Mentionsy

Słuchanocki
Słuchanocki
24.12.2025 22:55

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

KLASYK przez wielkie "K" bożonarodzeniowych historii i wyzwanie dla czytającego, ale chciałam by się jednak pojawił (jak duch 😉)🎄

Jest to zdecydowanie najdłuższa Słuchanocka jaka do tej pory powstała😎

TO MÓJ PREZENT DLA WAS!!!

W podziękowaniu za Wasze wsparcie, ciepłe słowa i sympatię!

🎄Bajkowych Świąt i wspaniałego Nowego Roku!🎄

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 88 wyników dla "Skrucz"

Trzeba też przyznać, że Skrucz miał silną rękę, gdy szło o interes.

— Właściwnie, tak myślę — odrzekł Skrucz.

Skrucz, nie mając pod ręką odpowiedzi, powtórzył znowu.

Zgromił go Ostrowskrucz.

— Ponieważ pokochałeś — powtórzył Skrucz, przedrzeźniając go w ten sposób, jak gdyby miłość i małżeństwo były największym na świecie głupstwem po Bożym Narodzeniu.

— Bądź zdrów — powtórzył Skrucz.

znów powtórzył Skrucz i pomyślnościwy z nowym rokiem.

zamruczał groźnie Skrucz.

– przerwał mu Skrucz.

– zapytał znów Skrucz.

Zapytał Skrucz.

– ciągnął Skrucz.

Skrucz spożył skromny obiad w lichej garnkuchni, do której codziennie uczęszczał, przeczytał wszystkie znajdujące się tam dzienniki, po czym udał się do domu.

Skrucz widywał ją każdego dnia rano i wieczorem, podczas swego długoletniego zamieszkiwania w tym domu.

Można też śmiało powiedzieć, że Skrucz nie pomyślał o Marleju ani przez chwilę od czasu, kiedy wspomniał o jego śmierci tegoż popołudnia.

Gdy Skrucz zaczął uważnie się jej przypatrywać, zjawa zniknęła i pozostała tylko znana mu dobrze koładka.

Mijalibyśmy się z prawdą, sądząc, że Skrucz nie był tym zjawiskiem wstrząśnięty i że nie doznał uczucia przerażenia obcego mu od dzieciństwa.

Skrucz uspokojony zamknął drzwi na dwa spusty, co nie było jego zwyczajem, i tak ubezpieczywszy się od możliwych niespodzianek, zdjął chustkę z szyi, włożył szlafrok, pantofle i czepek, po czym usiadł przed kominkiem, zabierając się do spożycia klejku.

Mruknął Skrucz i machnąwszy ręką, zaczął się przechadzać po pokoju.

Oparłszy głowę o poręcz krzesła, spojrzał przypadkiem na dzwonek łączący pokój, w którym Skrucz teraz siedział z pokojem na najwyższym piętrze domu.

Wtedy Skrucz przypomniał sobie, że duchy zjawiają się zwykle wlokąc za sobą łańcuchy.

Nagle drzwi piwnicy otworzyły się z głośnym hukiem i Skrucz usłyszał głośniejsze brzęczenie.

Był on utworzony, Skrucz dobrze mu się przypatrzył, z kas metalowych, kluczy i zamków, ksiąg kupieckich oraz mocnych stalowych sakiewek.

Cała postać widma była tak przezroczysta, że Skrucz widział przez nią dwa guziki na tyle słuduta.

Skrucz zapytał o to, gdyż nie był pewny, czy istota tak przejrzysta może usiąść na krześle.

— Nie wierzę — odpowiedział Skrucz.

Zapytał Skrucz, usiłując otrząsnąć się zgnębiącego go coraz bardziej silnego przerażenia oraz odwrócić od siebie choćby na chwilę lodowaty wzrok widma.

— Ale nie patrzysz na nią — podchwycił Skrucz.

Skrucz upadł na kolana i zasłonił twarz dłońmi.

Pociecha przychodzi z innych sfer Ebenezerzy Skrucz i bywa przesyłana przez innych posłańców.

Skrucz, wpadając w zamyślenie, miał zwyżaj trzymać ręce w kieszeniach spodni.

– rzekł Skrucz.

Skrucz był przerażony, słysząc przemawiającego w ten sposób Marleya.

— Owszem, słucham cię z uwagą — rzekł Skrucz.

Szepnął Skrucz.

Skrucz zamknął okno i starannie zbadał drzwi, przez które wszedł duch Marleya.

Kwadrans po dwunastej, zaczął rachować Skrucz.

Pół do pierwszej, szepnął Skrucz.

Trzy kwadrance na pierwszą, policzył znów Skrucz.

Zawało Skrucz triumfalnie.

Gdy się to stało, Skrucz przysiadł na łóżku i znalazł się oko w oko z nadziemskim gościem.

