Poderwałem swoją terapeutkę. Kamil Maćkowiak w podkaście Żurnalisty
W tym odcinku moim gościem jest Kamil Maćkowiak – aktor, reżyser, autor głośnych monodramów i twórca własnego teatru. Rozmawiamy o tym, jak dziewięciolatek zdecydował, że „kończy się jego dzieciństwo”, o surowej szkole baletowej i przejściu do aktorstwa, o „Niżyńskim” i „Diva Show”, o odejściu z etatu i budowaniu niezależnej sceny.Wchodzimy też w trudniejsze tematy – depresję, uzależnienia i wieloletnią terapię. Pytam Kamila o granice prywatności, ego i potrzebę kontroli, o misję sztuki w podzielonym świecie i o to, co po nas zostaje.To szczera, momentami konfrontacyjna rozmowa o cenie ambicji, o wolności, która zawsze coś kosztuje, i o tym, jak nie zgubić siebie w świecie, który ciągle czegoś od nas oczekuje.
Mimo, że przy moim ADHD, dzisiaj już zdiagnozowanym, wiesz, ja byłem energetyczny, wygłupiałem się często w klarach, się błaznowałem, ale ja byłem naprawdę zawsze... W środku miałem smutek. Do dzisiaj też mam coś takiego, że ludzie nie wiedzą, że jestem introwertykiem przede wszystkim, że ten rodzaj, może nie szomeństwa, ale takiego liderowania w moim teatrze wymaga takiego budowania sobie trochę maski, która nie jest moja. Ja jestem jednak sam w domu zamknięty, to jest mój naturalny świat. No ale dobra, to porozmawiajmy też o twojej historii, że mając zaledwie 9 lat, postanowiłeś opuścić dom, tak mówiąc szeroko, i zacząć naukę w szkole baletowej w Gdańsku. Właśnie spakowałeś te zabawki, powiedziałeś rodzicom, że nie będziesz ich potrzebować, bo tutaj kończy się twoje dzieciństwo. Co traci się nieodwracalnie, wybierając taką drogę?
Bez troska. Ta droga, którą ja wybrałem, oczywiście ja jako dziewięciolatek chciałem dostać się do szkoły teatralnej z myślą, że nauczę się tańczyć jak Tina Turner, bo ja chciałem śpiewać, chciałem być piosenkarzem, to był mój plan na życie wtedy. Okazało się, że to nie do końca tak, ale że mam ogromne predyspozycje, jeżeli chodzi o balet, czyli taniec klasyczny, że wiesz, to jest dosyć do zweryfikowania. Są budowy, konstrukcje takie, że na przykład, choćby nie wiem kto ile pracował, to nie przeskoczy. U mnie potwierdziło się, że mam potencjał na bardzo dobrego tancerza klasycznego i niestety wpadłem w tę pułapkę, czyli takiego... Kurczę, tak o sobie sam powiem, trochę będzie dziwnie, ale takiego cudownego dziecka. Czyli, że inwestowałem mniej więcej w szkole, szybko byłem postawiony na jakiś piedestał i pracowałem dużo i występowałem od dziecka itd.
To, że gram dużo monodramów, jestem sam na scenie, to też pewnie ma związek z ego, ale To kompleksy, to naprawdę kompleksy i brak... Ja siebie bardzo, bardzo, bardzo nie lubiłem jako dziecko i jako nastolatek. Ale dlaczego siebie nie lubiłeś? No bo pewnie jesteś w stanie o tym powiedzieć, dlaczego sam siebie nie lubiłeś, skoro na przykład jeszcze nie lubiłeś siebie, a widziałeś, że jesteś takim złotym dzieckiem, które może osiągnąć bardzo dużo, bo to tak jakby się odwija osobowości, które się kłócą z jednej strony, bo mówisz o tym... Ja myślę, że chciałem po prostu właśnie tym ciągłym presją za byciem najlepszym, zresztą powtórzyłem potem tę drogę w teatrze na początku, naprawdę zasłużyć sobie, okazało się, że na jakąkolwiek sympatię czy szacunek swój, a okazało się, że to jest, no tak nie działa. Nie umiem ci odpowiedzieć dlaczego, ponieważ jest parę wątków, ja to też analizowałem na terapii, z czego to się bierze.
