Mentionsy

Bieganie.pl
Bieganie.pl
19.10.2022 17:41

Bieganie daje moc, jedzenie daje siłę - Kasia Biłous W Rytmie Biegania

Katarzyna Biłous - dietetyczka i biegaczka, konsultantka wielu polskich biegaczy i triathlonistów , prywatnie mama dwójki dzieci, regularnie pojawiająca się mediach biegowych oraz mainstreamowych jest gościem najnowszego odcinka podcastu W Rytmie Biegania, który powstaje we współpracy z marką eobuwie.pl

Najnowszy odcinek to dietetyczny poradnik dla wszystkich biegaczy. Porozmawialiśmy z Kasią o tym dlaczego warto skorzystać z pomocy dietetyka i jak rozpocząć współpracę z nim, czy warto prowadzić dzienniczek dietetyczny i jak zwracać uwagę na jakościowe produkty żywnościowe. Zapytaliśmy również o idealną wagę maratończyka, suplementację witamin i redukcję tkanki tłuszczowej u kobiet i mężczyzn.

Z naszej rozmowy dowiesz się również jak powinno wyglądać odżywianie biegacza jesienią.

Tematy, które również poruszamy w rozmowie to:

jak zmieniło się żywienie sportowców? kiedy kończy się granica odchudzania? co jest ważniejsze przy odchudzaniu - dieta czy aktywność fizyczna? liczyć czy nie liczyć kalorii? jak ocenić nasz bilans energetyczny? jakie suplementy działają? jak zadbać o jelita? co z alkoholem w diecie biegacza?

Rozmawiają Adam Kszczot i Maciej Kurzajewski

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 771 wyników dla "E i"

Zapraszam do wysłuchania podcastu W Rytmie Biegania.

Kochani, to jest W Rytmie Biegania, niecodzienny videocast napędzany przez EO Bówie.

Do tej pory rozmawialiśmy z trenerami, z zawodnikami, z legendami, z celebrytami, lekarzami, psychologami, no i więc nie może być inaczej, jak dziś porozmawiamy z dietetykami.

I oto mieliście do nas pretensje.

Dlaczego tak późno będziemy rozmawiać o tym, co jemy?

Przepraszamy najmocniej, ale rozwiniemy ten temat, potraktujemy go bardzo szeroko, a osoba jest zawsze uśmiechnięta i to jest ktoś taki, kogo chciałoby się spotkać podczas biegu i zadać mu kilka pytań na temat tego, jak się odżywiać.

Ambasadorka Asiksa, o co biega, oglądacie?

No i co jeszcze?

I bieganie.pl.

Tam też możecie czytać jej teksty o odżywianiu.

I to nie karków, a ludzi, którzy biegają długie dystanse, w ogóle biegają albo zajmują się triatlonem.

Dobrze mówię?

Dobrze mówisz.

I naszym wyjątkowym gościem jest Katarzyna Biłous, dietetyczka sportowa.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

O czymś zapomnieliśmy?

Nie, nie, nie.

Zapomnieliśmy o jednej rzeczy, o haśle.

Bieganie daje moc, jedzenie daje siłę.

Tak, swego czasu było to i nadal jest moje hasło, które gdzieś tam przez dwójkę dzieci zostało troszeczkę wyciśnięte, ale wrócę do tego na pewno, a to, co daje moc i to, co daje siłę, czyli bieganie i jedzenie jest zawsze domeną moich pacjentów.

Partnerem cyklu w Rytmie Biegania jest e-obuwie.

Wspomniem o tym, że jesteś idealną osobą, z którą chciałbyś się o odżywianiu porozmawiać w trakcie biegu, bo wiesz wszystko o odżywianiu i biegasz, sama biegasz.

Tak, moje bieganie rozpoczęło się o wiele, wiele lat temu, kiedy toczyłam krew w gardle i miałam mroczki przed oczami w szkole.

Piękne uczucie.

Świetne uczucie.

Kiedy to pani od WF-u mówiła, o może dzisiaj dzieci pobiegacie.

I wcześniej nie biegając.

Nie wiem, czy pamiętacie takie czasy.

Ty też to mieś?

Ja też to miem.

Więc kiedyś w końcu stwierdziłam, że to nie może być tak, że człowiek czuje zawsze krew w gardle i że może można dojść do tego jakoś inaczej, żeby osiągać lepsze wyniki i jednak, żeby nie tracić świadomości na mecie.

A ja mam do ciebie dobrą wiadomość, bo to znaczy, że dałaś z siebie wszystko, kochana.

Tak, wiem, ale wiedziałam, że mogę wycisnąć więcej.

Także zaczęłam biegać.

Dziwnie to trochę wyglądało, bo mój chłopak ówczesny jechał na rowerze, a ja biegłam za nim, więc w tych czasach było to dziwne, że dziewczyna biegnie za chłopakiem na rowerze w Lesie Kabackim.

Oj, to od razu dziwne.

Wiesz co, ja bym taki obrazek szczerze by przyświecał do tego, żeby biegać częściej.

Zwłaszcza w Lesie Kabackim.

Ale to było 20 lat temu, więc wtedy raczej nie było dużej ilości biegaczy, takich, którzy biegają sobie po lesie.

Wtedy bieganie w lajkach było passé.

Tak, tak dokładnie.

I wtedy chyba jeszcze nikt nie myślał o tym, żeby powiązać bieganie stricte z dietą, z odżywianiem i uświadomieniem sobie tego, jak ważne jest w całym tym procesie treningowym, to żebyśmy po prostu świadomie i dobrze się odżywiali.

Dokładnie.

Słuchajcie, w tamtym czasie, jak sięgam pamięcią, to żywienie w sporcie bardziej było rozwinięte w tematach kulturystyki.

W siłowni nie było czegoś takiego, jak żywienie w sportach wytrzymałościowych.

W ogóle podział na sport wytrzymałościowy i co to jest, mam wrażenie, że w ogóle nie istniało dla osób, które są zupełnie innymi laikami w sporcie.

Teraz to już jest troszeczkę inaczej, bo nawet ci, którzy

wychodzą na 5 kilometrów, czy na 10, masowo biorą udział w różnych biegach, no to wiedzą, że gdzieś tam muszą zjeść dobre śniadanie, żeby nie skończyć tego biegu troszeczkę wcześniej.

A wtedy, w tamtych czasach, białko królowało i białko było naczelnym suplementem, który każdy sportowiec powinien przyjmować, niezależnie od tego, czy budował... Czy ma duży kark?

Przepraszam za to sformułowanie na początku.

Sporty siłowe, o nie mi chodziło, tak.

Tak, czy jest właśnie kulturystą, czy trenuje sporty siłowe, czy podejmuje sport, czy aktywność fizyczną, która wymaga zupełnie innego rodzaju przemian biochemicznych w naszym organizmie.

Także tak wyglądało żywienie w sporcie, kiedy ja rozpoczynałam swoją przygodę z dietetyką.

Kiedy otworzyły się studia o nazwie dietetyka w Polsce,

to jeszcze też nie było czegoś takiego, jak dietetyka w sporcie.

Mój niemąż, słuchajcie, który jest też utytułowanym sportowcem, jak opowiada mi, co się działo na zawodach, jak oni byli przygotowywani,

to polegało to głównie na piciu napojów typu cola i jedzeniu pizzy.

I tak wyglądał polski sport, tak wyglądało polskie przygotowanie sportowców do tego, aby próbowali konkurować ze sportowcami Ligi Światowej.

No niestety wiemy, jakie są wyniki z wielu lat wstecz.

Teraz to się zmieniło i niech by tak było dalej.

Świadomość rośnie również, mamy nadzieję, za sprawą tego dzisiejszego spotkania.

A ja w 2004 roku przypominam sobie, a to parę lat temu już było.

Jadłeś pizzy?

Nie, pizzy nie jadłem, bo wtedy mieszkałem jeszcze na wsi, ale najlepiej biegało się na kompocie z kluskami.

No właśnie, bo cukier, słuchajcie, cukier z kompotu, kluski, no też mają węglowodany.

No i takim oto sposobem jest to jedzenie, nie suplement, który powinien wspierać biegacza.

Kociek panoramiksa istny.

No właśnie, ale co się zmieniło przez te 20, a nawet 30, może nawet 40 lat w naszym żywieniu na co dzień?

Okej, dobra, bo bieganie do tego, szybciutko sobie wrócimy, ale jak się zmieniła jakość naszego jedzenia, to czym my się karmimy, jakiego paliwa dostarczamy?

No 30-40 lat temu mam wrażenie, że raczej mieliśmy te produkty, które, jak już je mieliśmy, bo umówmy się, że była ograniczona dostępność do tych produktów, ale jeżeli już były konkretne produkty, czy mięso, czy warzywa i owoce, no to one pochodziły raczej od rolnika, który nie używał nawozów, które miały spowodować, że te produkty wyglądają lepiej, lepiej się świecą, są bardziej atrakcyjne.

Mniej zaawansowane technologicznie.

No dokładnie tak, dokładnie tak.

No a teraz raczej tak to wygląda, że no to ma wyglądać przez chwilę.

Zresztą nawet jeżeli kupimy sobie warzywa w jakimś wielkopowierzchniowym sklepie, włożymy je do lodówki, to marchewka po dwóch dniach wygląda jakby… Ubrała kożuszek.

A marchewka, która jest wyrwana z ogródka, z ziemi.

Przetrwa długi czas.

Przetrwa naprawdę trzy tygodnie nawet.

Kochana, kurczę, ja miem pierwsze przymrozki i moje posadzone marchewki właśnie czekają, żebym je wyrwał, żebym sprawdził.

Jak im tam dobrze pod ziemią było, miały się naprawdę dobrze, bo z zero, z zero, absolutnie zero, tyle nawozu dostały.

Sam jestem ciekawy, kurczę, chyba się pochwalę na Facebooku, jak te plony wyglądają.

No ale zobacz, właśnie kiedyś mieliśmy dostęp do jakościowo innej żywności, może i nie było dużo, ale faktycznie jakościowo biła na głowę.

Ja pamiętam, mówimy o tych smakach z dzieciństwa, bo kiedyś to jedzenie było takie czy inne.

