Mentionsy

Słuchanocki
Słuchanocki
24.12.2025 22:55

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

KLASYK przez wielkie "K" bożonarodzeniowych historii i wyzwanie dla czytającego, ale chciałam by się jednak pojawił (jak duch 😉)🎄

Jest to zdecydowanie najdłuższa Słuchanocka jaka do tej pory powstała😎

TO MÓJ PREZENT DLA WAS!!!

W podziękowaniu za Wasze wsparcie, ciepłe słowa i sympatię!

🎄Bajkowych Świąt i wspaniałego Nowego Roku!🎄

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 142 wyników dla "Scrooge"

Scrooge, wspólnik Marleya, także je podpisał, a jego nazwisko było cenione.

Czy Scrooge wiedział o śmierci Marleya?

Scrooge i on byli wspólnikami przez wiele lat.

Scrooge był też jednym spadkobiercą, zarządcą, przyjacielem Marleya i jedynym człowiekiem, który szedł za jego trumną.

Przy tym Scrooge nie był zbytnio dotknięty tym wypadkiem, bo okazał się doskonałym kupcem i obmyślił w dniu pogrzebu korzystny interes.

Scrooge nie kazał zamalować nazwiska starego Marleya na szyldzie swego domu handlowego.

Scrooge i Marley.

Czasami nowicjusze w sprawach handlowych zwracali się do Scrooge'a Scrooge albo Marley.

Dla Scrooge'a zaś takie pojęcia jak szczodrość lub hojność w ogóle nie istniały.

Nie zdarzyło się, aby zatrzymał go ktoś na ulicy z uśmiechem przyjaznym i powiedział – kochany Scrooge, jak się masz, kiedy mnie odwiedzisz?

Scrooge wolał mieć na oku swego pomocnika, który siedział obok w małej izdebce i kopiował listy.

Na kominku w pobliżu Scrooge'a tlił się skromny ogień.

Ziębnięty pracownik nie mógł podsycać ognia, bo Scrooge trzymał skrzynię z węglem w swoim pokoju.

Był to siostrzeniec Scrooge'a, który wszedł tak nagle, że Scrooge dopiero wtedy zauważył jego obecność, kiedy ten do niego przemówił.

— broknął Scrooge.

Siostrzeniec Scrooge'a rozgrzał się szybkim chodem i cały był rozpromieniony.

Pomocnik Scrooge'a, ślęczący nad robotą w sąsiedniej izdebce, gorąco przyklasnął tym słowom.

— mruknął Scrooge.

Macie drugiego idiotę, mruczał Scrooge słysząc wymianę życzeń.

Pomocnik, odprowadziwszy do drzwi siostrzeńca Scrooge'a, wpuścił jakichś dwóch jego mościów.

Zdjąwszy kapelusze, stanęli przy biurku Scrooge'a.

— Firma Scrooge i Marley, jeżeli się nie mylę — spytał jeden z nich, zaglądając do swojej listy.

— Czy mam przyjemność mówić z panem Scrooge'em czy z panem Marleyem?

– Pan Marley umarł już siedem lat temu – odparł Scrooge.

Zaiste, Scrooge i Marley były to dwie bliźniacze dusze.

Słysząc niemiły wyraz szczodrobliwość, Scrooge zmarszczył brwi, potrząsnął głową i zwrócił dokumenty.

— Z okazji tak wielkiej uroczystości, panie Scrooge, — mówił ów jegomość, nie zważając na to i ujmując pióro, — ludzie zamożniejsi nie uchylają się od wsparcia nędzarzy i wydziedziczonych, którzy teraz właśnie, podczas silnych mrozów, narażeni są na wielkie cierpienie.

Pewien młody właściciel chudego nosa pochylił się przy dziurce od klucza do drzwi wejściowych kantoru Scrooge'a, aby przedstawiciela firmy uraczyć świąteczną pieśnią, lecz zaledwie zdążył wyśpiewać pierwsze wyrazy, niech ci nic nie zamąci radości, gdy Scrooge pochwycił linię z tak groźnym ruchem, że biedak przerażony uciekł.

Oprócz Scrooge'a nikt w nim nie mieszkał.

Dziedziniec domu był tak ciemny, że nawet Scrooge, który znał każdy kamień, przechodził go po omacku.

