Mentionsy

Słuchanocki
Słuchanocki
24.12.2025 22:55

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

KLASYK przez wielkie "K" bożonarodzeniowych historii i wyzwanie dla czytającego, ale chciałam by się jednak pojawił (jak duch 😉)🎄

Jest to zdecydowanie najdłuższa Słuchanocka jaka do tej pory powstała😎

TO MÓJ PREZENT DLA WAS!!!

W podziękowaniu za Wasze wsparcie, ciepłe słowa i sympatię!

🎄Bajkowych Świąt i wspaniałego Nowego Roku!🎄

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 91 wyników dla "Skrócz"

To, zdawało się, wybrał skrócz za cel i tego się trzymał niewzruszenie.

Pewnego razu, było to właśnie w wigilie Bożego Narodzenia, stary skrócz siedział w kantorze i pracował.

— sarknął Skrócz.

Skrócz odpowiedział z ironią, że z pewnością przyjdzie i że zaraz zaczyna się szykować.

– badał gościa w dalszym ciągu skrócz.

– Proszę mnie wcale nie zapisywać – odpowiedział Skrócz.

Życzę sobie, aby mnie zostawiono w spokoju, rzekł Skrócz.

– Skoro wielu wolałoby raczej umrzeć – odparł Skrócz – mniejsze to uczynią i w ten sposób zmniejszą nadmiar ludności.

Skrócz zaś zabrał się do pracy w znacznie lepszym niż zazwyczaj usposobieniu.

Skrócz z niechęcią opuścił swój stołek i w milczeniu dał znak pomocnikowi, który natychmiast zgasił świecę i włożył kapelusz na głowę.

Liche to usprawiedliwienie ukradania kieszeni swego pracodawcy, zrzędził Skrócz, zapinając palto aż pod brodę.

Pomocnik przyrzekł zastosować się do żądania, po czym Skrócz wyszedł, mrucząc gderliwie.

Skrócz nie był człowiekiem, którego podobne głosy mogły zatrwożyć.

Skrócz musiał przesunąć się blisko i długo czekać, zanim uczuł nieco ciepła ze skromnej garstki paliwa.

– On jest to gołobstwo – mruczał Skrócz.

Zapytał Skrócz, nie wierząc własnym uszom.

Skrócz czuł, że tak siedzieć i patrzeć w martwe oczy widma nie może.

Westchnął Skrócz.

— Jesteś w pokowach, jak widzę — rzekł skrócz z drżeniem.

Skrócz drżał coraz bardziej.

— Nieżywy od siedmiu lat — szepnął Skrócz — i przez cały czas w podróży.

— badał Skrócz.

– Przecież ty, Jakubie, byłeś zawsze pilnym i dobrym pracownikiem – bąknął Skrócz, myśląc też o sobie.

– rzekł Skrócz.

Skrócz domyślił się tego po kłapnięciu, jakie wydały zęby.

Skrócz zaciekawiony i przerażony wyjrzał przez okno.

Wielu Skrócz dobrze znał za życia.

Skrócznie wiedział.

— To niepodobne — mruczał Skrócz — żebym przespał dzień i część drugiej nocy.

– zapytał Skrócz.

— badał Skrócz.

— zapytał Skrócz, wpatrując się w postać.

– zawołał Skrócz, rozglądając się dookoła.

— Nic, nic, nic — wykrztusił wzruszony Skróczek.

Skrócz poznawał każdy wzgórek, każdą bramę, słup lub drzewo.

Rozbawieni mali podróżni zbliżali się, a Skrócz poznawał i nazywał każdego z nich po imieniu.

Ależ to Alibaba, zawał uradowany Skrócz.

Znów swoje wspomnienia skrócz.

— Nic — odparł skrócz.

Skrócz spojrzał na ducha, potrząsł żałośnie głową, po czym skierował niespokojny i wyczekujący wzrok ku drzwiom.

— Niewiele — powtórzył jak echo skrócz.

– zaoponował Skrócz, podniecony wspomnieniem, nie pamiętając, że wypowiada przekonania dawnego Skróża.

– Odparł skrócz.

