Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Zapomniane
Zbrodnie Zapomniane

KRADŁ LUDZKI TŁUSZCZ. LEGENDA OKAZAŁA SIĘ PRAWDĄ?

08.03.2026 ·49 min 40 s

Przez lata mówiono, że to tylko legenda… aż odkryto prawdęPostaw mi kawę: https://buycoffee.to/zbrodniezapomnianeWspieranie kanału:https://patronite.pl/ZbrodnieZapomnianehttps://www.youtube.com/channel/UCZsXqcUbVi03jDKVS-a2Dlg/joinŹródła internetowe:W przypiętym komentarzuSpołeczność:Grupa na fb: https://www.facebook.com/groups/1120954551591543Instagram: https://www.instagram.com/zbrodniezapomniane/kontakt:✉️ e-mail: [email protected]🎙️spotify: https://open.spotify.com/show/3sIQIldYKTitI2AF9tRMOI🎙️iTunes: https://podcasts.apple.com/us/podcast/zbrodnie-zapomniane/id1506114950🎙️Google podscast: https://podcasts.google.com/?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8xYTY4ZDJiNC9wb2RjYXN0L3Jzcw&ep=14Autorem wykorzystanej muzyki jest Darren Curtis.Wstęp: Destiny by Darren-CurtisIntro: Journey's Reflection by Darren-CurtisTło: Soul's Departure by Darren-Curtis | https://soundcloud.com/desperate-measurezMusic promoted by https://www.free-stock-music.comCreative Commons Attribution 3.0 Unported Licensehttps://creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.en_US

A wtedy przestaje być jedynie bajką dla niegrzecznych dzieci. Staje się kimś, kogo życie może postawić na naszej drodze. I nie każdy z takiego spotkania wraca. W drugiej połowie XIX wieku hiszpańska Witoria była miastem prowincjonalnym, uporządkowanym i względnie spokojnym. Otoczona polami, sadami i drogami prowadzącymi do niewielkich wiosek, żyła rytmem targów, pracy w gospodarstwach i kościelnych świąt. Po zmroku miasto pustoszało. Drogi na obrzeżach tonęły w półmroku, a odcinki między zabudowaniami świeciły pustkami. O tak późnej porze nikt się po nich nie wałęsał.

Między rokiem 1870 a 1879 Witoria i jej okolice stały się niemym świadkiem serii zbrodni. Kiedy po raz pierwszy natrafiono na kobiece szczątki, uznano, że to przypadek. Kiedy ciał przybywało, zwrócono to na karp nieszczęśliwego splotu okoliczności. Dopiero po kilku latach stało się jasne, że schemat zawsze wygląda tak samo. Spotkanie poza miastem z tajemniczym mężczyzną, z którego kobieta nigdy nie wraca. Przynajmniej nie żywa. Ofiarami były głównie kobiety żyjące na marginesie społecznym. Ale zdarzały się wyjątki.

W rzeczywistości za tą nazwą stał konkretny człowiek. Ale o tym za chwilę. Sprawa Sakamantekas to nie tylko historia serii zabójstw. To także opowieść o tym, jak w XIX wieku próbowano zrozumieć przemoc, jak rodzi się legenda i jak trudno oddzielić fakty, gdy zbrodnie sprzed półtora wieku zaczynają żyć własnym życiem. Ale zacznijmy sobie od początku. Pierwsze ciało znaleziono 2 kwietnia 1870 roku na obrzeżach Vitorii, w rejonie położonym między dawnym Palworin a naturalnym korytem strumienia Rekacziki. Miejsce znajdowało się w pewnym oddaleniu od miejskiej zabudowy, ale nie było czymś, co moglibyśmy nazywać jakąś puszczą kampinoską.

W ciągu dnia normalnie można było spotkać tam rolników i osoby pracujące poza miastem. Natomiast po zmroku przestrzeń pustoszała. A ponieważ jakiekolwiek budynki stały daleko, to po zachodzie słońca teren stawał się miejscem pozbawionym świadków. Ofiarą była młoda kobieta utrzymująca się z nierządu. W realiach XIX-wiecznej Witorii oznaczało to funkcjonowanie na obrzeżach miasta, w pobliżu bram wjazdowych lub przy drogach prowadzących w stronę pól, czyli w miejscach, gdzie można spotkać rolników i robotników wracających do miasta, a jednocześnie łatwo oddalić się z zainteresowanym w jakiś ustronny zakątek.