Ja byłem w ogóle dosyć taki, ja dzisiaj wiem, że z moich lęków ja byłem dosyć arogancki. I to potem jako nastolatek i chyba jeszcze jako dwudziestoparolatek ta arogancja była moją maską, moją tarczą, która miała nie pokazywać jak w środku bardzo jestem słaby, chyba przestraszony i myślę, że kruchy. To jest bardzo i to bardzo ciekawe, że potem jeszcze wybierasz aktorstwo, a szkoły teatralne, akademia jakkolwiek, też mają złą renomę, jeżeli chodzi w ogóle o edukację. Tam też nie jest łatwo. Ja tego w ogóle nie wiedziałem, ja miałem wyidealizowany obraz w aktorstwie, ja chciałem być Heleną Modrzejewską, ja myślałem, że ja będę... Przez Modrzejewską. Przez Modrzejewską, ponieważ najpierw była Modrzejewska, potem się dowiedziałem, że jest serial o Modrzejewskiej i gra Krystyna Janda.
I Modrzejewska i Janda dopełniły tego triastiną Turner kobiet, które zniszczyły mi życie. Nie, ale czekaj, jest jeszcze babcia, która nigdy nie płakała, tam jest, tam jakkolwiek byśmy trochę dorzucili. Ale babcia, która nigdy nie płakała, zresztą wspaniała babcia, która, ja pamiętam, że jak miałem tam 7-8 lat i wracałem z wakacji z Bydgoszczy, to naprawdę pisałem takie listy miłosne do mojej babci i na przykład zaznaczyłem babciu, o tutaj, tutaj, zobacz, w tym miejscu spadła mi łza, bo płakałem jak do niej pisałem, wiesz, naprawdę babcię kochałem nad życie. Ale babcia była z normalnego świata, ja chciałem świata niezwykłego, ja chciałem jakieś ekstra rzeczy przeżyć. No dobra, no to jak pierwszy raz idziesz do filmówki i się nie dostajesz, to jak bardzo cię to woli? poszedłem, o Jezu, to było straszne, poszedłem w Akademii Teatralnej, po drugim etapie odpadłem.
To był jakiś taki epizod, który też był traumatyczny? Nie ja cię dostanę do tej szkoły na pierwszym miejscu. No wiem, ale pytanie jest, jak było w szkole. W szkole byłem bardzo krótko. Bo w szkole byłem pierwszy rok, a już na drugim roku... Już byłeś w teatrze. Dostałem propozycję występowania w Teatrze Jaracza, w takim jednym z najlepszych wówczas naprawdę teatrów w Polsce. Tak trochę przypadkowo ktoś tam o mnie, znaczy dyrektor usłyszał o mnie, zaprosił mnie na przesłuchanie i pamiętam, że na sali, w której czekałem na niego, żeby zagrać mu ten monolog zresztą o... molestowaniu seksualnym, bo ja tylko grube tematy wtedy uważałem za ważne, za potrzebne. No to chyba do dzisiaj, no. Ale dzisiaj mam przyjemność z grania komedii, wiesz, już i tak jakby często idę w tę stronę lżejszą, żeby też, ale tak, swoje spektakle jak robię, to rzeczywiście dotykam hardkorowych rzeczy, nie wiem czemu, znaczy, no, nie wiem czemu.
W każdym razie czekałem na Waldemara Zawodzińskiego, dzisiaj mojego bardzo bliskiego współpracownika w teatrze, a później... potem mojego dyrektora w Jaraczu, 30 albo 40 minut w takiej sali, gdzie ktoś sprayował wcześniej kostiumy, więc śmierdziało strasznie takimi chemikaliami. I ja tam zasnąłem. Bo czekałem na niego, czekałem, w ogóle byłem oburzony, że muszę czekać. Zresztą oni śmiesznie wspominają te początki moje, bo ja byłem, wiesz, ze szkoły baletowej przyszedłem u gwiazda. Ja naprawdę byłem, miałem trochę przestawione w głowie, że ja jestem, przecież ja mogłem tutaj tańczyć, więc proszę państwa, docencie, że do was przyszedłem. Masakra, masakra, masakra. Ja się wstydzę takich rzeczy, ale tak, miałem. No i Waldemar mnie obudził i powiedziałem swój monolog życia taki, że nie dość, że dostałem od razu jedną rolę, zastępstwo w drugiej, to indywidualny tok studiów mi zaproponowano, żebym był w Jara, czy już był na etacie.