Ale dzisiaj mam wrażenie, że jak zrywam pomidora z własnego ogródka i jem tego w sklepie, kupionego w sieciówce takiej czy innej, albo dostarczanego z hurtowni na N, no to zaczyna się duży problem, bo to nie smakuje.

No tak, ale czy jesteśmy w stanie coś z tym zrobić?

Nie każdy ma dostęp do kilku metrów kwadratowych ziemi.

Zresztą ta ziemia też musi być w odpowiednim miejscu.

No i tutaj zaczyna się nasze wejście pod górę pod tytułem odpowiednie, prawidłowe i zdrowe odżywianie.

Mimo tego, że jest więcej, jest bardziej różnorodnie, ta oferta jest naprawdę dzisiaj bardzo bogata.

No tylko co z tego, że jakościowo i zdrowotnie to jest o wiele gorsza żywność niż kiedyś?

Moglibyśmy bardzo idealistycznie podejść do tematu i mówić, że powinniśmy kupować produkty w sklepach ekologicznych.

Szukać najlepszego rolnika, zaufanego miejsca, w którym możemy kupić takie produkty, ale też nie ukrywajmy, że te produkty są dużo, dużo droższe od tych, które są dostępne w hipermarketach.

A Polska to nie jest tylko i wyłącznie duże miasto, to są wsie, to są ludzie, którzy mają mniej pieniędzy i mogą sobie pozwolić na troszeczkę mniej.

I tutaj zaczyna się rozważanie, czy zalecać i czy dietetyk powinien przez cały czas mówić o tym, żeby wybierać produkty, które są najwyższej jakości, tylko to powinno się

kupować, czy też dla ludzi, których jednak jest więcej w Polsce, szukać rozwiązania, co zrobić, żeby jakoś wspierać to swoje odżywianie, nawet przy produktach, które są niższej jakości.

Tak, dokładnie.

To uśredniając to jedzenie,

Jak znaleźć właściwy balans?

Ale kochana Kasiu, kurczę, wchodzę do marketu i tam przecież stoi jasno napisane zdrowa półka, żywność ekologiczna.

No to mi zawsze przychodzi do głowy to, co jest cała reszta, jaki to jest rodzaj jedzenia albo paszy.

Natomiast ja nie mam pewności, ja wręcz jestem przekonany, że nie jest to żywność dobrej jakości w dalszym ciągu odbiegająca bardzo, bardzo, bardzo daleko od tego, co sam sobie wyrwał w ogródku.

Ja absolutnie nie namawiam wszystkich do tego, żeby dzisiaj ogródki otwierali społeczne wokół bloków.

Natomiast, no to co zatem, jeżeli, no ja mam takie domniemania, ale co zatem w zamian?

Na pewno ułożenie sobie podstaw naszego odżywiania.

I tak to powinno wyglądać w przypadku każdego.

Czy to jest sportowiec, czy to jest osoba, która ma niższą aktywność fizyczną, ale chce zadbać o swoje zdrowie.

Podstawy, czyli mieć świadomość tego, ile powinien zjadać i jak powinno się to rozkładać na poszczególne makroskładniki.

Czyli ile białka, ile tłuszczu, ile węglowodanów.

Przychodzę do dietetyka i oprócz tego, czego się teraz dowiadujemy, to jak dowiedzieć się, jaki jest stan mojego organizmu, jak taka prawidłowa wizyta u dietetyka, bez względu na to, czy to jest sport, poza sportem, wyznaczone cele gdzieś pewnie są na końcu wizyty, ale jak to zbadać?

Przede wszystkim pierwszą rzeczą, jaką powinno się wykonać przed wizytą u dietetyka, jest zanotowanie tego, co się zjada i tego, ile się tego zjada.

Czyli nie samo opisanie, że zjadłem dzisiaj kanapkę z sałatą i z białym serem na przykład.

Że to była metrowa bagieta, nie zanotowałem.

No właśnie.

Miałam kiedyś takiego pacjenta, który... Jeszcze nie było takich programów bardzo określających ilości w gramaturach produktów, tylko były albumy.

Przedstawiało się pacjentowi album produktu, jak wygląda standardowa kromka chleba.

No ale niestety mój pacjent tego nie zapamiętał i wiedział, że ma zjeść trzy kromki chleba, kupił sobie cały bochen taki wiejski i kroił go wzdłuż, a miał cukrzycę.

Jednostki chlebowe mu się nie zgadzały.

No zdecydowanie nie.

Zdecydowanie mu się nie zgadzały.

Dlatego dobrze jest jednak gdzieś tą wagę kuchenną mieć, albo nawet posiłkować się jakimiś zdjęciami, czy aplikacjami, które są dostępne czy na telefon, czy w internecie.

No i określić tą mniej więcej oczywiście gramaturę tego produktu, jak to powinno, jak rzeczywiście to wygląda.

No bo kromka kromce nierówna, to wiemy, że jedna jest cięższa, druga jest lżejsza i opisać to dokładnie i tak cały dzień.

Następnie dobrze jest pójść i zrobić badanie krwi.

Teraz mamy program 40+, tak się to nazywa.

Nie wiem, czy nadal jest kontynuowany, ale był chyba.

Ale był, ale na pewno każdemu z nas przysługuje przynajmniej w roku u lekarza internisty porządne badanie krwi.

Powinniśmy się też udać, jeżeli nie mamy skierowania, jeżeli ten program już jest nieaktualny, to udajemy się do internisty i prosimy o skierowanie na takie badania.

Morfologia krwi, dobrze jest wykonać sobie również parametry hormonów tarczycy.

próby wątrobowe, lipidogram i to są takie podstawy, z którymi zgłasza się do dietetyka, czyli dzienniczek z notowaniem jadłospisu, najlepiej z kilku dni, badania, morfologię, do tego jeszcze dokładamy już na samej wizycie pomiar składu ciała zazwyczaj, bo to on nam pokazuje, czy jesteśmy grubokościści, oczywiście śmiejąc się troszeczkę, czy też chudokościści.

Wszystkie.

Kiedyś prowadziłem taki dzienniczek, faktycznie przez tydzień notowałem wszystkie swoje produkty, dokładnie co zjadłem, robiłem zdjęcia, czułem się jak paranoik swoją drogą.

Jak długo to robiłeś?

To wiesz, to trwało naprawdę niedługo, 5-7 dni, to krótka przygoda i na końcu poczułem się jednak jak paranoik, bo dostałem zalecenie jedz więcej zielonych warzyw.

Czyli prawdopodobnie jednak dobrze wycelowałeś to swoje zapotrzebowanie.

No też sportowiec zawodowy czuje swoje ciało, wie co mu służy, co mu nie służy i jeżeli ujmie coś, to wie jakie są tego konsekwencje czy w wynikach.

czy w samopoczuciu, ale człowiek, który pracuje w korporacji i wychodzi na bieganie, codziennie nawet, często jest tak zakręcony, że nie wie już, czy to czwarta filiżanka kawy spowodowała, że ręce mu się trzęsą, czy też może niedobór białka w ciągu tego dnia.

No właśnie, fajnie to podsumowałaś, bo jak już robimy te badania krwi i wiemy, że nam się ręce trzęsą po czwarty filiżance kawy, właśnie oprócz tego pełnego obrazu, no bo nie każdy ma świadomość tego, co w tym pełnym obrazie krwi powinno się znaleźć.

Rozmawialiśmy z lekarzem, zachęcam do oglądania wszystkich naszych odcinków swoją drogą.

W rytmie biegania to mieliśmy sytuację, w której lekarz mówi, ale zrobienie samego badania morfologii i żelaza nie wystarczy, powiedział, trzeba zrobić pełną gospodarkę tak naprawdę żelaza, czyli do tego ferytynę, do tego witaminy i wtedy jesteśmy w stanie coś już więcej powiedzieć.

Tak, ale to już jest kopanie.

Przesiewowo, podobnie jak BMI, czyli współczynnik masy ciała, wzrostu, są to parametry, które są przesiewowe i one dopiero po przejrzeniu ich na pierwszy rzut oka przez specjalistę, powodują, że możemy faktycznie kopać dalej, jeżeli coś się dzieje

Nie tak.

Jeżeli trzęsie nam się wszystko, jeżeli czujemy się źle, to faktycznie idziemy na pełen pakiet badań, żeby od razu mieć z głowy, a nie żeby tracić na to cały rok i szukać i mieć z tym problem przez cały czas trwania badań.

W ogóle dobrze, gdyby ktoś robił te badania.

Dokładnie.

Słuchajcie, jest mnóstwo ludzi, którzy przychodzą do dietetyka.

Ja się pytam, kiedy ostatni raz robili zwykłą morfologię.

To tak naprawdę ewentualnie gdzieś tam na studiach.

Bo potem nie ma czasu.

A za każdym razem to powtarzamy, że jeśli zaczynamy sportową przygodę, to te badania lekarskie, te podstawowe powinny być punktem wyjścia do tego, jak będziemy biegać, co będziemy robić i również zasięgnięcie rady u dietetyka.

I teraz, kiedy przychodzimy do dietetyka, kiedy wiemy, jak już wygląda ta idealna wizyta, co powinniśmy przynieść ze sobą, to czy powinno się pojawić tam z naszej strony

takie stwierdzenie, ja chcę się ruszać i mam taki pomysł, ruszanie się to jest jedno, aktywność fizyczna, ale ja chciałbym zrzucić kilogramy.

To zaznaczać czy nie zaznaczać?

Czy tylko mówić, że chcę się ruszać?

To znaczy, czy mówić od razu o swoim celu?

No, wizyta u dietetyka zazwyczaj jest ukierunkowana na coś.

Wiąże się z oczekiwaniami.

Tak, tak, to zazwyczaj jest jednak właśnie redukcja masy ciała, ale też w przypadku już półprofesjonalistów osiąganie konkretnych wyników sportowych.

Oczywiście w przypadku amatorów jest tak, że mamy redukcję, możliwą, często, ale musimy to zrobić z głową i nie poprzez metodę JP.

Czy znacie JP?

No tak, więc jest bardzo dużo różnych odnóg tej diety, jak widać, ale to tak nie powinno wyglądać, jeżeli zaczynamy się ruszać.