Jak to się więc stało, że Scrooge, wsunąwszy klucz w zamek drzwi zamiast kołatki, zobaczył twarz Marleya?

Spoglądała na Scrooge'a tak, jak zwykle spoglądał Marley na niego za życia, podniósłszy okulary na czoło.

Otóż schody prowadzące do mieszkania Scrooge'a były jeszcze szersze.

Można więc przypuszczać, że przy jednej mdłej świeczce, którą Scrooge sobie przyświecał, było dosyć ciemno i ponuro.

Ciemność jest tania, a to było słabą stroną Scrooge'a.

Trwało to wszystko może pół minuty, ale ta krótka chwila wydawała się Scrooge'owi nieskończenie długa.

Scrooge często słyszał, jak mówiono, że Marley nie miał serca, ale nigdy temu nie wierzył.

– zapytał Scrooge, podnosząc głos.

Roześmiał się z przymusem Scrooge.

Zaledwie Scrooge wymówił te słowa, duch zajęczał i zatrząsł łańcuchami w tak ponury i przerażający sposób, że Scrooge przycisnął się do krzesła, aby nie upaść na ziemię ze strachu.

Scrooge obejrzał się skwapliwie, obawiając się, czy nie ujrzy dookoła siebie żelaznego powrozu, lecz jakoś niczego nie dostrzegł.

Ta niemiła wiadomość sprowadziła na czoło Scrooge'a kroplisty pot.

Wtedy duch dał znak Scrooge'owi, aby się zbliżył, co też uczynił.

Kiedy znaleźli się o dwa kroki od siebie, duch Marleya podniósł rękę, nie pozwalając Scrooge'owi zbliżyć się więcej.

Scrooge zatrzymał się.

Kiedy Scrooge obudził się, było tak ciemno, że ledwie mógł odróżnić przejrzyste okno od ciemnych ścian pokoju.

Scrooge wrócił wtedy do łóżka i zaczął rozmyślać o wszystkim, co mu się przytrafiło.

Scrooge leżał dręczony niepewnością, dopóki zegar nie wybił trzech kwadransów.

W tej chwili jednak, gdy się rozległo ostatnie głuche, groźne uderzenie, cały pokój nagle zajaśniał silnym blaskiem i kotara łóżka Scrooge'a rozsunęła się.

I to w dodatku tę część zasłony, na którą Scrooge miał w tej chwili zwrócone oczy.

Dla Scrooge'a, który ze wzrastającym zainteresowaniem przypatrywał się gościowi, największą osobliwością całej postaci był pas.

Zapewne Scrooge nie byłby w stanie powiedzieć, dlaczego zapragnął widzieć ducha w osobliwej czapce na głowie.

Scrooge pokornie wyparł się wszelkiej intencji obrażenia ducha i zapewnił, że nigdy w życiu świadomie nie przyczynił się do skazania go na taką nieprzyjemność.

Scrooge wyraził serdeczne podziękowanie, lecz pomyślał, że spokojny, niczym niezamącony sen byłby właściwszy.

– Dotknę cię moją ręką o tutaj – rzekł duch, kładąc rękę na sercu Scrooge'a.

Czymże były wesołe święta dla Scrooge'a?

Scrooge szepnął, że wie o tym i gorzko zapłakał.

Minęli szeroką szosę i dobrze znajomą Scrooge'owi ścieżką zbliżyli się do wielkiego budynku zbudowanego z czerwonej cegły, na którym trzymała się jeszcze wieżyczka z dzwonem.

Przechodząc od jednego wspomnienia do drugiego, z żywością, której by nikt w nim nie przypuszczał, Scrooge nagle uniósł się litością nad swym dawnym ja.

Scrooge tego nie wiedział.

Duch zatrzymał się przed jakimś składem i zapytał Scrooge'a, czy go poznaje.

– zawołał Scrooge.

Na jego widok Scrooge zawołał z uniesieniem.

Dawny Scrooge, teraz już w postaci młodzieńca, szedł żywo w towarzystwie swego kolegi.

– Z pewnością Dick Wilkins – zawołał Scrooge do ducha.

Słowa te nie były skierowane do Scrooge'a czy jakiejkolwiek istoty widzialnej, mimo to wywoływały niezwykły skutek.

Scrooge znowu ujrzał samego siebie.