Czekaj, czyli jesteś znowu w szkole filmowej i znowu jesteś gwiazdą? I powielam, nie wiem, czy bym użył słowa gwiazda, znaczy bym raczej użył określenia, że tak jak jako 15-16-latek już występowałem w Operze Bałtyckiej jako tancerz, tutaj też szybko zostałem wybrany i rzeczywiście znowu potwierdzała się moja droga, że ja muszę udowadniać, że będę najlepszy. To spróbujmy zadać pytanie do tamtego chłopca, którym byłeś. Czy gdybyś dzisiaj zobaczył swoją karierę, którą udało ci się zrobić, czy byłbyś zadowolony z tego, co... Tak. I to jest w ogóle, to jest w ogóle moja konstatacja teraz, jak była Magda u mnie i rozmawialiśmy, mówię, zobacz, ja chciałem być jak Młodrzejewska, mieć teatr, mam. Mieszkać w mieszkaniu, gdzie XIX wiek, mam.
Mieć swoją bańkę, mieć, mieć wiele rzeczy, jakby te rzeczy, które, o których marzyłym się spełniły, tylko okazało się, że jakby szczęście jest i tak gdzie indziej. Zupełnie, ale do tego, do tego dojdziemy. Ale kiedy wchodziłeś w ogóle w dorosłość na początku XXI wieku, polska kultura przeżywała transformację, nowe teatry niezależne, pierwsze reality show w telewizji. Ty czułeś, że należysz do pokolenia, które będzie zmieniało rzeczywistość? No bo ta rzeczywistość została zmieniona zupełnie. Do tego nawet czym się zachwycałeś? Nie czułem, ale jeżeli chodzi o teatr, to czułem, że Miałem w tym roku, w którym nie pracowałem w Warszawie, nie dostałem się do szkoły teatralnej, też dostałem parę fuch takich, że robiłem choreografię do teatrów telewizji i Marysi Seweryn, dzisiaj mojej koleżance i aktorce, która gra u mnie też, ale Marysi Seweryn robiłem do jakiegoś teatru telewizji choreografię i ona mnie zaprosiła w podziękowaniu na spektakl Shopping and Fun.
I ja zobaczyłem jako dziewiętnastolatek ten spektakl i wiedziałem, że to jest teatr, który chcę pójść. Znaczy on wywalił wszystko, co do tej pory... Wiesz, tylko jeszcze ta Modrzejewska i ten Koturn, ten XIX wiek, ten repertuar, że ja chciałem Schillera grać, Słowackiego i nagle Chopin Ravenheela i taki wiesz, hardkorowy teatr, brudny, brutaliści. I rzeczywiście przez parę lat w takim repertuarze. Ja sobie w Łodzi zbudowałem pozycję na takim repertuarze. Ale jak debiutujesz, w 2001 roku zade debiutowałeś w teatrze, ty w ogóle miałeś jakąkolwiek tremę? Bo z tego, co mówisz, też da się zbudować takiego gościa, który wchodzi jak po swojej. Nie, miałem. Miałem bardzo. Ja byłem bardzo... Ja na zewnątrz nie starałem się ludziom nie pokazać, jak bardzo jestem przerażony, ale przerażony byłem bardzo i zakompleksiony właśnie i taki niepewny siebie. Tylko są ludzie, którzy na przykład obnażają ten swój... Ja dzisiaj też już obnażam, jak się boję.
Partnerem żurnalisty w nauce języka angielskiego jest Tutlo. Ale jak wchodzisz do tego naprawdę bardzo, bardzo mainstreamowego teatru, jak wygląda taka droga od żółtodziaba do jednego z czołowych aktorów tego zespołu? Bo to też jest bardzo duży sukces, który ciężko jest, żeby wybrzmiał dla ludzi, jak dużą rolę pełniłeś. w teatrze, a ty naprawdę tam od gościa, który był dopiero na drugim roku studiów, stałeś się gwiazdą i też w ogóle to twoje odejście, to też jest bardzo ciekawy epizod. Jak długa to była droga i jak bardzo się temu poświęciłeś? Ja w sumie w tym teatrze byłem 12 lat, licząc dwa lata szkoły. To było bardzo, dzisiaj widzę, ciężkie, wiesz co, z jednego powodu. Moje wejście do teatru trochę zatrząsło zespołem.