Skrucz chciał wyjaśnić, że nie jest ubrany i ma katar oraz, że w takim stanie lepiej jest pozostawać w ciepłym łóżku, niż spacerować po nocy.

Skrucz wstał, lecz widząc, że duch prowadzi go ku oknu, schwycił go za tunikę, wołając błagalnie.

Duch i Skrucz szli przez sień do drzwi umieszczonych w tyle domu.

Skrucz zakrył twarz dłońmi i zapłakał.

Ciągnął dalej Skrucz i jego dziki brat Orson.

— To prawda — potwierdził Skrucz.

— Jedno dziecko — poprawił Skrucz.

Skrucz zmieszał się, poruszył niespokojnie i jakby ze Skruchą szepnął.

Skrucz, patrząc na wskrzeszone chwile przeszłości, tak był wzburzony, że zdawało się, iż postradał zmysły.

Przy kominku, na którym płonął jasny ogień, siedziała dziewczyna, tak podobna do poprzedniej, iż Skrucz myślał, że to ta sama, dopóki nie zauważył, że jest teraz poważną mężatką, a obok siedzi jej córka.

W pokoju było gwarno, a nawet hałas, sprawiany przez gromadkę dzieci, których Skrucz w pierwszej chwili nie zauważył.

— Duchu — szepnął Skrucz drżącym głosem — zawiesz mnie stąd.

Podczas zmagania się z duchem, Skrucz spostrzegł, że nad głową zjawy unosi się teraz jeszcze jaśniejszy snop światła.

Duch skurczył się, a choć gasidło przykryło całą jego postać i Skrucz przyciskał je z całej siły, nie mógł jednak stłumić się światła, które wydobywało się spod spodu.

Nagle Skrucz uczuł, że siły jego wyczerpują się i ogarnia go senność.

Skrucz wszedł nie bez trwogi i pochylił głowę przed duchem.

Nie był to już śmiały, niczego nie obawiający się dawny Skrucz.

Skrucz podniósł lękliwie oczy i spojrzał na ducha z szacunkiem.

– Nigdy – potwierdził Skrucz.

– Nie sądzę – odparł Skrucz.

Skrucz, słysząc swoje wcześniejsze słowa powtórzone przez ducha, pochylił głowę przejęty skruchą i żalem.

– Niech żyje pan Skrucz – przemówił Bob.

Może szydzić z Wigilii Bożego Narodzenia do samej śmierci, ale zdaje mi się, że w końcu przekona się do niej, gdy będę chodził do niego co rok i pytał życzliwie, wuju Skrucz, jak się miewasz?

Niech żyje wuj Skrucz!

Wujowi Skruczowi zrobiło się tak wesoło i lekko na sercu, że chętnie podziękowałby siostrzeńcowi i całemu towarzystwu chociażby nieuchwytnym dla niej głosem, gdyby duch pozwolił.

Skrucz ani jednym słowem nie napomykał o tym duchowi, dopóki nie spostrzegł, że włosy ducha zupełnie zbielały.

Skrucz, blady jak płótno, odwrócił się, lecz obawiając się obrazić ducha, który może był ojcem tych istot, usiłował powiedzieć, że to są przedziwne dzieci.

Skrucz szukał oczyma ducha, lecz nie mógł go dojrzeć.

Znalazłszy się tuż przy duchu, Skrucz zauważył jego niezwykły wzrost i poczuł, że ogarnia go niewypowiedziana trwoga.

— Prowadź mnie zatem — rzekł Skrucz.

Duch ruszył powoli, a Skrucz za nim.

Szybko opuścili gwarną część miasta i zapuścili się w jedną z oddalonych, ubogich dzielnic, gdzie Skrucz nigdy nie zaglądał, wiedząc, że ludność jej miała jak najgorszą opinię.

Skrucz i Duch zjawili się przy nim, kiedy do sklepu weszła kobieta, dźwigająca ciężki tłumok.

Skrucz spojrzał na ducha.

Skrucz chciał to uczynić.

Skrucz nie śmiał rozstrząsać tych pytań.

— Wiem, duchu, czego żądasz ode mnie — szepnął Skrucz.

— zawołał Skrucz.

Duch rozpostarł nad nim całun jak skrzydła, po chwili zaś opuścił go i naraz Skrucz ujrzał jasny, słoneczny pokój, w którym znajdowała się matka z dziećmi.

Skrucz drżąc całym ciałem ze strachu, niemal pełznąc, przysunął się do grobowca i przeczytał na nim swoje własne nazwisko.

Ebenezer Skrucz.

Zawołał Skrucz.

— krzyknął Skrucz, chwytając płaszczy widma.

– błagał Skrucz, leżąc u stóp widma z twarzą zwróconą ku ziemi.

– przyrzekał ze skruchą Skrucz.

Skrucz jeszcze raz wzniósł dłonie, aby znów błagać o zmianę swego losu.

– Mądry chłopak – szepnął do siebie Skrucz.