Mentionsy Mentionsy
Z Paszportem
Z Paszportem

Cesarz Trump i Rada Pokoju. Co czeka Palestynę? | dr Michał Lipa

29.01.2026 ·48 min 57 s

Czy Rada Pokoju Donalda Trumpa to szansa na stabilizację, czy narzędzie władzy? W tym odcinku analizujemy wpływ nowej inicjatywy USA na Bliski Wschód i sytuację w Palestynie. Gościem Blanki Dżugaj jest dr Michał Lipa (UJ).

Tak naprawdę gaza jest tutaj na końcu albo w ogóle poza agendą, jeśli chodzi o to, co w rzeczywistości robi Trump w kontekście tworzenia Rady Pokoju. Trump jako najbardziej znany performer świata zrobił performance znowu tak naprawdę. Rada Pokoju czy Kpina z Pokoju? Donald Trump mówi o najbardziej prestiżowej radzie świata, która może zastąpić ONZ w przyszłości. Krytycy tejże rady twierdzą, że jest to instytucja jednego człowieka.

Była wizyta Trumpa w Knesecie w Izraelu, była wizyta Trumpa w Egipcie, w Sharm el-Sheikh. Tam spotkali się kraje arabskie, nie tylko zresztą, bo też kraje muzułmańskie szerzej wspierające. To rozwiązanie, Indonezja choćby, że nie tylko muzułmańskie nawet było tam, o ile pamiętam Wiktor Orban, ale była Turcja, była Indonezja między innymi. W związku z czym ta idea Trumpa zyskała szeroką legitymizację, nazwijmy to w świecie muzułmańskim, a szczególnie w świecie arabskim. No i potem była słynna rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ 2803, która Wsparła te wysiłki na rzecz rzeczywiście stworzenia pewnego rodzaju ram instytucjonalnych czy instytucji odpowiedzialnych za wdrażanie kolejnych etapów rozejmu oraz późniejszą odbudowę strefy gazy, co będzie procesem, jeśli faktycznie będzie postępować, no to to będzie proces niezwykle kosztowny i na lata.

No i w tej rezolucji jest mowa o tym, że ma powstać Takie coś jak Rada Pokoju, jak Międzynarodowe Siły Stabilizacyjne, tyle że założenie ONZ-owskie powiedzmy jest takie, czy ta rezolucja mówi, żeby do tego konkretnego konfliktu powołać konkretne instytucje mające za zadanie właśnie Zajęcie się zarządzaniem tym wszystkim, co po konflikcie ma mieć miejsce, czyli właśnie odbudowa, czyli towarzyszenie, pewnego wprowadzenia nowych rozwiązań politycznych, tak, nowe władze palestyńskie, okres przejściowy, te wszystkie kwestie, czyli w zamyśle ONZ-u Rady Bezpieczeństwa miało to być ciało, nazwijmy to techniczne. Powołane właśnie do tego, żeby towarzyszyć gazie w procesie odbudowy przemian politycznych i wdrażania.

Cesarz Trump, Uniwersytet Jagielloński. Cesarz Trump, Uniwersytet Jagielloński. Zaprosił oczywiście kilkadziesiąt, tam około 60 krajów do Rady Pokoju, w tym polskie. I wysłał pewnego rodzaju projekt statutu, czy też karty Rady Pokoju. No i to, co dostali zaproszeni goście, zaproszone kraje, odbiega znacząco od tego, poza nazwą w zasadzie, to odbiega znacząco od tego, o co chodziło Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Słuchaj, przyjrzyjmy się roli Trumpa, bo to jest dla mnie fascynujące. Wynotowałam sobie. To właściwie jest dożywotnik przewodniczący. Nawet jeżeli przestanie być prezydentem Stanów Zjednoczonych, to nadal może pełnić funkcję właśnie przewodniczącego Rady Pokoju. Tylko on może zapraszać kolejne osoby i państwa do członkowstwa i pozbawiać je członkowstwa. Tylko on nominuje swojego następcę. To jest władca absolutny. Ma prawo weta w stosunku do każdej decyzji. I teraz patrzę na ONZ, którą się przywołuje bardzo często właśnie w kontekście Rady Pokoju. W Radzie Pokoju to uprawnienie przysługuje pięciu państwom, które wygrały drugą wojnę światową. Natomiast tutaj jest jedynowładca, którego nikt nie może odwołać jeszcze na dodatek.

Natomiast ważne jest to, że to są ci, którzy uznają tę władzę cesarską Trumpa. Więc Trump próbuje stworzyć prywatną organizację międzynarodową, której to on będzie rzeczywiście takim jedynowładcą. Wygląda to oczywiście... Wiemy, że to brzmi absurdalnie, czegoś takiego w historii najnowszej przynajmniej nie było, w związku z czym rzeczywiście ma prawo to wzbudzać szereg kontrowersji i te kontrowersje są uzasadnione. Trump jako przewodniczący, który w zasadzie może wszystko, bo może to tak jak wspomniałaś. Dalej, obejście systemu... Zarzuty, że Rada Pokoju miałaby obchodzić coś, co już jest, czyli system ONZ-u, są w pełni zasadne.