Sama aktywność fizyczna, ona jest fajna, ona jest prozdrowotna, ona ma nas prowadzić do osiągnięcia lepszego stanu zdrowia, jeżeli się nie ruszaliśmy, ale też, jeżeli przejdziemy w drugą stronę.

to zaczyna nas prowadzić w ślepy zaułek i możemy sobie jeszcze dorobić pewnych problemów dla tego badania, dla tego świadomość tego, co jemy.

Ja nie mówię, że tutaj trzeba pójść do dietetyka i od razu oczekiwać od niego diety.

Wystarczy przyjść i zapytać się albo poprosić o wyliczenie takich parametrów, które powinny się pojawiać na co dzień.

Jak zapotrzebowanie energetyczne rośnie wraz z aktywnością fizyczną?

Jaką redukcję dokonać przy aktywności fizycznej?

Bo bieganie przy maksymalnej redukcji, no też nie jest ani przyjemne, ani komfortowe, ani nie przyniesie żadnych efektów sportowych.

No dobrze, no to tak, skoro już jesteśmy na tym sportowym chudnięciu, to jestem Janem Kowalskim, mam 1,80 m wzrostu, 100 kg wagi i chcę schudnąć.

Do tego biegam na 3-4 razy w tygodniu, średnia jakaś tam aktywność fizyczna, przygotowuję się do biegów na 5, 10, 15, półmaraton.

No to są takie bezpieczne dystanse, do których można sobie tam spokojnie z tą stówką przy 1,80 m trenować i naprawdę...

Niewiele się gdzieś biomechanicznie raczej dzieje.

Chyba, że jesteś napakowany mięśniami.

Nie sprawię takiego wrażenia.

Wtedy będzie ciężej.

Dlatego tutaj przychodzi nam z pomocą pomiar składu ciała, a nie samo ważenie.

Samo ważenie da nam informację, ile faktycznie cyferek na tej wadze, ile ważymy w kilogramach.

Jest taki wzór, który mówi, że mężczyźni powinni ważyć wzrost minus 100.

A kobiety?

A kobiety wzrost minus 110.

O kurka, wysoko postawiona powszechnia, chwila, moment.

No, tylko to też jest taki wskaźnik, który ma mówić bardziej kiedyś, kiedyś, jak jeszcze pielęgniarki były w szkołach.

pokazywać, jak dzieci powinny ważyć już w takim okresie licealnym.

Więc to też, do tego bym się mocno nie przyczepiała, jak to powinno... Ale to już byłoby dobrze, gdybyśmy mieli taką wagę, nie wiem, metr siedemdziesiąt sześć, tak jak w przypadku moim, odejmuje sto siedemdziesiąt sześć kilogramów.

To jest mniej więcej to, co powinno mnie satysfakcjonować i z czym powinno mi się żyć dobrze.

Według takiego wskaźnika tak.

Tylko znowu, jeżeli sobie wejdziemy na taką wagę, która mierzy zawartość tkanki tłuszczowej i masy mięśniowej, może się okazać, że twoja wyższa waga wynika z tego, że jednak na przykład poprzez kolarstwo albo poprzez bieganie w wysokim tętnie masz dużą masę mięśniową w udach.

Niekoniecznie dużą zawartość tkanki tłuszczowej.

No i teraz jest pytanie, czy redukujemy to, czy też nie?

No bo jeżeli redukujemy, to musimy wyredukować masę mięśniową.

I z tym często się mierzymy.

I tutaj są dwie ścieżki postępowania.

W przypadku biegaczy wytrzymałościowych, redukujemy masę mięśniową.

Bo im więcej masy mięśniowej, tym więcej tlenu potrzeba do tego, żeby odżywić, dotlenić.

Cienka granica.

Cienka, ale cienka w konfrontacji?

Nie, cienka granica nie w konfrontacji.

Można przesadzić z tym zjazdem, bo ja badałem tę granicę, że jak się schudnie zbyt mocno, to brak mocy.

Typowy brak mocy i trzeba długo to nadrabiać, żeby wrócić potem ten kilogram masy mięśniowej do góry, bo organizm jest w takim katabolizmie, tak bardzo się katuje, tak bardzo chce zrzucić jeszcze chociaż gram, że w pewnym momencie sezonu to jest po prostu trudne.

Tak, ale biegacze zawodowi też troszeczkę balansują na innej linii.

Jesteśmy psychiczni.

Nie, nie psychiczni.

Większa ekstrema się obchodzi, co jest powiązane ze sportem zawodowym, ze sportem amatorskim.

Te ekstrema nie są zalecane, bo można się tak zagalopować, że potem już raczej cię nic nie uratuje, tylko szpital.

A ja jestem sportowcem amatorem od zawsze i zamierzam takim pozostać, ale też nie myślę tak do końca optymistycznie o tej redukcji tkanki mięśniowej, dlatego że nie wiem, biegam, ale też pracuję nad tym, żeby cały ten kor był obudowany mięśniowo i tych mięśni nie chciałbym stracić.

Czy jest zatem jakaś jeszcze inna droga, gdzie tkankę tłuszczową, która powiedzmy przeszkadza mi, jeśli chodzi o oponkę, mogę zrzucić, ale nie tracąc tych walorów mięśniowych, które już zbudowałam.

I słuchajcie, to jest taki mit, który bardzo często pojawia się u trenerów na siłowni, że nie ma redukcji bez redukcji tkanki mięśniowej.

No jest redukcja bez tkanki mięśniowej.

Jest redukcja samej tkanki tłuszczowej przy odpowiednio dobranych parametrach.

Tak, aby tkanka mięśniowa była odżywiona, żeby była odpowiednia podaż białka, żeby była odpowiednia podaż też węglowodanów.

I to właśnie dieta nam może załatwić.

A co z tłuszczami wewnętrznymi w takim razie?

No tłuszcze wewnętrzne, one sobie schodzą razem z ogółem zawartości tkanki tłuszczowej.

Tutaj genetycznie jest to ustawione, jak to wygląda.

Bywa tak, że niektórzy są bardzo szczupli, ale ta tkanka wisceralna, czyli wewnątrz otrzewnej jest dosyć duża.

Raczej z tkanki wewnątrz otrzewnej nie schodziłabym, jeżeli byłoby jej w normie.

Tak sobie przypominam Grześka Sudoła, który tam zszedł poniżej tej granicy określanej jako letalna.

To chyba Grzesiu było poniżej 2% tkanki tej podskórnej.

No nie wyglądał zdrowo, trzeba przyznać, ale spektakularnie.

Tak, no to jest taki stan, w którym żony zazwyczaj się pytają... Gdzie mój Boże?

Minimalna zawartość tkanki tłuszczowej dla amatorów, bądź półprofesjonalistów, dla mężczyzn jest to wartość około...

Czyli w tym momencie, kiedy startujemy, przygotowujemy się, potem to zwiększamy.

Nie możemy utrzymywać takiej zawartości tkanki tłuszczowej.

U kobiet jest to odpowiednio więcej, bo kobiety potrzebują tkanki tłuszczowej do tego, aby cały proces wytwarzania hormonów płciowych został utrzymany i została utrzymana menstruacja.

To jest coś, z czym się boryka większość kobiet jednak w sporcie, brak menstruacji.

Tak, brak menstruacji, jeżeli jest to sport zawodowy, no to jest dosyć częste zjawisko.

To jest sport, człowiek decyduje się na to świadomie, mam wrażenie.

W przypadku dziewczyn i kobiet, które trenują amatorsko, tutaj...

Szczególnie po pandemii zaczęły się pojawiać się problemy z zaburzeniami odżywiania i w tym momencie już też trzeba pomóc takiemu człowiekowi w troszeczkę inny sposób.

Można powiedzieć chipsy i alkohol?

Nie, nie, w wysypie anoreksji i bulimii.

Poważnie?

Tak, kiedy to właśnie kobiety postanowiły zwiększyć swoją aktywność fizyczną przez to, że siedzą w domu i miały obawę, że przytyją, dodatkowo zmniejszając ilość jedzenia w swojej codziennej diecie.

Zmniejszenie zawartości tkanki tłuszczowej poniżej 14%, nawet 15% często skutkuje tym, że menstruacja się zatrzymuje i bardzo ciężko jest potem wejść z powrotem, tak, uruchomić hormony na nowo.

Co więcej, jeżeli taki stan utrzymuje się dosyć długo, to później pojawiają się tego konsekwencje.

Choroby dietozależne, insulinooporność, problemy z zejściem w ciążę.

No więc to są rzeczy naprawdę bardzo poważne i samo odchudzanie powinno być rozsądne, żeby nie do...

Może dojść do granicy, ok, jeżeli taka kobieta czuje się z tym fajnie, jeżeli na przykład ma ambitne cele, czy w triatlonie, czy w biegach wytrzymałościowych, ale jeżeli już zaczyna przeginać, to trzeba ją złapać i pomóc w tym, żeby jednak zwiększyła tą zawartość tkanki tłuszczowej.

Okej, no dobra, mamy bulimia, anoreksję, ale zakładamy, że te problemy nie występują.

Na jakim deficycie przy umiarkowanym sporcie kalorycznym i czy w ogóle deficyt, czy trzeba to liczyć, żeby chudnąć zdrowo?

No redukcja zazwyczaj polega na deficycie.

Czy ten deficyt jest zrobiony siłowo poprzez ograniczenie kalorii w diecie, czy też on wynika z tego, że z punktu A wychodzimy i dostarczamy aktywność fizyczną i ta aktywność fizyczna tworzy nam deficyt.

Czasami bywa tak, nawet bardzo często, że niestety po pewnym czasie takiej magii, która się wydarza, zwiększenia aktywności fizycznej i chudnięcia bez zmiany diety, ten proces się zatrzymuje i widzimy nawet na maratonach, kiedy najczęściej mężczyźni,

Widać, że są obładowani dodatkowymi kilogramami, biegną biedni, wykonują niesamowity wysiłek.

Bo to jest przeniesienie, słuchajcie, jeżeli ktoś ma 20 kg nadwagi, to wyobraźcie sobie, że to są 4-5 litrowe baniaki wody.

Albo plecak siedmiolatka.

No dokładnie, więc to wszystko trzeba przenieść przez te 42 kilometry.

I to też, żeby było śmieszniej, powoduje, że wzrasta zawartość masy mięśniowej.

Paradoksalnie.

Jak wykonuje się pomiar składu ciała, potem się okazuje, że taki człowiek, on jest, no ma otyłość albo srogą nadwagę.

