężkich robót i dożywotnie zesłanie na Syberię.

Sam Sąd Okręgowy przyznał w uzasadnieniu, że nie zdołano odtworzyć pełnego przebiegu zbrodni ani jednoznacznie ustalić, czy Ronikier działał sam.

Pojawiały się sugestie, że w sprawie istnieje drugi plan, który śledztwo pominęło lub zignorowało, koncentrując się zbyt wcześnie na Ronikierze.

Istotne było również to, że po raz pierwszy w sposób pełny przemówił sam Ronikier.

Nowością były też pewne sygnały dotyczące zachowania Ronikiera już po osadzeniu.

Wątek ten nie został jednak w pełni rozwinięty w toku procesu, ale chodziło o to, że Ronikier próbował zwerbować przychylnych dla siebie świadków.

Dość emocjonalne było wystąpienie żony oskarżonego – Xawery Ronikierowej.

Po rozprawie w sądzie okręgowym, gdzie uznano Bohdana za winnego śmierci Jewrata, całkowicie odcięła się od swojej rodziny, mając jej za złe, że przez ich negatywne nastawienie do Ronikiera niewinny człowiek siedzi w więzieniu.

W ten sposób budowała obraz nie tyle zgodnej rodziny, którą Ronikier miałby zaatakować z chciwości, ile rodziny wewnętrznie skłóconej i od dawna pełnej pretensji.

To była próba odparcia jednego z cięższych zarzutów wobec Ronikiera, że od początku to właśnie on dążył do obejścia zabezpieczeń majątkowych i manipulował żonę.

Była ostatnią, najbardziej osobistą linią obrony Ronikiera.

Podkreślał, że Ronikier nie działał impulsywnie, tylko metodycznie.

Bo nawet po śmierci Stanisława, no to spadek nie przechodził bezpośrednio w ręce Ronikiera.

Że jeśli nawet Ronikier zachowywał się dziwnie, jeśli krążył między Lublinem a Warszawą, jeżeli coś tam ukrywał, to nadal nie dowodzi, że zabił.

Próbowano też zmienić wizerunek Bohdana Ronikiera.

Człowiek taki jak Ronikier nie popełniłby błędu polegającego na uzależnieniu się od właściciela podejrzanych pokojów.

Ostatnie słowo Ronikiera.

Ronikier już nie mówił jak człowiek odgrywający religijny trans z pierwszego procesu, tylko jak ktoś, kto postanowił wreszcie wejść w ten spór frontalnie.

Po wznowieniu poruszono najważniejsze kwestie, które trzeba było bezspornie wyjaśnić, aby móc zadecydować o winie lub niewinności Ronikiera.

Ronikier, przypominam, przyznał, że to on wynajmował pokoje i jak stwierdził, były one jego dyskretnym mieszkaniem w Warszawie, które z obawy przed plotkami, domysłami żony i kompromitacją polecił wynająć Stanisławowi Chrzanowskiemu.

Ronikier twierdził bowiem, że 17-latek znał lokal i że pokoje były już wcześniej przez niego używane.

Ronikier utrzymywał również, że Staś pisał do niego przed swoją śmiercią, wzywając go do Warszawy.

Ale żeby być obiektywnym, to istnienie pocztówki, w której Stanisław prosił, by szwagier przybył do stolicy, potwierdziła żona Ronikiera.

Czy między Stanisławem i tą damą, czy między Ronikierem a tą damą, to już była taka rzecz drugoplanowa.

Bo obaj nadal mówili o podobieństwie nieznajomego mężczyzny do Ronikiera, ale już nie tak pewnie jak dawniej.

Moniz przyznał, że dziś nie potrafi powiedzieć stanowczo, czy to był Ronikier, a Gebel mówił o wielkim podobieństwie, ale nie pewności.

Gdyby uznać to za prawdę, byłby to mocny argument za tezą Ronikiera, że chłopak znał to miejsce i bywał tam wcześniej.

Do tego doszła sugestia, że ktoś miał ją nakłaniać do rozpoznania Ronikiera.

Mecenas wyznał, że po aresztowaniu Ronikiera zgłosiła się do niego pewna dama obawiająca się własnego aresztowania.

Najpierw Kurnatowski, który pokazał, jak od początku Ronikier próbował budować alibi.

Potem okazało się, że Ronikier pisywał z więzienia listy, w których poszukiwał ludzi, którzy mogliby świadczyć na jego korzyść.

Niekorzystne zeznanie złożył też współosadzony z Ronikierem, niejaki Jan Kamieniec.

Kamieniec miał mieć kontakt zarówno z Ronikierem, jak i z Zawadzkim.

Ten drugi miał mu się żalić, że przez Ronikiera siedzi za kratkami niesłusznie posądzony oczyn, którego nie popełnił.

Gdy Kamieniec przekazał jego żale Ronikierowi, ten miał zupełnie obojętnie odrzec, tutaj cytat, Gdy duże ryby łowią, to i małe wpadają w sieci.

Pokazał jak Ronikier buduje swoją narrację, że jest skonstruowana na absurdach, z jednej strony kreuje się na moralnego, niemal surowego wobec innych, a z drugiej według własnych słów wysyła 16-letniego chłopca, by ten znalazł mu mieszkanie na schacki z kochanką.