Dopiero następne wydarzenia pokażą, że drogi dzień kwietnia 1870 roku nie był odosobnionym incydentem, lecz początkiem serii, która w ciągu kolejnych 9 lat zmieniła sposób, w jaki mieszkańcy Witorii patrzyli na drogi prowadzące poza miasto. 2 marca 1871 roku, niespełna rok po pierwszym zabójstwie, Witorią znów wstrząsnęła informacja o ciele kobiety odnalezionym na obrzeżach miasta. Ofiarą była, jak tutaj donoszą źródła, dojrzała kobieta, wdowa utrzymująca się zdrowych prac i okazjonalnej pomocy.

Jej dane osobowe nie są znane. Kobieta żyła skromnie. Bywała widywana w mieście. Czasem prosiła o wsparcie. Znano ją z widzenia, ale nie budziła większego zainteresowania. Od kobieci na jakich wiele. W dniu zaginięcia widziano ją w Witorii w godzinach popołudniowych. Rozmawiała z mężczyzną odpowiadającym opisowi robotnika rolnego. W części relacji pojawia się też informacja, że mężczyzna przekazał jej wówczas drobną sumę pieniędzy. Jakby litując się nad jej losem, wręczył jej jałmużnę, by ta mogła coś zjeść. W tamtych czasach za kilka monet łatwo było kupić sobie zaufanie, a już z całą pewnością pieniądze mogły być wystarczającą motywacją, by oddalić się z nieznajomym w ustronne miejsce.

To nie był jeszcze oficjalny wniosek. Raczej intuicja czy też zdrowy rozsądek, który starał się połączyć wszystkie kropki, aby jak najlepiej unikać zagrożenia. Dopiero sierpień 1872 roku sprawił, że to, co do tej pory było serią podobnych zbrodni, zaczęło wyglądać jak robota tego samego człowieka. Przypadek z 21 sierpnia 1872 roku stał się wyjątkowo głośny i całkowicie zmienił podejście do sprawy. Ofiarą była trzynastoletnia dziewczynka, służąca w jednym z domów w Vitorii, wysłana do miasta przez swoich pracodawców po drobne sprawunki.

Ostatni raz widziano ją w mieście w godzinach przedpołudniowych. Szła sama. Nie odnotowano, by towarzyszył jej konkretny mężczyzna, co odróżnia tę sprawę od wcześniejszych przypadków. Z rekonstrukcji wynika, że atak nastąpił w porze popołudniowej, w czasie, gdy pracujący w polu schodzili na posiłek. Drogi na ten moment pustoszały. Sprawca wykorzystał tę krótką lukę czasową i nieobecność świadków. Do napaści doszło na drodze prowadzącej z Witorii w kierunku Gamara, na odcinku biegnącym wśród pól i przecinanym przez przydrożne rowy oraz kanały nawadniające.

Zwracano uwagę na robotników krążących bez wyraźnego celu między Witorią a okolicznymi wioskami. Zaczęto dokładniej przepytywać osoby, które w dniu zabójstwa przemieszczały się w kierunku Gamara. Bez efektu. Strach w mieście narastał. W rozmowach powracało pytanie, czy za wszystkie zbrodnie odpowiada ten sam człowiek? A jeśli tak, to dlaczego wciąż jest na wolności? Odpowiedź nie nadejdzie od razu. Zanim sprawca zostanie wskazany, minie jeszcze kilka lat. Ale sierpień 1872 roku był momentem, w którym ostatecznie Witoria przestała wierzyć, że ma do czynienia z przypadkiem.

Wszystkie miejsca napadów znajdowały się w promieniu kilku kilometrów od Vitorii, przy drogach, które prowadziły w kierunku pól i wsi. Zwrócono też uwagę na to, że sprawca wybierał godziny, w których ruch na trasach był ograniczony. Wciąż jednak brakowało kluczowego elementu. Bezpośredniego świadka, który mógłby jednoznacznie wskazać napastnika. Wówczas zwrócono też uwagę na zgłoszenia dotyczące napaści, w których ofiary przeżyły atak. Pierwszy z takich incydentów miał miejsce w sierpniu 1873 roku, czyli rok po podwójnym zabójstwie z roku 1872. Sakamantekas zaprowadził młodą prostytutkę w okolicy Palworin, nad strumień Rykacziki, czyli dokładnie w ten sam rejon, gdzie kilka lat wcześniej znaleziono pierwsze ciało.