Tylko nadal nie wynika ona z ogromnej zawartości tkanki tłuszczowej.

Tej tkanki tłuszczowej jest sporo, ale masy mięśniowej w łydkach, w udach, no to człowiek musi to przenieść.

Ale żeby przenieść takie kilogramy, to siłą rzeczą ona tam musiała powstać.

I potem wskaźnik wzrost minus 100 zupełnie jest... Nie przystaje.

I to jest to, że bieganie daje moca, jedzenie daje siłę.

I jak to razem wykombinujemy, to potem jest to 20 kilo nadwagi.

Jest moc, jest siła, jest jedzenie.

Nie ma biegania.

Nie wiem, nie wiem.

Liczenie kalorii, bo to już się pojawiło tutaj.

Robić to dzisiaj tych aplikacji samych jest całe mnóstwo.

Bardzo często aplikacje biegowe, takie sportowe są powiązane z aplikacjami, które pomagają nam zliczyć kalorie, które spożywamy każdego dnia.

Tak, ale tutaj też należy wyjaśnić, jak to powinno wyglądać, bo gdyby aplikacje do liczenia diety były skuteczne i prawidłowe, to dietetycy nie mieliby pracy.

One mają tam swoje mankamenty i czasami źle wyliczają.

Czasami nakładamy na to jeszcze nasze zbyt optymistyczne podejście do naszego wysiłku.

Tak, więc tutaj nakłada się bardzo dużo plastrów sera i nagle okazuje się, że w środku jest dziura.

I takim oto sposobem dobrze jest po prostu wykonać sobie raz w życiu, nawet nie u dietetyka, tylko na siłowni, pomiar składu ciała, który pokaże nam, jakie jest nasze podstawowe zapotrzebowanie energetyczne.

Czyli ile kalorii potrzebujemy do tego, żeby leżeć i przeżyć bez aktywności fizycznej.

Później dodajemy sobie na przykład te kalorie, które pokazuje nam zegarek z tego, co spaliliśmy w ciągu dnia.

Ale nie wyliczenia, ile spaliliśmy przez cały dzień, tylko wyliczenia konkretne z danego wysiłku, z danego dnia, z danego treningu.

I to nam będzie już pokazywało, jakie jest nasze całkowite zapotrzebowanie.

No albo dietetek może to też wyliczyć na podstawie współczynników aktywności fizycznej.

Ale to też nie jest jakiś racket science, żeby samemu tego nie znaleźć w internecie.

Ja pójdę o zakład, że co najmniej 75% osób aktywnie trenujących, która decyduje się na pracę z trenerem, nigdy nie była u dietetyka.

Pójdę o zakład, że to będą takie statystyki.

To widzicie, to jesteśmy blisko, ok, czyli z czymś się tutaj ewidentnie zgadzamy.

Kolejnym elementem jest to, że większość z tych osób ma niedobory żelaza, a ja jako zawodowy sportowiec suplementowałem żelazo okresowo tonami, ponad 130 mg na dobę, przy treningu, jak w ogóle dwa treningi dziennie, to naprawdę często z kwasem foliowym, witaminka C, ale ludzie szukają tego niestety u doktora Google.

Dlaczego tak jest, że biegacze się boją iść do tego dietetyka?

Ty jesteś szalenie sympatyczna dziewczyna.

Też mi się tak wydaje, że całkiem przyjemnie, że jest całkiem przyjemnie.

Zresztą widzę i obserwuję wyniki, poprawę wyników moich podopiecznych.

Nawet nie wyników, co samopoczucia po drobnych zmianach, po konsultacji, zabraniu pewnych rzeczy ze sobą na trening i te wyniki, czy samopoczucie już od razu się poprawia.

Myślę, że troszeczkę trenerzy jednak nam robią taką krecią robotę,

No bo mają swoje doświadczenie, swoje... Nie zawagają się go użyć, tak?

Tak, dokładnie, ale to też trzeba dopasować to do człowieka, nie do jego wagi i wzrostu, tylko do trybu życia, problemów logistyki, codziennego przygotowania posiłków i możliwości.

Gdybym żyła w świecie cudownym, w utopii.

Idealny świat.

Tak, w idealnym świecie.

To byłoby pięknie, gdyby wszyscy podopieczni jedli zdrowe jedzenie z ogródka.

Dobrze zbilansowane.

Jezu, nie miałabyś roboty.

No trudno, ale może moje sumienie było, zajęłabym się czymś innym, hodowlą marchewek na przykład.

Ci ludzie by po prostu jedli to, co potrzebują w takich ilościach, w jakich potrzebują, a niestety jest tak, że mamy ludzi, którzy trenują, a są na przykład handlowcami.

których nie ma w domu przez kilka dni w tygodniu.

Jeżdżą, posiłkują się jedzeniem hotelowym bądź na stacjach benzynowych.

I trzeba w jakiś sposób pomóc im dobrać produkty, które istnieją na rynku, a jednak spełnią ich zapotrzebowanie, dostarczając jednocześnie jakiejś suplementacji, której potrzebują.

Bo to, że żelaza często nam brakuje, to jest jedna rzecz, ale brakuje nam potasu, brakuje nam magnezu, brakuje nam witamin.

Nawet jeżeli zjemy sobie codziennie w wielgachną miskę sałaty z warzywami.

Nie dlatego nawet, że te warzywa są już mniej wartościowe, ale dlatego, że po prostu jest tego za mało.

Nie mamy świadomości, że to, czego potrzebujemy, jest tego tak ogromnie dużo, że nie jesteśmy w stanie tego dostarczyć nawet poprzez

Tak, w sposób naturalny, czy standardową suplementację, która jest podana na opakowaniu.

Niestety.

Jedzenie, suplementacja zawsze jest sposobem na to, aby dostarczyć coś, czego nie jesteśmy w stanie dostarczyć jedzeniem.

A nie na odwrót.

Nie powinno być podstawą naszego życia.

No dobrze, to teraz jesteśmy w idealnym momencie, bo to jest przy suplementach i to jest w ogóle jesień.

Na jesień jest taki magiczny moment, kiedy wszyscy kończą jednak zawody, nie szykują się w tym momencie do żadnych nowych.

To jak powinna wyglądać dieta biegacza, który szykuje się do nowego sezonu, żeby to wszystko w organizmie pouzupełniać, naprawić, ruszyć z kopyta.

Jeżeli mówimy tu choćby o tym żelazie, o którym wspominałem.

Jak on ma się przygotować, żeby magazyny napełnić na nowe przygotowanie?

Jesienne odżywianie.

Jesienne odżywianie i roztrenowanie zawsze jest związane z przyrostem masy ciała, bo pojawiają się produkty, które były odstawiane... Czy to sugerujesz?

Nie będę chciała twoje roztrenowanie.

Ale no tak jest, że zawsze jak siadamy już, to pojawiają się te produkty, które były wcześniej zakazane.

Czy ja mam mówić, żeby tego nie robić, tylko trzymać tą wagę i... Nie, nie, to odstawmy na może.

Takie naprawdę suche konkrety.

Co powinien taki biegacz włączyć do swojej diety w większej ilości, żeby przygotować się na to, co nadchodzi za nieuniknione kolejne przygotowania do kolejnego biegu?

No na pewno zwrócić trzeba uwagę na regenerację.

Czyli wiemy o tym, że jesteśmy wyjechani mocno.

Dostarczamy sobie białka w odpowiednich ilościach, na pewno to jest.

Aha, tutaj właśnie wchodzimy sobie w cyferki.

No, w cyferki.

To powinno być mniej więcej 1,4-1,8 g na kilogram masy ciała.

Chociaż to już przy jakimś tam treningu, jeżeli siedzimy i nic nie robimy, to raczej to powinno być około 1 na 4 grama na kilogram masy ciała.

To jest, niektórzy powiedzą, że to jest mało, niektórzy powiedzą, że to jest za dużo.

To z żywieniem bywa różnie, ale jednak światowe jednostki żywienia w sporcie wskazują, żeby to były takie wartości.

To jest pierwsza sprawa.

Tak, pierwsza sprawa.

Następna sprawa jest taka, żeby sobie dostarczać jednak witamin i składników mineralnych w odpowiednich ilościach i się tym wysycić.

Suplementy i dieta, czy sama dieta?

W listopadzie i w grudniu dietą, świeżymi owocami i warzywami raczej dużo nie zawojujemy.

Właśnie o tym pomyślałem, że może być ciężko.

Może być ciężko, więc tutaj wchodzimy sobie w suplementację, na pewno witaminy D, no bo mamy okres, kiedy już słońce nie świeci, nie wychodzimy na 20 minut z odkrytymi przedramionami, bo mówi się o tym, że to powinny być twarz i przedramiona.

Ta karnacja, którą ja posiadam, ci, co oglądają na YouTubie, może zobaczą, to nie przyjmuje za dużo witaminy D ze słońca.

Wiesz co, im ciemniejsze karnacja, tym mniej przyjmuje witaminy D. Strasznie małe przyrosty miem na RPA, UV 10 na 10, patelnia taka, że nawet cień pod klapki się chował i mało mi rosło.

W stosunku do innych straszne małe przyrosty witaminy D. Widzisz, ale to mocno indywidualne jest, dlatego dobrze jest...

Ale suplementowałem powyżej 10 tysięcy.

12 tysięcy tak minimum dziennie przyjmowałem w tym okresie zimowym.

No właśnie, tutaj trzeba mocno uważać na te wartości.

Okres pandemii też spowodował, że wysypały się badania dotyczące witaminy D. Teraz już taką złotą dawką jest nie 2 tysiące jednostek, a 4 tysiące jednostek zalecanych dla osoby dorosłej.

Do 10 tysięcy faktycznie.

większe wartości oraz jakieś kombinacje suplementów dla koni zaczęły być mocno wątpliwe, bo pojawiały się przypadki osób, które, czy dzieci nawet, z problemami zdrowotnymi w związku z akumulacją tej witaminy.

Dlatego podstawą jest to, że nie idziemy na ślepo z suplementacją, szczególnie witamin A, D, E i K, które

które akumulują się w naszym organizmie.

Bo to, że weźmiemy sobie 20 tysięcy witaminy C i pogoni nas w toalecie.