I nie spodobało się starszym kolegom. Nie spodobało się, że przyszedł student drugiego roku i zaczyna grać główne role. Na trzecim, na czwartym to już miałem nawet, a na czwartym roku nawet udało mi się znaleźć pieniądze i wyprodukować pierwszy spektakl swój niezależny. To znaczy namówić reżysera, żeby go wyreżyserował, ale miałem na niego budżet. Znalazłem, więc zrobiliśmy Miłość i Gniew. Ale zasady wtedy były jeszcze takie w teatrze dosyć, wiesz, ja na przykład nie mogłem wchodzić do bufetu jako student. Ja pamiętam, że ja siedziałem przed, grałem, a na trzecim czy na czwartym roku był taki miesiąc, że ja sobie policzyłem, że ja miałem 38 spektakli w miesiącu. Bo miałem rano, wieczór, 38 spektakli. To jest obłęd. I siedziałem przed tym, mieszkałem w takim domu aktora, jeszcze wówczas z taką Kasią, kolejną Kasią.
W balecie nie mówiono, co robisz dobrze, w balecie mówiono za nisko noga, więcej, szybciej kręć, nie? Więc ja byłem wychowany w ogóle w punktowaniu tego, czego nie umiem albo w czym jestem słaby. Ja nie pamiętam, żeby zbudowano mi jakąś taką bazę, wiesz, moich zasobów, moich umiejętności czy docenienia mnie. To nie. A miałeś w teatrze jakiegoś mentora, mistrza? Na przykład był taki aktor Darek Siatkowski. Wiesz, Darek, Kogiel Mogiel, kojarzysz? No to on grał tego narzeczonego Kasi, męża później. Ja etatowo grałem jego synów i Darek, mimo że miał trudny życiorys już wtedy, miał problemy różne. Był takim mentorem dla mnie na pewno, był takim aktorem o dużej wrażliwości, a jednocześnie takim, wiesz, silnym, męskim, takim, że bardzo mi się to podobało.
I Waldemar Zawodziński, z którym los mnie złączył i dzisiaj jest dla mnie jak rodzina. 25 lat się śmieję, że mamy patorelację, że już mój tata się przyjaźni, cała moja rodzina się z nim przyjaźni. On jest po prostu częścią rodziny, ale to Waldemar, ten dyrektor wówczas też, zobaczył coś we mnie. Od kogo usłyszałeś pierwszy raz, że masz talent? Ale w którym... W aktorstwie. W aktorstwie? Wiesz co, na egzaminach, inaczej, jak przyjechałem na konsultację do Łodzi, takie konsultacje przed zdawaniem do szkoły teatralnej, to pamiętam, że ten pan, który później okazało się, że nasz opiekun na pierwszym roku, powiedział, że mam nigdzie indziej nie zdawać, mam zdawać do Łodzi, że muszę zdawać, bo mam ogromny talent. I wtedy ja już mówię, no to Łódź.
Proszę bardzo, miała być Warszawa, będzie Łódź, nie ma problemu. Mam, to się dzielę. Więc tak, tak to było. I rzeczywiście z tą obsesją na pierwszym miejscu się dostałem. Ale to czekaj, to jeszcze teraz przejdźmy do tego, od tego żółtodzioba do takiego jednego z czołowych postaci tego teatru. Jak to wyglądało? Bo też powiedziałeś o tym, że nie mogłeś chodzić do bufetu, że i tak dalej, i tak dalej. A kiedy poczułeś się pewnie? Kiedy poczułeś się, że ty tutaj coś znaczysz? Bo poza tym, że grasz bardzo dużo spektakli, to nadal mieszkasz w miejscu, gdzie są karaluchy, więc jakby wydaje mi się, że rzeczywistość dość mocno ściągała cię do ziemi, żebyś jednak nie odleciał. A w którym momencie poczułeś, że jesteś gwiazdą? Ja w ogóle mam problem ze słowem, i to nie ma w tym kokieterii, słowem gwiazda. Ja jestem teatralnym robotnikiem i naprawdę moja droga jest drogą aktora, który się umęczy, upoci, zagra, napisze, wyreżyseruje i tak dalej, i tak dalej.