Bo jeśli Ronikier naprawdę chciał zabić, to dlaczego miałby to robić w taki sposób?

Sawacki utrzymywał swoją wersję wydarzeń, twierdząc, że od początku wskazywał Ronikiera jako sprawcę i że jego wcześniejsze kłamstwa wynikały jedynie ze strachu.

Ronikier ponownie zaprzeczył winie, przyznając jedynie, że czuje się moralnie odpowiedzialny za to, że w ogóle wciągnął chłopca w sprawę wynajęcia mieszkania.

Był łagodniejszy niż pierwotne oskarżenie o zabójstwo z premedytacją, ale dla Ronikiera wciąż niekorzystny.

Na podstawie artykułu 1434 Kodeksu Karnego uznano Bohdana Hrabia Ronikiera winnym zadania ciężkich ran, których skutkiem była śmierć, przy czym sąd przyjął, że doszło do tego w uniesieniu i rozrażnieniu.

To oznaczało, że sąd nie przyjął wersji o zaplanowanym zimnym mordzie, ale też nie uniewinnił Ronikiera całkowicie.

Ronikier 3000 rubli, Zawadzki 2000 rubli.

Kaucję za Ronikiera wpłacono i ten też opuścił więzienie następnego dnia około godziny 13.

Twierdził, że Izba Sądowa pogwałciła podstawowe reguły procedury karnej, bo zadała pytanie o winę Ronikiera w zabójstwie z premedytacją i dla zysku, a odpowiedziała, jak gdyby sądziła zupełnie inną sprawę.

Z jednej strony w wyrok wspomniano o talentach i zdolnościach ronikiera, z drugiej obniżono mu karę, powołując się na jego lekkomyślność, choć nie wskazano nawet, na czym ta lekkomyślność miałaby polegać.

W lutym 1913 roku sam Ronikier również dolał do sprawy nowego fermentu, oświadczając w rozmowie z dziennikarzem, że dzięki własnemu dochodzeniu odnalazł prawdziwego zabójcę Stasia Chrzanowskiego.

Izba Sądowa szybko przywróciła to orzeczenie i wydała nakaz natychmiastowego aresztowania Ronikiera.

Ronikier próbował jeszcze zniknąć w tłumie rezerwistów, udając jednego z nich i przez chwilę nawet wydawało się, że ten plan działa, aż do momentu, gdy drobna sprzeczka w wagonie nie przyciągnęła uwagi żandarma.

Ronikier został aresztowany.

Ale nawet już podczas tego aresztowania Ronikier zachowywał się jak człowiek przyzwyczajony do komfortu i luksusu.

Sam Ronikier pojawił się pod silną eskortą.

Boronikier sam teraz potwierdził, że świadomie manipulował przebiegiem postępowania.

Z jednej strony Ronikier ukazywany był jako zimny, wyrachowany człowiek, który chciał przydeptać gardło rodzinie żony, z drugiej jako człowiek osaczony, wobec którego zbudowano literacką konstrukcję zamiast realnego oskarżenia.

Ronikier zaczął bardzo słabo.

W jego słowach pojawiło się coś, czego u Ronikiera właściwie nie było.

Kiedy przywożą Ronikiera, konwój formuje wokół niego półkole, jakby już sam ten widok był zapowiedzią tego, co za chwilę nastąpi.

Bohdan Hrabia Ronikier zostaje pozbawiony praw stanu i skazany na 11 lat ciężkich robót, a po ich odbyciu na dożywotnie osiedlenie na Syberii.

Koszty procesu spadają na Ronikiera, a w razie jego niewypłacalności na Zawadzkiego.

Ronikier reaguje natychmiast.

Ronikier opada z wysiłku na ławie.

Kiedy zapadła decyzja o ewakuacji, Ronikier wciąż przebywał w warszawskim areszcie.

Lekarz zgłosił podejrzenie, że Bohdan Ronikier choruje na tyfus.

Kiedy do stolicy wkroczyły wojska niemieckie, Ronikier wychodzi na wolność.

Choć wątpię, by Ronikier rzeczywiście na nią zasługiwał.

Ronikier próbował jeszcze walczyć o oczyszczenie swojego imienia.

Ronikier wychodzi na wolność.

Uważam, że Ronikier i Zawadzki działali oddzielnie.

Ronikier chciał, aby wszystko wyglądało, jakby jego małoletni szwagier prowadził podwójne życie.

Z kolei Zawadzki odkrywszy, że w jego przybytku doszło do tak makabrycznego czynu, popsuł ronikierowi szyki, bowiem wiedziony inną motywacją, zadziałał zupełnie odwrotnie.

Najmniej realna wersja alternatywna zakłada, że panowie mieli romans, wynajmowane pokoje były ich miejscem schadzek, dlatego też Ronikier ostatnio tak często bywał w stolicy.

Co się zaś tyczy tajemniczej damy, która pojawiła się w toku śledztwa, to jeżeli wspomniana kobieta rzeczywiście istniała, to moim zdaniem była to kochanka Ronikiera.

A może nawet część z was jest przekonana, że Ronikier rzeczywiście był niewinny.