Teraz Scrooge ujrzał, jak ojciec tej rodziny przytulił serdecznie do siebie młodą żonę i z nią oraz z córką najstarszą zasiadł przy kominku.

— Pana Scrooge'a.

— Tę, pana Scrooge'a.

Gdy Scrooge położył rękę na klamce, jakiś obcy głos kazał mu wejść.

Uniósł ją wysoko, aby oświecić Scrooge'a w chwili, gdy ten ostrożnie zaglądał do pokoju.

Zatrzymał się bowiem wraz ze Scrooge'em przy drzwiach jednej z piekarni i podnosząc pokrywy naczyń w chwili, gdy ludzie przechodzili obok niego, oświetlał ich posiłek swą pochodnią.

Być może powodowany radością, jaką odczuwał z posiadania władzy, a może powodowany serdeczną naturą i współczuciem dla biednych, duch zaprowadził Scrooge'a, wciąż trzymającego się jego szaty, do mieszkania jego pomocnika.

– Duchu – odezwał się Scrooge ze współczuciem, którego nigdy dotychczas nie doznawał.

Istotnie, tylko w tak wielkie święto można wznosić zdrowie tak podłego skąpca, człowieka bez serca, jakim jest Scrooge, oburzała się w dalszym ciągu pani Cratchit.

Dzieci, idąc za przykładem matki, wypiły również zdrowie Scrooge'a.

Widocznie Scrooge był postrachem rodziny.

Poleciwszy Scrooge'owi, by trzymał się silniej jego opończy, uniósł go w powietrze.

Ku wielkiemu przerażeniu Scrooge'a ujrzał znikającą poza sobą ziemię, a w dole usłyszał głuchy pomruk pieniących się fal, z wściekłością uderzających o skaliste brzegi.

Śmiał się wciąż siostrzeniec Scrooge'a.

Jak mnie tu żywym widzicie, powiedział, że Wigilia to głupstwo – wołał siostrzyniec Scrooge'a.

On sądził, że mógł wzruszyć Scrooge'a, jak gdyby tego starego kutwa mogło coś na świecie wzruszyć.

Żona siostrzeńca Scrooge'a grała wcale nieźle na harfie.

Teraz bez spróbowania uderzyła w struny i zagrała krótką, prostą melodię, jaką kiedyś znała doskonale owa dziewczynka, która zabrała Scrooge'a ze szkoły.

Gdy ta melodia zabrzmiała, wszystko, co Scrooge'owi przypomniał duch dawnych wigilii, stanęło mu teraz przed oczami.

Moim zdaniem była to rzecz ułożona pomiędzy nim i siostrzeńcem Scrooge'a.

Żona siostrzeńca Scrooge'a nie uczestniczyła w tej grze.

Usiadła wygodnie w dużym krześle ze stołeczkiem pod nogami w zacisznym kąciku, w którym tuż za nią stali duch i Scrooge.

Również w sekretarzu okazała niezwykłą bystrość umysłu i ku wielkiemu zadowoleniu siostrzeńca Scrooge'a pobiła na głowę swoje siostry, chociaż im także nie brakowało sprytu.

Nawet Scrooge tak się zainteresował zabawą, że zapomniwszy, iż głos jego nie może być słyszany, wtrącał się często do zabawy,

Odgadywał zagadki, zwykle trafnie, gdyż trzeba przyznać, że najostrzejsza, najsubtelniejsza igła nie mogła się porównać z inteligencją Scrooge'a.

Siostrzyniec Scrooge'a miał prawo o czymś pomyśleć, a reszta towarzystwa powinna była odgadnąć, co to jest.

To twój wujaszek, Scrooge.

Ponieważ zaprzeczenie odwróciłoby myśli uczestników zabawy od Scrooge'a, jeśli istotnie o nim myśleli.

– Sprawiedliwość przede wszystkim – odezwał się siostrzyniec Scrooge'a.

Dalej, niech każdy weźmie szklankę wina i… – Zdrowie, wuja Scrooge'a!

– Zdrowie, wuja Scrooge'a!

W szpitalu, przytułku, więzieniu, w każdym schronisku nędzy i nieszczęścia, wszędzie zostawił cząstkę swoich dobrodziejstw, dając w ten sposób Scrooge'owi przykład miłosierdzia.

Powtórzył Scrooge.