To nam raczej się nic nie stanie, no bo witamina C jest wydalana razem z moczem.

A to, jeżeli właśnie zwiększymy sobie podaż czy witaminy A, czy witaminy D, E, no będzie wiązało się z konsekwencjami zdrowotnymi.

Dlatego nie robimy nic na ślepo, wykonujemy badania, jeżeli mamy wątpliwości, jeżeli nie mamy czasu na to, aby wykonać te badania, no to wtedy idziemy sobie w takie wartości, które są uśrednione, czyli te zalecane.

Tak jak z witaminą D, 4000 jednostek.

Jak mamy suplementy, to mamy też źródło pochodzenia.

Są suplementy i suplementy.

Przebadane, nie przebadane.

Producenci pewni i mniej pewni.

Poświęcić jednak trochę czasu na to, żeby to były te, które zrobią nam autentycznie dobrze.

Czy w trakcie wizytu dietetyka poleci mi coś?

Bardzo ciężki to jest temat, bo podobnie jak jest w medycynie, są firmy, które często płacą za to, aby sprzedać jak najwięcej produktu.

No i tutaj sobie balansujemy właśnie pomiędzy zarobkiem, a byciem szczerym człowiekiem i dawanie zaleceń jak najlepszych dla swoich pacjentów.

Sam dietetyk, przypuszczam, chociaż nawet i o tym wiem, nie jest w stanie do końca ocenić, który produkt jest najczystszy, najlepszy.

Bo to, co jest przedstawiane poprzez firmy producentów suplementów, czy firmy farmaceutyczne, zawsze będzie podkreślane, że ten produkt jest najczystszy, najlepszy.

To jest marketing.

Tak, mnóstwo różnych certyfikatów, nawet, no zalet to jest oczywiste, ale certyfikatów.

Tylko te certyfikaty, one też, no można sobie stworzyć fundację.

I można sobie to bardzo łatwo załatwić.

Więc co teraz powinniśmy zrobić?

Popatrzeć sobie, czym jest dana fundacja, czym jest dany certyfikat, kto wystawia te certyfikaty.

Jest po prostu naklejka bardzo ładna z haczykiem czerwonym, który pokazuje nam, że jest super fajnie, że wygrały jakiś plebiscyt na dany suplement.

Nie jesteśmy w stanie dojść do tego, który suplement jest dobry, a który nie.

Być może powinniśmy się sugerować tym, co jest lekiem, a co jest suplementem.

No bo też leki jednak poddawane są dużo większych, na większej grupie ludzi są badane.

No właśnie.

A suplementy, był swego czasu taki raport Niku, który tam mocno pokazywał, że te suplementy, oj różne rzeczy tam były, różne, różne.

Kreatyna chyba dostała najbardziej po głowie w tym wszystkim.

Fantastycznie, że jesteś na tym temacie.

No, ale robimy płynne przejście, czy nie?

Płynne przejście, właśnie.

To skoro nie możemy tak polecić, bo to pewnie jest zresztą jak z producentami AGD, jeden robi lepsze pralki, drugi tostery, trzeci czajniki i tak w kółko, więc pewnie każdy z producentów gdzieś tam ma dobry produkt, tylko trzeba byłoby gdzieś tam mocniej poszukać.

Ale co z suplementami diety?

Kreatyna, BCAA, beta-alanina, no witaminy D3 już rozebraliśmy na części pierwsze.

beta-alanina, BCAA, czy też kreatyna.

Działają, tylko pytanie na kogo?

Rozmawiamy sobie o biegaczach.

No właśnie.

Mamy sobie biegacza, tylko biegacz biega sobie setkę, czy biega sobie dziesiątkę, czy biega sobie półmaraton.

Takie krótkie setkę, to już nie, to dajmy spokój.

To biega dychę do półmaratonu.

No właśnie, no to raczej odpada nam już beta-alanina na pewno.

Bo beta-alanina jest suplementem, czy jest produktem, który wykazuje swoje działanie w sportach trwających od dwóch do czterech minut.

To tylko nie damy rady zrobić.

Czyli tam, gdzie trening występuje do 1500 metrów kluczowy, to wtedy tak.

Czyli wszystko co do pięciu kilometrów.

Słuchajcie, chodzi o to, nawet nie powyżej 20, no do 500 metrów.

Żeby być dobrym piątkarzem, trzeba być dobrym półtorakiem.

100-kilogramowy, 100-kilogramowy pan, czy 120, ile on tam miał, 100 kilogramów, tak.

Raczej 35 kilometrów, no czy zrobi w 30 minut.

Okej, no dobra, no jeżeli są... Nie, stówka, metr osiemdziesiąt, tak szybko licząc, to spokojnie, ale tak spokojnie, to po cztery minutki może przebiec.

No dobra, to w takim razie... 20 minut biegania, to absolutnie.

4 minuty z tępem, 4 minuty na kilometr?

100 kilogramów facet?

To już rzadkie wyjątki.

Takich byłych sportowców znam, którzy już kosetki się kręcili, jak się ściskali, to potrafili utrzymać to tempo.

Czy mówimy o sportowcach profesjonalistach, czy mówimy o amatorach?

Bo ja ważyłem kiedyś 95 kilogramów i dla mnie to była metafizyka zmierzyć się z takim dystansem.

Oglądam czasem zdjęcie z gwiazdką w oku.

No właśnie.

Więc już wracając do beta-alaniny, ona nie wykazuje już działań powyżej 25 minut aktywności.

Beta-alanina i kreatyna, to są suplementy, które są skierowane do sportów siłowo-oporowych.

Dokładnie.

Twoje dystanse, ale nie półmaraton, nie 10 kilometrów, nie maraton, a często, niestety, nie wiem dlaczego, jest zalecane przez dietetyków.

Ale dlaczego tak się może dziać?

Tak sobie właśnie dzisiaj myślałam.

Dlaczego to jest zalecane przez dietetyków?

Być może jeszcze nie do końca mają rozeznanie, że sport, czy żywienie w sporcie dzieli się na biegi wytrzymałościowe i biegi siłowo-wytrzymałościowe.

Jakikolwiek każdy widzi, no biega to biega.

Bieg jest bieg, tak.

Także kreatyna, jak najbardziej, też jest najbardziej przebadanym suplementem.

On jest bardzo fajny, jeżeli wykonujemy właśnie takie aktywności poniżej nawet 30 sekund.

Bardzo to fajnie działa i wspiera.

Najlepsze wykazuje działanie.

Potem też dobre w sportach właśnie jak piłka nożna, czy nawet, co się nazywa, sporty taktyczne.

Teraz no niestety mamy taki czas, jaki mamy.

Jest ich sporo ostatnimi czasy.

No dokładnie.

Kreatyna też wykazuje pozytywne działanie po to, żeby się zerwać i działać.

Nie, nie, lepiej się nie zrywaj, nie, nie, bo to boli, potem problemy, powroty, rehabilitacja.

Ale kreatyna, no właśnie, kreatyna, słuchajcie, ona zawsze będzie powodowała, że wzrasta masa.

bo wzrasta ilość wody w mięśniach i tutaj teraz też wzrasta ta waga od 1 do 3 kilogramów.

No i pytanie, czy na maratonie chcemy nieść dwie butelki i półtora litrowe wody?

Chyba raczej nie.

Odpowiedź jest oczywista.

Nie, chcemy ją pić, ale nie nieść.

To jaka jest najlepsza konfiguracja, jakie najlepsze rozwiązanie dla biegacza, dyszka, maraton, czy trzy suplementy, na których powinien naprawdę zwrócić swoje oczy w tym kierunku?

A w balansie jakimś konkretnym kwasy omega-3, omega-6, czy one powinny być w jakichś proporcjach?

powinny być w odpowiednich proporcjach.

Zazwyczaj już te, które są tworzone, są w dobrych ilościach.

Olej lniany czy olej rzepakowy też może być, ale znowu to też nie będzie taka wartość, jaką byśmy otrzymali z produktu zwierzęcego czy z alg.

No, więc na pewno omega-3, które zmniejsza stan zapalny i to już nawet mówi się o tym, że każdy powinien przyjmować tą omega-3, więc możemy wrócić sobie do tamtych zaleceń a propos witaminy D i każdy powinien stosować sobie omega-3.

Do tego jeszcze witaminę C, na pewno.

Aktywność fizyczna powoduje, że przerabiamy jakby tą witaminę C, którą zjadamy i potrzebujemy jej więcej, po to, żeby ta witamina C jakby buforowała wysiłek organizmu.

To bardzo na okrętkę jest powiedziane, ale tak to wynik tego działania witaminy C wygląda.

Czyli ona jakby chłonie wolne rodniki, które powstają w wyniku aktywności fizycznej stresu, który się pojawia na co dzień.

Uśredniona wartość na jeden dzień?

No, nasze zapotrzebowanie na witaminy C według norm żywienia to jest około 90 mg, więc nawet jeżeli weźmiemy sobie 1000 mg witaminy C, to już jest dużo.

Ale znowu, no właśnie, jeżeli zwiększy się tą wartość, ja też tutaj nie jestem w tej rodzinie, żeby ta witamina C była w ogromnych ilościach i codziennie, ale...

Taki jeden.

Ja jeszcze ci o tą jesień pomęczę.

Witamina C mi się od razu kojarzy jeszcze z dwoma suplementami.

Szczególnie jesienią.

Kwas foliowy i żelazo.

Żelazo też, chociaż mówi się o tym, że przyjmowane żelazo często w postaci suplementu powoduje ograniczenie jego wchłaniaja po pewnym czasie.

A po jakim czasie?

Ciężko powiedzieć znowu.

Badania nie są jednoznaczne.

Nie, nie.

Każdy z nas jest inny i inaczej na to reaguje.

U jednego tak się będzie działo, u innego troszeczkę inaczej.

Więc tutaj musimy uważać indywidualnie, wiedzieć o tym, że samo bieganie i aktywność fizyczna też powoduje coś takiego jak foot strike, czyli miażdżenie krwinek w pięcie, w nogach.

I to fizycznie pozbywamy się pewnych rzeczy.

Inni jeszcze na przykład doświadczają czy krwawień menstruacyjnych, czy krwawień wewnątrzjelitowych, jeżeli tam mocno się ktoś źle potraktuje swoje odżywianie, bądź inne sprawy związane z dolnym odcinkiem przewodu pokarmowego.