Trump ONZ-u nie lubi za bardzo, ponieważ ONZ go krępuje. W związku z czym łatwiej jest stworzyć coś innego niż wpływać cały czas i wywierać naciski na ONZ. Nigdy nie będzie to takie skuteczne. W związku z czym mamy wyraźnie... Taką ambicję, czy taki motyw tutaj można dostrzec, czy odczytać w działaniach Trumpa. No i pytanie oczywiście... Czy pozwolisz mi przez chwilę być adwokatką diabła? No bo ja tutaj przywołam słowa profesora Bogdana Góralczyka, który pięknie określa ONZ mianem Organizacji Narodów Zagubionych. To może my potrzebujemy alternatywy dla ONZ, która faktycznie...

Pokazuje spory brak jakiegokolwiek działania w ostatnich latach. ONZ jest organizacją oczywiście wielką, niezwykle ociężałą. Czasami, zwłaszcza kluczowe decyzje, ważne polityczne decyzje podejmuje z trudem, no bo są określone procedury, targi na forum i tak dalej, jest biurokracja. Więc oczywiście można, jeśli ktoś oczekuje szybkiego działania, no to może zarzucać ONZ-owi, że nie potrafi szybko działać, że czasami chowa głowę w piasek. Kiedy dzieją się np. złe rzeczy, pamiętamy, że już były różne akty ludobójstwa choćby w przeszłości i ONZ nie zadziałał na czas.

Więc oczywiście tutaj cała ta litania zarzutów do ONZ jest zasadna. Natomiast ja uważam, że pomimo tego jak wadliwe jest ONZ w pewnych kwestiach, to i tak my potrzebujemy ONZ jako tego największego multilateralnego... Ciała, no więc takiego systemu w zasadzie, bardzo skomplikowanego systemu, który mimo wszystko z jednej strony ogranicza, nazwijmy to, nadmiernie autorytarne zapędy najsilniejszych, czy takie zapędy właśnie najsilniejszych mocy, one muszą, nawet jeśli chcą coś ugrać i chcą to robić w sposób legalny, muszą przynajmniej udawać, że szanują prawo międzynarodowe, że wykorzystują te instrumenty, czy te instytucje ONZ-u, które

Co zawsze je w jakimś stopniu będzie krępowało. A z drugiej strony, druga strona jest jeszcze taka, że ONZ oczywiście też wiele dobrego robi, tylko to są działania terenowe, techniczne, praca taka codzienna w różnych miejscach na świecie. Która nie jest medialnie nośna, o której się na co dzień nie mówi, ale możemy sobie wyobrazić, że gdyby tak nagle zechcieć stworzyć serię reportaży na temat pojedynczych Wielokrotna i nieskuteczna organizacja, ale lepszej nie mamy.

W związku z czym Ja bym tak odpowiedział na ten zarzut. Są jeszcze inne kontrowersje, m.in. konkretne osoby, które mają zasiadać w tej Radzie Pokoju. Mam na myśli w kontekście gazy to oczywiście Benjamin Netanyahu. No i Władimir Putin, który już zapowiedział na spotkaniu z Abbasem, że na rzecz Rady Pokoju chętnie wykorzystałby zamrożone rosyjskie aktywa, zamrożone w Stanach Zjednoczonych, tak by wesprzeć naród palestyński. No i tak, patrząc na ONZ, to właściwie mamy tę samą sytuację, no bo tam też zasiada Rosja, więc Kat może zasiadać obok ofiary, a jednak w kontekście Rady Pokoju wzbudza to bardzo duże kontrowersje.

No właśnie, dlatego ONZ powstał w innych okolicznościach, w inny sposób. Wiadomo było, że tutaj rola mocarstw, które wygrały drugą wojnę światową, no musi być duża. Już abstrahujemy od tego, że od dziesiątek lat toczy się dyskusja na temat reformy w ogóle Rady Bezpieczeństwa. W ogóle mam taką prywatnie nadzieję, że właśnie ten cały kryzys wokół ONZ-u być może otworzy drzwi do Rozmów i później jakieś reformy tej struktury, która już się sprzestarzała. Natomiast rzeczywiście... Przypomnij pytanie, proszę, bo odpłynąłem trochę. Nie, to bardzo dobrze, że odpływasz, bo twoje dygresje są bardzo, bardzo interesujące.