Nie ma tu żadnej gwiazdy. No ale kiedy dostajesz główne role, kiedy masz taki moment, że faktycznie... Kiedy mam feedback, że jestem traktowany jak gwiazda, czy jakby określany... To rzeczywiście Niżyński, czyli mój pierwszy monodram w wieku 25 lat, stał się płapką też w pewnym sensie, ale stał się ogromnym sukcesem. Ja sam przyszedłem z tym spektaklem, z pomysłem na ten spektakl, bo to historia tancerza, właściwie nie historia tancerza, to tylko zapis jego choroby psychicznej, zapis jego psychozy, sześć tygodni. I te dzienniki, nad którymi pracowałem rok i zrobiłem ten spektakl jako 25-latek w tym teatrze, No to ten spektakl totalnie mnie wyniósł, bo ja jeździłem po całym świecie, naprawdę dostawałem nagrody ważne dla mnie, chociaż z tymi nagrodami też jest zawsze tak, że wystarczyło.
Fajne, że dostałem Grand Prix w Petersburgu na międzynarodowym festiwalu monodramów, więc wygrałem naprawdę z rosyjskimi aktorami świetnymi teatralnymi, z innymi. I pamiętam, że ta satysfakcja trwa tyle, ile trwają telefony do mojej mamy, do mojej przyjaciółki, do kogoś, jak obdzwoniłem, że wygrałem, wygrałem. I potem zostajesz w tym hotelu sam i masz takie i nic. I pusto. I dalej musisz potwierdzać. Więc to ogromna pułapka. Ten Niżyński też mnie taką pułapkę dał, bo ja długo nie mogłem też się pozbyć łatki roli życia, że nigdy nie przeskoczę Niżyńskiego. Dlatego w kolejnym monodramie zrobiłem się na kobietę, żeby w ogóle nawet fizycznie wyskoczyć z tego. To jest niesamowite, jakie deficyty mogą być, jakim mogą być napędem. Ty powiedziałeś tak, wszedłem do teatru Jaracza bardzo wcześniej, byłem jeszcze kurierzem, który nie był w stanie udźwignąć ról, które mu dano, więc narobiłem mnóstwo głupot, takich interpersonalnych.
Jakie to głupoty? Myślę, że nie szanowałem ludzi. O. To znaczy inaczej. To nie wynikało nawet tylko z moich czasem historycznych reakcji na jakieś problemy. Mogłem być odebrany jako osoba, która nie szanuje ludzi. To jest też tak, że to mi zmienił mój teatr przede wszystkim, bo chyba Krystyna Janta kiedyś opowiedziała taki przykład, że w państwowym teatrze idzie aktor czy reżyser i mówi, o papierek leży, proszę panią sprzątającą, a w swoim podnosisz i go wyrzucasz. I to rzeczywiście u mnie się zmieniło, że ja tak... W swoim poczuciu, będę dobra, bo jestem dziadersem, więc sorry, zmężniałem, że tak stałem się wreszcie facetem, kiedy przestałem być takim historycznym chłopcem, skoncentrowanym na sobie i pełnym pretensji do świata, że ma mu coś dać, albo czegoś mu nie dał.
Na pewno na etapie Teatru Jaracza, również Używka ma swój udział w tym, taki byłem. I... No... Okej, ale też można powiedzieć, że gardziłeś serialami, nie? O tak. Gardziłeś w ogóle tymi popularnymi ludźmi i tak dalej, i tak dalej. Ja dzisiaj się wstydzę tego, że wiesz co, bo to nie można, przepraszam, powiem wulgarnie, nie można dawać i krzyczeć, że cię gwałcą. Czyli nie można być, przyjmować roli w serialu, a jednocześnie być obrażonym, że się w nim gra. I takim, wiesz, ja grałem w serialach i zawsze miałem takie poczucie, że... z takim, no nie, no nie. Aczkolwiek dzisiaj tęsknię, na przykład dzisiaj bardzo bym chętnie wrócił przed kamerę i naprawdę chętnie bym wziął, tak jakby ktoś mi powiedział, rola na 10 lat, moda polska, moda na sukces.