Także wszystko to łącząc, plus jeszcze niedoborowa dieta, no tutaj faktycznie możemy sobie też jakiś tam raz na jakiś czas suplement żelaza prewencyjnie, ale znowu, jeżeli chcemy przyjmować to w większych ilościach, to zawsze po badaniach, po morfologii, po ferrytynie, po zawartości żelaza.

Przyjmowałem 130 mg żelaza raz dziennie, razem to było od razu z kwasem foliowym, no i tego samego dnia suplementacja witaminy C. Przy dwóch treningach dziennie, jak był bardzo ciężki, objętościowy obóz, taki, ale naprawdę taki, czyli listopad, grudzień, to w niektórych tygodniach, co drugi, co czwarty podwajałem dawkę.

I wtedy miem dopiero dobre wyniki gry.

Ale wiesz dlaczego?

Bo to, co się przyjmuje, nie wchłania się w 100%.

Natomiast to zależało mocno od kondycji jelit.

A kondycja jelit zależy od i flory bakteryjnej, i tego, co zjadamy, i od wysiłku, jaki podejmujemy, od tego, czy jesteśmy przy stanie przetrenowania, czy nie.

No dobra, to tak szybko do jelit sobie przeskoczymy, tylko zakończymy temat suplementacji dla biegacza, czyli jeszcze raz, po kolei.

Zaczynamy tak naprawdę, no żelazo jest jednym z rzeczy, które ja oczywiście tutaj nie naciskam i to w ogóle nie ma wątpliwości.

Omega 3 od tego zaczęliśmy.

I do tego, jeżeli biegacz biega jeszcze, czy nie?

Czy jest na totalnym roztrenowaniu?

Jan Kowalski na roztrenowaniu.

Biegacz nie potrafi nie biegać.

Słuchajcie, no tutaj już pytanie, czy działamy w prewencji przeziębień, czy po prostu żyjemy sobie?

i przetrwalnikujemy do czasu rozpoczęcia treningów.

Prewencja przeziębień.

Prewencja przeziębień, no to jeszcze na pewno cynk jest dobrze sobie suplementować.

Panowie to w ogóle powinni z tym zadbać.

To może o wodzie teraz.

Właśnie najważniejszy suplement woda i to jest taka rzecz, która podlega szerokim dyskusjom.

Ile tej wody pić w ogóle w ciągu dnia, a ile pić jak się biega?

No ja wiem, zależy ile się biega, ale tak przyjmijmy.

No biegam godzinkę do dwóch dziennie, pięć razy w tygodniu, no to wtedy ile ja mam tego wypić?

No ja jestem zwolennikiem picia.

Minimum tych dwóch litrów wody źródlanej, czystej, nie wymienię nazwy, natomiast nie tej z dużą ilością minerałów.

Tutaj mogłabym się zapytać, dlaczego?

Gorzej się czułem, jakby bardziej miem obciążony cały układ i zawsze sobie to tłumaczę w ten sposób.

Jak chcę umyć w zlewie albo na blacie coś, to nie umyję wodą brudną, tylko czystą.

Tak, ale woda jest nie tylko do mycia.

Mam wątpliwości, czy po prostu to, co jest w wodzie, jest tym, co będzie nam się dobrze wchłanii czy te minerały w tej postaci, one są dla nas właściwe.

Bo to, że jest deklaracja na etykiecie, to nie znaczy, że to jest gotowe do wchłaniania przez mój organizm.

Podobnie bywa z suplementami.

Był taki czas, że suplementy rozpuszczane w tabletkach, czy nawet witamina C pozostawiała taki biały osad na kubeczkach, nie wiem, czy kojarzycie.

Wypełniacz produkcyjny.

Tak, kiedyś, kiedyś.

Ale to nie mamy na to wpływu na wypełniacze produkcyjne.

Ważne, żeby nam to specjalnie nie szkodziło.

Gips z jelitami może mieć całkiem...

Jeżeli ktoś ma dolegliwości żołądkowo-jelitowe, może byłby to jakiś sposób.

Słuchajcie, no tutaj wchodzimy sobie w dywagację, na którą żadne z nas nie ma pojęcia.

Jedynym wskaźnikiem na to, co jest dla nas dobre, a co nie, to jest to, jak się po danym produkcie czujemy.

A jak reaguje nasz organizm?

Bo dla niektórych, tak jak mówisz, czułeś, że jest źle.

A dla osób, które na przykład nie spożywają nabiału, mają ograniczoną podaż na przykład warzyw zielonych, które dostarczają wapnia.

Dla osób, które są weganami pojawia się problem wapnia.

Jak chce mi się zjeść kredę, wspomnienie z dzieciństwa, to znaczy, że trzeba szybko wapń uzupełniać.

No, dzieci akurat mają taką zdolność do tego, że co czują, to faktycznie jest im potrzebne.

Z dorosłymi już tak niestety nie jest.

Dokładnie.

Gdzieś zaburzone jest to przez naszą codzienność.

Także jest to sposób na to i mówi się o tym, jest w badaniach, że jednak te minerały, one się tam wchłaniają.

w jakimś stopniu i działają prozdrowotnie.

Tylko znowu, jeżeli ktoś jest obciążony chorobą kamicą nerkową, to też spożywanie takich wód nie będzie działało prozdrowotnie, mimo tego, że na przykład jest weganinem.

Więc tutaj trzeba znaleźć różne sposoby.

Pijemy wodę.

To było to pytanie.

Ile tej wody pijemy?

Ile dziennie jest nam potrzebne wody do tego, żeby zdrowo żyć?

Mówi się o tym, żeby to było 2,5 litra płynów dziennie.

Dlatego zazwyczaj mówi się, że 1,5 litra powinno się wypijać samej wody, bo litr zazwyczaj gdzieś tam właśnie z zupy, z pomidorka.

Zostanie jeszcze.

Tak, zostanie.

Ale nie liczymy czarnej herbaty.

Herbatę liczymy.

Jeżeli pijemy codziennie i kawę, jeżeli pijemy codziennie... Tak, ktoś pije 7-8 razy dziennie.

Nie, nie, to już jest przegięcie.

Ale jeżeli codziennie, w ilościach, które są zalecane, kawy do 4 filiżanek dziennie, jest to codzienna sprawa, a nie ad hocowa, to te płyny, one zostają.

Nie działa to zwiększająco wydzielanie moczu.

A jeśli biegane?

Jeśli biegamy, tak, do brzegu, do brzegu, do brzegu.

Ile więcej?

Jest, są dwa różne sposoby i podejścia do tego.

Mówi się o tym, że powinno się wypijać około trzystu, nie, przepraszam, stu pięćdziesięciu mililitrów płynu na każde piętnaście, trzydzieści minut biegu.

Te wskazniki są brane z biegu maratońskiego.

Co 15-20, no jak sobie to uśrednimy.

Ciężko jest na biegu maratońskim, sami na pewno wiecie, wypijać takiej wartości co 15 minut.

Ja nie wiem, generalnie jestem maratońskim ignorantem.

Ale długie wybieganie, ile u ciebie? 21.

Piję na każdej stacji z wodą.

Absolutnie piję.

I tego się nauczyłem przez lata mojego biegania, że wykorzystuję to, kiedy woda jest, żeby pić.

No i pięknie.

Aczkolwiek nad tą, co tam powinno być wypijane, to już jest kwestia może dalsza.

No właśnie.

No to biegnę sobie ten bieg koliczny.

Drugi sposób na liczenie tego, ile możemy wypić po przyjściu z treningu, to jest 150% tego, co straciliśmy na wadze.

Czyli ważymy się przed wyjściem.

Czyli rozumiesz, wyjmujesz podręczną wagę w połowie maratonu.

I nie, to na treningu.

Na treningu.

Wracamy, ważymy się, jeżeli straciliśmy pół kilograma, wypijamy sobie półtora raza, to jest?

Po dobrym treningu to półtora litra.

Nie, no słuchajcie, policzmy, to 750 mililitrów.

Zimowy trening.

No to mamy półtorej litrowe.

Nie mam szansy uzupełnić nigdy wyniku zimowego, bo długie rozbieganie 18 kilometrów minus 10 po kostki kolana czasem w śniegu, Jakuszyce, Polany Jakuszycka, piękna pętla, umordowany, opluty, dobiegam i ja mam półtora kilo mniej.

No i przez cały dzień i następny jeszcze powinieneś to douzupełniać.

A jak już się odwodnie, tak załóżmy, hipotetycznie, bo ja wiem, ile to trwa, z mojego doświadczenia, zmierzone niejednokrotnie, niestety, niechlubna część biegania, ile czasu potrzebuję, żeby wrócić do poziomu zero?

Jestem odwodniony, chce mi się pić, już tkanki są na tyle ściśnięte, że to bieganie zaczyna się uwsteczniać.

Ile dni?

No, myślę, że... czekaj, jeszcze raz, bo zaczęłam myśleć o tym, ile to jest półtora raza... Przez cały czas.

Wiesz co, sytuacja jest taka, że w momencie, kiedy byłem odwodniony, czyli już nie mogłem biegać odcinków dynamicznych, startowałem, jakby ktoś mnie wrzucił w błoto,

Jedynym powodem było odwodnienie.

To wychodzi na osmo czeku, tak badanie osmozy moczu, powyżej 1200, no to już tak było wesoło, czyliem leciał zamiast uryny.

To wtedy... Ładnie to opisuje.

Trzeba sobie wyobrazić.

Czyli poza kolorem zaczyna być już konsystencja.

Na to smaku nie sprawdzałem.

Ale cztery dni do punktu zero i cztery dni kolejne do wyjścia z odwodnienia.

Tyle mi to zajmowało.

No tak, no bo też jeżeli wlejesz w siebie ogromne ilości, to też nie wchłoniesz tego od razu, więc trzeba to porozkładać.

Nie tylko ogromne ilości, bo to ja wiem, że to tak się nie da, ale butelka cały czas i małymi łykami nawilżanie jak najczęstsze błon, żeby wchłaniać powierzchnią absorpcyjną całą.

Ale to tak długo zajmuje, żeby wrócić na trening w 100%.

No tak, tylko że przy takim odwodnieniu powinno się stosować produkty, które szybciej się wchłaniają.