– zapytał dawny skrócz.

— zawołał dawny skrócz.

Dosyć już duchu, zawołał Skrócz.

– Nie, nie, dosyć – błagał Skrócz.

— wołał Skrócz.

Przerażająco liczna rodzina, szczególnie dla tego, kto musi troszczyć się o jej utrzymanie, mruknął Skrócz.

– Duchu, – rzekł Skrócz pokornie, – prowadź mnie dokąd chcesz.

Skrócz chwycił ją z całej siły.

Znikł także pokój, ogień, czerwony blask, nocna pora i skrócz z duchem znaleźli się na ulicach miasta.

– zapytał Skrócz.

– pytał dalej Skrócz.

– zawołał Skrócz.

Skrócz z trudnością oderwał od nich oczy, a zwłaszcza żal mu było rozstawać się z małym Timem.

Skrócz i duch szli teraz ulicami Londynu.

– zapytał Skrócz.

Skrócz przysłuchiwał się żałosnym miękkom wichru i rozmyślał, jaka to wspaniała rzecz posuwać się wśród nieprzejrzanej ciemności, ukrywającej na dnie swoim wielkie tajemnice.

Skrócz prosił go pokornie, jak studencik, aby pozostali do końca zabawy, ale duch odpowiedział, że nie może tego uczynić.

– Zaczęli właśnie nową grę – prosił Skrócz.

Skrócz miał jednak co do tego wątpliwości.

– wyszeptał Skrócz.

– wyszeptał nieśmiało Skrócz.

– zapytał Skrócz.

Skrócz już przywykł do obsowania z duchami, jednak w obecności tego milczącego widma doznawał takiego strachu, że nogi się pod nim chwiały.

Gromadka rozeszła się i zniknęła w tłumie, a skrócz, który poznał wszystkich rozmawiających, zwrócił oczy na ducha, jak gdyby oczekując wyjaśnienia tego, co usłyszał.

Skrócz nie znał tego człowieka.

Ocknąwszy się z zamyślenia, Skrócz zauważył, że duch nie spuszcza z niego oczu, a to znów przejął go dreszczem od stóp do głowy.

Skrócz z przerażeniem przysłuchiwał się tej rozmowie.

— Duchu — szepnął Skrócz, drżąc jak w febrze.

Obraz zmienił się nagle i Skrócz znalazł się tuż przy łóżku bez kotar, na którym pod brudnym prześcieradłem ktoś leżał.

Tak ciemny, że nie można było dokładnie widzieć, co się w nim znajduje, chociaż skrócz poruszony jakimś wewnętrznym nakazem rozglądał się uważnie na wszystkie strony.

— Duchu — odezwał się Skrócz — pokaż mi śmierć, której towarzyszy miłość i żal.

Skrócz słyszał je wyraźnie.

— Duchu — odezwał się Skrócz.

— Przecież mój dom jest tutaj — zauważył Skrócz.

Skrócz jednak pobiegł do okna swego kantoru i chciwie przylgnął do szyby.

Skrócz uważnie rozejrzał się wokoło, chciał bowiem ustalić, gdzie się znajdują.

Skrócz drżący cały zbliżył się do niej.

Ten usiłował ją wydrzeć, ale skrócz trzymał z całej siły.

— Dowcipny chłopak — zachwycał się Skrócz.

— zawołał Skrócz uradowany.

— Ależ nie, wcale nie żartuję — zapewnił Skrócz.

Pośle tego indyka mojemu pomocnikowi, szeptał do siebie Skrócz, zacierając ręce i uśmiechając się wesoło.

— rzekł Skrócz.

To rzekłszy skrócz zbliżył się do jadalni, ostrożnie nacisnął klamkę i wsunął głowę przez uchylone drzwi.

– szepnął Skrócz.

Gdyby Skrócz zauważył, że siedziała w wygodnym fotelu, ze stołeczkiem pod nogami, przypatrując się z całą uwagą na kryciu, nigdy nie ośmieliłby się jej zaniepokoić w ten sposób.

– To ja, twój wuj Skrócz.

– Wszystko to bardzo pięknie – przerwał mu Skrócz.