Chcesz? Tak! Już mam zupełnie inne do tego podejście. Już mi ego, moje ego nie karmi się zawodem i nie muszę sobie tego udowadniać, a chcę mieć, a chciałbym zarobić i chciałbym w miarę lekko zarobić i mieć, wiesz, i mieć fajne życie. To jest moim celem dzisiaj. Ale tak, gardziłem serialami, ale grałem w nich. Ale popaliłeś sobie kilka mostów. Dużo, bardzo. No to powiedzmy trochę czym, bo ja uważam, że ty tak zawsze jesteś w połowie w ciąży, bo te wywiady z tobą są takie, że czytałem je i to dość dokładnie i też czytałem twoje wszystkie felietony, bo tam jest prawdziwe mięsko i tam się da między wierszami jednak dużo, dużo wyczytać, ale... Widać ewidentnie, że właśnie to, co ci powiedziałem, że z jednej strony dało się odczuć, że w teatrze urosłeś do takiej rangi, że faktycznie, nie chcę powiedzieć, że gardziłeś ludźmi, ale no, mogłeś być nielubiany.
Tak. Bo nawet przecież był ten taki wpis, gdzie mówiłeś, że koledzy z teatru notorycznie drukowali twoje wpisy w Facebooka i zanosili je dyrekcji. i tak dalej, i tak dalej. Tam było jeszcze kilka innych takich wątków, gdzie dało się zrozumieć, że ciężko było z tobą żyć i pomimo tego, że byłeś utalentowany, to ciężko było na ciebie patrzeć i ty musiałeś znaleźć swój szlak, na którym trochę zbudowałeś swoje nowe życie, nową tożsamość, bo to, co robisz dzisiaj, jest dla mnie twoją nową tożsamością zupełnie. I to nawet nie jest za bardzo szlak, tylko to jest coś zupełnie inna wersja ciebie, dalej taka piękne i idealistyczna, tylko ludzka. Bo tam po prostu widziałeś tylko i wyłącznie sztukę, że sztuka po prostu nie znosiła kompromisów, sztuka nie miała kompromisów, sztuka nie była człowiekiem, a dzisiaj moim zdaniem to, co ty robisz i to, jak opowiadasz o ludziach w ogóle bliskich,
to widać, że dużo bardziej zrozumiałeś, że ludzie są ludźmi, ludzie nie są tacy, jak czasami chcielibyśmy, żeby byli. Sam powiedziałeś zresztą, że gdybyś miał siebie młodego, to byś go nie zatrudnił w żaden sposób. Gdybym dzisiaj miał zatrudniać aktora 26-letniego, jakim ja byłem, to bym ze względu na to, że ja bardzo dbałem, żeby u mnie w teatrze też, poza tym, żeby grali jakościowo dobrzy, znaczący aktorzy, niepopularni, dobrzy, to żeby była fajna atmosfera. To jest bardzo ważne. Ale wiesz co, o jednej rzeczy sobie pomyślałem w tym teatrze. Problem polegał nie tylko na tym, że ja byłem tak rozwalony czy niefajny. Problem polegał na tym, że wszystkie moje sukcesy były sprowadzane, umniejszane do bardzo niefajnych rzeczy. Że gram pewnie, bo może jestem czyimś kochankiem.
Że zawsze ja dostawałem łatkę jakąś, że nie zasługuję na to, co mam. Mimo, że zapracowałem sobie dosyć ciężko na każdy z tych spektakli, a zwłaszcza na te, na które znalazłem nawet pieniądze. I ja myślę, że z tego ja nie chciałem się dać, nie chciałem pokazać, że się dałem pokonać jakiejś grupie ludzi. Więc ja byłem dla tego harty. Szedłem na zwarcie. Nigdy nie szedłem, że płakałem w koncie, tylko szedłem na zwarcie, że nie dam się. Tego mnie nauczyła moja mama. Moja mama była takim typem Persherona, takiego buldożera, który wchodził wszędzie i zaorał. I myślę, że to z tego wynikało. I nie z tego, bo ja... Ja naprawdę zacząłem trochę patrzeć na siebie inaczej właśnie jak odszedłem z Teatru Jaracza. I od początku, to jest dokładnie to, co powiedziałeś, jakby zacząłem budować siebie bez pewnych kontekstów studenta, który wszedł, zawsze byłem najmłodszym aktorem, zawsze były jakieś takie, wiesz, dosyć... Bez tych łatek.