Gastroinne tam takie te proszki, które się wrzuca, tak?

Miem.

Nawet napoje izotoniczne, czy po prostu wodę z solą, która też gdzieś już zacznie szybciej się wchłaniać, nie?

Tak się działo, faktycznie.

Natomiast ilość izotoników, które zawodowcy piją, jeżeli mówimy o takich pro-pro, że tego ktoś pilnuje faktycznie, to jest przy jednym treningu trwającym półtorej godziny ponad półtora litra płynów.

Na jeden taki trening, nie mówię, że ciągle się biegnie, natomiast są przerwy, rozciąganie.

Tyle wychodzi od momentu wejścia do wyjścia z treningu, kiedy nam zostaje ostatnie tam 200 ml na potreningowe wypicie, wtedy ciach, jest ok.

Z zawodowcami to jest strasznie trudna, strasznie trudna sprawa.

No bo po pierwsze, macie wysokie zapotrzebowanie.

Po drugie, tracicie ogromną ilość płynów, które trzeba uzupełnić.

Po trzecie, macie swoje przekonania.

Nie wiem, czy od tego nie powinniśmy zacząć.

Ogólnie żelazne.

I tutaj, właśnie to jest ten moment też, kiedy to suplementy zaczynają odgrywać główną rolę, bo nie jesteśmy w stanie normalnym jedzeniem

dostarczyć sobie substancji odżywczych w szybkim tempie, po to, żeby się zregenerować na następne treningi, na następny obóz na przykład.

A my mówimy tutaj przede wszystkim do amatorów, półamatorów.

I amatorzy mnie codziennie pytają, Adam, co mam jeść, żeby biegać szybciej?

Dlaczego oni mnie o to pytają, a nie ciebie?

To po pierwsze.

A po drugie, no nie ma czegoś takiego złotego środka, co i w jakich ilościach i dokładnie dla tej konkretnej osoby jeść, albo dla wszystkich uśrednić, najlepiej mam złoty wzór, dobra.

Ale to jest jedno z częściej zadawanych pytań.

Co ja mam jeść, żeby biegać

lepiej.

A jest na to bardzo prosta odpowiei ona jest bardzo kontrowersyjna, bo... Zjeść dietetyka.

No nie wiem, czy to byłoby... Tutaj wchodzą nam kontrowersje wokół tego, co jest prawidłowym odżywianiem, a co jest zdrowym odżywianiem.

Bo to, żeby szybciej biegać, po to, żeby mieć większą dawkę energii, którą możemy sobie uwolnić w trakcie biegania i wykorzystać ją, to są węglowodany.

To są wszystkie rzeczy, które są przyjemne dla nas w smaku.

Nie inne suszone owoce, bo mają dużo większą ilość błonnika, która będzie jednak szorować nam po układzie pokarmowym.

Węglowodany i przekąska w trakcie biegania, czy przekąska przed bieganiem powoduje, że człowiek osiąga lepsze wyniki na treningu oraz na starcie, zmniejsza się jego tętno, bo organizm nie walczy.

I na pewno progres treningowy również się pojawia dzięki przekąskom okołotreningowym, węglowodanowym.

Więc jeżeli chcielibyśmy tak ogólnie powiedzieć,

to węglowodany powodują, że trening będzie lepszy, oczywiście w odpowiednich ilościach.

Może być żelek, może być żelek, może być żel, może być też kawałek, tak jak mówiłam, banana albo daktyla.

Tylko, że znowu, jeżeli sobie wchodzimy w sposób naturalny, naturalne podejście do biegania, to duże ilości banana i daktyli, czy w ogóle owoców,

Fruktoza jest takim węglowodanem, który często u dorosłych powoduje dolegliwości żołądkowo-jelitowe.

I potem na przykład ktoś próbuje sobie biegać na bananach i na daktylach, okazuje się, że ma nietolerancję fruktozy i boli go brzuch, więc twierdzi, że jedzenie w trakcie jest nie dla niego i musi biegać na czczo.

A to tak nie jest.

Trzeba szukać przyczyny, a nie sposobu na to, żeby nie jeść.

Czyli pojawiła nam się odpowiedź na pytanie, czy biegać na czczo, czy nie.

Znaczy ja jestem przeciwnikiem biegania na czczo długiego.

Nie, bieganie na czczo to też jest, tak, to jest połączone z przekąskami okołotreningowymi.

Jeżeli robi się krótkie biegi, ale od razu, po wstaniu z łóżka, nawet bez mycia zębów, tylko wstajemy, zakładamy buty i idziemy na trening, który trwa do 30 minut dziennie,

I naszym głównym celem jest to, aby przepalić tkankę tłuszczową, to tak, możemy pójść biegać naczczo, do 30 minut po wstaniu z łóżka.

Jeżeli naszym celem jest to długoterminowy cel, osiągnięcie lepszych wyników, lepszego samopoczucia, nawet spalenie tkanki tłuszczowej, ale w dłuższym okresie czasu, po to, żeby jednocześnie mieć super fun z biegania, to jednak powinno się pojawić coś małego.

Ale to małe to może być nawet herbata z miodem, to może być woda z miodem.

Tak, to też są węglowodany, to też jest energia, którą możemy już zapoczątkować ten nasz dzień.

To jak jesteśmy przy herbadzie, przepraszam, uczepię się tego, to herbata, kawa, może yerba mate.

No kawa i yerba mate będą miały kofeinę jeszcze dodatkowo.

Ale yerba mate to tam ma 80% tych odżywczych substancji, które są potrzebne naszemu organizmowi, żeby funkcjonować.

No tak, ale jak idziemy biegać tuż po takim czymś, to też musimy uważać, żeby nam to nie wróciło.

Smakiem.

Bo to nie jest przyjemna sprawa, jak nam wróci od razu po bieganiu.

Więc do godziny przed wyjściem na trening powinno się coś takiego pojawić.

Kurczę, a ja piłem espresso i szeem na drugie rozbieganie.

No espresso, tak, zrobiłeś troszeczkę prawdopodobnie, znaczy inaczej.

Osiągałeś ten najwyższy pułap ilości kofeiny już na treningu.

A żeby było optymalnie i żeby performance był lepszy, to powinno być tak, że wychodzisz właśnie w tym piku.

kiedy już kofeina zaczyna osiągać swoją maksymalną wartość, czyli start na przykład, powinien odbywać się w momencie najwyższej zawartości kofeiny we krwi.

A ja tak sobie myślę.

Jeżeli jem żelki na każdym treningu, dostarczam węglowodan, ale na każdym, to czy to nie jest tak, że jak mi go zabraknie, to mój organizm wpadnie w panii nie będzie wiedział, co robić, że tak się przyzwyczai do tej sytuacji, że co 20, co 18, co ile minut żelek

fajnie byłoby, jakby było co 15.

Dobra, to ładuję co 15 minut żelek i on nagle mówi, Jezu, nie ma żelka.

Gdzie jest mój zalud?

To wtedy wpada w glikogen w mięśnie.

I wtedy nadżera, pożera ci, czerpie węglowodany z tej substancji, która jest podobna swoją budową do skrobi w ziemniaku.

Energię stamtąd.

Nie opłaca się biegać długo maratonu, Maciek, wiesz?

Wiesz, ile to trzeba żelków ze sobą targać?

Mam tego świadomość.

Cały czas próbuję krócej biegać, jeśli chodzi o czas, a nie o dystans.

Żeby było śmieszniej, to czy przebiegniesz w trzy godziny, czy przebiegniesz w sześć godzin, to ilość kalorii zostanie taka sama spalona.

Tak, słyszałem o tym wariancie.

Dążę do tej doskonałości.

Mamy wegetarian, wegan, dietę keto, czyli to kompletny odwrót od tego, co przed chwilą powiedzieś, że jednak węglowodany mogą poprawić performance.

Jak tu nie oszaleć, bo skoro to są w ogóle mocno skrajne, jeszcze mamy paleo, takie, które część ludzi mocno hałduje, to trochę podobne do keto.

W pewnych tylko częściach w sumie trzeba było tylko by mięso jeść.

i zagryzać tłuszczem zwierzęcym, ale jak tu się nie pogubić w tym wszystkim?

Co jest dla mnie dobre?

Ciężko jest się nie pogubić.

O ile dieta wegetariańska i wegańska to jest styl życia i to jest wybór, często świadomy, związany z jakimiś przekonaniami, a keto i low-carb to już jest kombinacja.

To już jest szukanie jakichś innowacji, które mogłyby sprawić coś.

W przypadku sportów wytrzymałościowych i siłowo wytrzymałościowych absolutnie dieta ketogeniczna nie jest zalecana.

Dieta ketogeniczna została wytworzona przez lekarzy, którzy zajmowali się układem nerwowym po to, żeby

dzieci, które mają problemy z epilepsją, bardzo dużymi atakami, żeby te epilepsje były, czy ataki były mniej groźne, czy mniej intensywne, bo ogranicza to aktywność mózgu.

A nam nie chodzi w bieganiu o to, żeby ograniczać aktywność czegokolwiek, tylko żeby podkręcić tą aktywność, żeby nasze ciało było w stanie wykorzystać wszystkie procesy, które, do którego zostało skonstruowane.

Także dieta ketogeniczna absolutnie nie, nie zgodzę się z tym.

Jeżeli ktoś coś takiego stosuje, to nie wróżę mu sukcesu.

A dieta wegetariańska i wegańska... No dają sobie rady i to czasami nawet bardzo dobrze.

Tylko bardziej chodzi o to tutaj, że jeżeli ktoś chce podjąć to wyzwanie, znaczy wyzwanie, czy styl życia, to musi na pewno zwrócić uwagę na to, co zjada.

To nie może być tak, że coś tam sobie kupię na mieście i będzie okej.

Coś, co będzie bez mięsa i potem sobie zrobię jakąś kanapeczkę i już...

Nie, to musi się bardziej zaangażować w to, żeby nie pojawiały się pewne niedobory.

Bo żeby dostarczyć sobie 20 gramów białka dziennie, to możemy zjeść albo polędwiczkę z kurczaka, albo 100 gramów suchej soczewicy.

A 100 gramów suchej soczewicy, to tak naprawdę półtorej szklanki ugotowanej soczewicy.

Kto zje na obiad półtorej szklanki gotowanej soczewicy?