Nie, no chodzi mi o to po prostu, że kontrowersyjne osoby, które tam zasiadają, Władimir Putin na przykład, Benjamin Netanyahu, Tutaj mamy sytuację zupełnie inną. Geneza ONZ jest inna niż geneza Rady Pokoju. Tutaj mamy Trumpa, cesarza świata, który zaprasza sobie tych, których lubi lub uważa, że będą tutaj potrzebni. W związku z czym tutaj rzeczywiście pojawiają się takie postaci, które wzbudzają duże kontrowersje, ale to są przy okazji też ludzie, których Trump szanuje. W przypadku Izraela oczywiście sprawa jest oczywista. Ponieważ Rada Pokoju, pomimo tego, że w tym statucie nie ma mowy bezpośrednio o gazie i odniesienia do kwestii palestyńskiej, no to wiadomo jest, że ona siłą rzeczy zajmie się w pierwszej kolejności tą sprawą, bo ona jest na pierwszym miejscu.

Tylko, że powiedzmy, ona nie jest powołana tylko do tego, żeby zajmować się tym konfliktem, ale w ogóle konfliktami na świecie, czyli właśnie tym, do czego jest między innymi ONZ powołane. Więc to, że pojawiają się kontrowersyjne postaci, to nie dziwi. Netanyahu w pewnym sensie musi tam być, bo dotyczy to jego podwórka. Putin, bo Trump go szanuje i uważa, że też mu się przydaje, i szereg innych postaci, co do których moglibyśmy mówić, że w zasadzie demokratami to oni nie są, ale Trump w duszy też demokratą nie jest, więc to się wszystko zgadza. Ideologicznie można powiedzieć, że w pewnym sensie Czy osobowościowo nawet, czy też trudno mi uznać słowo, pasują do siebie, prawda? I to jest jeden element tej układanki.

Im chodzi faktycznie o to, żeby zająć się sprawą gazy, bo ona dla nich jest żywotna. To jest żywotny, egzystencjalny interes tych krajów, żeby coś zrobić z kwestią gazy. Średnioterminowo Nie strategicznie, tak jak Trump. Oni to czytają w nieco inny sposób niż Trump i oni próbują jak najwięcej wycisnąć. Podziewam się, że będą próbować jak najwięcej wycisnąć z tej dziwnej formuły, jaką jest Rada Pokoju i wszystko to, co wokół tego powstanie, właśnie po to, żeby uporządkować sprawy na Bliskim Wschodzie.

No i w gruncie rzeczy zawsze możemy zarzucić przywódcom światowym. regionalnym cynizm. W związku z czym tutaj też mamy taką sytuację, że dlaczego nagle świat arabski czy szerzej muzułmański chce to rozwiązać i uważa, że to jest ważna rzecz. Destabilizacja w tej części świata jest dla nich bardzo niebezpieczna. Więc to jest pierwsza rzecz, czyli im bardziej destabilizowana strefa gazy, zachodni brzeg, tym większe ryzyko dla krajów takich jak Egipt, jak Jordania. W związku z czym dla nich stało się to priorytetem, żeby tę sprawę rozwiązać, ponieważ one chcą mieć spokój. Mamy kraje arabskie, zatoki, zwłaszcza Arabia Saudyjska, która też, Muhammad Bin Salman nie przyłoży ręki do dalszego pogorszenia losu Palestyńczyków, ponieważ

Ty lepiej znasz Zjednoczone Emiraty Arabskie niż ja. Co one chcą ugrać? Rzeczywiście w ostatnim czasie widzimy wyraźne pęknięcie powiedzmy pewnej spójności, nie tyle arabskiej nawet, co nawet spójności politycznej Zatoki. I mamy już w tej chwili można powiedzieć chyba wprost, że mamy do czynienia ze sporem, konfliktem, sporem między Arabią Saudyjską, a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. To się może oczywiście w ciągu następnych lat zmienić. Pamiętamy, że był kasus Kataru, który prowadził politykę w kontrze do Arabii Saudyjskiej, został do pewnego stopnia spacyfikowany poprzez izolację, chociaż ją przetrwał i dzisiaj już Katar

Ale rzeczywiście Emiraty zaczęły mocno grać na siebie. I w kontekście, o którym mówimy, też to ma znaczenie, ponieważ widzimy bardzo wyraźne zbliżenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Izraela. Dzisiaj moglibyśmy raczej powiedzieć, że te dwa kraje są dużo bliżej niż powiedzmy Emiraty i Arabia Saudyjska. W związku z czym, one grają na trochę inną architekturę bezpieczeństwa czy w ogóle takich, powiedzmy, układu sił na Bliskim Wschodzie. Raczej grają na, niektórzy twierdzą, analitycy, że te kraje, zwłaszcza Emiraty, grają na rozbijanie, a nie na stabilizację, czyli nie na zachowanie status quo na przykład. Granice państw i stabilizacja, ale na przykład wspierają ruchy separatystyczne.

Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.