Strach na stałe zamieszkał wśród mieszkańców Witorii i okolic. Każdy mężczyzna krążący bez wyraźnego celu po drogach wylotowych z automatu lądował na liście podejrzanych. A jednak mimo rosnącej presji sprawca nie został zatrzymany. Być może zdawał sobie sprawę z napięcia i podwyższonej ochrony, ponieważ po ostatnim ataku z 1874 roku nastał okres kilkuletniej ciszy. Ciszy, która zostanie brutalnie przerwana w roku 1879. 7 września odnaleziono ciało kobiety w rejonie Cajtegi, na jednym z odcinków drogi prowadzącej przez pola w kierunku niewielkich osad.

Ofiarą była Manuela Audicana, 52-letnia młynarka wracająca z targów Vitorii do domu. To właśnie ta sprawa została najlepiej udokumentowana, między innymi dzięki szczegółowej sekcji zwłok. Manuela była widziana w mieście z koszem żywności. W drodze powrotnej zaczepił ją mężczyzna, który szedł obok niej i nawiązał rozmowę. Kiedy znaleźli się w miejscu mniej widocznym, napastnik zaatakował. Z późniejszych ustaleń wynika, że dusił kobietę jej własnym fartuchem. Manuela straciła przytomność, ale według późniejszych ustaleń pochodzących z raportu autopsyjnego, wciąż żyła.

Sakamantekas powrócił i jest żądny krwi. Dwa ciała w odstępie kilkunastu godzin sprawiły, że śledczy musieli wrócić do akt sprzed lat. Po raz kolejny zaczęto zostawiać ze sobą miejsca, godziny i typ ofiar. Wszystkich zbrodni dokonano w pobliżu Vitorii. Wszystkie dotyczyły kobiet, które ostatni raz widziano w towarzystwie mężczyzny ubranego jak robotnik rolny. Każda z nich kończyła się duszeniem, a w najnowszych przypadkach dochodziło jeszcze rozcięcie powłok brzusznych. Policja po raz kolejny skupiła się na odszukaniu kobiet, które w poprzednich latach przeżyły napaść.

Najważniejsze okazało się jednak zgłoszenie z 1 listopada 1878 roku. Tego dnia w jednym z młynów pod Witorią zaatakowano monarkę Angele Lopez de Armentia. Kobieta przebywała w budynku sama. Wówczas do środka wszedł pewien mężczyzna. Wymienili między sobą kilka obojętnych zdań. W pewnej chwili napastnik rzucił się na kobietę i chwycił ją za szyję, próbując ją udusić. Doszło do szarpaniny. Oboje upadli na ziemię. W trakcie walki młynarka uderzyła o drewnianą konstrukcję stojącą przy drzwiach. Zdezorientowany napastnik poluzował ucisk.

Jedno było pewne. Legenda wreszcie zyskała twarz. A Witoria po raz pierwszy od lat wiedziała, kogo ma za murami więzienia. Proces wzbudził ogromne zainteresowanie. Akt oskarżenia objął formalnie dwa ostatnie zabójstwa. Choć w mieście wierzono, że Geraio ma na sumieniu znacznie więcej ofiar, ale niestety brakowało wystarczających dowodów, by sądzić go za wszystkie przypisywane mu czyny. Według relacji Geraio był spokojny, opanowany i rzeczowo odpowiadał na zadawane mu pytania. Paradoksalnie to właśnie ta zwyczajność wywołała największy niepokój, bo Geraio nie pasował do wyobrażenia potwora.

Łatwiej było uwierzyć w mityczną postać niż w to, że sprawcą był po prostu zwykły, przeciętny, milczący robotnik, który przez lata funkcjonował obok innych bez wzbudzania podejrzeń. I tak Geraio przestał być tylko Juanem Diazem de Geraio i stał się Sakamantekas, potworem, który wycina ludzkie organy i którego imię przetrwało w Alavi dłużej niż jego własne. Dziękuję Wam za wysłanie dzisiejszej historii. Mam nadzieję, że ten przypadek był dla Was interesujący. Kubie i Alicji oczywiście serdecznie dziękuję za postawioną wirtualną kawę. Jeżeli Wy również chcielibyście podziękować mi za moją pracę w podobny sposób, to link do portalu, na którym możecie to zrobić znajdziecie w opisie filmu, ale możecie też wesprzeć kanał w zupełnie inny sposób, dużo prostszy.

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.