Ale soczewica jest często też modyfikowana.

Widzisz, no tutaj myślę, że krowa też może być modyfikowana.

I też dieta wegańska, niektórzy przechodzą na nią ze względów zdrowotnych, ale znowu stosując dietę wegańską, muszą podejmować suplementację witaminą z grupy B. Ja wiem, myślisz o alkoholu, który został nam na koniec.

No dwóch rzeczach, bo myślę, że ty jesteś człowiekiem z żelaza, ale witamina B, no ja B przyjmowałem garściami.

Ale problem był, że od pewnego momentu jelita przestały wchłaniać, czyli trzeba było zrobić krok w tył i naprawić jelita.

A jak zadbać o jelita jesienią?

No na pewno możemy pokusić się o suplementację różnego rodzaju.

Kiszonki też, ale prostsza sprawa dla niektórych to jest suplementacja.

Fajnie jest, jeżeli mamy świadomość, jak to powinno wyglądać.

Nie suplementacja przez cały czas jednym szczepem, tylko wymiana szczepów.

Bo w naszych jelitach jest mnóstwo, tysiące szczepów bakterii, więc też nie możemy suplementować jednego szczepu.

Kiszonki jak najbardziej, sok z buraków,

czy kiszony sok z buraków jeszcze dodatkowo poprawia też naszą wydolność.

Czyli notujmy, zmieniajmy, kombinujmy.

Akurat to jest dobra kombinatorka.

Tak, dokładnie.

No i korzystając z tego, że mamy roztrenowanie, jak alkohol wpływa na wysiłek, performance sportowy?

No na pewno będzie odwadniał, czyli jeszcze przysparzał większych problemów.

Mimo tego, że wypijamy na przykład bardzo dużą ilość piwa i wydaje nam się, że jest to ogromna ilość płynu, to nadal alkohol powoduje, że się odwadniamy dodatkowo.

Jeżeli jest to piwo z alkoholem.

Ja to właśnie zawsze tak tłumaczę, mówię cztery piwa wypijesz, wypiję, a dwa litry wody nie.

No właśnie, no.

To można sobie dodać cytrynka, albo można sobie też i w inny sposób poradzić.

No to już właśnie jest dopasowywanie do konkretnego przypadku danych produktów.

I to odwodnienie wynikające ze spożywania alkoholu jest najgorszym?

Na pewno jest najgorszym po maratonie, kiedy to przybiegamy i nam się marzy to, żeby wypić sobie coś takiego zimnego.

Wiele razy trzyma nas przy życiu takie zimne piwo.

Ale psychicznie, no właśnie, dokładnie.

Ale ono pierwsze, co się powinno wykonać po przekroczeniu linii mety jest właśnie nawadnianie efektywne, a nie... Efektowne.

Dodatkowo jeszcze sam alkohol zaburza pracę, czy bardziej obciąża pracę wątroby, a samo bieganie intensywne też obciąża wątrobę.

I niejednokrotnie bywa tak, że jak patrzymy na wyniki badań, to próby wątrobowe u biegaczy są dużo bardziej podwyższone ze względu na urazy mechaniczne.

Nie przez to, że pojawiają się tam różne imprezy często, ale właśnie dodatkowo tak się dzieje.

No i co jeszcze takiego?

No sam alkohol też powoduje, że dostarczamy sobie dużo większą ilość kalorii.

Tak naprawdę paradoksalnie w małych objętościach.

I tutaj, jeżeli ktoś je bardzo mało przez cały dzień, a wypije sobie dużą lampkę wina, to sobie rekompensuje często tę kaloryczność, której nie spożył.

No i tutaj też zaczyna być problem.

Niektórzy sobie na przykład ujmują z całej diety kalorie po to, żeby móc sobie wypić alkohol i to już ma swoją nazwę.

Jeżeli sobie ktoś bilansuje specjalnie, aby to się zgodziło.

To jest razem tyle kalorii, dobra, kurczaka nie jem.

Nie, nie, nie rozpisuj tego w zeru.

Cztery jajka mniej, to będzie... Ale to nie możemy się z tego śmiać, bo to naprawdę jest zaburzenie, które jest porównywalne i z alkoholizmem i z anoreksją.

Także tutaj musimy na to uważać.

Bo nie ma różnicy według badań pomiędzy dietą białkową i węglowodanową przed startem do maratonu, a dietą samą węglowodanową.

No jest taka ociupinka na tym wykresiku ładnie napisanym.

Ale mówisz o super kompensacji.

Mówię o superkompensacji, o wchłonięciu odpowiedniej ilości jednak węglowodanów w magazynowaniu i potem oczywiście wykorzystanie w trakcie wysiłku.

Zależy też w swojej praktyce dietę węglowodanową przed startem, a jeśli tak, to proszę zdrać sekret.

odchodzi się już od diety bogatobiałkowej przed maratonem i ograniczeniem węglowodanów.

Zostało to podsumowane tak, że nie przynosi to dużo większego i lepszego efektu od diety węglowodanowej.

To są minimalne ilości, ale tu znowu przekładamy tą wartość na sportowców, amatorów i półprofesjonalistów, a nie na zawodników profesjonalnych.

Sportowiec amator, poza tym, że przygotowuje się do maratonu i ma 4 dni przed startem, dodatkowo siedzi na spotkaniu od godziny 15 do godziny 18 i nie może nic zjeść.

A jak zje sobie węgle, to śpiączka.

Nie, jak nie zje potem odpowiedniej ilości, to ma wynikowo dużo mniejszą zawartość glikogenu przed startem, niż miał przed całymi kombinacjami, przed superkompensacją.

A przygotowując się do maratonu, jednak jest tak, że...

sportowiec zawodowy może sobie odpoczywać i raczej nie martwi się o to, czy go szef zaraz zwolni, jak nie pojawi się na spotkaniu.

Chociaż różnie teraz może z tym być, ale to też kosztuje pewną dawkę energii.

Więc super kompensacja obecnie polega na tym, żeby 3-4 dni przed startem jeść swoje całkowite zapotrzebowanie energetyczne.

żebyśmy zjadali około 60% tej kaloryczności, którą na co dzień spożywamy, żeby to były węglowodany.

Tylko też musimy mieć wiedzę o tym, że czekolada to nie są same węglowodany, że pizza to nie są same węglowodany, że piwo to nie są same węglowodany.

I tutaj wchodzimy sobie właśnie na takie fajne stopnie superkompensacji, takie, które pokazują nam, jak powinny wyglądać poszczególne dni.

Pierwszego dnia super kompensacji zjadamy sobie makaron carbonara, z większą ilością tłuszczu, z białkiem.

Drugiego dnia super kompensacji zjadamy sobie makaron, który ma kurczaka i mozzarellę.

Trochę białka, trochę mniej tłuszczu niż carbonara, no bo tam jajka.

No bez wątpienia, jest mniej tłusty.

Tak, więc schodzimy sobie też z ilości tłuszczu, ale jednocześnie węglowodany są w tym samym miejscu.

Trzeciego dnia zjadamy sobie na przykład makaron z samym sosem pomidorowym, który już nie ma też dużej ilości białka.

I nie ma tłuszczu.

I takim oto sposobem schodzimy sobie w te dni z białka tłuszczu, zostawiamy węglowodany i cieszymy się fajnym startem i jesteśmy napakowani glikogenem.

Super kompensacja, ona jest zalecana szczególnie przed półmaratonem i maratonem.

Przed półmaratonem może to być jeden dzień.

A ironmanem?

Przed triathlonem jak najbardziej, jak najbardziej.

Te 3-4 dni, słuchajcie, to jest magia, naprawdę.

Wystarczy się nad tym pochylić, po to, żeby samopoczucie było drastycznie inne.

Bo jeżeli człowiek się napakuje tym glikogenem, faktycznie to zwiększa wagę.

Tylko tutaj też myślałam sobie a propos kreatyny, że ludzie stosują kreatynę, bo ktoś im powiedział, idą biegać, zwiększają swoją wagę i tego się nie boją, a jak już przychodzi do superkompensacji, to masakra, nie będę tego robił, bo boję się, bo będą dodatkowe kilogramy.

Nie, te kilogramy mają pomóc energetycznie w tym, żeby biegało się przyjemnie w naszym przypadku, żeby satysfakcja była i żeby wynik też był jak najlepszy.

I to będzie odczuwalna różnica.

Zdecydowanie.

I nakładając na to jeszcze żelek co 15 minut i no jakaś tam ilość napoju izotonicznego w trakcie.

to te węglowodany, które spożywamy, one mają chronić ten glikogen, który my załadujemy podczas ładowania węglowodanów.

Chronią na zasadzie tej, że one są przerabiane i nie nadżeramy glikogenu w trakcie samego biegu.

Bo jeżeli go zjemy, zaczniemy go jeść w trakcie aktywności fizycznej, no to już jest równia pochyła.

Jeżeli się z niego zupełnie wyczerpiemy, no to dzieje się coś strasznego.

Powoli zbliżamy się do końca tej rozmowy, ale czeka nas jeszcze creme de la creme, czyli nagranie części bonusowej, a dla Was wszystkich, którzy jesteście zainteresowani tą wysokomerytoryczną treścią w pigułeczce, to zapraszamy, szukajcie na kanale bieganie.pl.

Dzisiaj naszym wspaniałym gościem, który zdradził nam sekrety, zdradziła nam sekrety.

zdrowego biegania, uśmiechu, ale też przepisu na dietę węglowodanową przed zawodami, co myślę, że jest tutaj nie lada gratką.

Rozłożyliśmy suplementy na części pierwsze, co działa, co nie działa i dla kogo właściwie jest.

Dziękujemy serdecznie.

Katarzyna Biłous, to jest dietetyczka sportowa.

z nielady doświadczeniem.

Nie możemy powiedzieć, z kim pracuje, bo musiałaby nas zabić.

Ale to są nazwiska.

Za to, że z nami byłaś.

Dziękujemy serdecznie.

Wszystkim życzymy smacznego i zdrowego biegania.

Bo bieganie daje moc, a jedzenie daje siłę.

Maciej Kurzejewski.

Bardzo ładnie.

Trudne nazwisko.

Bieganie.pl Słuchaj w rytmie biegania.

Podcast w rytmie biegania napędza e-obuwie.