– Wybacz mi śmiałe pytanie – rzekł Scrooge, patrząc uparcie na dolny brzeg opończy ducha.

Taką tylko Scrooge otrzymał odpowiedź.

Obraz ten Scrooge znał doskonale, widywał go bardzo często.

Scrooge, zauważywszy, że ręka jego właśnie tę gromadkę wskazuje, przybliżył się i usłyszał następującą rozmowę.

Scrooge znów nadstawił uszu w nadziei, że teraz zagadka się rozwiąże.

Scrooge usilnie starał się pozyskać ich zaufanie i szacunek.

Na razie Scrooge nie mógł w żaden sposób wymiarkować, o którym z jego znajomych rozmawiano.

Nikt tych słów nie wymówił, a jednak Scrooge dokładnie je słyszał, gdy patrzył na leżącego na łóżku nieboszczyka.

Gdyby ten człowiek ożył, myślał Scrooge, gdyby mógł rozpocząć nowe życie.

W drodze Scrooge pilnie oglądał się na wszystkie strony w nadziei, że zobaczy swą postać, ale daremnie.

Weszli do domu biednego Boba Cratchita, do tego samego mieszkania, które Scrooge odwiedził niedawno.

Bob z ożywieniem opowiadał o szczególnej życzliwości, jaką mu okazał siostrzeniec Scrooge'a, który go spotkał na ulicy.

Tymczasem dziś, gdy się spotkali, siostrzeniec Scrooge'a przywitał go serdecznie.

Ten pośpiech niepokoił Scrooge'a.

Scrooge wrócił do ducha i udał się posłusznie za nim, starając się rozwiązać w myśli pytanie, dlaczego nie zobaczył siebie w kantorze i co się mogło z nim stać.

Duch pozornie wcale się nie zmienił, lecz Scrooge'owi zdawało się, iż w jego ponurej, majestatycznej postaci spostrzega coś nowego, co go do głębi poruszało.

– Zapewne – mówił Scrooge dalej.

Nie wiem, który dziś mamy, monologował Scrooge.

– zapytał przez okno małego chłopca w odświętnym ubraniu, który zatrzymał się przed oknem może dlatego, żeby się Scrooge'owi przypatrzeć.

Powtórzył Scrooge.

– szepnął Scrooge.

Z założonymi w tył rękoma, Scrooge szedł zwolna, patrząc na wszystkich z wesołym uśmiechem.

Scrooge często potem zapewniał, że nigdy w życiu nie słyszał słów, które by mu równie przyjemnie brzmiały.

Przeszedłszy kilka kroków, spostrzegł idącego naprzeciw poważnego dżentelmena, który odwiedził go wczoraj w kantorze, pytając – firma Scrooge i Marley, jeżeli się nie mylę?

Pan Scrooge?

Tu Scrooge coś mu szepnął do ucha.

Drogi panie Scrooge, czy pan to mówi serio?

Zapewniał Scrooge.

— odpowiedział jegomość, serdecznie ściskając dłoń Scrooge'a.

— Ani słowa o tym — przerwał Scrooge.

Nie ulegało wątpliwości, że ma szczery i niezłomny zamiar jak najrychlej złożyć wizytę Scrooge'owi.

— Dziękuję, panu — rzekł Scrooge.

Scrooge powinien był podziękować Bogu, że siostrzeniec z radości nie urwał mu ręki przy powitaniu.

Po upływie dziesięciu minut Scrooge czuł się tutaj jak we własnym domu.

Na zajutrz Scrooge udał się do kantoru.

Scrooge otworzył szeroko drzwi do swego pokoju, aby widzieć, jak Cratchit będzie się przemykał do swej wyziębionej komórki.

— burknął Scrooge, starając się swemu głosowi nadać ton jak najbardziej surowy.

— burknął znów Scrooge.

Miał zamiast chwycić Scrooge'a za kołnierz, zwołać ludzi i przy ich pomocy wpakować pryncypała w kartan bezpieczeństwa.

— odezwał się Scrooge tak poważnie i tak serdecznie, że nie można było wątpić o szczerości jego słów.

Scrooge zrobił więcej niż obiecał.

Scrooge sądził też, że lepiej, aby kalectwo ujawniało się w postaci zmarszczek dookoła oczu, wywoływanych ciągłym uśmiechaniem się do bliźnich, niż w innej, mniej przyjemnej postaci.