Nie w spektaklu totalnie biologicznym, wiesz, takim, który miażdżył. Pewnie na tym polegał też jego sukces, ale ja grałem tego Niżyńskiego w ogóle 18 lat, żeby było śmieszniej. Natomiast to jest moja rola, którą mam w DNA. Ostatnio mi zaproponowano, żebym to wznowił u mnie w teatrze. Żebym jeszcze to wznowił, bo tam trzeba było coś ratować, jakieś terminy i o, Niżyński. Nie, znaczy jakby moment, w którym ja się uwolniłem od Niżyńskiego grania tego na żywo, to był moment, kiedy ja naprawdę z moich komórek wyszedł potwornie zafiksowany lęk, który ja miałem. Ja parę razy uciekłem ze sceny przecież. Ja uciekłem, mój lęk przed spektaklem był tak wielki, że ja nie podołam, że uciekłem z teatru, że miałem odwołane spektakle. I tak nie postępują ludzie, którzy są pewni siebie i tak postępują ludzie, którzy mają totalnie rozwaloną samoocenę.
Kiedyś zadałem takie pytanie do Andrzeja Chyry. Jak bardzo używki zminimalizowały jego karierę? I pytasz jak moje? No wiesz, ja na przykład dostałem propozycję z Niżyńskim, którego przygotowałem po angielsku, bo na zagraniczne festiwale jeździłem z tą anglojęzyczną wersją. Dostałem też propozycję 24 spektakli w Edynburgu na festiwalu. Wszystko było załatwione. Nie pojechałem, bo wtedy ważniejsze było dla mnie palenie. Dzięki Bogu Gabrysia Muskała ze swoim monodramem mogła zastąpić i uratować teatr przed konsekwencjami i w związku z tym również mnie przed konsekwencjami. Dla mnie było ważniejsze, po co ja mam mieć miesiąc, dzień po dniu grania hardkorowego spektaklu, jak ja mogę w domu siedzieć i jointy palić i oglądać telewizję albo oglądać Doktora House'a.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Partnerem żurnalisty w nauce języka angielskiego jest Tutlo.
Wsłuchaj się w potrzeby swojej skóry z marką Bielenda, partnerem pielęgnacyjnym podcastu.
LATO
Sezon grillowy wystartował. Sprawdź ofertę grilli na koler.pl. Z kodem LATO zgarnij dodatkowy rabat.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Partnerem żurnalisty w nauce języka angielskiego jest Tutlo."
„Wsłuchaj się w potrzeby swojej skóry z marką Bielenda, partnerem pielęgnacyjnym podcastu."
LATO
„Sezon grillowy wystartował. Sprawdź ofertę grilli na koler.pl. Z kodem LATO zgarnij dodatkowy rabat."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym odcinku moim gościem jest Kamil Maćkowiak – aktor, reżyser, autor głośnych monodramów i twórca własnego teatru. Rozmawiamy o tym, jak dziewięciolatek zdecydował, że „kończy się jego dzieciństwo”, o surowej szkole baletowej i przejściu do aktorstwa, o „Niżyńskim” i „Diva Show”, o odejściu z etatu i budowaniu niezależnej sceny.
Wchodzimy też w trudniejsze tematy – depresję, uzależnienia i wieloletnią terapię. Pytam Kamila o granice prywatności, ego i potrzebę kontroli, o misję sztuki w podzielonym świecie i o to, co po nas zostaje.
To szczera, momentami konfrontacyjna rozmowa o cenie ambicji, o wolności, która zawsze coś kosztuje, i o tym, jak nie zgubić siebie w świecie, który ciągle czegoś od nas oczekuje.